Polacy, rozliczanie podatków w Niemczech dla firm wcale nie jest łatwe

Fotografia Biznesowa Kraków
Dużo wyższa niż u nas kwota wolna od podatku, niższy podatek dochodowy, a do tego różnego rodzaju ulgi fiskalne zachęcają Polaków do zakładania firm w Niemczech. Jednak nie każdy wie np. o tym, że przez pierwsze dwa lata prowadzenia tam biznesu należy co miesiąc składać deklarację VAT. A chcąc korzystać z większości przywilejów, trzeba być niemieckim rezydentem. Szczegółowa analiza może wykazać, że w konkretnym przypadku bardziej opłaca się rozliczać i prowadzić działalność w Polsce. Z reguły dot. to JDG. Prowadząc ją tutaj, można wybrać spośród różnych dostępnych form podatku dochodowego. A tam im wyższe są dochody, tym większy jest ich procentowy udział. Różnicą jest też to, że gdy dochód przekracza 24,5 tys. euro rocznie, niemieckie przedsiębiorstwa muszą płacić podatek od działalności gospodarczej. Dodatkowo należy mieć na uwadze, że w Niemczech możemy się spodziewać skrupulatnych i długotrwałych kontroli podatkowych.

SPis treści:
Lepszy system?
Rodzaje podatków
Kontrole podatkowe

 

Lepszy system?

Niemiecki system podatkowy w porównaniu do polskiego daje przedsiębiorcom wiele korzyści. Jedną z nich jest dużo wyższa niż u nas kwota wolna od podatku. Od początku tego roku wynosi ona 10 623 euro, czyli blisko 50 tys. złotych. W naszym kraju jest to znacznie mniejsza suma, tj. 30 tys. zł. Kolejną zaletą prowadzenia biznesu za naszą zachodnią granicą jest niższy niż w Polsce podatek dochodowy, uzależniony od wysokości dochodów. W praktyce wielkość odprowadzanej daniny zależy od osiągniętego progu podatkowego, a także od tego, czy podatnik rozlicza się z dziećmi, małżonkiem lub samotnie. Ponadto w Niemczech można skorzystać z różnego rodzaju ulg podatkowych, które przysługują w zależności od danego landu.

Jednak trzeba mieć również świadomość wszystkich różnic podatkowych, aby podjąć właściwą decyzję o założeniu tam biznesu. Zaskoczeniem może być chociażby to, że przez pierwsze dwa lata prowadzenia działalności gospodarczej w Niemczech należy co miesiąc składać deklarację VAT. Dopiero po upływie tego czasu można to robić kwartalnie lub nawet rocznie.

W praktyce bardzo trudno jest jednoznacznie określić, który system podatkowy jest bardziej sprzyjający dla przedsiębiorcy. Oba należą do bardzo skomplikowanych. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji podatnika, którą trzeba szczegółowo przeanalizować. Może okazać się, że w przypadku prowadzenia danego rodzaju działalności podatki będą wyższe w Niemczech niż w Polsce, ale wcale nie musi tak być.

W większości przypadków korzystniej raczej będzie pozostać na polskim opodatkowaniu. W szczególności dotyczy to jednoosobowych form działalności gospodarczych. Rozliczając się według tamtejszych zasad, raczej zapłacimy wyższy podatek niż w Polsce w przypadku opodatkowania ryczałtem ewidencjonowanym. Nie zmienił tego nawet tzw. Polski Ład czy brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku.

Trzeba też pamiętać o tym, że samo założenie firmy w Niemczech nie oznacza automatycznego przejścia na tamtejszy system podatkowy (w szczególności w zakresie podatku dochodowego) i korzystania z ulg obowiązujących w danym landzie. Jest to uzależnione od tzw. rezydencji podatkowej. Polski przedsiębiorca jest uważany za rezydenta podatkowego Niemiec, jeżeli przebywa na terenie tego kraju dłużej niż 183 dni w danym roku podatkowym lub ma tam centrum interesów osobistych (relacje rodzinne) albo centrum interesów gospodarczych (powiązania ekonomiczne, majątek czy faktyczne wykonywanie działalności).

Rodzaje podatków

W Niemczech przedsiębiorcy prowadzący biznes w formie jednoosobowych działalności gospodarczych lub spółek osobowych (cywilnych, jawnych, komandytowych lub partnerskich) są opodatkowani tak samo, jak osoby fizyczne w Polsce. Każdy podatnik jest przypisany do odpowiedniej klasy podatkowej, od której uzależniona jest stawka podatku, wynosząca od 0 do 45%. Natomiast spółki kapitałowe (akcyjne, komandytowo-akcyjne, z ograniczoną odpowiedzialnością bądź mini z o.o.) uiszczają odpowiednik naszego CIT-u w wysokości 15%, a do tego – 5,5% daniny solidarnościowej.

Warto podkreślić to, że osoby prowadzące w Niemczech jednoosobową działalność gospodarczą obowiązuje tylko jedna forma opodatkowania dot. podatku dochodowego. Jest on oparty o liniowo-progresywną taryfę podatkową. W praktyce oznacza to, że im wyższe są dochody, tym większy jest ich procentowy udział w podatku. W tym aspekcie można stwierdzić, że przedsiębiorcy w Polsce mają większy komfort, gdyż w zależności od indywidualnej sytuacji mogą wybrać jedną z kilku form opodatkowania dochodów z JDG.

Tutejsi przedsiębiorcy nie mają do czynienia z obowiązującym w Niemczech podatkiem od działalności gospodarczej. Jest on naliczany, gdy dochód przekracza 24,5 tys. euro rocznie. Płaci się go gminie, w której jest zarejestrowana działalność gospodarcza. Jego wysokość jest uzależniona od miejsca, w jakim znajduje się siedziba firmy oraz od wygenerowanego zysku. Każda gmina ma inną stopę bazową do naliczania tego rodzaju daniny. Średnio wynosi około 14 proc. Sumując ten podatek z podatkiem od osób prawnych, okaże się, że faktyczny CIT w Niemczech, płacony np. przez spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, to około 29,9 proc.

Ponadto za naszą zachodnią granicą obowiązuje podatek od wartości dodanej (odpowiednik polskiego VAT-u). Zwolnieni są z niego przedsiębiorcy, których obroty nie sięgają 22 tys. euro rocznie. W przypadku większości towarów i usług podatek ten wynosi 19%. Tylko na czas pandemii obniżono go do 16%. Natomiast w nielicznych wyjątkach obowiązuje obniżona stawka podatku VAT, sięgająca 7%.

Ciekawostką jest też to, że jeśli obrót firmy w roku założenia nie przekracza 500 tys. euro, przedsiębiorca może złożyć wniosek o tzw. rozliczanie podatku VAT w Niemczech metodą kasową. Wówczas uiszczany będzie dopiero wtedy, gdy dana faktura zostanie opłacona przez klienta, a nie już w momencie jej wystawienia. Taka możliwość istnieje również w polskim systemie podatkowym dla tzw. małych podatników.

Dodatkowo w branży budowlanej istnieje tzw. podatek od usług budowlanych i wynosi 15%. Jest naliczany od sumy uwzględnionej na fakturze za wykonaną usługę budowlaną. Niemniej jednak można wystąpić do niemieckiego urzędu skarbowego o zwolnienie z płacenia go. W praktyce każdy przedsiębiorca budowlany po przedłożeniu odpowiednich dokumentów jest zwalniany, pod warunkiem że nie zalega z innymi podatkami.

Kontrole podatkowe

Niemcy przykładają dużą wagę do kwestii fiskalnych. Kontrole skarbowe są tam prowadzone bardzo skrupulatnie. Organizacje niemieckich przedsiębiorców uskarżają się, że przeciętny czas kontroli podatkowej w przedsiębiorstwach średniej wielkości wynosi od 1-3 miesięcy. W przypadku małych firm działania kontrolne są prowadzone przez kilka tygodni. W porównaniu do okresów trwania kontroli w polskich MŚP, niemiecki system podatkowy wypada pod tym względem jednak znacznie lepiej.

Warto być świadomym tego, że kontrola podatkowa może dotknąć każdą firmę. Niemiecka skarbówka skrupulatnie sprawdzi wtedy zaksięgowane rachunki. Czasem okazuje się, że przedsiębiorca nie jest w stanie okazać wpisanych kosztów oraz odpisanego podatku VAT. W takiej sytuacji otrzymuje karę za opóźnianie kontroli, traci koszty wliczone w firmę i odprowadzony podatek VAT. W Polsce wygląda to tak samo.

Oszustwa podatkowe w Niemczech mogą skutkować pozbawieniem wolności do 10 lat, a także karami pieniężnymi. Ich wysokość zależy od rozmiaru szkody oraz miejsca zamieszkania podatnika. W północnej części kraju stawki za takie przewinienia są z reguły wyższe niż na południu Niemiec. W przypadku zatajenia dochodów trzeba zapłacić podatek wraz z karnymi odsetkami. Urząd może też nałożyć karę za opóźnienie, jeśli przedsiębiorca nie współpracuje podczas kontroli podatkowej.

