Monitoring Rynku Pracy: 323 tys. osób nie pracowało przez pandemię w czwartym kwartale

biznesman1W ostatnim kwartale 2020 r. na rynku pracy widać było skutki pandemii i wprowadzonych obostrzeń. Według badania „Monitoring Rynku Pracy” Głównego Urzędu Statystycznego w okresie październik-grudzień aż 323 tys. osób nie wykonywało pracy z uwagi na kwestie bezpośrednio związane z pandemią. To ponad trzy razy więcej niż w trzecim kwartale. Liczba bezrobotnych osób nie zmieniła się znacząco, a liczba osób aktywnych zawodowo nawet wzrosła.

W czwartym kwartale 2020 r. liczba ludności aktywnej zawodowo (w wieku 15 lat i więcej) wyniosła 17 mln 86 tys. osób, a współczynnik aktywności zawodowej (56,5%) zwiększył się o 0,5 pp. w stosunku do analogicznego okresu z 2019 r. Warto zaznaczyć, że w tej grupie aż 16 mln 555 tys. to osoby pracujące, a 531 tys. – bezrobotni. Wpływ koronawirusa był jednak widoczny, bo wzrósł odsetek osób, które mają pracę, ale nie wykonywały jej w tygodniu badania z uwagi na kwestie związane z pandemią. W trzech ostatnich miesiącach 2020 r. było takich osób 323 tys., co oznacza wzrost w stosunku do trzeciego kwartału o 223 tys. Pod tym względem „bezkonkurencyjny” był jednak drugi kwartał, podczas którego z uwagi na kwestie związane z COVID-19, nie pracowało 1,2 mln osób, co stanowiło 62,2% wszystkich osób niewykonujących pracy w badanym tygodniu.

– Dane GUS potwierdzają to, co dało się zauważyć w codziennym życiu, druga fala koronawirusa i wprowadzone obostrzenia sprawiły, że pracownicy mieli trudności, by wykonywać swoje obowiązki zawodowe bez wymuszonej przerwy. Na liczbę ponad 300 tys. osób, które w czwartym kwartale ubiegłego roku nie wykonywały pracy w związku z COVID-19, składają się nie tylko osoby, które chorowały lub przechodziły kwarantannę, ale też takie, których branże zostały objęte obostrzeniami – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Złudzenia nie pozostawiają też dane dotyczące przepracowanych godzin – 93 tys. osób w badanym tygodniu pracowało krócej niż zwykle z przyczyn związanych ze zmianami w działaniu zakładów pracy. Ta liczba dość znacznie zwiększyła się w porównaniu do sytuacji w analogicznym okresie 2019 r., kiedy takich osób było zaledwie 21 tys. Co ważne, aż 80 tys. ze wspomnianych 93 tys. zaznaczyło, że przyczyna ich krótszej niż zwykle pracy ma bezpośredni związek z pandemią.

Bezrobocie wzrasta, ale… powoli
Dość stabilnie od początku pandemii prezentuje się wskaźnik bezrobocia rejestrowanego, który w czwartym kwartale 2020 r. wyniósł 6,2%. Ta wartość utrzymuje się na podobnym poziomie od czerwca 2020 r. (wówczas – 6,1%). W porównaniu do sytuacji sprzed roku także nie zanotowano dużego skoku, bo o 1 pp. Zdaniem ekspertów Personnel Service, to po części również zasługa ukraińskiej emigracji, która złagodziła pierwszy szok wywołany pandemią.

– W marcu i kwietniu, kiedy wprowadzono największe obostrzenia związane z koronawirusem, ok. 250 tys. pracowników ze Wschodu zdecydowało się na powrót do ojczyzny. Zwolnione przez Ukraińców miejsca pracy mogli zajmować Polacy. To oznacza, że odpływ kadry ze Wschodu stał się swoistą poduszką powietrzną dla Polaków tracących zatrudnienie – podkreśla Krzysztof Inglot.

Źródło: Personnel Service.

Branża transportowa umiera po cichu: Brak inwestycji, wykluczenie z tarczy i utrudniony dostęp do finansowania

210222_Infografika_Transport w kryzysie_Finiata

Jeszcze w normalnych czasach firmy z branży TSL zmagały się z terminowym regulowaniem zobowiązań i rosnącymi kosztami działalności. Kryzys ekonomiczny i obostrzenia związane z pandemią sprawiły, że 4 na 10 przedsiębiorców obawia się, że ich płynność finansowa nie wystarczy na dłużej niż 3 miesiące. Przewoźnicy mają również utrudniony dostęp do wsparcia od państwa, ponieważ część z nich nie kwalifikuje się do udziału w tarczy antykryzysowej.

Firmy gastronomiczne, hotele czy handel zdominowały w ostatnich tygodniach dyskusję o wpływie pandemii i obostrzeń z nią związanych na gospodarkę. W tym czasie branża transportowa pozostaje w cieniu, mimo że również odnotowuje spore straty ekonomiczne. Problemy z zaległościami w rozliczeniach z kontrahentami i bankami towarzyszyły firmom z sektora TSL od lat. Pandemia dodatkowo pogłębiła kłopoty z ich płynnością finansową. Wstrzymanie dostaw do sklepów w galeriach handlowych czy ograniczenia w przemieszczaniu się ludzi to tylko dwa czynniki, które spowodowały, że branża transportowa odnotowała czwarty co do wysokości wzrost zaległości na rynku. Po pół roku od pierwszego lockdownu 9,1 proc. firm z tego sektora miało problemy z przeterminowanymi zobowiązaniami – najwięcej wśród największych sektorów gospodarki budujących polskie PKB.

– Wielu konsumentów na co dzień nie zauważa, jak duży wpływ ma niepewna i dynamicznie zmieniająca się sytuacja gospodarcza w kraju oraz w Europie na przedsiębiorstwa transportowe. W styczniu br. blisko 13 proc. firm sektora TSL spodziewało się nadejścia lub pogłębienia problemów z zatorami płatniczymi, w tym takich, które mogą zagrażać ich stabilności. – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group. – Wiele przedsiębiorców zgłasza problemy z pokryciem kosztów stałych oraz wynagrodzeń pracowników, ponieważ bieżące obroty są niewystarczające. Obecnie aż 43 proc. firm ocenia, że ich płynność finansowa nie wystarczy na dłużej niż 3 miesiące.

Firmy autobusowe od blisko roku znajdują się w najtrudniejszej sytuacji – w okresie od marca do czerwca 2020 branża została z dnia na dzień zablokowana przez rządowe rozporządzenia. W czasie wakacji oraz ferii zimowych Polacy zrezygnowali z długodystansowych podróży wycieczkowych, a uczniowie i studenci (dojeżdżający do szkół z małych miast i wsi) od kilku miesięcy uczą się zdalnie. Sytuacji branży nie poprawiła tzw. Tarcza 5.0, ponieważ wyeliminowano z niej przewoźników, którzy jako dominującą działalność w PKD posiadają inny kod niż 49.39.Z – „Pozostały transport lądowy pasażerski, gdzie indziej niesklasyfikowany”. Oznacza to, że pominięto w niej m.in. przedsiębiorców zapewniających transport miejski i podmiejski.

Mniejszy popyt i mniej inwestycji
Przełom roku dla branży transportowej był często szansą na nadrobienie strat. Niestety, w grudniu z powodu ogłoszenia narodowej kwarantanny i ograniczeniu przemieszczania się ludzi w okresie świątecznym popyt na usługi transportowe znacznie spadł. Co czwarta firma (28 proc.) zanotowała uszczuplenie portfela zamówień w grudniu o ponad 10 proc. w porównaniu z listopadem. Przedsiębiorcy pesymistycznie oceniają bieżący popyt oraz sprzedaż także w nowym roku.
– Niepokoi nas fakt, że wraz ze spadkiem popytu branża transportowa zwolniła tempo rozwoju. Potwierdzają to dane o stanie inwestycji – 58 proc. przedsiębiorców nie podjęło się żadnych wydatków inwestycyjnych w IV kwartale 2020 r. To o 9 proc. więcej niż przedsiębiorstwa handlowe, których część musiała dwukrotnie zamykać swoje placówki w tym okresie. Inwestycje w transporcie są jednak nie zbędne, jeśli branża ma nadążyć za unijnymi wymogami w redukcji emisji CO2. – dodaje Jan Enno Einfeld, Finiata Group – Pamiętajmy także, że poza inwestycjami transport to przeważnie pojazdy, które wymagają serwisów, ubezpieczeń, napraw, a gdy stoją to nie zarabiają. Firmy też mają szereg zobowiązań, takie jak umowy leasingowe czy kredyty, których nikt im nie umorzy, ani do nich nie dopłaci.

Banki odmawiają kredytów
W całym 2020 roku 7 proc. ogółu postepowań upadłościowych dotyczyło przedsiębiorstw transportowych. Nie dziwi więc fakt, że przedsiębiorcy szukają dodatkowych środków, które pomogą im przetrwać kolejne miesiące. Nieterminowi kontrahenci, coraz wyższe koszty prowadzenia firmy oraz rosnące zadłużenie całej branży nie sprzyjają przedsiębiorcom w rozmowach z bankami. Co czwarty z nich (25 proc.) ocenia, że w ostatnich trzech miesiącach dostęp do finansowania zewnętrznego jest dla nich utrudniony.

Gdy funkcjonowanie firm transportowych jest mało stabilne nieplanowane wydatki mogą pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Obecnie banki borykają się z napływem setek wniosków o pożyczki, których nie są w stanie obsłużyć wystarczająco szybko. Wśród naszych klientów już 12 proc. stanowi branża TSL – to pokazuje, że przedsiębiorcy potrzebują wsparcia, dlatego decydują się na wprowadzenie odnawialnej linii kapitałowej. Umożliwia ona dowolne wypłacanie środków na firmę przez 6 miesięcy. W ramach FlexKapitał cały proces wypłaty pieniędzy opiera się na jednym kliknięciu, po czym trafiają one na konto w ciągu 10 minut. – radzi Jan Enno Einfeld.
Źródło: Finiata.

GUS: Przestraszyliśmy się prowadzenia biznesu. W 2020 roku 44 tys. mniej nowych firm

adeolu-eletu-38649-unsplash
W 2020 r. powstało o 12,4% mniej nowych przedsiębiorstw niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. To oznacza, że 44 tys. osób mniej zdecydowało się na prowadzenie własnej firmy, co jest konsekwencją niepewności związanej z epidemią koronawirusa. Z analizy NBP wynika, że na wysokim poziomie utrzymuje się odsetek przedsiębiorców, którzy za największą barierę rozwoju uznają właśnie brak przewidywalności. Eksperci Personnel Service wskazują, że to powstrzymuje przez zakładaniem biznesu, choć po tąpnięciu w drugim kwartale, widoczna była stabilizacja w drugiej połowie roku.

W 2019 r. zarejestrowano ponad 355,7 tys. firm. W 2020 r. było ich zdecydowanie mniej, bo 311,8 tys. Spadek o 12,4% oznacza prawie 44 tys. nowych przedsiębiorstw mniej niż w poprzednich dwunastu miesiącach. Analizując dane wyłącznie z ostatniego kwartału, liczba rejestracji spadła niemal we wszystkich omawianych przez GUS rodzajach działalności – najbardziej w zakwaterowaniu i gastronomii (o 21,4%) oraz transporcie i gospodarce magazynowej (o 14,6%). Znaczące spadki odnotowały także takie sektory rynku, jak budownictwo (o 3,6%), przemysł (o 3,4%) czy usługi (o 1%). Wzrosty liczby rejestracji zanotowano w dziedzinach informacji i komunikacji (o 18%) czy handlu i naprawie samochodów (o 0,3%). Jak zauważają eksperci Personnel Service, już w poprzednich latach można było zauważyć spadek aktywności gospodarczej Polaków, ale wpływ pandemii jest niezaprzeczalny.

– W 2019 roku powstało o ponad 10 tys. mniej nowych firm niż w 2018 roku. Skala zeszłorocznego spadku robi jednak wrażenie. Blisko 44 tys. mniej nowych firm jednoznacznie wskazuje, jak mocne piętno na planach przyszłych przedsiębiorców odcisnęła pandemia. Widzimy to dokładnie, gdy przeanalizujemy dane z poszczególnych kwartałów. Największą obniżkę nowych rejestracji, o 31,8% w porównaniu rok do roku, zauważyliśmy w drugim kwartale, czyli na początku pandemii, kiedy strach przed koronawirusem i jego konsekwencjami był największy. W trzecim kwartale było to zaledwie 0,5% nowych firm mniej, a w czwartym, kiedy ponownie wprowadzono duże obostrzenia, o 3% mniej. Można zatem zauważyć stabilizację w drugiej połowie roku – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Mniej nowych firm, ale też mało upadłości
Liczba firm, które upadły w badanym przez GUS okresie, zmniejszyła się nieznacznie rok do roku. W 2019 r. było łącznie 598 takich przypadków, z kolei w 2020 – 528 (8,7% mniej niż rok wcześniej). W ostatnim kwartale więcej upadłości w porównaniu do analogicznego okresu zanotowano jedynie w branży zakwaterowania i gastronomii (6 wobec 4 w czwartym kwartale 2019 roku). Spadek liczby upadłości można natomiast stwierdzić m.in. w przemyśle (19 wobec 36), usługach (16 wobec 26), transporcie i gospodarce magazynowej (8 wobec 15) czy budownictwie (15 wobec 19).

– Na razie trudno prognozować czy niewielka liczba upadłości w 2020 r. to efekt wdrożenia tarcz antykryzysowych i większa skala tego zjawiska dopiero przed nami, czy jednak nasi przedsiębiorcy dzielnie odpierali przeciwności i poradzili sobie z sytuacją epidemiczną w Polsce całkiem nieźle. Zwłaszcza, że na pewno w 2020 r. mieliśmy do czynienia z mniejszą skłonnością firm do biznesowego ryzyka. NBP wskazuje, że liczba przedsiębiorstw, które nie są pewne swojej przyszłej sytuacji ekonomicznej, jest wyraźnie powyżej długookresowej średniej i taka sytuacja pewnie jeszcze się utrzyma – mówi Krzysztof Inglot.

Źrodło: Personnel Service.

Co Europejczycy myślą o działaniach UE w zakresie rolnictwa?

Komisja Europejska

Komisja Europejska przeprowadziła badania opinii publicznej wśród wszystkich krajów członkowskich, aby dowiedzieć się, co obywatele sądzą o podejmowanych przez Unię Europejską działaniach w zakresie wspólnej polityki rolnej. Sektor rolno-spożywczy jest ważny dla Europejczyków – aż 95% społeczeństwa uważa, że rolnictwo i obszary wiejskie są istotne dla wspólnej przyszłości. Badanie pokazuje, że kwestie środowiskowe stają się coraz ważniejszym priorytetem dla obywateli UE. Eksperci Unii Owocowej komentują wyniki Eurobarometru.

Spis treści:
Czym jest badanie Eurobarometru?
Co Europejczycy wiedzą o wspólnej polityce rolnej?
Jakie wartości są ważne dla Europejczyków?

Czym jest badanie Eurobarometru?
Komisja Europejska od wielu lat przeprowadza badania Eurobarometru mające na celu szczegółową analizę nastawienia oraz poglądów obywateli wobec działań Unii Europejskiej. Sondaże badają szeroki zakres kwestii, które sprawdzają postrzeganie UE, a także główne oczekiwania i wyzwania przed nią stojące. Od 2007 roku KE przeprowadza takie badanie także na temat rolnictwa i wspólnej polityki rolnej. Dzięki temu, znane jest również zdanie społeczeństwa na temat działań Unii w dziedzinie leśnictwa i obszarów wiejskich. Najnowsze badanie przeprowadzono między sierpniem a wrześniem 2020 r., a objęło ono ponad 27 200 odpowiedzi od obywateli ze wszystkich krajów UE. Z ostatniego badania zostało wyciągniętych wiele wniosków pozwalających na ustalenie ogólnej opinii publicznej o działaniach UE w zakresie WPR.
„Badania prowadzone przez Komisję Europejską pozwalają na uzyskanie poglądu na ogólną opinię publiczną w zakresie prowadzonych działań. Wspólna Polityka Rolna posiada narzędzia, które zwiększają produkcję ekologiczną i sprzedaż. Wykorzystanie tych możliwości może przyczynić się do wzrostu popularności ekologicznych produktów w nadchodzących latach – co ciekawe, według badań konsumenci deklarują, że są gotowi zapłacić nawet o 10% więcej za produkty pozyskiwane w prośrodowiskowy sposób – ten fakt pokazuje coraz większą potrzebę i świadomość społeczeństwa. Narzędzia WPR powinny wspierać producentów w procesie produkcji ekologicznej, m.in. poprzez wskazanie strategii ułatwiających osiąganie sukcesów i czerpanie korzyści związanych ze zrównoważonym rolnictwem.” – wyjaśnia Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Co Europejczycy wiedzą o wspólnej polityce rolnej?
Obywatele Unii Europejskiej są coraz bardziej świadomi istnienia i funkcjonowania wspólnej polityki rolnej – w 2020 roku prawie ¾ Europejczyków deklarowało, że zna te działania i uważa, że przynoszą one korzyści nie tylko rolnikom, ale wszystkim obywatelom. Celem WPR jest m.in. ochrona obszarów wiejskich i krajobrazów, wspieranie zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi i przeciwdziałanie zmianom klimatu, a także wspieranie rolników. Działania w zakresie wspólnej polityki rolnej są podejmowane przez wszystkie kraje członkowskie, obejmują m.in. rolnictwo, ogrodnictwo i leśnictwo. WPR jest finansowana ze wspólnych środków pochodzących z unijnego budżetu. W porównaniu z danymi z Eurobarometru z 2017 r. postrzeganie przedsięwzięć WPR w obszarach bezpieczeństwa i jakości żywności oraz zrównoważonego rozwoju – w 2020 r. poprawiło się o co najmniej 5 punktów procentowych.

Jakie wartości są ważne dla Europejczyków?
Co najmniej ośmiu na dziesięciu Europejczyków uważa, że spośród badanych priorytetów założeń WPR, wszystkie są ważne. Według danych Eurobarometru, 92% obywateli UE sądzi, że zapewnienie stabilnych dostaw żywności dla UE jest ważnym priorytetem. Społeczeństwo wskazuje także na istotną rolę krótkich łańcuchów dostaw, które są kluczowe przy świeżych, szybko psujących się produktach oraz na poszanowanie lokalnej tradycji, „know-how” i znane pochodzenie nabywanej żywności. 81% respondentów uważa, że ważne jest, aby żywność była opatrzona etykietą gwarantującą jakość, jednak niepokojące są dane o niskiej znajomości certyfikatów unijnych – zna je tylko około 15% obywateli. Wyjątek stanowi logo unijnego rolnictwa ekologicznego, który potrafi rozpoznać ponad połowa respondentów. Unia Owocowa podtrzymuje istotę znakowania produktów certyfikatami jakościowymi i podkreśla, że ich znajomość powinna wzrosnąć. Obywatele uważają, że istnieje większe prawdopodobieństwo, że produkty ekologiczne są zgodne z przepisami dotyczącymi pestycydów, nawozów i antybiotyków, a także, że są one bardziej przyjazne dla środowiska i produkowane z większym poszanowaniem dobrostanu zwierząt.