Chcąc uniknąć ww. problemów, przedsiębiorca może pisemnie uprzedzić urząd o braku dokumentów, by przesunąć termin zapowiedzianej kontroli. Jest też instytucja umożliwiająca wystawienie potwierdzenia zgubionego rachunku. Należy podać jego wysokość i datę wystawienia, nazwę firmy, kwotę podatku oraz powód braku możliwości uzyskania duplikatu. Gdy do tego zostanie dodane potwierdzenie przelewu lub wpłaty, urząd powinien koszty te uznać.

Należy mieć na uwadze to, że przejście z polskiego na niemiecki system podatkowy wymaga zachowania szczególnej ostrożności z samego faktu występowania między nimi wielu różnic i wypełnienie wielu formalności. Doświadczenie pokazuje, że ten proces zajmuje minimum trzy miesiące. Zalecane jest zaznajomienie się z przepisami i konsultacja ich z doradcą podatkowym – najlepiej polskim i niemieckim. Pozwoli to na samym początku nie generować dodatkowych trudności oraz uniknąć pomyłek i kar.

Autor: doradca podatkowy Ewa Flor z Kancelarii ATL Accounting & Payroll.

Nieruchomości muszą pożegnać się z kotłami gazowymi? Kolejne kraje europejskie wprowadzają zakaz

Zmiana_Kotly-Gazowe_UE1
Kolejne kraje europejskie wprowadzają zakaz wykorzystywania kotłów gazowych w nowych oraz modernizowanych budynkach. Wielu producentów urządzeń grzewczych planuje zakończenie produkcji pieców na gaz w niedalekiej przyszłości. Czy Polskę również czekają zmiany? Okazuje się, że tak. Unia Europejska, w ramach unijnej polityki klimatycznej i próby zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego w domach, chce zakazać kotłów gazowych w perspektywie kilku najbliższych lat. Jednocześnie intensywnie promowane są pompy ciepła jako najwydajniejsze i ekologiczne źródło ogrzewania. Czy to początek prawdziwego boomu na pompy ciepła? Dlaczego warto zainwestować w takie urządzenie już dziś?

Spis treści:
Unia Europejska chce zakazać kotłów gazowych
Rosnąca popularność pomp ciepła
Pompa ciepła – oszczędność, ekologia i najwyższy komfort
Dotacja na zakup pompy ciepła – ile można otrzymać?

Ogrzewanie budynków mieszkalnych stanowi największe źródło emisji zanieczyszczeń powietrza. Unia Europejska od lat prowadzi działania, których celem jest poprawa jakości oraz ochrona środowiska naturalnego. W Polsce można skorzystać z różnych programów finansowych, oferujących wsparcie na montaż i zakup ekologicznych urządzeń lub modernizację wybranych instalacji. Jednym z nich jest „Czyste powietrze”, czyli projekt dopłat do wymiany starych pieców na nowe, ekologiczne źródła ciepła. Najchętniej wybieranym urządzeniem grzewczym w ramach programu „Czyste powietrze” są kotły gazowe. Okazuje się jednak, że w najbliższych latach UE chce zakazać montażu pieców gazowych w nowych domach. Dlaczego?

Unia Europejska chce zakazać kotłów gazowych

Ideą Komisji Europejskiej jest ograniczenie emisji dwutlenku węgla pochodzącego ze spalania paliw kopalnych, co wiąże się ze stopniowym wycofywaniem z obiegu kotłów gazowych. Zakaz jest częścią projektu Fit for 55, który zakłada redukcję emisji CO2 do 55% do 2030 roku. Celem jest rozwój szeroko rozumianej energooszczędności oraz stopniowe przestawienie się na czystą energię.

Wpływ na przyspieszenie transformacji ma inwazja Rosji na Ukrainę. Plan REPowerEU, będący częścią projektu Fit for 55, to odpowiedź na wysokie podwyżki cen energii i paliw oraz niepewność dostaw surowców energetycznych (a w tym paliw kopalnych), spowodowanych wojną w Ukrainie. Według Unii Europejskiej nowe uwarunkowania geopolityczne i trudna sytuacja na rynku paliw wymagają błyskawicznego uniezależnienia się od rosyjskich surowców.

Wstępnie planowane jest wstrzymanie wsparcia finansowego dla modernizacji urządzeń grzewczych wykorzystujących gaz i inne paliwa kopalne. Montaż kotłów gazowych w nowych budynkach ma być zakazany od 2027 roku, a od 2030 roku również w obiektach modernizowanych. Już teraz warto szukać alternatyw dla kotłów gazowych. Najlepszą opcją bez wątpienia są pompy ciepła, które bazują na energii cieplnej w otoczenia: z powietrza, wody lub gruntu – radzi Tomasz Walczak, CTO firmy Euros Energy – producent pomp ciepła.

Rosnąca popularność pomp ciepła

Pompa ciepła to specjalne urządzenie grzewcze, które efektywnie wykorzystuje energię odnawialną. Pompa ma dwa źródła ciepła: dolne, czyli grunt, powietrze lub wody powierzchniowe/podziemne, oraz górne, tj. instalacja grzewcza. Pompa pobiera energię z dolnego źródła i przekazuje ją go górnego. W ten sposób ogrzewa wnętrza i podgrzewa wodę użytkową.

Pompy ciepła cieszą się coraz większą popularnością na rynku. Komisja Europejska szacuje, że do 2026 roku będzie działać 20 mln nowych pomp ciepła, a do 2030 aż 60 mln. Związane jest to z przyspieszeniem wdrażania OZE w sektorze energetycznym, przemyśle, budownictwie i transporcie. Według Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła w 2022 roku w Polsce zostanie sprzedanych ok. 180 tys. pomp ciepła. Liczba nowych urządzeń w 2023 roku może zbliżyć się do 200 tys., a w 2027 do 300 tys. Dlaczego warto zainwestować w pompę ciepła już dziś?

Pompa ciepła – oszczędność, ekologia i najwyższy komfort

Pompa ciepła jest bezpieczna dla środowiska. Nie produkuje popiołu, dymu i innych szkodliwych substancji. W stosunku do kotłów gazowych może obniżać emisję CO2 o 20%. Zasilana przez fotowoltaikę staje się w pełni ekologicznym urządzeniem.

Inwestując w pompę ciepła, inwestujemy we własny komfort i bezpieczeństwo. Urządzenie jest całkowicie bezobsługowe. Nie trzeba martwić się o ładowanie opału, rozpalanie pieca czy jego czyszczenie. W konsekwencji oszczędzamy także czas. – wyjaśnia Tomasz Walczak z Euros Energy. – Jako producent pomp ciepła dbamy o ich wysoką wydajność, znakomitą sprawność i komfortową eksploatację. Nasze urządzenia wyposażyliśmy w dotykowe panele sterowania. Co więcej, pracą wybranej pompy można sterować z poziomu dedykowanej aplikacji, co znacznie podnosi komfort jej użytkowania – dodaje.

Pompa nie stwarza ryzyka wybuchu, jest prosta w montażu i charakteryzuje się niskimi kosztami eksploatacji. Nie wymaga budowy zbiornika na paliwo i można umieścić ją w dowolnym pomieszczeniu gospodarczym. Na uwagę zasługuje również żywotność urządzeń. Szacuje się, że pompa może pracować wydajnie przez ok. 30 lat.

Dotacja na zakup pompy ciepła – ile można otrzymać?

W pompę ciepła warto zainwestować już dziś – zwłaszcza że możemy liczyć na wsparcie finansowe na zakup i montaż urządzenia! W ramach programu „Moje Ciepło” przydzielane są bezzwrotne dotacje w wysokości od 30 do 45% kosztów kwalifikowanych inwestycji, czyli od 7 do 21 tys. zł. O dofinansowanie mogą starać się właściciele lub współwłaściciele domów jednorodzinnych, w tym wolnostojących, w zabudowie bliźniaczej, szeregowej i grupowej. Warunkiem uzyskania wsparcia finansowego jest podwyższony standard energetyczny budynku. Program potrwa do 31 grudnia 2026 roku lub do wyczerpania dedykowanej puli środków, która wynosi 600 mln.

Autor: Euros Energy.

64% startupów, które nadal działają na Ukrainie opiera swój biznes o rynek globalny

analiza
64% startupów, które nadal działają na Ukrainie opiera swój biznes o rynek globalny. Tak wynika z nowego badania, które przygotował zespół Polish-Ukrainian Startup Bridge we współpracy z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie i Ukrainian Startup Fund.

Prawie wszyscy respondenci zauważają zdecydowanie negatywny wpływ działań wojennych w kraju na możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. Większość liderów startupów ocenia swoją obecną sytuację jako złą. 12% firm, które wypełniło badanie, poinformowało, że zakończyło działalność wskutek inwazji rosyjskiej. Pełny raport można pobrać oficjalnej stronie projektu Polish-Ukrainian Startup Bridge.

Santander Bank Polska: Branża opakowań w czasie gospodarczego spowolnienia

wykres obrazujący dynamikę produkcji sprzedanej
Producenci opakowań po udanym zeszłym roku i pierwszej połowie br. szykują się na gospodarcze spowolnienie. Rosnący koszt surowców, gazu i prądu uderzają w marże i rentowność. Z drugiej strony słabnący wraz ze wzrostem gospodarczym popyt powoduje, że możliwość podwyższania cen jest ograniczona.

Spis treści:
Nastroje poprawiają się, ale czy na długo?
Eksport oparty o palety i opakowania z drewna
Inwestycje branży opakowań ciągle rosną

Po 10 miesiącach 2022 roku analitycy Santander Bank Polska szacują dynamikę wzrostu wartości produkcji sprzedanej branży opakowań na około 19,4%. Jest to bardzo podobne tempo wzrostu do bardzo udanego 2021 roku. Jednak wtedy wzrost cen odpowiadał za około 50-60% wzrostu całej branży, w tym roku rosnące ceny to w zasadzie cały wzrost obrotów branży.

„ Jeśli z analizowanych danych wyłączymy wzrost cen okazuje się, że już od czerwca mamy do czynienia z ujemną dynamiką i słabnącym popytem. Sytuacja w poszczególnych segmentach jest mocno zróżnicowana. Według naszych szacunków najszybciej rośnie sprzedaż opakowań drewnianych i metalowych po około 40%. Znacznie niższa jest dynamika sprzedaży opakowań szklanych, bo jest to 18-20%, z papieru i tektury, która wynosi około 16-18% i z tworzyw na poziomie około 13-15%” – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.
Od końca 2 kwartału 2022 roku tworzywa sztuczne dla branży opakowań są najtańsze w relacji do ropy od początku pandemii. Wskazuje to na zmniejszenie marż petrochemicznych oraz słabnący popyt po stronie przetwórców. Mimo spadkowego trendu kosztu surowca, marże producentów tych opakowań są w trendzie spadkowym. Pomimo dużego wzrostu popytu w ostatnich latach, także marże producentów opakowań z papieru i tektury ustępują pod presją surowcową, chociaż w wyraźnie mniejszym stopniu.

Gwałtowny wzrost cen gazu wynikający z napięć podażowych uderza w zasadzie we wszystkie segmenty krajowej i unijnej gospodarki. Od pewnego poziomu pomimo wzrostu kosztów oczekiwania cenowe firm wyraźnie hamują, ponieważ przy tak wysokich cenach popyt zaczyna szybko spadać. Największą wrażliwość cenową wykazuje segment opakowań z papieru i tektury, najmniejszą opakowania metalowe. Wysokie ceny gazu mają największe przełożenie na sytuację finansową producentów opakowań szklanych, a najmniej dotykają producentów opakowań z tworzyw sztucznych. W 2023 roku zdaniem analityków Santander Bank Polska oczekiwania cenowe producentów opakowań pozostaną wysokie.

„Analiza oczekiwań cenowych producentów daje nam pośrednio wgląd w siłę przetargową firm w poszczególnych segmentach. Gwałtowny wzrost cen gazu był pośrednio lub wprost decydującym czynnikiem cenotwórczym zarówno w 2021 jak i w 2022 roku, stąd właśnie na cenach gazu opieramy naszą analizę. Widać wyraźnie jak popyt na początku 2021 roku dał producentom opakowań dużą siłę w kształtowaniu cen. Widzimy też, że w 4 kwartale 2022 efekt ten wyczerpał się w całości lub w dużej części” – mówi Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Nastroje poprawiają się, ale czy na długo?

Pierwszą reakcją firm na wybuch wojny na Ukrainie był spadek indeksów koniunktury odzwierciedlający wzrost niepewności, jednak dość szybko powrócił optymizm. Efekty gospodarcze wojny uwidoczniły się w pełni dopiero w drugim półroczu 2022, szczególnie w indeksach obejmujących producentów opakowań zauważalny jest dużo większy pesymizm niż po stronie ich odbiorców. Odczyty za październik były „w pół drogi” między poziomami notowanymi w czasach dobrej koniunktury a pełnym lockdownem.

Listopad przyniósł pewną poprawę nastrojów, największą odnotowali producenci wyrobów z papieru (+8,1 pkt m/m) oraz wyrobów niemetalicznych (+5 pkt m/m). Także indeks odbiorców opakowań w listopadzie odnotował drugi z rzędu miesiąc poprawy nastrojów, przełamując złą passę widoczną od maja. Największa poprawa nastrojów była widoczna w przemyśle farmaceutycznym i spożywczym.

Eksport oparty o palety i opakowania z drewna

Od początku roku polska branża opakowań bardzo dobrze sobie radziła pod względem eksportu. Pierwsza połowa roku to dynamiczny wzrost sprzedaży na rynki zagraniczne, jednak od maja trend ten został zatrzymany. Wartościowo eksport wzrósł w ciągu trzech kwartałów 2022 roku o bardzo wysokie 30% rdr. Obraz jest jednak zróżnicowany pomiędzy segmentami. Najszybszy wzrost widać w opakowaniach z drewna, dominują palety, co jest związane z zastępowaniem dostaw zza wschodniej granicy, które docierały na rynek UE przed wojną. Poniżej średniej dla branży rósł eksport opakowań z tworzyw sztucznych i aluminium.

Po wyłączeniu efektu wzrostu cen, eksport opakowań wzrósł o około 5%. Jednak po odliczeniu opakowań drewnianych, które stanowią blisko 50% całego eksportu branży pod względem wagi, sprzedaż zagraniczna jest na poziomie z ubiegłego roku.

Inwestycje branży opakowań ciągle rosną

Producenci opakowań w Polsce wciąż inwestują i to inwestują bardzo dużo, jeśli porównać to do zagranicznych konkurentów z branży. W 2021 roku firmy wytwarzające opakowania zainwestowały rekordowe 3,7 mld PLN, czyli aż o 36% więcej niż średnia z poprzednich 5 lat.

Jednak korygując dane o inwestycje odtworzeniowe, od opublikowania mapy drogowej dla gospodarki obiegu zamkniętego w 2015 roku nakłady inwestycyjne branży są w trendzie spadkowym. Wyjątkiem jest segment opakowań z papieru i tektury, który najbardziej korzysta ze zmian w świadomości ekologicznej firm i konsumentów. Spadek jest szczególnie wyraźny w segmencie opakowań z tworzyw sztucznych, to tu występuje największa niepewność regulacyjna, na co składa się również duże opóźnienie w przenoszeniu unijnych dyrektyw do krajowego prawodawstwa.

Jednak w najbliższym czasie firmy z sektora mogą także być beneficjentami nowych regulacji. Zmiany w przepisach wymagają od firm podnoszenia środków na badania i rozwój m.in w zakresie ekoprojektowania. Chodzi o przystosowanie produktów do recyklingu lub ponownego wykorzystania już na etapie projektu opakowania. W tym zakresie środki unijne są bardzo dobrze dopasowane do potrzeb firm – nie tylko wspierają firmy w obszarach, gdzie stoi przed nimi najwięcej wyzwań regulacyjnych, ale pomagają też zmniejszyć ryzyko inwestycyjne poprzez dopłaty. Dodatkowym atutem polskiego sektora opakowań jest jego rozdrobnienie, dzięki czemu duża część firm kwalifikuje się do programów skierowanych dla MŚP. Co więcej, do wyboru firm są działania wpisane w szereg programów, co oznacza, że branża wcale nie musi czekać na akceptację KPO.

Autor: Grupa Santander Bank Polska S.A.

Wyniki “Indeksu Eurosentymentu”: Polacy chcą płacić w Euro

Bez tytułu

Temat wprowadzenia wspólnej waluty w Polsce w ostatnich miesiącach znacząco zyskał na popularności – wynika z drugiej odsłony autorskiego Indeksu Fundacji Wolności Gospodarczej opracowanego przez firmę Sotrender w 3 kwartale 2022 roku.

Spis treści:
Popularni politycy a euro
Czyje treści wzbudzają największe zaangażowanie?

Wartość indeksu w ostatnim roku (od października 2021 do września 2022) wyniosła 64.5, co oznacza, że wydźwięk dyskusji internetowych przechyla się na korzyść przyjęcia euro w Polsce.

Indeks Eurosentymentu – Euro Favorability Index jest wskaźnikiem monitorującym skłonność Polaków do przyjęcia waluty euro. Pod uwagę brane są czynniki takie jak: liczba publikowanych w internecie treści dotyczących wejścia do strefy euro, stosunek do przyjęcia euro oraz zaangażowanie zgromadzone pod analizowanymi wzmiankami. 