W Unii Europejskiej funkcjonuje około 10 milionów gospodarstw rolnych, w których pracuje blisko 22 miliony osób. Rola rolników w społeczeństwie jest kluczowa. Potwierdzają to odpowiedzi ankietowanych osób, które jako główne obowiązki rolników wymieniają: zapewnienie bezpiecznej, zdrowej żywności wysokiej jakości w przystępnych cenach, zapewnienie dobrostanu zwierząt gospodarskich oraz ochronę środowiska i przeciwdziałanie zmianie klimatu. Aż 90% respondentów uważa, że wzmocnienie pozycji rolnika w łańcuchu dostaw żywności jest działaniem priorytetowym, a mniej więcej połowa respondentów sądzi, że zapewnienie odpowiedniego poziomu życia rolnikom powinno być głównym zadaniem WPR. Coraz więcej obywateli wskazuje także na potrzebę wzrostu dochodów tej grupy. Wspólna polityka rolna zapewnia wsparcie finansowe poprzez płatności bezpośrednie gwarantujące stabilność dochodów oraz wynagradzające rolników za pro-środowiskową działalność i zapewnianie dóbr publicznych, za które nie otrzymują oni wynagrodzenia, np. za dbanie o obszary wiejskie.

Eurobarometr wskazuje na rosnącą wśród społeczeństwa świadomość na temat ochrony środowiska i zmian klimatycznych. Aż 66% obywateli jest gotowych zapłacić 10% więcej za produkty rolne, które są pozyskiwane w sposób ograniczający ich ślad węglowy. Wspólna polityka rolna zakłada, że rolnictwo musi być opłacalne, ale równocześnie prowadzone w zrównoważony i przyjazny dla środowiska sposób. Zdecydowana większość respondentów (92%) poparła dalsze wypłacanie przez UE dotacji rolnikom stosującym praktyki rolnicze korzystne dla klimatu i środowiska.

„Praktyki zrównoważonego rolnictwa pozwalają przede wszystkim na prowadzenie stabilnego i opłacalnego finansowo gospodarstwa, które zarządzane jest zgodnie z opracowanym planem biznesowym. Obiecujący jest fakt, że społeczeństwo zgadza się i popiera zwiększenie wynagrodzeń dla tych rolników, którzy prowadzą swoją działalność z poszanowaniem środowiska naturalnego. To istotne, aby zachęcać młodych ludzi do podejmowania pracy w rolnictwie – według Eurobarometru 86% respondentów zgodziło się, że jest to ważny cel.” – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kolejnym ważnym elementem WPR jest ochrona obszarów wiejskich. Unia Europejska przekazuje środki na ich rozwój oraz ustala programy krajowe i regionalne w celu zaspokojenia szczególnych potrzeb tych miejsc oraz sprostania wyzwaniom, przed którymi stoją. 83% obywateli uważa, że osiągnięcie zrównoważonego rozwoju terytorialnego w całej UE jest ważnym celem. Unia Europejska wyznaczyła trzy długoterminowe cele dla rozwoju obszarów wiejskich, są nimi: zapewnienie zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi, wspieranie konkurencyjności rolnictwa oraz rozwój terytorialny tych obszarów obejmujący m.in. tworzenie i utrzymywanie miejsc pracy. 86% ankietowanych uznało za ważne pobudzenie inwestycji na obszarach wiejskich, a także zwiększenie możliwości zatrudnienia w sektorze rolno-spożywczym. Sektor produktów spożywczych i rolnictwa zapewnia w całej Unii Europejskiej blisko 40 mln miejsc pracy.

„Ogólny wynik przeprowadzonych badań jest bardzo zadowalający. Przedstawia rosnącą świadomość społeczeństwa i pokazuje, że wspólne, zjednoczone działania państw członkowskich mają sens. W jedności siła – dlatego kluczową rolę odgrywają grupy producenckie, które na co dzień wspierają członków organizacji i podtrzymują lepszą, silną pozycję do negocjacji sprzedaży na korzystnych warunkach, a także prowadzą producentów ku zrównoważonemu rolnictwu.” – podsumowuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Źródło: Unia Owocowa.

Rekordowe wyniki Mennicy Skarbowej – rośnie popularność złota w Polsce

MS_PREZES_gold_small
Mennica Skarbowa, największy w Polsce dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych, zamknęła czwarty kwartał 2020 roku z rekordowym wzrostem sprzedaży. Spółka wygenerowała 184,7 mln złotych przychodów w porównaniu do 68,9 mln w Q4 2019, co oznacza niemal 170-procentowy wzrost rok do roku. Zysk spółki w omawianym kwartale wyniósł 3,14 mln, w porównaniu do 0,6 mln w tym samym okresie w roku ubiegłym, czyli o 370% więcej. W całym zaś 2020 roku spółka osiągnęła rekordowe 529,7 mln złotych przychodów i 18,2 mln złotych zysku netto, w porównaniu do odpowiednio 233 mln i 3,5 mln w roku ubiegłym. Oznacza to niemal w ciągu roku wzrost sprzedaży o 127% i ponad 420% wzrost zysków netto – to najlepsze wyniki w historii spółki. Warto podkreślić, że w ostatnich tygodniach spółka nadal obserwuje ogromny popyt na złoto, co w okresie średnioterminowym wpłynie pozytywnie na generowane wyniki.

W całym 2020 roku Mennica Skarbowa sprzedała 2,1 tony złota w porównaniu do 1,1 tony z roku ubiegłego. Analizując strukturę sprzedaży warto zauważyć, że 19% przychodów spółka uzyskała ze sprzedaży online (w ubiegłym roku była to wartość 14%). Najchętniej kupowanymi produktami były sztabki złota o wadze 1g i 100g, a także uncjowe monety bulionowe.
W czwartym kwartale 2020r. na wysokość wygenerowanego zysku wpływ miały zdarzenia związane z rozwojem sieci sprzedaży, uruchomieniem nowego sklepu internetowego, wyższymi kosztami związanymi z większymi obrotami i ze zwiększeniem linii kredytowej.

– Zanotowaliśmy rekordowe wyniki w historii spółki. Z jednej strony to efekt przede wszystkim wzrostu kursu złota, ale także coraz większej popularności tego kruszcu jako lokaty kapitału. Przy takim trendzie spółka zarabia więcej zarówno na sprzedaży, jak i skupie złota. Z drugiej zaś strony wpływ na kondycję spółki miał rozwój sieci stacjonarnej, zwiększenie zapasów złota tak, by były dostępne w każdej chwili dla naszych klientów, ale także wzrost sprzedaży naszych produktów przez internet. Szacujemy, że Polsce w 2020 roku sprzedało się ponad 8 ton złota- to jest historyczny rekord. Polacy dostrzegli siłę nabywczą tego kruszcu, w momencie kiedy nie opłaca się oszczędzać w banku, inwestować w lokaty czy kupować obligacje. Ten zwiększony popyt na złoto obserwujemy także na początku 2021 roku, co niewątpliwie wpłynie korzystnie na naszą kondycję w okresie średnioterminowym – mówi Jarosław Żołędowski, Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej.

W czwartym kwartale, jak i w całym, 2020 roku, Mennica Skarbowa systematycznie rozwijała kanały sprzedaży, koncentrując się przede wszystkim na sklepie online, który w dobie pandemii i obowiązujących restrykcji miał pomóc zaspokoić oczekiwania klientów. Obecnie udział tego kanału w wolumenie sprzedaży w niektórych miesiącach znacznie przekracza nawet 20 procent, w porównaniu do kilkunastu procent w roku ubiegłym. Spółka uruchomiła również sklep outletowy, w którym można nabyć złoto inwestycyjne w atrakcyjnych cenach, a także poszerzyła sieć sprzedaży otwierając między innymi nowy oddział w Katowicach. Dodatkowo, na początku tego roku, w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie ze strony klientów spółka uruchomiła nową usługę – możliwość przechowywania złota w skrytce Bezpiecznego Skarbca, czyli w jednym z najnowocześniejszych i najbardziej bezpiecznych skarbców w Polsce.
Mennica Skarbowa cały czas skupia się na gromadzeniu złota inwestycyjnego, uzupełniając zapasy sztabek i monet, co potencjalnie pozwolić ma na zaspokojenie popytu na złoto inwestycyjne, a pozwoli na zwiększanie udziału w rynku i generowanie pozytywnych wyników finansowych w okresie średnioterminowym. W najbliższych miesiącach prowadzone będą także intensywne prace nad giełdą złota online, która powinna zostać uruchomiona do lipca bieżącego roku. W 2021 roku spółka planuje również w dalszym ciągu systematycznie poszerzać sieć sprzedaży rozwijać zdalne kanały sprzedaży. Spółka podejmie także decyzje związane z przejściem na „duży” parkiet warszawskiej GPW oraz uchwaleniu polityki dywidendowej.

Źródło: Mennica Skarbowa.

Z czym przyjdzie się mierzyć deweloperom w 2021 roku?

09022021_Robert Stachowiak_prezes SGI

Rok 2020 przyniósł ze sobą dużo zmian na różnych płaszczyznach. Nie ominęły one również rynku nieruchomości. Co przyniesie 2021? Czego mogą spodziewać się deweloperzy i z jakimi utrudnieniami przyjdzie im się mierzyć?

Spis treści:
Deficyt gruntów pod inwestycje
Zróżnicowane oczekiwania sąsiadów
Wydłużające się procedury
Potrzeba dobrej współpracy

Deficyt gruntów pod inwestycje

Problemem, od którego warto zacząć i z którym deweloperzy mierzą się już od kilku lat, jest niewystarczająca ilość dostępnych gruntów. Zasób atrakcyjnych działek jest obecnie mocno ograniczony i na rynku cały czas brakuje odpowiedniej ilości przygotowanych terenów inwestycyjnych do budowy mieszkań. Szczególnie jest to zauważalne w centralnych częściach dużych miastach. To właśnie te działki są najbardziej pożądane i sprzedają się najszybciej, a wiadomo, że ich liczba nie jest nieskończona. Podobnie jest z lokalizacjami, które posiadają wygodne połączenia komunikacyjne z pozostałymi częściami miasta. Deficyt wpływa na wzrost cen dostępnych działek, a w efekcie – na wyższe ceny mieszkań. W tej sytuacji, odpowiednie zabezpieczenie banków ziemi staje się sporym wyzwaniem. Jednym z rozwiązań jest udostępnienie deweloperom gruntów będących w posiadaniu Skarbu Państwa. Bardzo często są to ogromne tereny z potencjałem, lecz bez konkretnego przeznaczenia.

Zróżnicowane oczekiwania sąsiadów

Z pewnością niejeden deweloper ma w swoim portfolio sąsiadów, którym pomysł realizacji danej inwestycji się nie podoba. Często dochodzi do protestów wobec decyzji administracyjnych, a nawet blokowania inwestycji. Mieszkańcy oraz użytkownicy okolicznych terenów zgłaszają swoje niezadowolenie przede wszystkim do wydziałów architektury urzędów, co wpływa na procesy uzyskiwania pozwoleń na budowę czy wydawania decyzji o warunkach zabudowy. To z kolei przekłada się na wydłużające się w czasie procedury i opóźnienia w starcie projektu. Z tym niestety spotkać się może każdy deweloper. Niechęć i niezadowolenie często wynikają z braku pełnej wiedzy lub błędnych, mylących informacji. Nie ma dobrego wyjścia z takiej sytuacji, często inwestor jest pod ścianą i musi decydować czy odłożyć projekt na półkę czy zgodzić się np. na zmniejszenie powierzchni użytkowej budynku – w praktyce oznacza to zmniejszenie liczby kondygnacji i odsunięcie się od granic działki. Często sąsiadom nie chodzi o samo protestowanie dla protestowania, lecz o zmuszenie inwestora do remontu elewacji swojego budynku lub zapłaty znacznej kwoty.

Wydłużające się procedury

Z realizacją inwestycji nierozłącznie powiązane są wspomniane już różnego rodzaju uzgodnienia i decyzje. Opóźnienia przy ich wydawaniu, z którymi mierzą się niemal wszyscy deweloperzy – wywołane nie tylko przez opór sąsiadów – mają bezpośredni wpływ na wiele kwestii. Mowa tu o braku możliwości startu budowy, przesunięciach w terminach oddania inwestycji czy zamrożeniu środków finansowych przez banki. To w efekcie przekłada się na wyższe ceny mieszkań.

Potrzeba dobrej współpracy

Kolejnym wyzwaniem, które także pojawia się coraz częściej i z którym na pewno jako deweloperzy będziemy borykać się nie tylko w 2021 roku, jest uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania, pomimo braku budżetu na zapisane w tych planach budowy dróg i niezbędnej infrastruktury. Sprawa nie staje się prostsza nawet wtedy, gdy deweloper chce partycypować w finansowaniu tych projektów. Potrzebna jest standaryzacja kosztów ponoszonych przez inwestora i ustalenie jednakowej opłaty dla wszystkich. Jest to o tyle istotne, że deweloperzy realizując dany projekt chcą dostarczać coś więcej i mieć wpływ na rozwój dzielnicy. Niezbędne jest nawiązywanie efektywnego dialogu z władzami miast i dzielnic. Finalnie wszyscy mamy ten sam cel – rozwijać polskie miasta i czynić je dobrym miejscem do zamieszkania.

Sytuacja epidemiczna w kraju również nie sprzyja działaniom. Mimo dużych chęci deweloperów i realnych możliwości realizacji planów, spotykamy się z odmowami, odwoływaniem ważnych spotkań z brakiem możliwości ustalenia kolejnej, konkretnej daty – właśnie ze względu na COVID-19. Automatycznie blokuje lub przesuwa nam to założone cele.

Wszystkie wyżej wymienione utrudniania nie są niczym nowym. To sytuacje bardzo dobrze znane deweloperom, do których pewnie większość zdążyła się już przyzwyczaić i z którymi będziemy się mierzyć również w latach kolejnych. Jeśli chodzi o 2021 rok, to wiele nadal będzie zależało od sytuacji epidemicznej. Natomiast w SGI, mimo wszystkich wyzwań, które stawia przed nami pandemia, z optymizmem patrzymy w przyszłość. Będziemy konsekwentnie realizować nasze plany rozwoju, w razie potrzeby dostosowując je do zmieniającej się sytuacji. Wkroczyliśmy w ten rok z nową energią i dużą motywacją do dalszych działań.

Autor: Robert Stachowiak, Prezes Zarządu spółki deweloperskiej SGI.

Czy w 2021 roku branża budowlana przejdzie cyfrową transformację?

PlanRadar_aplikacja_foto 2

Rok 2021 stawia przed branżą budowlaną kolejne wyzwania. Spowolniony rozwój gospodarczy, coraz niższe marże, a także wciąż niepewna sytuacja epidemiologiczna sprawiają, że przedsiębiorcy muszą zaadaptować się do nowych realiów i zweryfikować swoje plany. Coraz częściej rozważają w tym celu także nowe inwestycje, w tym wdrożenie rozwiązań z zakresu cyfryzacji. Zdaniem Bartka Pietruszewskiego, Country Managera PlanRadar, przyszłością sektora jest koncentracja na efektywności, przy jednoczesnym wykorzystaniu narzędzi online i wyspecjalizowanych aplikacji.

Choć sektor budowlany jest jednym z najmniej dotkniętych pandemią koronawirusa, to na podstawie badań rynkowych, w tym również raportu przygotowanego przez Polski Związek Pracodawców Budownictwa „Przyszłość budownictwa po COVID-19″, spowolnienie oraz ograniczenie nakładów inwestycyjnych utrzyma się przez cały 2021 rok. To nie jest dobra wiadomość zwłaszcza dla mniejszych i średnich firm podwykonawczych. Dlatego w ich przypadku szybkie wprowadzenie nawet najprostszych rozwiązań IT przełoży się na wzrost rentowności projektów, a także uzyskanie przewagi konkurencyjnej.

Według raportu Deloitte „Europejski monitor budowlany 2017-2018” od kilku lat widoczny jest trend rosnącej świadomości i potrzeb w zakresie korzystania z nowych technologii. Branża budowlana wciąż jednak notuje jeden z najniższych współczynników cyfryzacji. Pandemia Covid-19 nie tylko zwróciła uwagę na konieczność tego rodzaju inwestycji, ale nadała też tempo prowadzonym już wdrożeniom, poszerzając ich skalę. – Do tej pory wysokie nakłady na digitalizację dotyczyły głównie dużych przedsiębiorstw, o stabilnej sytuacji rynkowej. W tym momencie obserwujemy przyspieszenie cyfryzacji również w mniejszych firmach. Pandemia i ścisły reżim sanitarny zmusiły menadżerów do komunikacji zdalnej z zespołem i skorzystania z aplikacji do zarządzania projektami online – komentuje Bartek Pietruszewski, Country Manager PlanRadar w Polsce i dodaje, że zmiana ta ma nieodwracalny charakter. – Cyfryzacja wewnątrz firmy to sposób na poprawę komunikacji i efektywności, jak również zabezpieczenie przed kosztami wypływającymi z błędnych decyzji, podejmowanych często w chaosie informacyjnym panującym niekiedy na placu budowy. Kadra kierownicza miała już szansę doświadczyć korzyści płynących z automatyzacji i przeniesienia części zasobów oraz zadań do sieci w ramach pracy zdalnej. Teraz czas na kolejny krok i usprawnienie pracy zespołów pracujących bezpośrednio przy projektach budowlanych. Nasze doświadczenie pokazuje, że nawet przy najprostszych procesach, takich jak raportowanie czy oddawanie kolejnych elementów inwestycji, wyspecjalizowane aplikacje – w tym również PlanRadar – potrafią skrócić czas pracy do nawet 7 godzin tygodniowo, istotnie poprawiając wydajność zespołów, a wraz z nią także rentowność projektów.

Nadchodząca zmiana pokoleniowa na rynku pracy również będzie powodem, dla którego firmy budowlane będą musiały podążać za trendem cyfryzacji. – W obawie przed byciem postrzeganym jako mało innowacyjne i obarczone przestarzałą biurokracją, przedsiębiorstwa z sektora budowlanego będą miały problem z pozyskaniem i utrzymaniem pracowników z pokolenia Z – wchodzącego właśnie na rynek pracy. Nowa generacja młodych ludzi cechuje się znacznie większą świadomością dotyczącą wpływu działań człowieka na planetę i wiedzą na temat nowinek technologicznych, co w naturalny sposób wpłynie na przekształcenie modelu zarządzania firmą na cyfrowy, a także na bardziej zrównoważony i odpowiedzialny za środowiskowo. Nasza aplikacja odpowiada również na to wyzwanie. Dzięki PlanRadar setki dokumentów, które funkcjonowały do tej pory głównie w formie papierowej, może zostać zdigitalizowana i zastąpiona elektronicznymi odpowiednikami. To ważne szczególnie w przypadku przedsiębiorstw o jasno zdefiniowanych celach klimatycznych i nastawionych na zrównoważony rozwój” – przewiduje Bartek Pietruszewski, Country Manager PlanRadar w Polsce.

Źródło: PlanRadar.

Sektor nowoczesnego handlu przechodzi ciężki test

Fabrice Paumelle, BNP Paribas Real Estate PolandRok 2020 na rynku nieruchomości handlowych w Polsce, ale również w skali globalnej, został zdominowany przez pandemię COVID-19. Branża modowa oraz rozrywkowo-gastronomiczna w największym stopniu odczuły skutki kilkukrotnych „lockdownów” oraz obostrzeń sanitarnych. 
W ciągu ostatnich kilku lat segment nowoczesnego handlu w Polsce wszedł w fazę dojrzałości, tempo przyrostu nowej powierzchni wyraźnie zwolniło, a rynek kształtują raczej zmiany jakościowe, niż ilościowe. Jeszcze na początku 2020 r. prognozy dotyczące kondycji sektora obiektów handlowych były optymistyczne, nawet pomimo coraz wyraźniej postępujących zmian w trendach konsumenckich, rosnącej roli e-handlu czy narastającej tendencji klientów do zakupów w małych, lokalnych „centrach zakupów”. Po wybuchu pandemii COVID-19 zarówno właściciele centrów handlowych, jak i najemcy , zwłaszcza z sektora rozrywki, ale również pozostałych branż, zamiast planować dalsze etapy rozwoju zaczęli walczyć o przetrwanie w niepewnych warunkach rynkowych – kolejnych ograniczeń działalności i funkcjonowania w dobie surowych reżimów sanitarnych. Polska Rada Centrów Handlowych szacuje utracone obroty najemców z powodu trzykrotnego ograniczenia funkcjonowania obiektów handlowych w Polsce na kwotę ok. 30 mld zł. Wiosenny „lockdown” skutkował spadkiem przychodów na ponad 17,5 mld zł. Listopadowe zamknięcia w galeriach przyniosły ok. 8 mld zł strat w obrotach, a konsekwencją wprowadzenia kolejnych ograniczeń w handlu od 28 grudnia 2020 roku będzie dziura w obrotach branży na poziomie ponad 4 mld zł. Branża rozrywkowa, która nawet w czasie otwarcia obiektów handlowych pozostawała zamknięta albo działała w bardzo ograniczonym zakresie, poniesie największe straty.
W 2020 r. wolumen nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce przyrósł jedynie o ok. 330 tys. m kw. Od kilkunastu kwartałów najszybsze tempo wzrostu notują rynki handlowe miast o liczbie mieszkańców do 100 tys. W minionym roku właśnie w miastach tej wielkości dostarczono ponad 50% podaży nowej powierzchni, zazwyczaj w formacie małych parków lub centrów handlowych. Segment takich obiektów pełniących funkcję lokalnych centrów zakupów wciąż notuje dynamiczne wskaźniki wzrostu, do czego przyczynia się kombinacja kilku sprzyjających czynników. Obecna praktyka pokazuje, że to właśnie obiekty typu „convenience” obsługujące lokalne społeczności, z rozbudowaną ofertą „codziennych zakupów”, zlokalizowane blisko domu, a także z racji niedużych rozmiarów zapewniające lepsze poczucie bezpieczeństwa, mogą pochwalić się najlepszą kondycją w obecnych, pełnych niespodziewanych wyzwań czasach ograniczenia życia społecznego. Rok 2020 zdecydowanie należał do tego sektora.
Na rynki największych aglomeracji przypadło jedynie ok. 24% nowej powierzchni handlowej. W minionym roku żaden z nowych obiektów handlowych oddanych do użytkowania nie przekroczył 25 tys. m kw. powierzchni. W formacie centrów handlowych największe otwarcia 2020 r. to Galeria Wiślanka w Żorach (20 tys. m kw.) i Dekada w Nysie (19 tys. m kw.).

Na koniec grudnia 2020 r. w budowie było ok. 352 tys. m kw. powierzchni najmu, z planowanym terminem ukończenia do końca 2021 r. W dłuższej perspektywie spodziewamy się jeszcze większego ograniczenia wolumenu nowej podaży, gdyż pandemia spowodowała wstrzymanie decyzji dotyczących dużej ilości planowanych inwestycji, co spowoduje znaczne opóźnienia ich realizacji.

Z wolumenu budowanej obecnie powierzchni największa część – ok. 67% – przypadnie miastom o liczbie mieszkańców do 100 tys. Warto podkreślić wysoki udział formatu parków handlowych, który stanowi około 34% realizowanej obecnie nowej powierzchni. Dominują projekty małe, o powierzchni najmu 5-10 tys. m kw., ulokowane w miastach o liczbie mieszkańców poniżej 100 tys. Format ten, generujący zarówno niższe koszty budowy, jak i działalności operacyjnej, wciąż cieszy się stabilnym poziomem zainteresowania ze strony najemców. Tylko około 13% budowanej obecnie powierzchni zasili rynki największych metropolii, o liczbie mieszkańców przekraczającej 400 tys.
Pandemia i wszystkie związane z nią obostrzenia nakładane na segment handlu stacjonarnego przyspieszyły wzrost sektora e-commerce w Polsce. Według różnych szacunków, wartość sprzedaży przez internet powiększyła się w 2020 r. o 25-30%, czyli uzyskała tempo rozwoju nienotowane od kilku lat. Zgodnie z danymi GUS podczas pierwszego „lockdownu” udział sprzedaży e-commerce w wartości sprzedaży detalicznej w kwietniu osiągnął rekordową wartość 11,9%. W kolejnych miesiącach, w związku z luzowaniem obostrzeń i otwarciem branży handlu stacjonarnego, udział ten stabilizował się stopniowo do poziomu ok. 6%-7% w okresie wakacyjnym. Kolejne ograniczenia nałożone na centra handlowe w listopadzie ponownie spowodowały wzrost udział e-handlu do poziomu 11,4%. Tak wysoki udział sprzedaży przez internet w wartości sprzedaży detalicznej jest efektem nie tylko ograniczeń w działalności tradycyjnych obiektów handlowych, ale i coraz szybciej postępujących zmian w zachowaniach zakupowych polskiego konsumenta. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na rosnącą grupę klientów starszego pokolenia, z których niektórzy po raz pierwszy dokonali e-zakapów w czasie pandemii, oraz rosnącej popularności zakupów spożywczych on-line. Dynamicznie rosnący udział e-commerce i szansa, jaką daje „omnichannel” na kontynuowanie działalności w dobie surowych ograniczeń pandemicznych, skłoniły wiele sieci handlowych do zwiększenia inwestycji w technologie umożliwiające sprzedaż online. W kolejnych latach spodziewamy się wzmocnienia tego trendu, zwłaszcza w kontekście spodziewanego wejścia na polski rynek globalnych platform zakupowych takich jak Amazon czy Alibaba.

Chociaż w obecnej pandemicznej rzeczywistości rynkowej częściej docierają głosy o zamykaniu niż otwieraniu lokalizacji handlowych, w 2020 roku odnotowano jednak wejście na polski rynek nowych marek, które są ważnym aspektem dla rozwoju sektora handlowego w Polsce. Najbardziej spektakularnym i długo oczekiwanym debiutem było otwarcie sklepu Primark w warszawskiej Galerii Młociny oraz Urban Outfitters w Elektrowni Powiśle. Sukcesywnie ogłaszane są kolejne lokalizacje tego giganta w wiodących centrach handlowych.

Jaki będzie rok 2021 w sektorze handlowym?

Fundamentalne zmiany w obrazie nowoczesnego handlu w Polsce mogą jeszcze przyspieszyć. Wraz ze zmianą zachowań konsumenta trend związany z „lokalnością” życia został dostrzeżony przez wielu najemców, którzy do tej pory zazwyczaj lokowali swoje sklepy w galeriach handlowych. Przyszłość przyniesie dalszy wzrost inwestycji w małe centra i parki handlowe o profilu zakupów codziennych. Ekspansja operatorów handlowych z ofertą o profilu „ekonomicznym” nie będzie zwalniać tempa. Z kolei najbardziej dotknięte pandemią sektory – gastronomiczny i rozrywkowy będą poszukiwać nowych modeli funkcjonowania. Nasileniu ulegnie również tendencja do zastępowania starych formatów handlowych, których formuła już się wyczerpała, nowymi rozwiązaniami łączącymi kilka różnorodnych funkcjonalności. Niebagatelna będzie też waga nowoczesnych technologii i ich implementacja w działalności sieci handlowych, która może zadecydować o zajęciu najlepszych pozycji w walce o portfel konsumenta w czasach zmian strukturalnych

Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, Europa Środkowa i Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Źródło: BNP Paribas Real Estate Poland.

Firmy tną budżety, ale planują inwestycje w IT

Sylwia Pyśkiewicz

Konieczność zmian w prowadzeniu biznesu w związku z pandemią dotknął 3/4 firm sektora MŚP. Jak pokazują badania przedsiębiorcy, szukając sposobów na funkcjonowanie w nowej rzeczywistości, zmagali się z cięciami w budżecie (33%) lub inwestowali w dodatkowe obszary działalności (24%). Będąc partnerem biznesowym ponad 1500 klientów ze wszystkich sektorów rynku widzimy, że wraz z przeniesieniem większości działań do sieci, wzrósł budżet na działania IT, a zdaniem ekspertów ten trend utrzyma się także w tym roku. Już dzisiaj blisko 80% firm deklaruje długoterminowe inwestycje w obszarze IT. Komentuje Sylwia Pyśkiewicz, CEO Iron Mountain Polska.

Sytuacja pandemiczna była wyzwaniem dla globalnego biznesu, a jak pokazują badania, negatywne skutki odczuło aż 40% firm. Niemal co siódmy przedsiębiorca musiał ograniczyć lub odłożyć w czasie swoje wydatki na inwestycje. Z dostępnych na rynku informacji wynika, że blisko co piąta firma rezygnowała z inwestowania w innowacje, czy działania marketingowe i reklamowe. Jednak rok 2020 podkreślił znaczenie technologii cyfrowych opartych o rozwiązania w chmurze, a także zdalne zarządzanie usługami. Wprowadzone przeobrażenia trwale przyspieszyły cyfrową transformację. Zmiany, przed jakimi stanęły firmy, bardzo często wiązały się z wyzwaniami w obszarze cyfrowych rozwiązań w zakresie zarządzania firmą, narzędzi czy kanałów sprzedaży, na które nie zawsze firmy były odpowiednio gotowe. Wiele z procesów wdrożonych na początku pandemii stanowiło odpowiedź na bieżące i nieplanowane utrudnienia. W roku 2021 budżety wielu firm na IT zwiększą się, tak by mogły jeszcze lepiej dostosować się do nowych realiów, niebędących już tak dużym zaskoczeniem. W porównaniu do ubiegłego roku zanotowaliśmy ok. 52% wzrost zamówień na skany dokumentów, indeksowanie treści, projektowanie nowych procesów, którymi zarządzają platformy workflow czy wręcz sztuczna inteligencja.

Największą popularnością cieszyła się digitalizacja dokumentacji HR, obiegu faktur czy zarządzanie obiegiem umów. Wciąż rosnąca liczba zapytań o świadczone przez nas usługi, daje jasny dowód na to, że przedsiębiorcy dokładają wszelkich starań, by kolejne restrykcje związane z pandemią miały jak najmniejszy wpływ na funkcjonowanie ich biznesów.

Co nam przyniesie 2021 rok?
Dzisiaj pomimo ogólnej redukcji wydatków w związku z wciąż odczuwalnymi skutkami pandemii, 76% firm planuje długoterminowe zmiany i inwestycje w IT, z czego 35% będzie związane z migracją danych systemów chmurowych. Choć według szacunków, przychody firm w 2021 spadną lub utrzymają się na tym samym poziomie, to 80% inwestycji w obszary IT wzrośnie bądź pozostanie na niezmiennie wysokim poziomie.

Wzrost wydatków na usługi chmurowe pozwoli na zmniejszenie udziału kosztów dotyczących bezpośrednio samej infrastruktury IT. Czy wpłynie to na dochody przedsiębiorstw? Tylko częściowo. Plany dotyczące cyfrowej transformacji stanowią próbę zminimalizowania negatywnych efektów pandemii i z tego powodu COVID-19 wymusi wzrost budżetów w 2021 r. nawet o ponad 1/3. Jednak jest to konieczne działanie, aby firmy mogły w dalszym ciągu funkcjonować i lepiej odpowiadać na wyzwania nowej rzeczywistości biznesowej.

Autor: Sylwia Pyśkiewicz, CEO Iron Mountain Polska.

Badanie Cisco ujawnia kluczową rolę prywatności w obliczu globalnej pandemii

engin-akyurt-fboaVuIdgzU-unsplash
Cisco zaprezentowało Data Privacy Benchmark Study 2021, czwarte coroczne badanie praktyk firm w zakresie ochrony prywatności na całym świecie. Analiza wykazała zwiększone znaczenie ochrony prywatności w czasie pandemii oraz rosnące korzyści dla firm, które stosują silne środki ochrony w tym obszarze. W niezależnym, anonimowym badaniu przeanalizowano odpowiedzi 4 400 specjalistów ds. bezpieczeństwa i prywatności z 25 krajów. Raport obejmuje m.in. takie zagadnienia, jak stosunek do przepisów dotyczących prywatności czy kwestię raportowania kierownictwu statystyk z nią związanych.

W okresie zakłóceń i niepewności spowodowanych pandemią, pojawiły się oczekiwania, a czasami także wymagania związane z bezpieczeństwem sanitarnym i potrzebą dzielenia się swoimi danymi osobowymi w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19. Jednocześnie sporo osób przeniosło znaczną część swojego życia do Internetu, przyspieszając trend, który w normalnych warunkach trwałby latami. Masowe zmiany w interakcjach międzyludzkich i zaangażowaniu cyfrowym przyczyniły się do powstania wielu trudnych problemów związanych z prywatnością danych, którym organizacje muszą stawić czoła, chcąc przestrzegać prawa i powstrzymać rozprzestrzenianie się pandemii, przy jednoczesnym poszanowaniu praw jednostki. Z kolei konsumenci i opinia publiczna są coraz bardziej zaniepokojeni sposobem, w jaki wykorzystywane są ich dane osobowe.

Kluczowe wnioski z raportu Cisco Data Privacy Benchmark Study 2021:
Prywatność jest czymś więcej niż tylko kwestią zgodności z przepisami, ponieważ firmy postrzegają ją obecnie jako podstawowe prawo człowieka i kluczowy priorytet dla kadry zarządzającej.
60% organizacji przyznaje, że nie były przygotowane na wymagania dotyczące prywatności i bezpieczeństwa związane z przejściem na pracę zdalną.
93% organizacji zwróciło się do swoich zespołów ds. ochrony prywatności o pomoc w rozwiązaniu tych problemów.
87% konsumentów wyraziło obawy dotyczące ochrony prywatności przez narzędzia, których muszą używać, aby pracować, współdziałać i łączyć się na odległość.
W 90% organizacji raporty dotyczące ochrony prywatności są prezentowane zarządom i radom nadzorczym.

Na rynku następuje wyraźna zmiana w kierunku standaryzacji prywatności jako krytycznego wymogu podczas cyfryzacji i realizacji celów biznesowych.
Już w ponad 130 krajach istnieją obecnie przepisy dotyczące ochrony prywatności, a prawie 80% respondentów uznało, że przepisy te mają pozytywny wpływ na ich funkcjonowanie.

Większość ludzi nie ma nic przeciwko dzieleniu się informacjami dotyczącymi zdrowia w celu zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy, ale nie czuje się komfortowo w przypadku innych zastosowań, takich jak np. badania naukowe.
57% ankietowanych popiera wykorzystanie danych przez pracodawców w celu zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy, natomiast mniej niż połowa popiera śledzenie lokalizacji i kontaktów, czy ujawnianie informacji o osobach zakażonych oraz wykorzystywanie danych osobowych do badań naukowych.

Prywatność i szerszy ekosystem cyberbezpieczeństwa odegrają kluczową rolę na drodze do wzrostu gospodarczego i odbudowy po pandemii COVID-19.
W miarę odradzania się gospodarek i społeczności pojawi się wiele ważnych wyzwań, które zweryfikują, w jaki sposób rządy, firmy i osoby prywatne gromadzą dane osobowe, zarządzają nimi i chronią je, próbując znaleźć równowagę między prawami jednostki a interesem publicznym.

Popularność inwestycji w ochronę prywatności nadal rośnie – 75% organizacji dostrzega wynikającą z nich znaczącą wartość biznesową w postaci ograniczenia strat związanych z bezpieczeństwem, zwiększenia elastyczności i innowacyjności, poprawy efektywności operacyjnej oraz zwiększenia lojalności i zaufania klientów.
Ponad 1/3 organizacji uzyskuje korzyści co najmniej dwukrotnie przewyższające poniesione nakłady.

„Prywatność osiągnęła należyty status – została uznana za podstawowe prawo człowieka i urosła do rangi priorytetu o znaczeniu krytycznym dla kadry kierowniczej” – mówi Harvey Jang, wiceprezes i dyrektor ds. prywatności w Cisco. „Wraz z przyspieszonym przejściem do pracy z dowolnego miejsca, prywatność nabrała większego znaczenia w napędzaniu cyfryzacji, odporności korporacyjnej, sprawności i innowacyjności”.

Źródło: Cisco.

GUS: dwukrotnie więcej zwolnień grupowych, ale wyższe wynagrodzenie w 2020 roku

DeathtoStock_Wired3
Miniony rok na rynku pracy był trudny do jednoznacznej oceny. Z jednej strony dość znacząco spadły niektóre wskaźniki, takie jak przeciętne zatrudnienie. Z drugiej strony, stopa bezrobocia rejestrowanego była względnie stabilna, a przeciętne wynagrodzenie Polaków zwiększyło się. Wnioskom płynącym z badania Głównego Urzędu Statystycznego „Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju w 2020 r.” przyjrzeli się eksperci Personnel Service.

Spis treści:
Pandemia zmniejszyła dysproporcje społeczne?
Mniej ofert pracy, ale większe wynagrodzenia

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 1,1% i wyniosło 6 mln 326 tys. osób (rok wcześniej było to 6 mln 395 tys. osób). Warto przypomnieć, że w ciągu ostatnich 5 lat ten wskaźnik notował w każdym kwartale wyłącznie tendencję wzrostową w porównaniach rok do roku. Najgłębszy spadek zatrudnienia zanotowano przede wszystkim w takich branżach, jak administracja i działalność wspierająca (o 5,4%), górnictwo i wydobywanie (o 3,6%), przetwórstwo przemysłowe (o 2,1%) czy zakwaterowanie i gastronomia (o 1,9%). Są jednak branże, gdzie zatrudnienie się zwiększyło – to m.in. działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (o 3,5%) czy informacja i komunikacja (o 3,1%). Są to jednak mniejsze wzrosty niż notowane rok wcześniej.

– Choć jesteśmy świadomi, jak mocno rok 2020 dotknął przedsiębiorców, dopiero dane pokazują skalę kryzysu wywołanego przez COVID-19. Mimo, że wiele firm przewiduje sytuacje kryzysowe, na światową pandemię koronawirusa nikt nie mógł być przygotowany. Zatrudnienia nie musiały redukować te branże, których działalność była dobrze dopasowana do nowych potrzeb rynku, np. e-commerce. Ograniczenia związane z pandemią najbardziej odbiły się na branżach takich jak hotelarstwo czy gastronomia. Lockdowny sprawiły, że wiele firm zmniejszyło kadry, a początek 2021 r. wcale nie zwiastuje poprawy. Części firm – restauracji, hoteli – balansujących na skraju bankructwa, udaje się jeszcze utrzymać dzięki wykorzystaniu oszczędności właścicieli i wsparciu z rządowych tarcz. Jeśli jednak zamknięcie rynku potrwa, dla wielu firm nie będzie ratunku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Pandemia zmniejszyła dysproporcje społeczne?
Pod koniec 2020 roku liczba bezrobotnych wynosiła 1 mln 46 tys. osób. To o 180 tysięcy (o 20,8%) więcej niż rok wcześniej, gdyż na koniec grudnia 2019 roku w urzędach było zarejestrowanych 866 tys. bezrobotnych. Wówczas kobiety stanowiły 55,3% tej grupy i oznaczało to zmniejszenie ich udziału w ogólnej grupie bezrobotnych o 0,7 pp. w porównaniu rok do roku. Jak się okazało, minione 12 miesięcy jeszcze bardziej zmniejszyło dysproporcje między płciami. Tym razem bezrobotnych kobiet było 53,7%, tj. o kolejne 1,6 pp. mniej niż rok wcześniej.