Głównym powodem wzmożonej dyskusji na temat euro w sieci, w poprzednim kwartale  był wywiad udzielony tygodnikowi “Sieci” przez prezesa NBP, Adama Glapińskiego pod koniec lipca 2022 roku, gdzie zadeklarował, że dopóki jest prezesem NBP, Polska do strefy euro nie wejdzie. Od lipca do września 2022 w internecie pojawiło się prawie 7 tys. wzmianek o wprowadzeniu euro w Polsce, z czego najwięcej, bo ok. 3,5 tys. pojawiło się po wspomnianym wywiadzie. Dla porównania, w poprzedniej edycji raportu wydarzeniami, które powodowały wzrost dyskusji o euro w Polsce były wojna w Ukrainie  i  wysoka inflacja.

Wysoka inflacja i słaba pozycja polskiej gospodarki oddala Polskę od spełniania kryteriów przyjęcia do strefy euro i to może zniechęcać część wypowiadających się na ten temat internautów – zwraca uwagę Marek Tatała, CEO Fundacji Wolności Gospodarczej. – W ostatnim okresie coraz mniej dyskutowało się o argumentach za lub przeciw wejściu do strefy euro, a więcej o tym, że nie spełniamy obecnie warunków, aby wspólną walutę przyjąć, co jest pochodną polityki gospodarczej prowadzonej przez rządzących – dodaje.

W porównaniu do poprzedniego raportu Sotrendera dla FWG, w związku z coraz trudniejszą sytuacją gospodarczą w Q3 2022, pojawiło się mniej niż poprzednio treści jednoznacznie “Za” przyjęciem euro. Niemniej pozostały one znacznie bardziej angażujące niż te “Przeciw”. Publikowali je m. in. znani politycy, tacy jak Ryszard Petru, Szymon Hołownia czy Leszek Miller. 

Popularni politycy a euro

Oprócz kontekstów wypowiedzi towarzyszących wpisom o euro, w treściach tych często pojawiają się wzmianki o politykach lub osobach publicznych.

W badaniu wyodrębnionych zostało dziewięć nazwisk najczęściej pojawiających się w dyskusjach o przyjęciu euro, są to: m.in. Robert Biedroń, Szymon Hołownia, Jarosław Kaczyński, Leszek Miller, Mateusz Morawiecki, Rafał Trzaskowski oraz Donald Tusk.  

Co ciekawe, wzmianki o politykach najczęściej pojawiały się w stosunku przeciwnym do stanowiska prezentowanego przez daną osobę, tzn. posty wspominające o Donaldzie Tusku, który zadeklarował poparcie dla włączenia Polski do strefy euro, w większości krytykowały jego działania, a ich autorzy byli przeciwni przyjęciu wspólnej waluty. 

Z drugiej strony, wzmianki o Adamie Glapińskim, który ogłosił, że za jego kadencji Polska do strefy euro nie wejdzie, były generalnie przychylne wprowadzeniu waluty euro w Polsce. 

Czyje treści wzbudzają największe zaangażowanie?

Raport przedstawia zaangażowanie użytkowników pod wzmiankami poszczególnych stron i autorów jako sumę wszystkich opublikowanych treści tzw. „Interactivity Index”. 

Największe zaangażowanie wywołują treści przychylne wprowadzeniu euro, publikowane przez osoby rozpoznawalne. Treści tych nie jest dużo, ale wywołują wielokrotnie większy oddźwięk (zaangażowanie) niż treści publikowane przez przeciwników.

Porównując obecny raport z poprzednim, niezmiennie obserwujemy w polskich mediach społecznościowych taktykę “straszenia” przeciwnikami politycznymi. Argumenty często pojawiają się w kontrze do danej wypowiedzi osoby publicznej. Musimy jednak pamiętać, że temat euro to nie jest już kwestia “czy”, a “kiedy”. Dlatego Fundacja Wolności Gospodarczej zapoczątkowała kampanię “Kurs na Euro”, w ramach której m.in. mierzymy poparcie dla wspólnej waluty komentuje Marek Tatała.

Celem naszej kampanii jest rozpoczęcie intensywnej debaty na temat przystąpienia Polski do strefy euro, informowanie o korzyściach płynących z przyjęcia wspólnej waluty, przygotowanie rekomendacji niezbędnych reform i zainicjowanie procesu dołączenia do strefy euro poprzez konsekwentne wywieranie presji na rządzących – podsumowuje Tatala.

Badanie dyskusji internetowych na temat wprowadzenia w Polsce waluty euro Q3 2022” zostało przeprowadzone przez firmę Sotrender dla kampanii KursNaEuro.pl prowadzonej przez Fundację Wolności Gospodarczej. Badanie jest kontynuacją badania dyskusji internetowych na temat wprowadzenia w Polsce waluty euro opublikowanego w sierpniu 2022 roku. Do analizy wzięto treści związane z wprowadzeniem waluty euro w Polsce zamieszczone w internecie w trzecim kwartale 2022.Były to głównie takie platformy jak Twitter, Facebook, ale również portale informacyjne, biznesowe i polityczne, blogi oraz fora. Pod uwagę wzięte zostały zarówno posty/artykuły, jak i komentarze pod nimi.

Źródło: Fundacja Wolności Gospodarczej.

Branża budowlana zostanie zrewolucjonizowana przez roboty?

mat.pras_.-CBRTP-Czy-roboty-zrewolucjonizuja-branze-budowlana
Czy branża budowlana zostanie zrewolucjonizowana przez roboty? Temat automatyzacji i robotyzacji w budownictwie nie jest niczym nowym – wizje robotów wykonujących większość prac budowlanych bez udziału człowieka mają już ponad sto lat. Na ich wdrożenie w tak szerokim zakresie przyjdzie nam jeszcze poczekać, niemniej faktem jest, że w ostatnich kilkunastu latach tempo prac nad realizacją odważnych i obiecujących projektów z pogranicza automatyzacji i robotyzacji znacząco wzrosło.

Spis treści:
Automatyzacja i robotyzacja – przyszłość branży budowlanej?
Roboty budowlane przesuwają granice innowacyjności
Wsparcie innowacji w budownictwie

Robotyzacja branży budowalnej to m.in. zasługa centrów rozwojowych, które wspierają innowacyjność nie tylko finansowo, lecz także pomocą merytoryczną i zapewnieniem brakujących kwalifikacji pomysłodawcom i realizatorom innowacyjnych projektów. Czy roboty budowlane są w stanie wywołać faktyczną rewolucję w obszarze budownictwa? Za upowszechnieniem się robotyzacji przemawia wiele argumentów. Z drugiej strony nie brakuje przeszkód w dalszym rozwoju innowacji w branży.

Automatyzacja i robotyzacja – przyszłość branży budowlanej?

Robotyzacja branży w obecnej postaci stanowi obietnicę niespotykanej efektywności i optymalizacji kosztów w przedsiębiorstwach budowlanych w przyszłości. Zautomatyzowane systemy, które pracują lub są w pełni funkcjonalnymi prototypami, już teraz znacząco się wyróżniają.

Pomijając konieczność wykonywania prac serwisowych czy aktualizacji oprogramowania, większość robotów budowlanych jest w stanie pracować nawet 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. To wszystko przy niewielkim nakładzie sił wymaganym ze strony człowieka, związanym przede wszystkim z nadzorem. Przekładając to na realne sytuacje z placów budowy: automat nie potrzebuje przerw na posiłek, nie bierze urlopu i nie musi kończyć pracy po maksymalnie 12 godzinach pracy na dobę. Tę samą pracę wykonują więc w krótszym niż człowiek terminie. Przede wszystkim jednak rozwiązują podstawowy problem branży, jakim jest brak fachowców.

Choć na chwilę obecną roboty budowlane są nadal drogie w produkcji i eksploatacji, ich możliwości już teraz pozwalają przedsiębiorstwom zaoszczędzić. Optymalizacja czasu pracy i wykorzystania energii połączona z wysoką efektywnością wpływa finalnie na obniżenie kosztów pracy.

Roboty budowlane przesuwają granice innowacyjności

Dynamiczny rozwój innowacji w zakresie projektowania i produkowania robotów budowlanych sprawia, że już dziś są one w stanie wykonywać zaawansowane prace, takie jak murowanie czy tynkowanie. Nie sposób nie wspomnieć w tym kontekście o Zrobotyzowanym Systemie Murarsko-Tynkarskim opracowanym przy wsparciu Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu:

– ZSMT to projekt mający swe źródło w realnych potrzebach przedsiębiorstw budowlanych. Wykonywanie prac o tak niewielkiej powtarzalności jak murowanie czy tynkowanie, było do tej pory uzależnione od umiejętności i doświadczenia pracowników. Dziś możemy przekuć te doświadczenia w sprawny system o niespotykanej dotąd efektywności – mówi Krzysztof Woźny Członek Zarządu Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu.

To nie koniec możliwości – znany jest przykład domu wykonanego w technologii przemysłowego druku 3D. Budynek stanął we francuskim mieście Nantes już kilka lat temu i choć było to przedsięwzięcie demonstracyjne, obrazuje coraz mniej ograniczone możliwości technologiczne, które przy odpowiednim wsparciu i finansowaniu mogą faktycznie odmienić oblicze branży budowlanej.