– Warto zwrócić uwagę na liczbę nowo zarejestrowanych bezrobotnych. W 2019 roku było 1 496 500 takich osób. Z kolei w roku 2020 ich liczba wyniosła 1 340 700, co oznacza spadek o 10,4%. Stopa bezrobocia rejestrowanego w ciągu roku wzrosła o 1 pp. do poziomu 6,2%. Po dość znaczącym skoku na początku pandemii, od czerwca ten wskaźnik był stosunkowo stabilny – kontynuuje analizę Krzysztof Inglot.

Mniej ofert pracy, ale większe wynagrodzenia
Do urzędów pracy w 2020 roku zgłoszono 1 mln 115 tys. ofert zatrudnienia, co także oznacza spadek – o 17,2%. Dwukrotnie wzrosła z kolei liczba zwolnień grupowych. 957 zakładów zadeklarowało zwolnienie 73,1 tys. pracowników (w 2019 roku było to 458 zakładów i 32 tysiące osób zwolnionych). Warto jednak zauważyć, że nie wszystkie wskaźniki rynku pracy spadły. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło. W 2019 roku wynosiło 5169,06 zł brutto, natomiast w 2020 roku – 5411,45 zł brutto. Podniesienie płac nastąpiło we wszystkich sekcjach o znaczącym udziale w zatrudnieniu, a najbardziej w administrowaniu i działalności wspierającej (o 8,3%), obsłudze rynku nieruchomości (6,1%), sektorze gospodarowania ściekami i odpadami (5,3%) czy informacji i komunikacji (5,2%). Najmniejszy wzrost wynagrodzeń dotyczył z kolei gastronomii i zakwaterowania (o 0,5%), podczas gdy w 2019 roku wzrost płac w tych sekcjach wyniósł ok. 6%.

– Co ważne, w skali roku wzrosła także siła nabywcza przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw. W 2020 roku realna płaca brutto okazała się o 1,5% wyższa niż przed rokiem. Podsumowując minione 12 miesięcy warto mieć zatem na uwadze, że pandemia nie zahamowała całkowicie rozwoju naszego rynku pracy, a polscy przedsiębiorcy stanęli na wysokości zadania. To oznacza, że choć obecnie notujemy negatywne tendencje na rynku pracy, jest on gotowy do „szybkiego odbicia”. Wszystko zależy jednak od tego, jak w kolejnych miesiącach będzie rozwijać się sytuacja epidemiczna w Polsce i związane z nią obostrzenia – mówi Krzysztof Inglot.

Źrodło: Personnel Service.

Zaawansowana analityka i sztuczna inteligencja wsparciem działań i procesów certyfikacji w Centrum Ewaluacji i Badań nad Lekami

medical abstract image visual, a woman holding a injector, IoT(Internet of Things), ICT(Information Communication Technology), CPS(Cyber-Physical Systems)

Podpisana umowa jest kontynuacją ponad 40-letniego partnerstwa SAS, lidera zaawansowanej analityki, z amerykańską Agencją Żywności i Leków (FDA). Zaplanowany na 5 lat projekt będzie wspierał cyfrową transformację w FDA, w tym inicjatywy z zakresu przetwarzania języka naturalnego, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, z wykorzystaniem platformy SAS® Viya®. Łączna wartość kontraktu to 49,9 mln dolarów.

Współpraca z Centrum Ewaluacji i Badań nad Lekami (CDER), które jest oddziałem FDA, ma na celu zapewnienie, że leki wypuszczane na rynek są bezpieczne, działają skutecznie oraz zgodnie z przeznaczeniem. Dzięki partnerstwu z SAS CDER przyspieszy inicjatywy z zakresu nowelizacji programów regulacyjnych, a systemy analityczne będą wspierać nadzór nad placówkami zajmującymi się produkcją leków oraz inne działania Centrum.

Amerykańska Agencja Żywności i Leków jest długoletnim klientem SAS. Wśród jej pracowników jest duża grupa doświadczonych użytkowników aplikacji SAS, która ma kluczowe znaczenie dla funkcjonowania całej organizacji. W ramach nowej umowy FDA będzie korzystała z platformy SAS® Viya® działającej w oparciu o chmurę i wykorzystującej sztuczną inteligencję. SAS pomoże ekspertom FDA identyfikować możliwości i zarządzać projektami z zakresu cyfrowej transformacji, które przyniosą wymierne korzyści Centrum Ewaluacji i Badań nad Lekami i innym oddziałom agencji.
Możemy powiedzieć, że to nowa era w zakresie regulacji rynku leków. Wykorzystanie potencjału najbardziej zaawansowanych technologii SAS sprawi, że Amerykańska Agencja Żywności i Leków będzie mogła szybko, efektywnie i bezpiecznie udostępniać leki, które niejednokrotnie ratują życie – powiedział Jim Goodnight, CEO SAS.

Porozumienie o współpracy to efekt wielu, wspólnych, udanych projektów FDA, SAS oraz Departamentu Zdrowia i Pomocy Społecznej Stanów Zjednoczonych (HHS). HHS wykorzystuje oprogramowanie SAS w kilku innych agencjach, w tym w Centrach Kontroli i Prewencji Chorób, Krajowych Instytutach Zdrowia czy Centrach Usług Medicare i Medicaid. Narzędzia SAS są wykorzystywane w wielu aplikacjach m.in. do: nadzoru epidemiologicznego, zapewniania bezpieczeństwa leków i produktów spożywczych, walki z substancjami opioidowymi, zwalczania nadużyć w obszarze Medicare, a także w ramach innych inicjatyw z zakresu usprawniania procesów zarządczych i decyzyjnych w organizacjach podległych Departamentowi Zdrowia.

Źródło: SAS Institute.

Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2020 roku

analiza
Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował informację nt wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2020 roku.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 2,4% (przy wzroście cen usług – o 6,4% i towarów – o 0,9%). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług wzrosły o 0,1% (w tym towarów – o 0,2%; ceny usług utrzymały się na tym samym poziomie). Wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2020 r. w stosunku do roku poprzedniego wyniósł 3,4% – czytamy w raporcie GUS.

Kredyt na EkoWydatki – Bank Pocztowy wspiera ekologiczne inwestycje Polaków

Bank Pocztowy z zewnatrz

Bank Pocztowy, będący spółką z grupy kapitałowej Poczty Polskiej, uruchamia nową usługę kredytową dotyczącą EkoWydatków skierowaną do Polaków, którzy planują dokonać zakupów związanych z ekologią. W ramach oferty klienci indywidualni mogą uzyskać nawet do 50 000 zł dodatkowego finansowania na cele takie jak np. zakup energooszczędnego sprzętu AGD, roweru a nawet hulajnogi, a także zakup lub montaż pomp ciepła, kotłów centralnego ogrzewania czy odnawialnych źródeł energii. Co ważne, kredyt udzielany jest z atrakcyjną prowizją, a po dostarczeniu faktury oprocentowanie kredytu zostaje obniżone o 1 p.p. Jest to obecnie jedna z najatrakcyjniejszych i najszerszych ofert dostępnych na rynku, skierowanych do klientów indywidualnych, umożliwiająca finansowanie eko-wydatków.
Kredyt na EkoWydatki – nowa propozycja Banku Pocztowego – skierowany jest do osób, które w najbliższym czasie planują zakup związany z ekologią takie jak: zakup lub montaż odnawialnych źródeł energii, czyli chociażby paneli fotowoltaicznych, kotłów centralnego ogrzewania (z wykluczeniem kotłów węglowych), pomp ciepła, materiałów do ocieplenia domu, w tym okien i drzwi zewnętrznych, a także przydomowych oczyszczalni ścieków i wiatraków. Co ciekawe, środki mogą zostać przeznaczone również na zakup rowerów, hulajnóg bądź innego sprzętu sportowego, pojazdów z napędem elektrycznym lub hybrydowym, energooszczędnych sprzętów AGD klasy co najmniej A+++, a także elektronicznych systemów zarządzania energią w budynkach.
Zgodnie z warunkami oferty kredyt jest przeznaczony na cele ekologiczne tj. zakup lub montaż urządzeń ekologicznych, z możliwością dobrania gotówki na dowolny cel.

– Jak pokazują liczne badania, zdecydowana większość Polaków ma świadomość problemów, z jakimi boryka się środowisko naturalne i pragnie w miarę możliwości wspomóc działania proekologiczne. Niezmiennie ważne jest uświadamianie, że wydatki i inwestycje w tym zakresie nie ograniczają się jedynie do tych dużych i oczywistych, jak inwestowanie w zakup i montaż paneli fotowoltaicznych. To również małe zakupy i gesty wobec planety, jak zamiana codziennej podróży autem do pracy na przejażdżkę rowerem czy wymiana starej pralki na energooszczędny sprzęt. Nasza nowa oferta może wspierać te plany. Właśnie dlatego, projektując ofertę Kredytu na EkoWydatki staraliśmy się jak najbardziej elastycznie spojrzeć na kwestię zakupów wspierających środowisko naturalne. To właśnie główny atut naszej oferty – jeden z najszerszych na rynku zakres finansowanych celów, na jakie mogą zostać przeznaczone pieniądze z kredytu – komentuje Aleksandra Rulewska, zastępca Dyrektora Departamentu Produktów Detalicznych Banku Pocztowego.
Kredyt na EkoWydatki umożliwia uzyskanie nawet 50 000 zł dodatkowego finansowania, którego spłata zostanie rozłożona nawet na 120 miesięcy, czyli 10 lat. Oprocentowanie może zostać obniżone o 1 p.p., jeśli klient w ciągu 3 miesięcy od zawarcia umowy dostarczy fakturę dokumentującą przeznaczenie co najmniej 80% kredytu na cele ekologiczne, jak między innymi szeroko pojęty zakup lub montaż urządzeń ekologicznych korzystających z odnawialnych źródeł energii, poprawiających jakość powietrza, efektywność energetyczną budynków mieszkalnych jednorodzinnych oraz zmniejszających emisję gazów cieplarnianych.
Oferta Kredyt na EkoWydatki w Banku Pocztowym obowiązuje od stycznia do czerwca 2021 roku. Klienci wnioski kredytowe mogą składać w placówkach Banku Pocztowego i Poczty Polskiej.
W placówkach Poczty Polskiej klienci mogą skorzystać z bogatej oferty usług bankowych, ubezpieczeniowych i finansowych. Kredyt na EkoWydatki to uzupełnienie naszej oferty, która jest odpowiedzią na potrzeby zakupowe klientów. Poczta ma największą w Polsce sieć placówek usługowych, w których można uzyskać kredyt. Dodatkowo można zgłosić zainteresowanie kredytem jednemu z 20 tys. listonoszy, który wprowadzi odpowiednie informacje w aplikacji Mobilny Bankowiec za pomocą tabletu, a wówczas przedstawiciel Banku skontaktuje się bezpośrednio z zainteresowanym – podkreśla Artur Więckowski, dyrektor Zarządzający Pionem Sprzedaży w Poczcie Polskiej.
Wiele banków zamyka swoje oddziały, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i na wsi. Bank Pocztowy w synergii z siecią Poczty Polskiej może wypełniać tę lukę korzystając z sieci placówek Poczty Polskiej.

mat.pras.

Badanie SAS: Klienci zwracają większą uwagę na bezpieczeństwo i personalizację niż niską cenę i jakość produktu lub usługi

g-crescoli-365895-unsplash
Jak wynika z badania SAS, 65 proc. klientów wskazuje bezpieczeństwo jako kluczowy czynnik wpływający na ich przywiązanie do marki. Wzrósł również poziom akceptacji dla technologii angażujących użytkowników, co ma związek z pandemią COVID-19.
Nowe badanie „Experience 2030 Pulse Report: The Acceleration of Digital Engagement, Personalization and Trust” przeprowadzone przez Futurum Research na zlecenie SAS wykazało znaczące zmiany w zachowaniach i opiniach kupujących, wywołane przez pandemię koronawirusa. Zrozumienie, jak kryzys wpływa na potrzeby i oczekiwania klientów ma kluczowe znaczenie dla budowania strategii na przyszłość.

Spis treści:
Co kształtuje lojalność klienta
Jak zmienił się biznes w 2020 roku
Branże, którym ufają klienci
Metodologia

Co kształtuje lojalność klienta
W 2019 roku kluczowymi czynnikami wskazywanymi przez klientów, które miały największy wpływ na ich lojalność względem marki, były niska cena, jakość produktu oraz natychmiastowa dostawa. Rok 2020 zmienił ten stan rzeczy. Wśród kluczowych czynników, które zwiększają lojalność klientów znalazły się:
Bezpieczeństwo osobiste – zachowanie norm dotyczących dystansu społecznego w placówce: 65 proc. odpowiedzi,
Dostępność towarów – dostawa w ciągu kilku dni: 57 proc. odpowiedzi,
Rekomendacje zakupowe – sugestie dotyczące dostępnego asortymentu, które odpowiadają aktualnym potrzebom klientów: 56 proc. odpowiedzi,
Czynnik ludzki – kontakt z człowiekiem, a nie botem: 54 proc. odpowiedzi.

Biznes rozumie, że zmiany w zachowaniach konsumentów są nieuchronne. Aż 83 proc. ankietowanych potwierdziło, że ich firma tworzy na nowo swoje strategie działania, aby odpowiadać na oczekiwania i zapewniać wyjątkowe doświadczenia klientom.
Pandemia sprawiła, że wzrosła akceptacja dla inteligentnych technologii
Rok 2020 przyniósł również rosnące oczekiwania konsumentów w zakresie szybkiej dostępności inteligentnych maszyn i rozwiązań, takich jak: drony, asystenci głosowi, technologie AR i VR czy telemedycyna.
Drony – 23 proc. klientów oczekiwało, że dostawy będą realizowane przez drony lub pojazdy autonomiczne w 2020 roku (badanie 2019); obecnie 60 proc. respondentów oczekuje, że nastąpi to do 2022 roku (badanie 2020).
Asystenci głosowi – 65 proc. klientów oczekiwało, że będzie korzystać z pomocy inteligentnych asystentów do roku 2025 (badanie 2019); obecnie 70 proc. respondentów planuje z nich korzystać do 2022 roku (badanie 2020).
Chatboty – 36 proc. klientów oczekiwało, że chatboty odpowiedzą na ich pytania lub udzielą wsparcia w przypadku wystąpienia problemów. Obecnie 54 proc. respondentów deklaruje chęć kontaktu z żywym człowiekiem.
AR i VR – 69 proc. klientów oczekuje, że w 2021 r. będzie korzystać z technologii rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości, aby wypróbowywać produkty przed zakupem. Obecnie 63 proc. respondentów jest skłonna korzystać z tych technologii, aby móc odwiedzać inne miejsca. W roku 2019 takiej odpowiedzi udzieliło 56 proc. respondentów.
Telemedycyna – 67 proc. klientów jest otwarta na telemedycynę.

W odpowiedzi na zmienne oczekiwania klientów aż 1/3 firm, które wzięły udział w badaniu SAS, przyspieszy inwestycje w technologie w ciągu dwóch lat. Najwyższy priorytet nadawany jest projektom obejmującym:
asystentów głosowych wykorzystujących AI na potrzeby sprzedaży i marketingu,
hologramy jako wizualne formy instrukcji obsługi,
asystentów głosowych wbudowanych w produkty i usługi,
AR i VR wykorzystywane w procesie obsługi klienta.

Przeprowadzone przez SAS globalne badanie „The Experience 2030” wykazało, że w najbliższej dekadzie biznes planuje duże inwestycje w technologie z zakresu customer experience i automatyzacji napędzanej przez sztuczną inteligencję – mówi Wilson Raj, globalny dyrektor w dziale Customer Intelligence w SAS. Z kolei z raportu „Experience 2030 Pulse” wynika, że organizacje nie zmieniły swoich priorytetów, ale przyspieszyły inwestycje, co ma związek z pandemią COVID-19. Marki przyspieszają realizację nowych projektów w wielu obszarach ujętych w badaniu „The Experience 2030”.

Jak zmienił się biznes w 2020 roku
Aż 6 na 10 firm wskazało, że nie jest w stanie dostarczać standardowych produktów do swoich klientów. 28 proc. marek nie było w stanie dostosować się do obecnej sytuacji i woli przeczekać ten trudny okres do czasu, aż powróci normalność.
Stawianie czoła wyzwaniom i spełnianie oczekiwań klientów, na które coraz większy wpływ mają trendy technologiczne, wymaga zwinności biznesowej oraz właściwych narzędzi. Firmy musiały przyspieszyć rozwój technologiczny i projekty wdrożeniowe w wielu obszarach, ponieważ klienci oczekują większego stopnia cyfryzacji, która ma zapewnić bezpieczeństwo i wygodę.
Obszary, w których firmy przyspieszyły projekty technologiczne:
64 proc. – aplikacje mobilne zwiększające zaangażowanie klienta,
64 proc. – systemy monitorujące stany magazynowe w czasie rzeczywistym,
66 proc. – systemy monitorujące zachowania i zwyczaje klientów online,
68 proc. – wymiana danych dotyczących klientów pomiędzy działami firmy.

Ponadto ponad połowa wszystkich firm, które wzięły udział w badaniu, wskazała, że przyspieszyła prace nad projektami w zakresie: aplikacji do alternatywnych form płatności, sztucznej inteligencji, analityki predykcyjnej, automatyzacji subskrypcji, dostaw do klientów, chatbotów, technologii 5G i blockchain.

Branże, którym ufają klienci
Ponieważ preferencje klientów odnośnie sposobu interakcji z marką uległy zmianie, czynniki wpływające zarówno na lojalność, jak i zaufanie również są inne. Na rynku, gdzie obowiązuje dystans społeczny, doświadczenia hybrydowe (łączące świat cyfrowy i fizyczny), stały się coraz bardziej powszechne. Zarówno firmy, jak i klienci pokładają największe nadzieje w technologiach, które dają pewność i bezpieczeństwo: od telemedycyny aż po płatności zbliżeniowe, zamówienia online, bezdotykowy odbiór przesyłek itp. Firmy, które chcą dostarczyć prawdziwie spersonalizowane doświadczenia, muszą przedefiniować swoje strategie biznesowe, żeby uwzględnić preferowane przez klientów formy zaangażowania.
W związku z pandemią COVID-19, wszystkie firmy zajmują się w pewnym zakresie tematyką zdrowia – tłumaczy Wilson Raj z SAS. Inne firmy biorą przykład z branży spożywczej i gastronomicznej, które błyskawicznie wdrożyły procedury bezpieczeństwa. Patrząc w przyszłość, na zaufanie klientów względem firm ze wszystkich branż składa się zarówno fizyczne, jak i cyfrowe bezpieczeństwo, co przejawia się m.in. w zapewnieniu poufności danych.

Metodologia
Badanie zostało przeprowadzone przez Futurum Research we współpracy z SAS w czerwcu i lipcu 2020 roku. Wzięło w nim udział ponad 600 klientów, przedstawicieli kadry zarządzającej, marketingu i specjalistów ds. technologii.

Źródło: SAS Institute.

Informacja o podmiotach gospodarki narodowej wpisanych do rejestru REGON

adeolu-eletu-38649-unsplash
W dniu 11 stycznia br. Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował informację o podmiotach gospodarki narodowej wpisanych do rejestru REGON.

Jak podaje GUS, według stanu na koniec grudnia 2020 roku do rejestru REGON wpisanych było 4 663,4 tys. podmiotów gospodarki narodowej. Jest to wynik o 0,2% więcej niż miesiąc wcześniej (3,4% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego). Wzrost liczby podmiotów nowo zarejestrowanych odnotowano dla spółek (o 12,2%) oraz osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą (o 8,4%). Dla spółek handlowych odnotowano wzrost o 11,2% w tym dla spółek z ograniczoną odpowiedzialnością o 9,1%. Liczba spółek cywilnych nowo zarejestrowanych wzrosła o 22,9% w porównaniu do po-przedniego miesiąca.

Brexit: Umowa między UE a UK zatwierdzona

UE

1 stycznia 2021 została zatwierdzona Umowa o Handlu i Współpracy między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Zjednoczone Królestwo opuściło jednolity rynek i unię celną UE, a w konsekwencji przestało obowiązywać w nim unijne prawo celne i podatkowe. Wynegocjowane warunki w zawartym porozumieniu między UE i UK pozwalają na zniesienie obowiązywania ceł i ograniczeń ilościowych w obrocie gospodarczym dla towarów, które są zgodne z odpowiednimi regułami pochodzenia. Powróciły jednak kontrole graniczne.

Od 1 stycznia 2021 przedsiębiorcy muszą być przygotowani na konieczność dopełnienia formalności celnych w przypadku eksportu lub importu towarów pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Konieczne jest przygotowanie do stosowania operacji celnych, adekwatnych do kierunku handlu, a to wszystko za sprawą zawartej Umowy o Handlu i Współpracy Unii Europejskiej z Wielką Brytanią. Dokument ten stanowi porozumienie między UE a UK o wzajemnych stosunkach po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii – pozwoli ona na obniżenie kosztów gospodarczych Brexitu. Należy jednak zaznaczyć, że umowa obowiązuje tymczasowo do 28 lutego 2021 roku, do momentu ratyfikacji.

Umowa o Handlu i Współpracy Unii Europejskiej z Wielką Brytanią ustanawia zerowe cła, jeżeli towary spełniają odpowiednie reguły pochodzenia. Oznacza to, że aby skorzystać z braku cła, należy spełnić i odpowiednio udokumentować pochodzenie celne towarów. Reguły pochodzenia określają „narodowość ekonomiczną” produktów, w sytuacji, w której zostały one wyprodukowane przy użyciu części lub materiałów wyprodukowanych w więcej niż jednym kraju. Ich celem jest potwierdzenie, że produkty objęte warunkami umowy o wolnym handlu pochodzą w całości lub zostały poddane znacznej obróbce w danej strefie – w Unii Europejskiej lub w Wielkiej Brytanii. Eksporterzy będą mieli także możliwość samodzielnego potwierdzania pochodzenia ich towarów.

Oprócz zgłoszeń celnych może być także konieczna ewidencja danych dotyczących bezpieczeństwa i ochrony lub uzyskanie pozwolenia na import/eksport niektórych towarów. Przedsiębiorcy będą także zobowiązani do płacenia należności podatkowych VAT z wyjątkiem wymiany handlowej z Irlandią Północną, w której dalej będą stosowane unijne regulacje w zakresie VAT, a także te celne i akcyzowe.

Przedstawiciele sektora z Polski i Europy, w grudniu 2020 roku wezwali UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Apel ten był napędzany faktem, że owoce i warzywa to towary nietrwałe, o krótkiej przydatności do spożycia. Ważne jest zatem, aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez wdrożenie zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do konsumentów w jak najlepszej jakości. Postulat ten nie został jednak uwzględniony w dokumencie.
W celu ułatwienia handlu produktami ekologicznymi, uzgodniono, że certyfikaty przyznawane przez instytucje zarówno UE, jak i UK, będą uwzględniane i akceptowane na rynku brytyjskim oraz unijnym. Dzięki ustaleniu wspólnej definicji norm międzynarodowych, krajowe normy produktów i przepisy techniczne obu stron będą oparte na tych samych transgranicznych odniesieniach, a zatem będą spójne w możliwie największym stopniu. Nie będzie żadnych zmian w fitosanitarnych normach bezpieczeństwa żywności. Jeżeli pojawią się obawy którejś ze stron dotyczące bezpieczeństwa żywności, roślin lub zwierząt, wówczas można domagać się konsultacji technicznych, audytów, weryfikacji czy inspekcji drugiej strony.

Pomimo pozytywnych dla przedsiębiorców wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim.
– Porozumienie wyrażone w Umowie o Handlu i Współpracy między Wielką Brytanią a Unią Europejską ma za zadanie wspierać producentów importujących bądź eksportujących towary. Ustanowione zerowe stawki celne to dobra decyzja – wprowadzenie ceł mogło prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, a to z kolei w konsekwencji mogło spowodować mniejszą dostępność i wyższe ceny dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii. – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Przypominamy porady dla przedsiębiorców przygotowujące do eksportu towarów do Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego:
– Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
– Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
– Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
– Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
– Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
– Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
– Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Źródło: UNIA OWOCOWA.

Przyszłość rynku biurowego po pandemii i zmiany zachodzące w środowisku biurowym

jan_szulborski

Badanie przeprowadzone zostało we współpracy z George Washington University, w ramach drugiej części analiz dotyczących przyszłości rynku biurowego po pandemii i przedstawia zmiany zachodzące w środowisku biurowym.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała raport pt. „Purpose of Place: History and Future of the Office”. W raporcie omówione zostały czynniki, które zmienią zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe po zakończeniu pandemii COVID-19. Raport opisuje najważniejsze powody, dla których firmy korzystają z powierzchni biurowych, modele gospodarcze mające wpływ na rozwój biur, a także główne czynniki determinujące przyszłość biur i rozproszonej siły roboczej.

Z przeprowadzonego badania wynika, że połowa pracowników pracując zdalnie odczuwa trudności związane z  utrzymaniem więzi ze współpracownikami i kulturą korporacyjną firmy, a ponad jedna trzecia uważa, że nie nabywa nowych umiejętności. Formalne programy współpracy i szkoleń są co prawda kontynuowane, ale pojawiają się problemy związane z procesami kształcenia i nieformalnym wsparciem mentorskim, które można łatwiej realizować w biurze dzięki interakcjom społecznym.

Przyszłość biur

Pomimo sukcesu modelu pracy z domu w czasie pandemii raport wskazuje na istotną potrzebę zapewnienia w przyszłości możliwości pracy w biurze. Praca zdalna może wpływać korzystnie na wydajność i zapewniać elastyczność, ale mniej efektywnie wspiera procesy uczenia się, rozwój innowacyjności i budowanie poczucia wspólnoty. Blisko połowa ankietowanych pracowników (45%) wskazała na brak „dobrego samopoczucia” podczas pracy z domu w czasie pandemii COVID-19 z powodu trudności z „wyłączeniem się” po pracy.

Na podstawie uzyskanych wyników i szerszej analizy wskazano pięć głównych czynników, które będą determinowały przyszłe strategie firm dotyczące środowiska pracy:

  1. Wydajność i retencja
  2. Innowacyjność i kreatywność
  3. Kultura korporacyjna i budowanie świadomości marki
  4. Zadowolenie i retencja pracowników
  5. Strategia dotycząca lokalizacji budynku

Warto zaznaczyć, że wiele organizacji prawdopodobnie zdecyduje się na połączenie pracy zdalnej i stacjonarnej.

Nadal poszukujemy innowacyjnych sposobów na dostosowanie się do pracy zdalnej, ale rzeczywistość jest taka, że praca wyłącznie w modelu zdalnym jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Ten wymuszony globalny eksperyment z pracą zdalną przyspieszył trwające już trendy. W raporcie wyjaśniamy, że połączenie pracy stacjonarnej w biurze i zdalnej ma kluczowe znaczenie dla sukcesu firmy w przyszłości, a także dla naszego własnego rozwoju zawodowego i zadowolenia z wykonywanej pracy – mówi Nicola Gillen, dyrektor działu Total Workplace w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.

Pandemia COVID-19 jest radykalnym wydarzeniem, które powoduje zmiany w społeczeństwie i w dużym stopniu wpływa na pracowników biur na całym świecie. Przewidujemy, że w przyszłości pracodawcy będą bardziej elastycznie podchodzić do tego, w jakich godzinach i miejscach pracuje ich kadra, ale wprowadzenie modelu pracy zdalnej w 100% po tak wyjątkowym wydarzeniu, jakim jest pandemia, jest mało prawdopodobne. Biuro odgrywa istotną rolę w nawiązywaniu kontaktów pomiędzy współpracownikami oraz stanowi źródło inspiracji i motywacji. Niemniej jednak kluczowe znaczenie w strategii środowiska pracy będzie miało zachowanie równowagi. Firmy powinny dążyć do połączenia pracy zdalnej i stacjonarnej w odpowiednich proporcjach zgodnie ze swoimi priorytetami i kulturą korporacyjną – dodaje Despina Katsikakis, globalny dyrektor Total Workplace, Cushman & Wakefield.

Zgodnie z badaniem „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmian”, przygotowanym przez Cushman & Wakefield oraz Antal, w trakcie pierwszej fali pandemii w marcu i kwietniu ok. 54% wszystkich pracowników biurowych w Polsce przeszło na tryb pracy w pełnej zdalnej. Po zdjęciu większości obostrzeń na przełomie maja i czerwca mogliśmy obserwować stopniowy powrót pracowników do biur, przeważnie w modelu hybrydowym. Sam powrót był też zależny od decyzji poszczególnych organizacji, z których część już z końcem marca podjęło decyzję o przedłużeniu pracy zdalnej do końca roku, a nawet do wiosny 2021 roku. Ponadto większość firm przyjęła w ostatnich miesiącach strategię “czekaj i obserwuj”, co doprowadziło do wstrzymania części decyzji dotyczących zajmowanych powierzchni, takich jak rozpoczęcie procesu relokacji czy rearanżacji biura. Uważam, że po zakończeniu pandemii organizacje będą szukać właściwej równowagi pomiędzy pracą zdalną i pracą z biura, a większa elastyczność nie przejawi się całkowitą rezygnacją z zajmowanych powierzchni. Ostatnie miesiące pokazały bowiem, że biuro stanowi ważny element wspierający produktywność oraz zapewniający miejsce do budowania relacji społecznych oraz kultury organizacji, co ciężko jest osiągnąć poprzez spotkania w świecie wirtualnym – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Raport pt. „Purpose of Place: History and Future of the Office” powstał na podstawie analizy 5,5 mln punktów danych uzyskanych od pracowników z całego świata, która zostałaprzeprowadzona przez Cushman & Wakefield, we współpracy z George Washington University (GWU) School of Business Center for Real Estateoraz Urban Analysis and Places Platform, LLC – amerykańską firmą prowadzącą bazy danych o lokalnych rynkach nieruchomości.

Źródło: Cushman & Wakefield.

Black Friday – jak wyglądało święto zakupów w wersji pandemicznej?

E-commerce
Dotychczas końcówka listopada była czasem wzmożonych odwiedzin w centrach handlowych. Odpowiadając na oczekiwania klientów kompletujących prezenty świąteczne, sklepy prześcigały się w promocjach. Ich kulminacja przypada na ostatni piątek miesiąca, tzw. Black Friday. W tym roku, decyzją Premiera Morawieckiego, w ramach walki z COVID-19, sklepy w galeriach handlowych pozostały tego dnia zamknięte. Cały ruch zakupowy został przeniesiony do sieci. Czy e-commerce był na to gotowy?

Spis treści:
Wirusem w tradycyjny handel
Wnioski po pierwszej fali
Czarny Piątek – nadzieja i wyzwanie 

Wirusem w tradycyjny handel
Od początku wybuchu pandemii tradycyjny handel przeżywa trudne chwile. Najdotkliwsze konsekwencje odczuwają do niedawna zamknięte sklepy wielkopowierzchniowe oraz te zlokalizowane w centrach handlowych.

Równolegle niesamowity rozkwit obserwuje się w e-handlu. Jeszcze przed pandemią sektor ten rozwijał się bardzo dynamicznie. Jak wynika z cyklicznego badania Izby Gospodarki Elektronicznej „Omni-commerce. Kopuję wygodnie” w 2018 roku zakupy w Internecie robiło 52 proc. ankietowanych osób, w 2018 r. 57 proc. W 2020 liczba osób deklarujących robienie zakupów online wzrosła do 72 proc. Z perspektywy przychodów sytuację obrazuje Salesforce Shopping Index. Według badania w pierwszym kwartale 2020 roku przychody z handlu elektronicznego wzrosły globalnie o 20 proc., podczas gdy w drugim kwartale aż o 71 proc.

Wzrosty te zdecydowanie przewyższają prognozy dotyczące wzrostu e-commerce sprzed pandemii. Według jednej z nich, autorstwa Centre for Retail Research, zakładano że średni udział e-handlu w całkowitej sprzedaży detalicznej w Europie Zachodniej wzrośnie do 15,3 proc. do 2022 roku. Wskutek COVID-19 wzrost ten zostanie osiągnięty już w 2021 r.

Wnioski po pierwszej fali
– Ogromna niepewność, w połączeniu z częściowym zamknięciem sklepów, kolejkami, pustymi półkami i ograniczeniami w poruszaniu się stanowiły podczas pierwszej fali COVID-19 punkt przełomowy dla e-handlu. Nagły wzrost potrzeb i zainteresowania konsumentów obnażył słabe punkty e-handlu, niezależnie od rozmiarów przedsiębiorstwa. Świadome ich sklepy internetowe wyciągnęły wnioski, zwiększając zasoby, usprawniając procesy i dopasowując systemy informatyczne do nagłej sytuacji – mówi Piotr Szypułka, Dyrektor Działu Utrzymania Infrastruktury.

Zmiany dało się zaobserwować także w strategicznych decyzjach biznesowych marek handlowych, przychylniej patrzących na rozwiązania cyfrowe i kanały sprzedaży online. Przykładowo – znana sieć modowa H&M podjęła w październiku decyzję o zamknięciu 250 stacjonarnych placówek (wcześniej zamknęła już 166), co łącznie daje redukcję sklepów tradycyjnych o 10 proc. Marka zadeklarowała chęć skupienia się na rozwiązaniach cyfrowych.

Czarny Piątek – nadzieja i wyzwanie
Czy mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej Polacy skusili się na oferty specjalne? Jak wynika z raportu ExpertSender „Polacy i Black Friday” prawdopodobieństwo było bardzo duże. Aż 4 na 5 Polaków do zakupów skłania właśnie obniżka cen, a tych z okazji święta zakupów nie brakowało.

Teoretycznie konsumenci mogli wrócić do sklepów w centrach handlowych już w sobotę 28 listopada, które decyzją Premiera Morawieckiego zostały ponownie otwarte. Zakupy w sklepach muszą jednak odbywać się w najwyższym reżimie sanitarnym, a placówki, które nie będą stosować się do restrykcji będą zamykane. Przy rosnących wskaźnikach zachorowań pozwalało to przewidywać, że zakupy na Black Friday Polacy robić będą online.

Z perspektywy sprzedawców internetowych to nie tylko wielka szansa, ale też duże wyzwanie logistyczne i – co znacznie ważniejsze – informatyczne. Niektórzy przygotowywali się w sposób strategiczny – wyprzedaże rozpoczynając znacznie wcześniej, ogłaszając Czarny Tydzień, a nawet Miesiąc, co tylko częściowo rozwiązuje problem i zwiększone potrzeby konsumentów.

– Kluczowe dla bezpieczeństwa i stabilności systemów w czasie okresów wzmożonej sprzedaży – czy na Black Friday, na święta, czy podczas pandemii – są kwestie związane z pracą serwerów. Jak pokazują doświadczenia wielu sklepów nawet zaplecze w postaci pracowników IT czy inwestycji w infrastrukturę nie gwarantuje, że sklep będzie w stanie poradzić sobie z powstającymi obciążeniami i wynikającymi z nich problemami – powiedział Piotr Szypułka, Dyrektor Działu Utrzymania Infrastruktury z Polcom. – Żyjemy w wymagających gospodarczo czasach, które nie są najlepszym momentem na duże inwestycje w IT. Alternatywą dla nich są platformy cloud computingowe, obarczone dużo niższym ryzykiem inwestycyjnym, a jednocześnie elastyczne i skalowalne, dzięki czemu pozwalają lepiej i szybciej dopasować się do nagłych wzrostów sprzedaży – dodaje.

Wszystko wskazuje na to, że koronawirus to nie tylko trudny rok 2020. To zupełnie nowa rzeczywistość, w której przyjdzie nam żyć znacznie dłużej. Przetrwają firmy, które mają zdolność szybkiego przystosowywania się i reagowania na potrzeby konsumentów, zmieniają się w znacznie szybszym niż dotychczas tempie. Od elastyczności dostawców towarów i usług zależeć będzie ich powodzenie. Sprawnie zaprojektowane rozwiązania IT, w tym cloud computing, są jednym z elementów tego systemu i wspierają firmy w tym procesie. Dzięki nim koronawirus i spowodowane nim skutki gospodarcze mogą być ważnym krokiem rozwoju, a nie przyczynkiem do upadku firm.

Źródło: Polcom.

Obrót nieruchomościami w 2019 roku

budynek komercyjny
Główny Urząd Statystyczny opublikował analizę „Obrót nieruchomościami w 2019 roku”.

Liczba transakcji kupna/sprzedaży nieruchomości zarejestrowanych w 2019 roku była o 0,4% niższa w stosunku do roku 2018. Wartość przeprowadzonych transakcji ogółem wzrosła zaś o 0,5% w stosunku do roku 2018. Liczba nieruchomości lokalowych sprzedanych w 2019 roku wzrosła o 0,7%, a ich wartość o 7,6% w stosunku do 2018 roku. W przypadku nieruchomości gruntowych zabudowanych odnotowano
spadek zarówno liczby transakcji (o 0,6%) jak i ich wartości (o 5,9%) w stosunku do 2018 r. Nieruchomości gruntowe niezabudowane w 2019 roku spadły zarówno w ujęciu ilościowym (o 1,8%) jak i w ujęciu wartościowym (o 7,0%) w stosunku do 2018 roku. – czytamy w syntezie raportu, który jest opublikowany na oficjalnej stronie Głównego Urzędu Statystycznego.

Rynek pracy po 7 miesiącach pandemii: Czy wszyscy zdali egzamin z home office?

DeathtoStock_Meticulous-09
W ciągu siedmiu miesięcy na polskim rynku pracy zaszły nieodwracalne zmiany. Mowa tu nie tylko o zawirowaniach w poszczególnych branżach, ale też wielkiej, zdalnej rewolucji, która dokonała się na naszych oczach. Gumtree.pl sprawdziło, co dokładnie zmieniło się w podejściu do pracy zdalnej od początku pandemii koronawirusa. O ile wielu pracodawcom udało się pokonać przejściowe problemy związane z brakiem dostępu pracowników do odpowiednich narzędzi, o tyle w kwestiach organizacyjno-prawnych… nie zmieniło się prawie nic.

Spis treści:
Kto może pracować zdalnie?
Wciąż po godzinach i bez pisemnych ustaleń
Szerszy dostęp do narzędzi

Kto może pracować zdalnie?
53% pracowników umysłowych w Polsce cały czas ma możliwość przynajmniej częściowej pracy zdalnej. Jeden na czterech, w związku z pandemią, posiadał taką możliwość, ale w tej chwili jego pracodawca zdecydował o powrocie do pracy stacjonarnej. Pracownicy zapytani o powód braku zgody przełożonych na pracę zdalną, odpowiadają najczęściej, że wynika to ze specyfiki branży (55%). W co piątym przypadku (21%) pracodawca nie podał powodu, zaś jeden na sześciu (17%) miał stwierdzić, że w czasie pracy zdalnej nie ma dostatecznej kontroli nad podwładnymi. 13% badanych odpowiedziało, że ich pracodawca uznał, iż praca zdalna jest nieefektywna. Co ciekawe, taki argument padał najczęściej w przypadku osób pracujących na stanowiskach menedżerskich.