Wsparcie innowacji w budownictwie

Tym, co powstrzymuje nieunikniony rozwój automatyzacji w budownictwie nie są już problemy techniczne czy niewystarczające możliwości sprzętowe. Największą blokadę dla innowacyjności stanowią potężne kwoty wdrożenia nowoczesnych technologii oraz niedobór osób wykwalifikowanych i doświadczonych w realizacji podobnych projektów.

Oba te problemy może rozwiązać zaangażowanie podmiotów, które w swej działalności łączą formowanie działów R&D (research & development) z finansowaniem lub pomocą w uzyskiwaniu finansowania dla innowacji.

Przykładem może być wspomniany wcześniej projekt Zrobotyzowanego Systemu Murarsko-Tynkarskiego: kwota kwalifikowana projektu wyniosła niespełna 10 mln zł. Zaangażowanie CBRTP pozwoliło uzyskać finansowanie dla projektu z unijnego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, dzięki czemu wnioskodawcy wystarczyło 1,5 mln zł wkładu własnego.

Źródło: Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu (CBRTP).

Cross-border w trzech kwartałach 2022 roku

image_processing20221108-817251-vyn6um
W dalszym ciągu popularne kierunki to Niemcy, Czechy czy Rumunia. Ale jest też kilka niespodzianek. IdoSell sprawdziło, w których krajach polscy sprzedawcy internetowi radzą sobie najlepiej.

Jedna z najpopularniejszych polskich platform sklepowych IdoSell zbadała, jak klienci, którzy z niej korzystają, sprzedają w modelu cross-border. Dane pochodzą z trzech kwartałów 2022 roku.
Handel transgraniczny to kierunek, który e-commerce zaczęło obierać już kilka lat temu. Wpływ na to miały zarówno powszechna cyfryzacja, jak i dążenie Unii Europejskiej do znoszenia barier w międzynarodowym handlu.
Jak wynika z badania wykonanego przez IdoSell, w ciągu ostatnich lat (pod uwagę zostały wzięte trzy kwartały każdego roku), polskie sklepy sprzedawały najwięcej na rynku niemieckim. W 2019 roku GMV (Gross Merchandise Value, czyli wartość złożonych zamówień) sklepów sprzedających za zachodnią granicę wynosiło ponad 96 mln zł, rok później 171 mln zł, w 2021 278 mln zł, a już w 2022 r. (r/r) ponad 304 mln zł. Kolejnym rynkiem, na którym chętnie i dużo sprzedają sklepy IdoSell są Czechy (w 2019 GMV na poziomie 40 mln zł, w 2020 51 mln zł, w 2021 134 mln zł, w 2022 ponad 131 mln zł). Ciekawa zmiana zaszła na ostatnim miejscu podium. W 2019 i 2020 roku była tam Wielka Brytania (30 i 60 mln zł GMV) tymczasem w 2021 i 2022 roku należało już ono do Francji (ponad 63 mln zł GMV w 2021 i 2022, w 2019 było to zaledwie 23 mln zł).

– Rynek niemiecki jest eksploatowany przez Polaków, ponieważ rodzime sklepy są w stanie sprostać wysokim wymaganiom klientów zza zachodniej granicy, a do tego mogą spełnić warunki szybkiej dostawy. Jeśli chodzi o Czechy, to jest to rynek niewielki, ale nie ma tam dominującej platformy marketplace. Z kolei Francja już od jakiegoś czasu odnotowuje spore wzrosty e-commerce – mówi Sara Dzierżawska, brand manager z IdoSell.

Źródło: IdoSell.

E-commerce szykuje się na Black Friday i Cyber Monday 2022

DeathtoStock_Wired2

E-commerce szykuje się na Black Friday i Cyber Monday 2022. Czego sklepy internetowe mogą oczekiwać w tym sezonie?

W 2020 roku pandemia COVID-19 i zamknięcie galerii handlowych sprawiły, że cały listopad był dla sklepów internetowych wyjątkowy. W 2021 historia z obostrzeniami na szczęście się nie powtórzyła. Niemniej, e-sklepy odnotowały rekordową sprzedaż. Wraz z początkiem września merchanci zaczynają szykować się do sezonu, w którym sprzedaż zdecydowanie się zwiększa, a jego punktem kulminacyjnym są właśnie Black Friday i Cyber Monday.

W tym roku w Polsce mamy niełatwą sytuację gospodarczą. To oczywiście wpływa na możliwości i nastroje zakupowe konsumentów. Tym bardziej że zbliża się sezon grzewczy, który wzbudza dużą niepewność. To może być jeden z czynników, który sprawi, że Polacy będą kupować mniej niż w poprzednich latach. Niemniej, w e-commerce mamy cały czas trend rosnący, co daje nadzieję na to, że konsumenci w poszukiwaniu jak najlepszych ofert, będą zwracać się w stronę e-sklepów. Sklepy internetowe odnotują w tym roku wzrosty zgodnie z trendem, ale mam duże podejrzenie, że dynamika nie będzie już taka sama, jak rok temu – mówi Piotr Kałwa E-commerce Success Manager w IdoSell.

Źródło: IdoSell.

Branża transportu drogowego nigdy nie była tak nieprzewidywalna, jak obecnie

Bez tytułuBranża transportu drogowego nigdy nie była tak nieprzewidywalna, jak dzisiaj. Zmienne koszty prowadzenia działalności transportowej, spowodowane niestabilną sytuacją gospodarczą, zmieniające się ceny paliwa i kursu euro, sprawiają, że przewoźnicy powinni zachować szczególną ostrożność przy wyliczeniach rentowności zleceń. Tymczasem na rynku nadal funkcjonują firmy, które prowadzą swój biznes w oparciu o „przeczucia”, a bez jakiegokolwiek wsparcia systemów do zarządzania transportem TMS mają często 3-4 miesięczne opóźnienia w analizie rentowności zleceń.

Spis treści:
Jakie parametry składają się na rentowność zlecenia?
Skąd te opóźnienia w transporcie?
Jak TMS pomaga firmie transportowej?
Etapy wdrożenia systemu TMS do firmy
Zalety korzystania z technologii przy wyliczaniu rentowności?

Co to może oznaczać dla firmy przewozowej? – Osoby decyzyjne, jeśli chcą rozwijać biznes muszą reagować na bieżące zmiany od razu, a jeśli robią to z opóźnieniem, a ich decyzje są oparte o błędne dane, to jest to prosta droga do problemów finansowych firmy, a w skrajnych przypadkach do jej upadłości – komentuje Dawid Kochalski, ekspert Grupy Inelo. Jakie czynniki wziąć pod uwagę, żeby dobrze wyliczyć opłacalność przejazdu i czego nie zrobi za nas księgowość, a co może zrobić prosty TMS?

– Jeszcze kilka lat temu rynek transportowy był nieco spokojniejszy. Dzisiaj jednak przewoźnicy powinni trzymać rękę na pulsie na każdym etapie realizacji zlecenia. Biorąc pod uwagę szybko zmieniające się składniki usług transportowych może się zdarzyć, że to, co sobie założyliśmy wczoraj, jutro będzie już nieaktualne. Wystarczy, że jeden z głównych czynników kosztowych wzrośnie o 3-5 proc. i może się okazać, że kontrakt, który mamy realizować długofalowo okaże się nierentowany lub będziemy balansować na granicy opłacalności. Najbliższy rok z pewnością będzie decydujący dla wielu przewoźników, dlatego by przetrwać warto się „uzbroić” w cenne dane i informacje, które pozwolą podejmować przemyślane decyzje – zauważa Dawid Kochalski, koordynator ds. integracji i wdrożeń, Grupa Inelo.

Jakie parametry składają się na rentowność zlecenia?

Chcąc sprawdzić, czy dany transport się opłaca, bierze się pod uwagę wiele zmiennych parametrów, które można skategoryzować w kilka grup.

– Na opłacalność danego zlecenia składają się koszty myta, koszty zmienne bezpośrednie, koszty wskaźnikowe zależne od przejechanych kilometrów, koszty wskaźnikowe, uwarunkowane czasem realizacji zlecenia oraz koszty ogólnozakładowe ponoszone przez przedsiębiorstwo. Z tego względu istotne jest, aby wykonywać szczegółową analizę kosztów i przychodów, żeby mieć pełną wiedzę na temat wartości danego zlecenia i ustalić odpowiednią stawkę transportową, a w konsekwencji prawidłowo zarządzać flotą – mówi Maciej Wolny, Prezes Zarządu Marcos TMS i dodaje, że przy obliczaniu rentowności danego zlecenia już na etapie planowania trzeba wziąć pod uwagę wszystkie elementy kosztowe wraz z marżą dla przedsiębiorstwa, aby spedytor wiedział, jaką stawkę ma ustalić przy realizacji zlecenia.

Skąd te opóźnienia w transporcie?

Kluczowym aspektem na drodze do efektywnego zarządzania przedsiębiorstwem jest reagowanie na bieżąco na to, co się dzieje w firmie. Chcąc pozostać konkurencyjnym na rynku, przewoźnicy muszą dysponować sprawdzonymi danymi, pozwalającymi oszacować opłacalność poszczególnych zleceń, a w konsekwencji całego przedsiębiorstwa. W praktyce często zdarza się tak, że dana firma ma opóźnienia w analizie opłacalności nawet do 4 miesięcy. Z czego to wynika?