– Praca zdalna zadomowiła się w wielu firmach na dobre, choć bardzo często stosowany jest model hybrydowy – stacjonarno-zdalny. Wyniki badania pokazują jednak wyraźnie, że część polskich przedsiębiorstw traktowała i wciąż traktuje pracę zdalną jako rozwiązanie tymczasowe, doraźne, stosowane wyłącznie w oparciu o analizę sytuacji epidemiologicznej – wyjaśnia Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Wciąż po godzinach i bez pisemnych ustaleń
W czasie analizy wyników badania przeprowadzonego w kwietniu i maju 2020 roku, wyszła na jaw niepokojąca tendencja. Okazało się, że aż 72% pracowników deklaruje, iż ich pracodawcy sporadycznie lub regularnie kontaktują się z nimi i zlecają zadania również poza wyznaczonymi godzinami pracy. Psychologowie alarmowali, że może to prowadzić do zacierania się granic między pracą a życiem prywatnym. Gumtree.pl sprawdziło, czy w ciągu ostatnich miesięcy zaszły na tym polu zmiany.
W październiku nieznacznie spadł odsetek pracowników, którzy potwierdzają, że ich przełożeni zlecają im pracę po godzinach i wyniósł on w sumie 65%. 27% badanych stwierdziło przy tym, że zdarza się to regularnie (31% w maju), a 38%, że sporadycznie (41% w maju).
– Niestety, wciąż wielu przełożonych w Polsce nie widzi problemu w kontaktowaniu się z podwładnymi po godzinach. Niezmiennie pokutuje myślenie, że home office to elastyczna forma pracy, bo przecież pracownicy mają w domach stały dostęp do służbowego laptopa czy telefonu – tłumaczy Katarzyna Merska z Gumtree.pl.

Działające w Polsce firmy w większości przypadków wciąż nie rozwiązały kwestii uregulowania pracy zdalnej formalnie, na piśmie. Mimo że od końca czerwca obowiązują w ramach Tarczy 4.0 tymczasowe przepisy, regulujące w lakoniczny sposób pracę zdalną, nie znalazły one odzwierciedlenia w postaci aneksów do umów. Obecnie tylko czterech na dziesięciu polskich pracowników umysłowych deklaruje, że możliwość pracy zdalnej jest w ich przypadku uregulowana na piśmie (spadek o 6 pkt. procentowych w stosunku do maja 2020), podobny odsetek pracujących mówi o uregulowaniu ustnym, natomiast co piąty zapytany twierdzi, że kwestia ta nigdy nie była poruszana z pracodawcą, mimo że ten dopuszcza, bądź dopuszczał w czasie największych obostrzeń, możliwość pracy zdalnej.

– Tymczasowy charakter rozwiązań nie sprzyja formalnemu uregulowaniu pracy zdalnej w regulaminie pracy lub w umowach z pracownikami. Szczególnie w dużych firmach operacja nie jest prosta. Wobec rządowych zapowiedzi nowych przepisów pracodawcy wolą czekać – wyjaśnia Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy Randstad Polska.

Polscy pracownicy nie mają jednak wątpliwości, że praca zdalna powinna być uregulowania nie tylko w treści umów, ale też w Kodeksie pracy. Uważa tak aż 85% osób biorących udział w badaniu Gumtree.pl. Jak poinformował rząd, już trwają konsultacje społeczne w tej sprawie, gotowy jest również roboczy projekt przepisów, które mają zastąpić obecne regulacje odnoszące się wyłącznie do tzw. telepracy.

Jako najbardziej kluczowe aspekty, które powinny być ujęte w nowych przepisach, respondenci wymieniają: sposób rozliczania pracy zdalnej (69%), wymiar godzinowy pracy zdalnej (66%), ustalenie zasad korzystania ze służbowego sprzętu (59%), a także wymóg uregulowania pracy zdalnej w umowie (55%). Co na to prawnicy?

– Nowelizacja Kodeksu pracy powinna dotyczyć przynajmniej podstawowych kwestii, czyli zobowiązania do uzyskania zgody obu stron na wykonywanie pracy zdalnej oraz do czynienia ustaleń w formie pisemnej, a także ustalenia sposobu rozliczania pracownika z czasu poświęconego na pracę oraz tego, w jakiej formie powinien to ewidencjonować. Ponadto nadal brakuje przepisów dotyczących ponoszenia kosztów eksploatacji mediów w miejscu świadczenia pracy zdalnej – wymienia Aleksandra Kolbus-Kucharska, prawniczka, ekspertka prawa pracy z Kancelarii Świostek Kupski Adwokaci.

Szerszy dostęp do narzędzi
Jest jednak pewna kwestia, która w stosunku do początku pandemii zmieniła się na plus. Chodzi o dostęp do narzędzi pracy w czasie home office. Między majem a październikiem wzrosła liczba pracowników, którzy mają dostęp do służbowego komputera (62% w październiku vs 51% w maju), telefonu komórkowego (42% w październiku vs 35% w maju) oraz internetu opłacanego przez pracodawcę (34% w październiku vs 24% w maju).

Warto jednak przypomnieć, że zgodnie z regulacjami Tarczy 4.0, potrzebne w pracy zdalnej narzędzia, materiały oraz obsługę logistyczną powinien zapewnić pracodawca. Obecnie obowiązująca ustawa mówi jednak, że pracownik może używać własnych narzędzi, o ile umożliwiają poszanowanie i ochronę informacji poufnych i innych tajemnic chronionych prawnie.

Źródło: Gumtree.pl 

E-commerce coraz bardziej profesjonalny dzięki pandemii

g-crescoli-365895-unsplash

Podczas pandemii duża część handlu przeniosła się do sieci – przy obecnym poziomie e-zakupów ich wartość na koniec roku może przekroczyć 15 mld euro*.
Masowo powstają nowe sklepy internetowe – blisko 5,5 tys. w pierwszym półroczu* Te, które były na rynku wcześniej, w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na e-handel inwestują w nowoczesne rozwiązania, na które wcześniej nie było ich stać. Wzrost e-commerce zwiększa zapotrzebowanie logistyczno-magazynowe i rozwiązania je wspierające.

Spis treści:
Z galerii do internetu
Duzi inwestują, nie chcą dać się dogonić nowej fali
Jak działa RFID w sklepie internetowym

Z galerii do internetu
Wezwania do dystansu społecznego i pozostania w domu w pierwszych tygodniach pandemii zamroziły tradycyjny handel. Galerie handlowe były zamknięte, a inne sklepy zanotowały znaczące spadki obrotów. Wg prognoz Euromonitor, tegoroczna wartość sprzedaży w tradycyjnych sklepach odzieżowych i obuwniczych będzie mniejsza o 21,5%, co oznacza, że rynek skurczy się o 5,5 mld zł. Nie przestaliśmy jednak kupować, ruch z galerii handlowych przeniósł się do sieci. W pierwszym półroczu handel e-commerce zwiększył obroty o 30%. Przy takim poziomie wzrostu eksperci spodziewają się, że cały rok zamknie się ze sprzedażą internetową na poziomie 15 mld euro*. Online kupuje już 72% polskich internautów.

Zapotrzebowanie na zakupy w sieci kreuje podaż – w pierwszym półroczu powstało w Polsce blisko 5,5 tys. nowych sklepów internetowych. Wprawdzie swoją działalność zamknęło w tym czasie nieco ponad 2 tys., ale bilans i tak jest zdecydowanie na plus. Za zwiększenie sprzedaży w internecie odpowiadają nie tylko nowe sklepy, ale także te, które na rynku były obecne już wcześniej. Teraz dzięki zwiększeniu sprzedaży rosną ich przychody. Część zysków inwestują w rozwój i profesjonalizację swojego biznesu.
Duzi inwestują, nie chcą dać się dogonić nowej fali
Sklep internetowy to o wiele więcej niż widzimy wchodząc na jego stronę. W tym roku skokowo wzrosło zapotrzebowanie w obszarach infrastruktury telekomunikacyjnej, logistyczno-magazynowe i rozwiązań usprawniających i przyspieszających działanie.

– Wzrost rynku e-commerce jest widoczny. W pierwszym półroczu odnotowaliśmy rekordowe zamówienia z kilku dużych sklepów internetowych. Najwięksi na rynku inwestują duże pieniądze, żeby nie dać się konkurencji w postaci licznie powstających nowych firm – mówi Mirosław Cieśla Kierownik Sprzedaży Strategicznej w SPIE Building Solutions – dostawcy i implementatora rozwiązań dla handlu, w tym e-commerce.  – Przykładem rozwiązań, w które inwestują kolejne duże sklepy internetowe jest np. RFID czyli system elektronicznego oznaczania (tagowania) produktów. Jeszcze rok temu szeroko stosowała je u siebie tylko jedna firma handlowa, teraz jest ich przynajmniej 3, a kolejne przymierzają się do wdrożenia.

Jak działa RFID w sklepie internetowym
Cały towar, który wchodzi do obrotu jest oznaczony (otagowany) metkami elektronicznymi (metkami RFID lub fizycznym klipsem). Znakowanie odbywa się u źródła – w fabryce. Dzięki temu każdy towar docierający do sklepowego magazynu jest przy użyciu skanera szybko wprowadzany do komputera. Pracownicy sklepu przygotowując wysyłkę ponownie skanują towar sprawdzając czy to, co wychodzi z magazynu jest właściwą rzeczą i tą, którą zamówił klient. W ten sposób nie tylko unika się pomyłek przy wysyłce, ale i przekazuje na stronę sklepu rzeczywisty stan zaopatrzenia. Dzieje się to w sposób płynny i automatyczny. W przypadku wersji z klipsami usuwa się je w rozszywaczu RFID przed wysyłką. Zapakowany towar jest przekazywany na taśmociąg. Tam bramki rejestrujące sygnał z elektronicznej metki lub klipsa dodatkowo sprawdzają, czy zapakowano właściwy towar.
System działa w obydwie strony – jeśli klient odsyła jakiś towar i coś wraca do sklepu jest ponownie skanowane (lub doczepia się klips), a produkt wchodzi z powrotem na stan.
– Obniża się próg inwestycyjny takich rozwiązań. Kilka lat temu były dostępne tylko dla największych sklepów, obecnie koszty spadają. Niedawno o RFID pytała hurtowna elektryczna, która nie jest potentatem w swojej branży. Działa kilka lat, ale duża obecnie sprzedaż on-line sprawia, że rozważają wdrażanie nowoczesnych rozwiązań usprawniających działanie – mówi Mirosław Cieśla ze SPIE Building Solutions.
Wg eksperta znacząco wzrosły także potrzeby związane z systemami antywłamaniowymi – sprzedaż w sklepach internetowych rośnie, muszą mieć więc więcej towaru „pod ręką”, gotowego do wysyłki. Do tego potrzebne są nowe powierzchnie magazynowe, które trzeba chronić i zabezpieczać
Struktura sieci polskiego handlu to ponad 335 tys. sklepów stacjonarnych (oraz 32 tys. sklepów internetowych). Z 437 miliardów złotych wydanych w handlu przed pandemią, około 29 proc. tej kwoty zagospodarowały sklepy w centrach handlowych, a 9 proc. sklepy w kanale e-commerce (dane GFK).

* prognozy organizacji eCommerce Europe i RetailX

 

Źródło: SPIE Building Solutions.

Bezpieczni w sklepach i w pracy – co to dziś oznacza?

alex-holyoake-361922-unsplash
Na co dzień nie zastanawiamy się jak istotne jest zapewnienie odpowiedniej ochrony osobom przebywającym w obiektach handlowych czy w biurowcach. Są jednak osoby, które to drobiazgowo analizują. Gwarancją bezpieczeństwa pracowników oraz klientów galerii handlowych jest zatrudnienie odpowiedniej firmy, czyli takiej, która wie co robi, dysponuje wykwalifikowanymi pracownikami, a także najnowocześniejszymi technologiami, które wspierają jej działania. Dziś, w czasie pandemii, firmy z branży ochrony zyskują nowe kompetencje – m.in. walczą z rozprzestrzenianiem się zakażeń. Taką firmą jest Polski Holding Ochrony, która do bezpieczeństwa podchodzi kompleksowo.

W okresie przedświątecznym galerie handlowe tętnią życiem. Nie inaczej jest teraz. Ograniczona liczba osób w sklepie, czy konieczność zachowania wymogów sanitarnych stawiają przed firmami z branży ochrony nowe wymagania. Mimo reżimu sanitarnego ludzie nie rezygnują z zakupów. Dziś w sklepach czy punktach usługowych, pracownicy ochrony poza zagrożeniami związanymi z kradzieżami, mają także na oku sprawdzanie czy klienci przestrzegają zasad bezpieczeństwa. W przypadku, gdy klienci się do nich nie stosują – ochrona interweniuje. Dla dobra nas wszystkich.
Jednak, aby zapewnić pełne bezpieczeństwo w biurze czy też w sklepie, sama ochrona fizyczna może nie wystarczyć. Miejsca te muszą zostać odpowiednio przygotowane. Dziś ważna jest pewność, że ryzyko zarażenia się koronawirusem w miejscach, w których przebywamy, zostało ograniczone do minimum. Dlatego Polski Holding Ochrony uzupełnia swoją standardową ofertę ochrony osób i mienia o kompleksowe usługi utrzymania czystości.

„Ochrona w obiektach handlowych czy też w biurowcach, dziś staje przed poważnym wyzwaniem. Chronimy już nie tylko przed włamaniami czy kradzieżami. Usługi z zakresu zapobiegania zakażeniom stają się ważną częścią naszej oferty skierowanej do punktów handlowych, małych i większych, a także do biur, w których zdrowie pracowników jest cennym dobrem”. – przekonuje Sebastian Michalkiewicz, Prezes Polskiego Holdingu Ochrony.

 

Źródło: Polski Holding Ochrony.

Prawo pomaga w zakupie bankrutującej firmy

design-desk-display-eyewear-313690
Wkrótce staniemy w obliczu dużej fali upadłości firm. Ostrożne szacunki wskazują, że w najbliższych miesiącach pracę straci nawet kilkaset tysięcy ludzi. Dla wielu przedsiębiorców będzie to dramat i koniec pewnego etapu życia. Dla innych okazja do zrobienia interesu. Zakup bankrutującego przedsiębiorstwa bywa inwestycją, a pomagają w tym przepisy prawa upadłościowego. – wskazują eksperci firmy doradczej Lege Advisors.

Jak to zrobić? Potrzebne jest bankrutujące przedsiębiorstwo oraz zainteresowany inwestor, który chce je kupić. Procedura odbywa się przy udziale syndyka i sądu. Kupujący nabywa wszystko, co tworzy przedsiębiorstwo: majątek, pracowników, umowy, kontrakty, licencje, patenty, tajemnice, ale bez długów, przez które firma ogłasza upadłość. Niestety, jak pokazywała praktyka, od czasu ogłoszenia upadłości do czasu wystawienia oferty sprzedaży mogło minąć wiele miesięcy. W tym czasie przedsiębiorstwo traciło znaczną część potencjału ekonomicznego (klientów, dostawców, kluczowych pracowników), przez co stawało się mało atrakcyjne dla inwestorów. W odpowiedzi na takie problemy w 2016 roku do polskiego systemu prawnego wprowadzono nowy tryb sprzedaży upadającego przedsiębiorstwa – „przygotowana likwidacja”, czyli tzw. „pre-pack”.

Tryb ten polega na tym, że przedsiębiorstwo, które rozpoznaje u siebie przesłanki do złożenia wniosku o upadłość szuka inwestora, czyli nowego właściciela. Takie przedsiębiorstwo, bądź jego wierzyciel, w momencie składania do sądu wniosku o upadłość wskazuje podmiot, który jest zainteresowany zakupem. To rozwiązanie pozwala na zachowanie ciągłości działania firmy, ale już w nowej strukturze właścicielskiej. – wyjaśnia Szymon Mojzesowicz z firmy doradczej Lege Advisors.

Krótko mówiąc, aby stać się nowym właścicielem przedsiębiorstwa w „pre-packu” trzeba być wskazanym we wniosku o zatwierdzenie warunków sprzedaży (dołączony do wniosku o upadłość). Trzeba też uzyskać akceptację sądu i zawrzeć umowę sprzedaży. Niestety wskazanie nabywcy nie oznacza, że na pewno zostanie on właścicielem przedsiębiorstwa. Decyzja należy do sądu, który będzie oczekiwał dobrych argumentów przemawiających za tym, że jest podstawa do prowadzenia przedsiębiorstwa: pieniądze, wiedza i doświadczenie lub wykwalifikowani menadżerowie.

Podstawową zaletą zakupu firmy w „przygotowanej likwidacji” jest to, że nabywca nie odpowiada za zobowiązania pieniężne upadłego podmiotu. Kolejnym walorem jest możliwość nabycia przedsiębiorstwa za korzystną cenę. Wymogiem w „przygotowanej likwidacji” jest sporządzenie przez biegłego sądowego opisu i oszacowania przedsiębiorstwa. Zazwyczaj w przypadku wyceny do „pre-packu” należy zastosować metodę majątkową.

– Nie uwzględnia ona faktu zorganizowania składników majątku w całość i możliwości uzyskiwania dochodu z przedsiębiorstwa. Daje to szanse na zwiększenie wartości przedsiębiorstwa przez nowego właściciela w przypadku skutecznego przeprowadzenia naprawy i zapewnienia rentowności. – mówi Norbert Banaszek z firmy doradczej Lege Advisors.

Wnioskodawca nie musi proponować ceny z oszacowania biegłego sądowego, żeby sąd zatwierdził sprzedaż. Sąd każdorazowo analizuje czy sprzedaż za cenę wskazaną przez wnioskodawcę będzie najlepszym wariantem dla przebiegu konkretnego postępowania upadłościowego.

Podstawowym ryzykiem w nabywaniu przedsiębiorstwa jest nierozpoznanie i dalsze utrzymywanie się przyczyn, które doprowadziły do jego bankructwa. W sytuacji błędnie rozpoznanych przyczyn upadku, zakup firmy w „pre-packu” może stać się źródłem problemów inwestora. Przykładem może być nabycie przedsiębiorstwa, które produkuje przedmioty o malejącym popycie. Obecnie są to np. samodzielne urządzenia GPS do samochodów osobowych.

– Ograniczeniem w „pre-packu” jest stosunkowo krótki czas na znalezienie inwestora, przeprowadzenie z nim rozmów i podjęcie decyzji. Zazwyczaj transakcje sprzedaży mogą trwać wiele miesięcy, ale w przypadku „przygotowanej likwidacji” czas na decyzję jest ograniczony. Chodzi o moment, w którym przedsiębiorstwo musi złożyć wniosek o upadłość. Wymusza to na inwestorze podjęcie decyzji w bardzo krótkim czasie, często bez możliwości przeprowadzenia dokładnego badania Due Diligence. Ograniczony czas nie pomaga również w negocjowaniu z instytucjami finansowymi korzystnych warunków finansowania zakupu przedsiębiorstwa. – mówi Szymon Mojzesowicz z firmy Lege Advisors.

Zakup w „przygotowanej likwidacji” jest przede wszystkim dla kogoś kto ma pomysł i doświadczenie w takim biznesie – szczególnie inne firmy z branży (przejęcie konkurencji, albo przejęcie dostawcy czy odbiorcy). Jest to ciekawa opcja nawet dla inwestora spoza branży – możliwość szybkiego wejścia na określony rynek. Nie trzeba mieć dużych środków, żeby zostać właścicielem przedsiębiorstwa w „pre-packu”. Opracowanie Fundacji Court Watch Polska wskazuje, że najmniejsza kwota zaproponowana w „pre-packu” wyniosła 12 500 zł, a najmniejsza kwota zawartej transakcji 30 000 zł.
Mimo ryzyka i ograniczeń „przygotowana likwidacja” będzie się dalej rozwijać, m.in. dzięki zmianom w prawie upadłościowym, które weszły w życie 24 marca br., i stanie się bardziej dostępna dla inwestorów (obowiązek obwieszczania o złożeniu wniosku o „pre-pack” w Monitorze Sądowym i Gospodarczym). Jest to procedura korzystna zarówno z punktu prawnego (ogranicza istotnie czas postępowania upadłościowego, dzięki temu pozwala na zaspokojenie w większym stopniu wierzycieli), jak również ekonomicznego – pozwala na zachowanie przedsiębiorstwa, a dzięki temu również miejsca pracy czy wpływy z podatków do budżetu.

Źródło: firma doradcza Lege Advisors.

III kwartał przynosi pierwsze skutki pandemii

Garbarczyk_Bozena_2019

W trzecim kwartale roku można już dostrzec wpływ Covid-19 na wyniki rynku biurowego. O ile pierwsza połowa roku napędzona była negocjacjami rozpoczętymi jeszcze przed pandemią, to obecne dane widocznie już pokazują spowolnienie na rynku. Należy przy tym zaznaczyć, że największych zmian w aktywnościach zarówno deweloperów, jak i najemców oczekujemy w kolejnym roku.

Jednym ze wskaźników, który w pewien sposób odzwierciadla obecny nastrój niepewności i oczekiwania jest popyt. Od lipca do września 2020 roku zdecydowanie osłabło zainteresowanie najemców, którzy w ciągu kwartału wynajęli najmniej powierzchni biurowej od dekady – zaledwie 113 000 m kw. (w I połowie roku było to ok. 334 000 m kw.). Dla porównania analogiczny kwartał w ubiegłym roku zanotował rekordowo wysoki popyt na poziomie 284 000 m kw., ale jednocześnie należy tutaj wspomnieć, że część zasług we wspaniałych wynikach najmu za trzy kwartały ub.r. trzeba przypisać kilku dużym transakcjom. Tak niski wskaźnik popytu nie bez przyczyny związany jest z pandemią oraz niepewnością na rynku. Najemcy świadomie wstrzymują podejmowanie długofalowych decyzji, skłaniając się raczej do pozostania w biurze, które do tej pory zajmowali, niż wynajmowanie przestrzeni w nowej lokalizacji czy ekspansja dodatkowej powierzchni.

Interesująca jest również zmiana w strukturze podpisanych umów. Niemal połowa wynajętej w III kwartale powierzchni w Warszawie stanowiły renegocjacji wcześniejszych umów najmu. Tak wysoki wynik dotychczas niespotykany w historii stołecznego rynku biurowego jest potwierdzeniem, że najemcy wybierają bezpieczniejszą opcję i zostają w dotychczasowych lokalizacjach. Dla porównania w okresie I-III kwartał 2019 roku renegocjacje stanowiły 35% wolumeny transakcji, co wówczas było rekordowym wynikiem. Dodatkowym sygnałem płynącym z rynku, a wskazującym na ograniczenie zainteresowania nową powierzchnią jest zdecydowany spadek udziału umów pre-let, które w minionym kwartale wyniosły zaledwie 4% wolumenu popytu (średnia dla pierwszych trzech kwartałów ub.r. to 27%).

Biorąc pod uwagę podaż nowej powierzchni biurowej, to w III kwartale 2020 roku do użytku oddano ponad 131 000 m kw. w ramach sześciu projektów. Zestawiając to z pierwszym półroczem kiedy w ramach 4 inwestycji na rynek warszawski trafiło 107 000 m kw. nowej powierzchni, wynik jest wysoki. Aktualnie w budowie pozostaje ponad 650 000 m kw. Największymi projektami dostarczonymi na stołeczny rynek w ostatnich trzech miesiącach były: kompleks The HUB (dwa budynki) należący do Ghelamco Poland, który łącznie oferuje ok. 89 000 m kw. biur oraz budynek Biura przy Warzelni kompleksu Browary Warszawskie (24 000 m kw.), zrealizowany przez Echo Investment. Mniej optymistyczny wydaje się wskaźnik komercjalizacji nowych budynków. Projekty ukończone w III kwartale w momencie oddania do użytku były zabezpieczone umowami w 66%, podczas gdy budynki ukończone w pierwszej połowie roku były niemal w pełni wynajęte. Za sprawą wysokiej nowej podaży, całkowite istniejące zasoby biurowe w Warszawie na koniec września 2020 roku przekroczyły 5,8 mln m kw.

Spadek aktywności najemców oraz wysoka podaż nowej powierzchni, która nie była w pełni wynajęta, przełożyły się na wzrost współczynnika pustostanów. Z naszych danych wynika, że na koniec września wyniósł on 9,6%, co przekłada się na niemal 560 000 m kw. dostępnej powierzchni od zaraz. Wzrost o 1,7 pp. do poprzedniego kwartału oznacza poziom najwyższy od dwóch lat. Analizując poszczególne obszary koncentracji wzrost współczynnika pustostanów odnotowano niemal w każdej strefie. Wyjątek stanowiła strefa Zachód, a największa zmiana w strefie Centrum, w której ukończono najwięcej nowych inwestycji.
Faktyczna oferta dostępnej od zaraz powierzchni biurowej jest zdecydowanie szersza. Ostatnie miesiące to bliższa analiza rosnącego trendu, którym jest podnajem. Zmiana modelu pracy wymuszona pandemią, przejście na system hybrydowy oraz pogarszająca się sytuacja gospodarcza wymusiła na niektórych firmach oszacowanie swojego zapotrzebowania na powierzchnię biurową od nowa. Co za tym idzie, niektóre organizacje poszukując oszczędności zdecydowały się ograniczyć zajmowaną powierzchnię i podnająć jej część. Na koniec września 2020 roku na stołecznym rynku oferta podnajmu obejmowała już ponad 100 000 m kw. biur gotowych do wynajęcia od zaraz.

Pomimo zmieniającej się sytuacji rynkowej wywoławcze stawki czynszu na stołecznym rynku wciąż utrzymują się na stabilnym poziomie.

Autor: Bożena Garbarczyk, Straszy Konsulatnt w Dziale Badań Rynku Knight Frank.

Strategia na nową normalność

Wirginia Leszczyńska
Do normalności szybko nie wrócimy.  Jesteśmy wszyscy o tym przekonani i jesteśmy tego świadomi.  Będziemy musieli sobie z tym poradzić. Innego wyjścia nie ma – mówi Wirginia Leszczyńska, COO, DL Invest Group.

Spis treści:
W jaki sposób rygory i ograniczenia wpływają na wynajem i zarządzanie powierzchnią biurową?
Jakie oczekiwania mają najemcy?
Logistyka obroniła się przed kryzysem wywołanym pandemią. Jak Pani prognozuje przyszłość tego sektora? 

DL Invest Group inwestuje w nieruchomości oraz jako właściciel zarządza portfelem nieruchomości o wartości ponad miliarda złotych w postaci: parków handlowych, obiektów biurowych oraz obiektów magazynowo- logistycznych. Jak z tej perspektywy ocenia Pani sytuację nieruchomości komercyjnych?

W naszym portfelu nieruchomości znajdują się wszystkie wymienione kategorie nieruchomości. Była to zamierzona dywersyfikacja. Z jednej strony zapewnia ciągły rozwój firmy i różnorodność projektów, a z drugiej strony stanowi pewien bufor bezpieczeństwa na wypadek kryzysu w jednym z tych segmentów nieruchomości. Korzyści takiej strategii widzimy obecnie. Pandemia wpłynęła na wszystkie segmenty nieruchomości. Obserwujemy zmiany w zachowaniach klientów, pracowników i najemców. W najgorszej sytuacji znalazły się obiekty handlowe. Alternatywą dla centrów handlowych stały się parki handlowe. Obiekty te nie mają części wspólnych. Klienci mogą wejść do sklepu, zrobić zakupy i wyjść bez konieczności przemieszczania się wśród dużej grupy ludzi. W czasie pierwszej fali pandemii parki handlowe były otwarte dla większej liczby osób niż centra handlowe. Najemcy rzadko rezygnowali, a wolną powierzchnię szybko zajmowali nowi.

Podobne zjawisko widzimy w obiektach biurowych. Problemy związane z pandemią zgłaszają nam mniejsi najemcy. Oferujemy im elastyczne rozwiązania. Zmieniamy aranżację. Organizujemy relokację. Najemcy w większości wypadków są świadomi rynku oraz swoich oczekiwań. Kształtują je w większym stopniu potrzeby ich pracowników niż oczekiwania i interesy pośredników. Dlatego najemcy preferują partnera zarządzającego własnym obiektem biurowym a nie zarządcę reprezentującego fundusz inwestycyjny, gdzie komunikacja i elastyczność jest ograniczona.
Bardzo dobrze radzą sobie w tej nowej rzeczywistości najemcy w centrach logistycznych. Niektórzy z nich zgłaszają zapotrzebowanie na dodatkową powierzchnię.
Przed nami kolejna odsłona pandemii…

Ludzie z branży nieruchomości komercyjnych zdają sobie sprawę, że trzeba wrócić do pozornej normalności i starać się prowadzić działalność w warunkach rygoru sanitarnego i ograniczeń. Znajdujemy się w stanie kolejnej fali pandemii. Tym razem jesteśmy lepiej przygotowani. Świadomość społeczeństwa jest na wyższym poziomie, a deweloperzy i właściciele obiektów są wyposażeni w odpowiednie procedury i środki bezpieczeństwa. Myślę, że koniec roku będzie spokojniejszy i wyjdziemy z tej sytuacji obronną ręką. Powrót do stanu sprzed pandemii potrwać może nawet kilka lat. W tym czasie będziemy musieli żyć z obecnością wirusa i obostrzeniami. Z naszej perspektywy to bardzo ważny okres. Nie ukrywamy, że wypracowane kompetencje oraz jakość będzie miała teraz zasadnicze znaczenie oraz dużo większą wartość niż w czasach prosperity. Cały czas realizujemy nowe projekty, podpisujemy umowy – w pierwszym półroczu było to ponad 55 umów. Jest to potwierdzenie kompetencji oraz zasadności budowy wewnętrznych struktur komercjalizacji, zarządzania oraz developmentu.

W jaki sposób rygory i ograniczenia wpływają na wynajem i zarządzanie powierzchnią biurową?
Firmy nie rezygnują z powierzchni biurowych. Pracownicy tęsknią za powrotem do normalności. Część firm chętnie wróci do biur. Home office, który krótkoterminowo wydawał się dobrym rozwiązaniem, w opinii wielu najemców długoterminowo stanowi poważny problem dla pracowników – brakuje im warunków do pracy, tracą równowagę pomiędzy czasem na obowiązki zawodowe i odpoczynek. Wielu pracowników straciło tę równowagę. Dlatego oczekują pracy biurowej z zastrzeżeniem pełnych rygorów bezpieczeństwa w miejscu pracy. Prawdopodobnie tak się stanie, gdy korporacje i duże firmy uznają, że powrót jest bezpieczny i możliwy.

Staramy się zapewnić w naszych obiektach wszystkie funkcje ułatwiające życie pracownikom, a przez to większe bezpieczeństwo. Biurowiec w którym znajduje się nasza siedziba DL Piano, przy ulicy Roździeńskiego / Wrocławskiej  w Katowicach, jest tego najlepszym przykładem. W obiekcie znajdują się sklepy spożywcze, piekarnia, sklepy z  artykułami domowymi, sklepy z odzieżą, siłownia, przedszkole, gabinet dentystyczny. Tworzą one kompleks spełniający podstawowe potrzeby zakupowe i usługowe nie tylko klienta odwiedzającego obiekt, ale przede wszystkim pracowników firm wynajmujących biura.

Tworzymy również powierzchnie na wynajem krótkookresowy dla firm poszukujących większej elastyczności najmu ze względu na niepewność sytuacji gospodarczej lub strategię firmy.

Jakie oczekiwania mają najemcy?
Najemcy oczekują elastyczności oraz właścicielskiego zarządzania nieruchomością. Chcą pewności i szybkiej reakcji na zmianę ich potrzeb. Spełniamy te oczekiwania jako lokalny deweloper i właściciel nieruchomości. Jest to nasza przewaga konkurencyjna. Najemcy pytają często o dostępność terenów zielonych, mediów czy energooszczędne rozwiązania techniczne. Niekiedy warunkiem podpisania umowy jest spełnienie wymogów ekologicznych. Wychodzimy im naprzeciw. Stworzyliśmy tereny rekreacyjne, gdzie można odpocząć, pograć w piłkę czy poćwiczyć. W naszych budynkach instalujemy panele słoneczne, wykorzystujemy wodę szarą. Przygotowaliśmy miejsca do ładowania samochodów elektrycznych. Przeznaczyliśmy miejsca dla rowerów, a dla ich właścicieli prysznice.

Jest to świadectwo świadomości ekologicznej najemców czy decyzji korporacyjnych?
Współpracujemy ze świadomymi najemcami, jak również z najemcami wspieranymi przez doradców i brokerów. Jedni i drudzy korzystają z wewnętrznych procedur oceny i wynajmu powierzchni. Oczekiwania związane z ekologią są coraz powszechniejsze wśród najemców obiektów biurowych, gdzie optymalizacja kosztów połączona z rozwiązaniami ekologicznymi jest standardem. Coraz częściej spotykamy się z potrzebami ekologicznymi w przypadku obiektów logistycznych i magazynowych. Przykładem ekologicznego podejścia jest kampus logistyczny DL Invest Park Psary w województwie śląskim. Realizujemy go jako partner zarządzający wraz z DHL Supply Chain  w ramach Joint Venture DHL-DL. Budynki wyposażymy w rozwiązania zgodne z polityką GoGreen DHL. Oznacza to obniżanie kosztów eksploatacyjnych poprzez ocieplenie ścian, zastosowanie systemu odzyskiwania deszczówki i recyklingu wody szarej, jak również zmniejszenie emisji zanieczyszczeń dzięki odnawialnym źródłom energii, energooszczędnemu oświetleniu, recyklingowi odpadów czy systemowi ekologicznego pakowania przesyłek. Optymalizowanie kosztów działalności takiego obiektu wymaga od nas wdrożenia strategii zrównoważonego rozwoju. Wszystkie te  działania umożliwiają osiąganie ponadprzeciętnych oszczędności w utrzymaniu nieruchomości.

Logistyka obroniła się przed kryzysem wywołanym pandemią. Jak Pani prognozuje przyszłość tego sektora?
Otrzymujemy dużo zapytań o powierzchnie zarówno logistyczne jak i produkcyjne. Zarezerwowaliśmy już tereny pod te projekty. Do 2024 r. planujemy wybudować 416 tys. mkw. powierzchni magazynowej. Duże zapotrzebowanie na powierzchnie zgłasza branża e-commerce. Dla tych klientów zbudujemy magazyny w ciągu 2-3 lat. Spodziewamy się dalszego wzrostu tej branży. Otrzymujemy również zapytania o projekty z sektora budownictwa ekologicznego i automotive.
Kryzys jest zagrożeniem, ale i okazją do inwestowania. Pojawią się nieruchomości, które sprostają wyzwaniom pandemii. Jakie kryteria musi spełniać obiekt, by DL Invest Group mógł go kupić?

Najważniejsza jest elastyczność i szybkość działania. Do każdej inwestycji podchodzimy indywidualnie, ponieważ docelowo zostaje ona naszą własnością. Strategia ta różni nas od deweloperów sprzedających obiekt jeszcze w trakcie jego budowy i skupionych na szybkiej komercjalizacji. Naszym założeniem jest budowanie relacji z najemcami w perspektywie ponad 10 lat. Dlatego współpracujemy z najemcami. Znamy ich oczekiwania i możemy szybko na nie reagować.  Najemcy cenią nasze podejście do biznesu i zostają z nami na dłużej, jak Hutchinson czy DHL.
W przypadku nieruchomości kluczowa zawsze jest lokalizacja. Trzeba sporo wysiłku, by znaleźć odpowiednią działkę. Dla branży logistycznej ważna jest infrastruktura, nie tylko w dniu przekazania nieruchomości, lecz w perspektywie 5-10 lat. Ważna jest jej efektywność oraz oddziaływanie inwestycji na lokalną społeczność. Wielu deweloperów tego nie docenia a późniejsze problemy społeczne uderzają wprost w najemców. Dlatego dbamy o każdy szczegół, by uniknąć takiego ryzyka.

Jeśli chodzi o biura, to skupiamy się na centrach z dobrym dojazdem i odpowiednią liczbą miejsc parkingowych. Dodatkowym warunkiem jest możliwość rozwoju handlu i usług, co gwarantuje kompleksowość obiektu. W przypadku parków handlowych skupiamy się na mniejszych miejscowościach, gdzie nie ma silnej konkurencji. Projekty magazynowe i logistyczne planujemy w największych aglomeracjach Polski, podobnie jak obiekty biurowe. Jeśli chodzi o oferty kupna, to otrzymujmy propozycje. Analizujemy je, ale nie podjęliśmy decyzji.

Źródło: DL Invest Group.

Santander Bank Polska wspiera e-commerce klientów firmowych

markus-spiske-484245-unsplash

Przedsiębiorcy, którzy zdecydowali się na prowadzenie sklepów online, zanotowali wzrost zakupów w ich nowym kanale sprzedaży i ogólnie lepiej radzą sobie finansowo w czasach pandemii – tak wynika z analiz Santander Bank Polska.

Bank chce wspierać klientów, którzy rozwijają biznes w internecie, dlatego we współpracy z platformą Sprzedajemy.pl przygotował dla nich oferty specjalne.

Sprzedajemy.pl to jeden z trzech najczęściej odwiedzanych polskich serwisów ogłoszeniowych, który generuje ruch na poziomie 10 mln użytkowników miesięcznie. Jego popularność stale rośnie – w wyniku COVID-19 Polacy coraz chętniej dokonują zakupów w internecie, natomiast firmy, niesprzedające wcześniej online, muszą nauczyć się, jak być w miejscach, do których przenieśli się ich klienci.

– Pandemia COVID-19 znacznie zwiększyła znaczenie rynku e-commerce – to prawdziwy przełom w handlu. Polacy chętniej kupują online, dlatego tym bardziej istotne jest dziś pomaganie firmom, które chcą przenieść sprzedaż do sieci. W związku z przyspieszeniem rozwoju tego sektora, zapewnienie ruchu na stronach sprzedażowych staje się dla przedsiębiorców coraz większym wyzwaniem, co sprawia, że istotne jest inwestowanie w promocję. Nasza współpraca z serwisem Sprzedajemy.pl odpowiada na te wyzwania – mówi Piotr Mieczkowski, Dyrektor Digital SME w Santander Bank Polska.

We współpracy z portalem Sprzedajemy.pl, Bank przygotował promocję „Sprzedajemy z premią” dla klientów firmowych. Każdy przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą, który posiada konto firmowe w banku, wypełni formularz oraz spełni dodatkowe warunki może przystąpić do promocji. Po pozytywnej weryfikacji otrzymuje kod, który po wpisaniu na platformie, zasili konto firmy w Sprzedajemy.pl kwotą 1000 zł na reklamę i pozycjonowanie ogłoszeń w serwisie. Nowi klienci tej platformy otrzymają kolejne 1000 zł w ramach promocji „Otwórz Sklep” (organizatorem promocji jest Sprzedajemy.pl). Premia ta będzie wypłacana w formie zasilenia konta firmowego w serwisie przez 10 miesięcy po 100 zł.