– Czynników może być kilka. Z naszych obserwacji wynika, że o ile duże firmy dysponują odpowiednimi narzędziami i personelem do przeróbki sporej ilości danych, to w mniejszych firmach nie jest to już tak często spotykane. Wówczas analiza rentowności zleceń transportowych zazwyczaj ogranicza się do raportów finansowych, zrealizowanych przez biuro rachunkowo-księgowe. Choć są one dokładne, to nie da się w nich tak szybko aktualizować bieżących wydatków, w jakich robi to system TMS jak np. TMS Navigator czy Easy TMS. To wiąże się również z samą specyfiką pracy w transporcie, w której nie zawsze wszystko jesteśmy w stanie do końca przewidzieć. Nawet ostatniego dnia miesiąca może wpaść wysoki koszt za paliwo, który może w znacznym stopniu zmienić dotychczasową opłacalność danego zlecenia, a w konsekwencji również i następny m-sc. Dodatkowo, przy obliczeniach nie pomagają długie terminy płatności za zlecenia, sięgające nawet do 60 dni – dodaje Dawid Kochalski, koordynator ds. integracji i wdrożeń, Grupa Inelo i podkreśla, że systemy TMS umożliwiają analizę wyników w ujęciu nawet tygodniowym, a dzięki temu analizy te są dokładniejsze w porównaniu do zestawień księgowych.

Trzeba również pamiętać, że ten kluczowy element prowadzenia firmy jest jednocześnie niezwykle trudny do określenia. Najszybciej przewoźnik jest w stanie przeliczyć to, jak wpływa wzrost kursu walut na wynagrodzenie kierowcy w końcu koszty paliwa. Jednak jest to tylko część tego minimalnego kosztu, jaki widzą przedsiębiorcy. Jeżeli dodamy do tego prowadzenie takich obliczeń w czasie rzeczywistym, to nie tylko jest to pracochłonne i trudne, ale także obarczone ryzykiem błędu. Dlatego coraz więcej firm, również tych mniejszych decyduje się na inwestycję w programy do zarządzania transportu.

– Z roku na rok widzimy, że rynek TMS stale się rozwija i jest jednym z najdynamiczniej rosnących rynków rozwiązań technologicznych dla transportu. Szacuje się, że rocznie będzie rósł od 10 do 20 proc. Powód? Z jednej strony widać duże zapotrzebowanie wśród małych i średnich firm na takie rozwiązania w obliczu obecnej sytuacji rynkowej. Przewoźnicy dojrzewają do technologii i widzą ich niewymierne korzyści. Tam gdzie kończy się rola księgowej, to zaczyna się praca systemu TMS dzięki możliwości integracji oraz analizy wszystkich danych – firma w przejrzysty sposób może zarządzać swoim budżetem i decydować w pełni świadomie o kolejnych zleceniach. Przedsiębiorcy, którzy bazują na excelu czy kartce papieru często nie mają podstawowych informacji, jak poszczególne zmienne koszty wpływają na ich funkcjonowanie, co w rezultacie może prowadzić do upadku firmy. – dodaje Kamil Korbuszewski, członek zarządu Marcos TMS.

Jak TMS pomaga firmie transportowej?

Systemy klasy TMS nie tylko pomagają spedytorom, jak i kierowcom w ich codziennej pracy, minimalizując ryzyko błędów, ale również przynoszą firmie realne oszczędności. Ich zadaniem jest zbieranie danych o poszczególnych zleceniach – zestawianie, analizowanie i raportowanie zestawień rentowności.

– Tworzenie analizy można porównać do budowania tabel przestawnych w excelu, a to oznacza, że raz utworzone zestawianie może być wielokrotnie modyfikowane i wykorzystywane w przyszłości. Do TMSa Navigatora dane wprowadzane są do modułu ROKOS, ale trzeba pamiętać o najważniejszym, kluczowym etapie, jakim jest systematyczność i skrupulatność wpisywania danych – im więcej informacji dostarczymy, tym nasza analiza będzie bardziej precyzyjna – podsumowuje Maciej Wolny, Prezes Zarządu Marcos TMS i dodaje, że każda osoba zatrudniona w firmie ma realny wpływ na to, co się pojawia w programie. Spedytor wprowadza zlecenie z kosztami, wpisuje kilometry i podaje wszystkie posiadane dane. Kierowca za pośrednictwem telematyki przekazuje informacje, że zrealizował zlecenie, jechał określoną trasą i zgodnie z założonym budżetem. Z kolei księgowość informuje czy dane faktury zostały opłacone lub jakie są ewentualne opóźnienia, dodaje koszty za tankowanie, pokonaną trasę, wynagrodzenia i wiele innych. Dzięki temu mamy wszystkie kluczowe informacje potrzebne do określenia rentowności takiego zlecenia.

Etapy wdrożenia systemu TMS do firmy

Prace rozpoczynają się od analizy przedwdrożeniowej, na której sprawdzane jest wszystko, co się dzieje w firmie, jakie klient ma potrzeby, jakie ewentualne zmiany powinny być wprowadzone do programu, by jak najlepiej służył przedsiębiorstwu. Następny etap to przygotowanie dokumentu analizy powdrożeniowej wraz z wyceną. Jeśli klient zaakceptuje zakres, to firma dostarczająca takie rozwiązanie rozpoczyna pracę zgodnie z etapami ujętymi w książce wdrożeniowej. Na koniec odbywa się wgranie programu na komputer klienta i szkolenie personelu z jego obsługi.

Dawid Kochalski zaznacza, że wdrożenie systemu TMS jest procesem bardzo indywidualnym i dostosowanym do potrzeb danego klienta. Zazwyczaj trwa od 3 do 6 miesięcy w zależności od wielkości firmy transportowej. Przy dużej i rozproszonej strukturze całe wdrożenie może zająć więcej niż pół roku, ale na programie przedsiębiorstwo może już pracować na każdym etapie przygotowanej części systemu, co oznacza, że nie musi czekać na zakończenie całego procesu wdrożenia.

Zalety korzystania z technologii przy wyliczaniu rentowności?

Przede wszystkim przewoźnik nie musi czekać na informacje od działu kadrowo-księgowego. Może w każdym momencie zajrzeć do programu, porównać dane okresy czasu, pracę kierowców, eksploatacje samochodów, realizowane zlecenia i ich rentowność. Możemy od razu prześledzić decyzje spedytorów i to jak wpływają one na funkcjonowanie firmy oraz wychwycić błędy, które w innym wypadku mogły być powielane przy kolejnych zleceniach. Przejrzystość danych i łatwy do nich dostęp sprawia, że prowadzenie firmy transportowej w niepewnych czasach staje się bardziej przewidywalne.

Źródło: Marcos TMS.

 

 

Problemy związane z przywróceniem równowagi ekonomicznej stron w sytuacji kryzysu zw. z wojną na Ukrainie

analiza
Konflikt zbrojny na Ukrainie oraz jego transgraniczne, gospodarcze skutki stawiają wielu wykonawców umów o roboty budowalne w trudnej sytuacji. Niedostępność materiałów i przerwanie łańcuchów dostaw z jednej strony, z drugiej wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów robocizny, a także wyjazd z Polski pracowników będących obywatelami Ukrainy powoduje, że realizacja umowy po pierwotnie ustalonej cenie staje się zadaniem nie tyle karkołomnym, co w ogóle niemożliwym.

Umowy zawierane w zwykłym cywilnym trybie mogą być bez przeszkód renegocjowane. Zachodzą bowiem nadzwyczajne okoliczności, które powodują, że wykonanie umowy byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami lub groziłoby wykonawcy rażącą stratą, a żadna ze stron nie mogła w chwili zawarcia umowy takich okoliczności przewidzieć. Strony nie mają żadnych obostrzeń, poza aktualnymi rynkowymi warunkami, które je ograniczają. Jeżeli zatem wolą stron jest kontynuacja umowy na zasadach partnerskich i bez niepotrzebnych konfliktów, powinny dojść do porozumienia.

O wiele więcej trudności stwarza podwyższenie wynagrodzenia należnego wykonawcy na podstawie umowy zawartej w trybie zamówienia publicznego.
W szczególności zamawiający, znając czynniki jakie wpływają na poziom kalkulacji cen, jak również mechanizmy funkcjonowania rynku i umów długoterminowych, powinien formułować klauzule pozwalające na dostosowywanie poziomu wynagrodzenia wykonawcy do zmieniających się okoliczności. W ramach takich klauzul dopuszczalna jest zmiana wynagrodzenia wykonawcy, która uwzględnia koszty materiałów, usług oraz koszty osobowe związane z wykonaniem umowy i dostosowuje je do aktualnych cen.
Jeżeli Strony nie przewidziały możliwości wprowadzenia zmian w umowie na podstawie wskazanych klauzul, przywrócenie równowagi ekonomicznej stron danego kontraktu możliwe jest tylko poprzez ustalenie, że modyfikacja umowy wywołana jest okolicznościami, których nie można było przewidzieć, pomimo dochowania należytej staranności w procesie przygotowania postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Chodzi przede wszystkim o obiektywny brak możliwości przewidzenia takiej zmiany lub jej skali. Gwałtowna dekoniunktura, ograniczenie dostępności surowców, istotny wzrost cen materiałów to typowe zjawiska gospodarcze w pełni niezależne od stron, które mogą uzasadniać zmianę wynagrodzenia wykonawcy. Jednak dodatkowym warunkiem przedmiotowej zmiany jest również ustalenie, że ta nieprzewidziana okoliczność wywiera realny wpływ na sytuację wykonawcy i możliwość realizacji kontraktu zgodnie z pierwotnymi postanowieniami.

Warto pamiętać, że skorzystanie z klauzul umownych oraz klauzul waloryzacyjnych, jeżeli umowa je przewiduje, i podwyższenie wynagrodzenia należnego wykonawcy na tej drodze, nie wyklucza powoływania się na nadzwyczajne okoliczności, o ile klauzule nie są wystarczające do całkowitego zniwelowania niekorzystnych dla wykonawcy skutków nadzwyczajnych okoliczności i przywrócenia ekonomicznej równowagi stron zawartej umowy.

Autor: Radca Prawny, Anna Zabielska Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy.

Colliers weźmie udział w misji gospodarczej w Korei Południowej

Kamoji-Czapinski Jan_Colliers

Polska od wielu lat jest beneficjentem koreańskich inwestycji. 23 września w Seulu odbędzie się Polsko-Koreańskie Forum Biznesowe organizowane przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu w ramach misji gospodarczej w Korei Południowej. Celem jest pogłębienie współpracy biznesowej i przedstawienie koreańskim przedsiębiorcom możliwości inwestycyjnych na polskim rynku. Podczas wydarzenia potencjał inwestycyjny rynku nieruchomości komercyjnych, w tym przemysłowych, przedstawi Jan Kamoji-Czapiński, Associate Director linii Business Consulting CEE w Dziale Strategic Advisory w Colliers.

Spis treści:
Napływ koreańskich inwestycji
Coraz więcej koreańskich inwestycji w elektromobilność

Napływ koreańskich inwestycji
Uczestnicy polskiej misji gospodarczej spotkają się w Seulu nie tylko z potencjalnymi inwestorami, ale również z przedsiębiorcami już działającymi na naszym rynku i planującymi np. rozszerzenie aktywności gospodarczej. Podczas Polsko-Koreańskiego Forum Biznesowego zostaną poruszone zagadnienia związane m.in. z systemem podatkowym i prawnym w naszym kraju, systemem zachęt inwestycyjnych, z których mogą skorzystać azjatyckie firmy, czy przemysłowym i inwestycyjnym rynkiem nieruchomości komercyjnych.

– Już od lat 90. XX w. obserwujemy napływ koreańskich inwestycji do krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Przy tym jednym z pierwszych miejsc w regionie, gdzie przedsiębiorcy z tego azjatyckiego państwa lokują swoje biznesy, jest Polska. Na tle całego regionu wyróżnia ją dostępność wykwalifikowanych pracowników, atrakcyjny system zachęt inwestycyjnych, jak również strategiczna lokalizacja – bliskość zachodnioeuropejskich rynków zbytu to czynnik, który podczas pandemii COVID-19 nabrał jeszcze większego znaczenia – mówi Jan Kamoji-Czapiński.

Ekspert Colliers przybliży koreańskim przedsiębiorcom proces realizacji inwestycji przemysłowych w Polsce w różnych wariantach, począwszy od tradycyjnego aż po bardziej nowoczesne. Część prelekcji poświęci możliwościom inwestycyjnym na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Colliers ma już doświadczenie w tym temacie, ponieważ kompleksowo doradza klientom w zakresie rozwoju biznesu i wyboru lokalizacji oraz reprezentuje ich w procesach transakcyjnych. Wśród klientów ma m.in. koreańskie firmy Sungwoo czy Dongshin Motech, a obecnie doradza w kilku transakcjach nowych koreańskich inwestorów.

Coraz więcej koreańskich inwestycji w elektromobilność

Dziś Koreę Południową – globalnego lidera w zakresie innowacji i nowoczesnych technologii – zaliczamy do grona największych pozaeuropejskich inwestorów w Polsce. Początek jej zainteresowania polskim rynkiem – w tym nieruchomościami przemysłowymi – można jednak wyznaczyć już o wiele wcześniej, kiedy w latach 90. XX w. w fabrykę samochodów na Żeraniu zainwestował jeden z graczy liczących się wówczas w tym sektorze – Daewoo. Na polskim rynku od lat inwestują również koreańskie przedsiębiorstwa produkujące sprzęt AGD i elektronikę użytkową, czego przykładem są fabryka Samsung Electronics Poland Manufacturing we Wronkach czy zakład produkcyjny LG Energy Solution w podwrocławskich Kobierzycach. Dwa koncerny sukcesywnie rozbudowują zresztą swoją infrastrukturę, dywersyfikując przy tym działalność. Na początku roku media obiegły informacje o gigantycznej rozbudowie fabryki Samsunga i planach stworzenia kompleksu przemysłowego, w którym zostaną zlokalizowani również poddostawcy. Z kolei w Warszawie firma otworzyła centrum badawczo-rozwojowe specjalizujące się m.in. w sztucznej inteligencji i robotach. Dynamicznie rozwijane są też inwestycje związane z elektromobilnością.

– Kolejne koncerny motoryzacyjne zapowiadają zakończenie produkcji pojazdów spalinowych. Nie dziwi więc, że pojazdy elektryczne zyskują na znaczeniu. W Europie Środkowo-Wschodniej, a szczególnie w Polsce, otwierane są kolejne zakłady wytwarzające komponenty do aut elektrycznych, a moce już funkcjonujących – wzmacniane. Przy tym wielu inwestorów to firmy koreańskie. Przykładów nie trzeba szukać daleko: LG rozwija największą na świecie fabrykę akumulatorów do samochodów elektrycznych w Kobierzycach pod Wrocławiem, a wzniesienie w pełni ekologicznego zakładu produkcji folii miedzianej do baterii pojazdów elektrycznych w Stalowej Woli ogłosiła właśnie koreańska spółka SK Nexilis, lider na rynku elektromobilności – dodaje Jan Kamoji-Czapiński.

Koreańskie przedsiębiorstwa inwestują jednak nie tylko w przemysł. Fundusze inwestycyjne z tego azjatyckiego państwa lokują kapitał również w nieruchomości z segmentu biurowego, przede wszystkim w Warszawie.

Źródło: Colliers.

Wzrost cen energii nawet o 250% – branża opakowań szykuje się na kolejne podwyżki cen surowców oraz potencjalne braki w dostępie do gazu i prądu

Łajca Grzegorz_web
Nawet o kilkadziesiąt procent mogą niebawem wzrosnąć ceny opakowań kartonowych. Wynika to ze wzrostu cen surowców oraz kosztów materiałów eksploatacyjnych, a także utrudnień w dostępie do prądu i gazu u dostawców kartonu. Spodziewamy się opóźnień w realizacji dostaw surowców niezbędnych do produkcji opakowań – prognozuje Zarząd Grupy Akomex – może nawet dojść do zatrzymania produkcji u niektórych dostawców surowców czyli kartonu. Planowane kolejne wzrosty cen w sektorze zapewne będą miały również wpływ na wyższe ceny zakupu leków czy artykułów spożywczych, do pakowania których używa się opakowań kartonowych.

Przełom roku zapowiada się bardzo niepokojąco. Doniesienia o możliwych przerwach w dostępie do prądu i gazu dla firm produkujących surowce oraz nieustannie rosnące koszty samej energii to główne czynniki, które nie pozwalają branży opakowań z optymizmem patrzeć na nadchodzącą zimę. Już teraz papiernie z Polski i Europy przygotowują się na różne możliwe scenariusze wprowadzając m.in. „dodatek energetyczny” w wysokości od 170 do nawet 500 EURO za tonę surowca potrzebnego do produkcji opakowań kartonowych.