Dodatkowe fundusze czekają natomiast na nowych klientów Santander Bank Polska jako element „Promocji dla Przedsiębiorców V – 3% zwrotu z transakcji bezgotówkowych kartą”. W jej ramach otrzymają oni 3%, maksymalnie do 150 zł miesięcznie, zwrotu z wykonanych transakcji bezgotówkowych dokonanych za pomocą karty. Promocja dla Przedsiębiorców V dotyczy klientów firmowych, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą oraz spełniają pozostałe warunki przystąpienia do promocji wskazane w regulaminie.

Źródło: Santander Bank Polska.

Co Brexit zmieni w funkcjonowaniu polskich przedsiębiorców?

DeathtoStock_Wired3
Pierwszy stycznia 2021 roku może być jednym z najważniejszych dni dla Wielkiej Brytanii i całej Unii Europejskiej. Tego dnia zostanie w pełni zrealizowane pierwsze wyjście kraju członkowskiego ze wspólnoty. Istnieje prawdopodobieństwo, że Zjednoczone Królestwo nie będzie mogło korzystać z przywilejów otwartego rynku i zniesionych ceł. Konsekwencje mogą dotknąć przedsiębiorców z całej UE, którzy sprzedawali lub kupowali towary na wyspach.

Wielka Brytania formalnie opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku. Jednak jeszcze do końca 2020 roku obowiązywał okres przejściowy, w którym państwo pozostawało w strukturach jednolitego rynku oraz Unii Celnej. To umożliwiało utrzymanie swobodnego handlu z pozostałymi 27 krajami członkowskimi i niezakłócony przepływ ludzi. Wraz z nowym rokiem Wielka Brytania stanie się dla UE krajem trzecim – z punktu widzenia formalnego leżącym poza Unią Europejską.

To wydarzenie będzie mieć duże konsekwencje także dla polskiej gospodarki i polskich firm. Obecnie Wielka Brytania jest trzecim największym rynkiem zbytu dla polskich przedsiębiorców, w 2019 roku wartość towarów wysłanych na wyspy z Polski przekroczyła 14 mld euro. Z kolei import z Wielkiej Brytanii do naszego kraju wyniósł nieco ponad 5,5 mld euro. Te dane pokazują, jak ogromna liczba polskich przedsiębiorców będzie narażona na skutki Brexitu. Niezależnie od tego czy Wielka Brytania opuści Unię z umową czy bez, od 2021 roku zmienią się przepisy i eksport towarów na wyspy stanie się znacznie trudniejszy.

„Dotychczas kierowca ciężarówki wioząc towar do Wielkiej Brytanii potrzebował dwóch dokumentów –faktury i listu przewozowego. Po zmianach będzie potrzebował kolejnych dziewięciu – różnych pozwoleń, zaświadczeń, certyfikatów weterynaryjnych czy fitosanitarnych. To pokazuje jaka skala zmian nas czeka” – mówi Michael Dembinski z Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. „Rząd brytyjski obiecuje, że wiele z nowych obowiązków będzie można załatwić online, w tym celu przygotowywanych jest 10 nowych programów informatycznych. Problem w tym, że nie wszystkie jeszcze działają i nie wiadomo czy i kiedy będą one ze sobą współpracowały na czas” – dodaje Dembinski.

Niektórzy polscy spedytorzy już przed świętami przestali wysyłać ciężarówki do Wielkiej Brytanii, czekając aż sytuacja formalna będzie jasna. Konsekwencje całkowitego wyjścia z UE mogą się odbić także na przedsiębiorcach, którzy dotychczas nie mieli bezpośredniej wymiany handlowej z Wielką Brytanią. Chodzi o firmy, które produkują z materiałów pochodzących z tego kraju. W przypadku scenariusza wyjścia bez umowy, od 2021 trzeba będzie się liczyć z większą liczbą formalności podczas importu materiałów, z wyższymi kosztami związanymi m.in. z cłami czy weryfikacją dotychczasowych certyfikatów UE na sprowadzane produkty. Jeśli większość materiałów użytych do produkcji nie będzie pochodziła z Unii Europejskiej (a materiały pochodzące z Wielkiej Brytanii nie będą już pochodziły z Unii), może być konieczna ponowna certyfikacja produktów.

Dla wszystkich sektorów polskiej gospodarki pełny Brexit oznacza utratę lub utrudnienie dostępu do dużego i chłonnego rynku. Można się spodziewać, że najbardziej dotknięte zostaną podmioty, które działają w branżach o największym udziale w wymianie handlowej między Wielką Brytanią a Polską. Są to producenci maszyn i urządzeń mechanicznych, sektor automotive a także producenci artykułów spożywczych i produktów przemysłu chemicznego. Wydaje się, że poszkodowane będą też firmy działające w branżach, które zostaną obciążone najwyższymi kosztami celnymi. Kwota taryf celnych będzie się różnić, zależnie od towaru. W przypadku wysoko przetworzonych produktów, ten poziom ma być niski (1-3%); natomiast na przykład na żywności mają być wysokie (np. na wołowinę 58%, na ser biały 73%).

„Niezależnie od przyjętego scenariusza dalszej współpracy na poziomie unijnym, Wielka Brytania pozostanie dla polskich przedsiębiorców ważnym rynkiem. Nadal jest piątą największą gospodarką świata, której produkcja przemysłowa stanowi tylko 8,6 proc. wartości dodanej do PKB, więc import towarów ze świata pozostanie dla niej koniecznością. Brexit może zatem okazać się szansą dla polskich firm, które pozostaną zdeterminowane by kontynuować działalność i rozwijać biznes na wyspach mimo możliwych utrudnień.” – wyjaśnia Magdalena Kusa, International Business Manager w Santander Bank Polska. „Z myślą o polskich przedsiębiorcach, którzy prowadzą wymianę handlową z partnerami z Wielkiej Brytanii przygotowaliśmy kilka rozwiązań, które pomogą łatwiej poradzić sobie w nowej sytuacji. Dzięki usługom Biura Bankowości Międzynarodowej w Santander Bank Polska klienci korporacyjni mogą skorzystać z pomocy w otwarciu rachunku w Wielkiej Brytanii czy kontakcie z bankiem na wyspach. Pozyskujemy też informacje o możliwościach biznesowych dla naszych klientów, wspieramy firmy udostępniając finansowanie zagranicą.” – dodaje Kusa.

Wyłączenie Wielkiej Brytanii z zasad obowiązujących na jednolitym rynku unijnym powoduje ograniczenie obszaru, na którym polskie firmy utrzymywały relacje handlowe na korzystnych zasadach. Dla wielu producentów będzie to oznaczało konieczność znalezienia nowych rynków zbytu. W tym może pomóc Santander Trade Portal – platforma cyfrowa dedykowana przedsiębiorcom poszukującym wiarygodnych partnerów biznesowych na rynkach międzynarodowych. Wykorzystując współpracę z 13 światowymi bankami oraz nowoczesne technologie oparte na chmurach obliczeniowych, pomaga nawiązywać i wzmacniać relacje handlowe firm prowadzących handel zagraniczny.
Źródło: Grupa Santander Bank Polska S.A. 

Badanie SAS: na święta Bożego Narodzenia ponad 40 proc. Polaków wyda mniej niż w ubiegłym roku

fabian-blank-78637-unsplash

Kryzys wywołany przez pandemię koronawirusa sprawił, że wielu polskich konsumentów musi ograniczyć wydatki związane z tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia. Jak wynika z badania „Experience 2030: Has covid-19 created a new kind of customer?”, przeprowadzonego przez SAS, ponad 17 proc. konsumentów planuje wydać od 25 do 50 proc. mniej niż w 2019 r. To oznacza trudną końcówkę roku dla branży retail.

Spis treści:
Pandemia testem dla handlu
Jak wrocić do gry?

Ponad 40 proc. ankietowanych z Polski planuje przeznaczyć mniej środków na zakupy związane ze świętami Bożego Narodzenia niż w roku ubiegłym, wliczając w to: jedzenie, napoje, prezenty, ubrania, dekoracje, podróże do rodziny i znajomych. Kryzys wywołany przez COVID-19, w tym ograniczenia w zakresie spotkań i zgromadzeń, sprawiły, że klienci mniej chętnie sięgają do portfeli. Jedynie 14 proc. zadeklarowało, że wyda więcej niż w 2019 roku, a wydatki 44 proc. respondentów pozostaną bez zmian.
Rok 2020 był trudny dla firm z wielu branż. Kryzys nie ominął również handlu. Już w marcu przedstawiciele Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług apelowali o wsparcie ze strony banków i rządu. Po zniesieniu lockdownu i chwilowej odwilży w okresie wakacyjnym i wczesnej jesieni, nastąpiła druga fala pandemii, wskutek której podjęto decyzję m.in. o zamknięciu galerii handlowych. Rząd zdecydował się ponownie otworzyć je przed świętami Bożego Narodzenia. Niestety nie oznacza to, że firmom z branży retail uda się odrobić straty z poprzednich miesięcy.

Pandemia testem dla handlu
Wydawać by się mogło, że przedstawiciele branży retail dobrze radzą sobie w okresie pandemii, przenosząc handel do przestrzeni wirtualnej. Jednak nie dotyczy to wszystkich sektorów. Według prognozy Euromonitor International, spadek sprzedaży w sektorze odzieżowo-obuwniczym jest prognozowany na 20,5 mld zł, w przypadku sklepów budowlanych wyniesie ok. 18 mld zł, meblowych do 14,3 mld zł.
Zdaniem ekspertów firmy SAS elastyczność w zarządzaniu doświadczeniem zakupowym konsumenta ma dziś kluczowe znaczenie. Oznacza to konieczność organizacji sprzedaży w taki sposób, aby zaspokoić niespotykanie zmienny popyt, odpowiedzieć na wzrost znaczenia wygody i bezpieczeństwa robienia zakupów oraz rosnący poziom zaawansowania technologicznego konsumentów.
Jak wynika z „Adyen Retail Report 2020”, 82 proc. konsumentów deklaruje, że będzie wspierać i robić zakupy u sprzedawców, na których mogli liczyć w czasie pandemii. Klienci mają nadzieję, że ta trudna sytuacja wymusi na biznesie poprawę jakości usług. Aż 73 proc. respondentów badania Adyen oczekuje, że przedsiębiorstwa zachowają elastyczność, którą wykazały podczas pandemii. Dlatego firmy muszą włożyć zdecydowanie więcej wysiłku w zdobycie i utrzymanie klienta, a wyższy standard obsługi ukształtuje obraz nowej biznesowej normalności branży retail.

Jak wrocić do gry?
Aby sprostać aktualnym wyzwaniom rynkowym, konieczne staje się wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań analitycznych, które łączą dane z różnych kanałów sprzedażowych i marketingowych oraz wspierają procesy decyzyjne i zarządzanie interakcjami z klientem w tych kanałach. Bez wsparcia zaawansowanych technologii transformacja do modelu handlu omnikanałowego nie jest możliwa. Wykorzystanie analityki i sztucznej inteligencji stanowi podstawę efektywnej komunikacji i interakcji z konsumentami w kanałach cyfrowych, planowania promocji i personalizacji oferty, a w efekcie budowania pozytywnego doświadczenia kupującego. Wykorzystanie rozwiązań analitycznych do planowania bieżących i długofalowych działań może mieć kluczowe znaczenie do skutecznego konkurowania na rynku, a nawet utrzymania się na nim w perspektywie najbliższych miesięcy.

Źródło: SAS Institute.

TSL dekadę temu i dziś – czy branża przewidziała kryzys klimatyczny?

rodrigo-abreu-565091-unsplash
Z jednej strony nacisk na ekologię, z drugiej ponadprzeciętne zanieczyszczenie powietrza, a także: real-time tracking, podziemne centra dystrybucji, powstawanie megamiast i przeniesienie się 75% populacji na tereny zurbanizowane – to nie wizja postapokaliptycznego świata, ale kilka trendów, które według przewidywań sprzed niemal dekady mają zrewolucjonizować branżę transportową do 2050 roku. Tomasz Czyż analizuje branżowe prognozy z ubiegłego dziesięciolecia i sprawdza, czy dzisiejszy transport zmierza w przewidywanym wcześniej kierunku.

Spis treści:
Ciężarówka monitoruje towar, telematyka pomaga oszczędzić
Ekologia na pierwszym miejscu przez galopujący kryzys
Co mają megamiasta do transportu?

Kryzys klimatyczny nie pojawił się znikąd. O jego ryzyku, a w konsekwencji konieczności wprowadzenia ekologicznych rozwiązań i upowszechnienia sprzyjającej ecodrivingowi telematyki, specjaliści branży TSL mówili od lat. W kwestii ekologii autorzy raportu „Delivering Tomorrow; Logistics 2050, a Scenario Study” pomylili się w jednym punkcie – zmiany klimatyczne widzimy o kilkanaście lat wcześniej, niż miało to według nich nastąpić. Również zastraszające tempo zmian, których doświadczył w ciągu ostatniej dekady świat, wpłynęło na to, w jakim kierunku będzie rozwijać się gospodarka, w tym także sektor transportowy. Jak dziś wyglądają przewidywania, które niemal dziesięć lat temu poczynili specjaliści zajmujący się przewozami?

Ciężarówka monitoruje towar, telematyka pomaga oszczędzić

Według autorów raportu „Delivering Tomorrow; Logistics 2050, a Scenario Study”, do 2050 roku standardowym wyposażeniem pojazdu transportowego powinny się stać czujniki monitorujące przestrzeń ładunkową samochodu, także pod kątem materiałów wybuchowych i radioaktywnych. W przyszłości monitoring miałby być integralną częścią planowania przewozów, ponieważ naczepy same „zdecydują”, który fracht powinien wyjechać wcześniej, wyręczając tym samym ludzi w procesie logistycznym. Zdaniem ekspertów część z przewidywań zakładających digitalizację pojazdów już weszła w życie.

– Standardem staje się wyposażanie naczep w narzędzia lokalizacyjne. Dzieje się tak, ponieważ coraz popularniejszą praktyką jest przepinanie naczep, co w praktyce oznacza, że są one udostępniane przewoźnikom przez operatorów logistycznych. To naturalne, że operator logistyczny wypożyczający przewoźnikowi naczepę chce mieć kontrolę nad lokalizacją swojego sprzętu. W grę wchodzą kwestie bezpieczeństwa i real time visibility – komentuje Tomasz Czyż, ekspert GBOX, Grupa INELOSame naczepy udostępniają w tej chwili dane z szyny CAN, między innymi wartości obciążenia osi czy przebiegu. Jest jednak za wcześnie, żeby mówić o standardowym monitoringu paki. Sądzę, że to obszar, który dopiero będzie się rozwijał – przewiduje.

Dziś branża transportowa lepiej radzi sobie z wdrażaniem rozwiązań telematycznych wspierających real-time tracking, które są coraz popularniejszą opcją wśród polskich przewoźników.

– Polscy transportowcy, wzorem przedsiębiorców z zachodniej Europy, przekonują się do zaawansowanej telematyki, która integruje się również z innymi systemami pojazdów – mówi Tomasz Czyż i dodaje, że sama lokalizacja GPS jest już zbyt prymitywna, żeby dostarczyć wystarczającą ilość danych pomagających zoptymalizować przejazdy, oszczędzić i zwiększyć efektywność.

Telematyka i cyfryzacja danych, które również zdaniem ekspertów PwC[1] kształtują i będą dalej kształtować branżę transportową, to rozwiązania pomagające przewoźnikom opracować strategie oszczędzania w oparciu o konkretne liczby. Dzięki nim przedsiębiorcy transportowi mogą wyeliminować puste przejazdy czy zidentyfikować kontrahentów, którzy nie płacą na czas. Spedytorzy z kolei wyznaczają kierowcom optymalne pod kątem czasu przejazdu, opłat drogowych i ekologii trasy. To wszystko możliwe dzięki skrupulatnej analizie danych, których wyodrębnienie byłoby niemożliwe bez telematyki.

Ekologia na pierwszym miejscu przez galopujący kryzys

Autorzy raportu „Delivering Tomorrow; Logistics 2050, a Scenario Study” w 2012 roku twierdzili, że ludzkość realnie odczuje skutki kryzysu klimatycznego w 2030 roku. Praktyka pokazuje, że już dziś poziom mórz wzrasta, a warunki pogodowe są coraz mniej przewidywalne. Zdaniem specjalistów do 2050 roku normą w transporcie ma stać się korzystanie z oprogramowania tworzonego zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju, co w praktyce oznacza rozwijanie aplikacji zużywających jak najmniej energii.

– Trudno jeszcze mówić o powszechnym wykorzystaniu z takiego oprogramowania, ale nie ulega wątpliwości, że kolejne przepisy wprowadzają restrykcje w zakresie emisji spalin, co naturalnie wpływa na transport. Następuje też rozwój technologii paliw alternatywnych, takich jak LNG. Cyfryzacja w transporcie przyspiesza także możliwość wdrożenia elektromobilności. – komentuje Tomasz Czyż. – Dzięki temu pojazdy są coraz bardziej ekologiczne, spalają mniejsze ilości paliwa oraz emitują mniej szkodliwych gazów. Trzeba pamiętać, że wraz z nowymi normami podwyższane są zazwyczaj opłaty dla pojazdów mieszczących się w „starych” widełkach emisji spalin. W konsekwencji wielu przewoźników wymienia cała flotę, a warto pomyśleć o wdrożeniu zasad ecodrivingu, który jest wspierany przez narzędzia telematyczne.

Co mają megamiasta do transportu?

Przewiduje się, że w 2050 r. aż 75% populacji będzie mieszkało na terenach zurbanizowanych. Silnie rozwijać maja się megamiasta, stanowiące centra ekonomiczne i produkcyjne świata przyszłości. Transport, odpowiadający wg szacunków International Energy Agency za 1/5 globalnej emisji CO2, stanowi problem w obszarach miejskich już dzisiaj i brak kontroli w tym aspekcie przyczyni się z pewnością do jeszcze większych zatorów, niższej przepustowości i wzrostu zanieczyszczenia powietrza. Autorzy raportu przewidują, że ten problem mogą rozwiązać podziemne centra logistyczne. Choć trudno przewidzieć, czy ciężarówki faktycznie znikną z miejskiego horyzontu, wprowadzane przepisy rzeczywiście coraz częściej uniemożliwiają im wjazd na takie tereny.

– Rosnąca liczba przejazdów to ogromny problem dla przepustowości dróg i środowiska. Nieustannie testowane są różne rozwiązania mające zwiększyć ładowność pojazdów: dłuższe naczepy, które zabiorą więcej palet, lub łączenie kilku przyczep w jeden „pociąg drogowy”. Niestety takie rozwiązania sprawdzają się głównie w Australii, ponieważ europejska infrastruktura drogowa nie jest do nich przystosowana – mówi Tomasz Czyż. – Na skutek wyprowadzenia ruchu ciężarówek z miast magazyny i centra dystrybucyjne otwierają się na obrzeżach, a same dostawy do konkretnych punktów wykonują mniejsze pojazdy. Być może w przyszłości autonomiczne ciężarówki będą same dowoziły towar pomiędzy magazynami. Takie testy, choć na mniejszą skalę, są już prowadzone – podsumowuje.

[1] PwC, „Transport przyszłości: Raport o perspektywach rozwoju transportu drogowego w Polsce w latach 2020-2030”

Źródło: Grupa INELO.