– Warunki w naszej branży zmieniają się z tygodnia na tydzień. Producenci papieru z Polski, ale również ci zagraniczni nieustanie wprowadzają kolejne podwyżki na swoje produkty, które wykorzystujemy do produkcji opakowań kartonowych. W głównej mierze to efekt wzrostu cen energii i gazu, które obserwujemy w całej Europie. Niektórzy nasi kontrahenci mówią wprost o czasowym wstrzymaniu produkcji. Te czynniki na pewno wpłyną na zaburzenia w łańcuchu dostaw i w efekcie mogą doprowadzić do opóźnień w dostawach surowców do produkcji opakowań. Od początku roku intensywnie zwiększaliśmy stany magazynowe, ale nie możemy kontynuować tego działania – osiągnęliśmy ich maksymalny poziom. Papiernie skracają nam czas magazynowania surowca, podnoszą opłaty za magazynowanie. Od dawna płacimy za karton cenę z dnia dostawy a nie cenę użytą przy kalkulacji oferty dla klienta. Z drugiej zaś strony także my zmagamy się z istotnymi wzrostami kosztów produkcji. Rosną ceny transportu, farb, palet, ale najbardziej energii. W przyszłym roku za dostawy prądu do naszych zakładów produkcyjnych będziemy płacić więcej o nawet 250%!! Tak drastyczne podwyżki niestety muszą wpłynąć również na końcowe ceny naszych produktów. Szacuję, że jeśli sytuacja w najbliższych miesiącach się nie ustabilizuje ceny opakowań kartonowych mogą kolejny raz wzrosnąć o kilkanaście a nawet o kilkadziesiąt procent.- komentuje Grzegorz Łajca, Prezes Grupy Akomex.

W sektorze opakowań kartonowych już w minionym roku nastąpiły gwałtowne wzrosty kosztów surowca – kartonu (o ponad 50%, a niektóre jego rodzaje nawet o 100%) oraz wszystkich materiałów eksploatacyjnych. Palety używane w transporcie zdrożały o 170%, folia do pakowania o 60%, lakiery i farby używane w procesie produkcji opakowań kartonowych o 20%, a same pudła tekturowe używane w transporcie o 40%.

Grupa Akomex ma ponad 50 lat doświadczenia na rynku, zarządza trzema fabrykami: w Polsce oraz w Danii. Zatrudnia ponad 600 osób. W jej skład wchodzą 3 spółki: Akomex, DrukPak oraz duńska Plano Pack. Około połowa produktów firmy jest eksportowana poza granice kraju, głównie do państw Europy Zachodniej. Producent dostarcza opakowania, a także ulotki, etykiety, tacki i arkusze laminowane dla takich branż jak farmaceutyczna, spożywcza, higiena osobista, elektronika czy akcesoria domowe. Rocznie, zakłady produkcyjne firmy opuszcza około 1,3 miliarda opakowań, dostarczanych wiodącym markom branży spożywczej i farmaceutycznej. W ubiegłym roku Grupa Akomex zanotowała około 280 mln złotych przychodu.

Źródło: Akomex.

Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-lipiec 2022 r.

adeolu-eletu-38649-unsplash„Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-lipiec 2022 roku” to jeden z najnowszych raportów Głównego Urzędu Statystycznego.

Jak w swoim raporcie „Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-lipiec 2022 roku” poinformował Główny Urząd Statystyczny, obroty towarowe handlu zagranicznego w styczniu – lipcu br. wyniosły w cenach bieżących 893,1 mld PLN w eksporcie oraz 948,3 mld PLN w imporcie. Ujemne saldo ukształtowało się na poziomie 55,2 mld PLN, podczas gdy w analogicznym okresie 2021 roku było dodatnie i wyniosło 15,7 mld PLN. W porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku eksport wzrósł o 21,2%, a import o 31,5%.

W sierpniu ceny poszły w górę średnio o blisko 24 proc. rdr.

wzrost_cen_zakupy_w_sklepie_c_mondaynews_plWedług analizy ponad 40 tys. cen, w sierpniu br. zakupy w sklepach były droższe średnio o 23,7% niż rok wcześniej. Podwyżki na dwucyfrowym poziomie objęły wszystkie badane kategorie. Znów najmocniej poszły w górę art. tłuszczowe, tym razem o 58,9% rdr. Dla przykładu, olej zdrożał o 73,2%. Ceny margaryny zwiększyły się 58,4%, a masła – o 45,2%. Z kolei cukier skoczył w relacji rocznej o 92,2%, co znacząco wpłynęło na wynik produktów sypkich. Do tego mąka i makaron podrożały o blisko 40%. Cała ta kategoria odnotowała wzrost o 42,1%. Z tego wynika, że ww. grupy towarów najmocniej wpływają na ogólną drożyznę w sklepach. Najmniej dotkliwa zmiana dotyczy owoców – skok o 13,2%. Używki zdrożały o 13,9%, a warzywa – o 15,2%.

Spis treści:
Dwucyfrowe wzrosty
Co tworzy drożyznę?
Najmniejsze skoki

Dwucyfrowe wzrosty

Jak wynika z cyklicznego raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w sierpniu br. w sklepach było drożej średnio o 23,7% niż w analogicznym okresie ub.r. Dla porównania, w lipcu podwyżki rdr. wyniosły 18,6%. Ostatnio każda z 12 analizowanych kategorii odnotowała dwucyfrowy wzrost. Analiza objęła 52 najczęściej wybierane przez konsumentów produkty codziennego użytku. Łącznie przeanalizowano ponad 40,4 tys. cen detalicznych z przeszło 40,6 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych.

– Główną przyczyną dwucyfrowego wzrostu cen produktów we wszystkich kategoriach było podwyższenie kosztów produkcji. Przy znaczącym, szybkim oraz utrzymującym się skoku cen nośników produkcji konsumenci muszą, niestety, przyzwyczaić się do nagłych i niespodziewanych zmian cen dóbr konsumpcyjnych. Taki stan rzeczy potrwa do czasu ustabilizowania się sytuacji na szeroko rozumianym rynku energii. Z uwagi na bardzo niestabilną całą gospodarkę światową oraz sytuację geopolityczną, bardzo trudno jest przewidzieć, kiedy może to nastąpić. Obecnie nie ma żadnych pozytywnych informacji na ten temat – mówi Hubert Gąsiński, ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Proces inflacyjny postępuje, co podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u. Jak zaznacza ekspert, ma miejsce wysyp pieniędzy na rynek, wzrost cen surowców energetycznych i samej energii. Rosną też koszty osobowe firm. Do tego słaba waluta skutkuje ograniczeniem możliwości importowych i finansowania z zewnątrz. O wojnie i czynnikach klimatycznych nawet nie ma co wspominać. Ponadto Polska de facto rezygnuje z pieniędzy europejskich i pogarsza swoją pozycję na głównych rynkach eksportowych, czyli w Niemczech i we Francji.

– Byłoby pożądane, aby rząd przestawił się z osłonowego dosypywania pieniędzy do gospodarki. W ten sposób dolewa tylko benzyny do inflacyjnego ognia. A mógłby skupić się na wykorzystaniu tych środków na zabezpieczanie podaży strategicznych produktów. To zarówno lepiej zrównoważyłoby rynek, jak i przyczyniłoby się do ograniczenia cen – komentuje dr Tomasz Kopyściański, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Co tworzy drożyznę?

Z raportu wynika, że sierpniu najmocniej podrożały rdr. produkty tłuszczowe – o 58,9%. W tej kategorii widzimy, że ceny oleju poszły w górę o 73,2%, margaryny – o 58,4%, a masła – o 45,2%. Zdaniem Marcina Luzińskiego, ekonomisty Santander Bank Polska, to skutek wojny za naszą wschodnią granicą. Rosja i Ukraina to duzi producenci tłuszczów roślinnych. Niższe dostawy z tych państw przekładają się na wzrost cen, co z kolei wpływa także na ceny substytutów, np. masła i innych tłuszczów. Według eksperta, problemy na tym rynku mogą jeszcze potrwać.

– Pogoda szkodzi krajowej produkcji tłuszczów roślinnych. W przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego kładzie się cieniem wzrost kosztów pasz, energii, paliw, pracy i kredytów. Jest to trend widoczny co najmniej od roku, który ostatnio przyspiesza. Dla konsumentów to zła wiadomość. Nie będzie taniej i to przez długi czas, bo przyczyny wzrostu cen nie ustają – tłumaczy dr Faliński.

Na drugim miejscu zestawienia przedstawiającego największe podwyżki rdr. znajdują się produkty sypkie – 42,1%. Do takiego skoku przyczynił się głównie cukier – 92,2%. Ponadto mocno wzrosły ceny mąki – o 37,9%, makaronu – 36,8%, a także ryżu – o 29,9%. Dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, informuje, że ceny cukru na rynkach światowych spadły w sierpniu do najniższego poziomu od lipca 2021 roku.

– Wzrost cen produktów sypkich był spowodowany głównie zwiększonym popytem konsumentów, gromadzących zapasy na zimę. Dodatkowo wznieciła go panika wśród Polaków. Producenci i sprzedawcy wykorzystali ją, podnosząc ceny. Dalszy wzrost w tej kategorii nie będzie już tak spektakularny z uwagi na wychłodzenie emocji konsumentów – stwierdza dr Hubert Gąsiński.

Trzecia pozycja w rankingu podwyżek rdr. należy do tzw. innych produktów – 30%. Karmy dla psów poszły w górę o 48,2%, a dla kotów – o 34,9%. Natomiast pieluchy dla niemowląt zdrożały o 6,8%.

– Karmy dla zwierząt produkowane są głównie z artykułów tłuszczowych i pochodzenia zwierzęcego, które przecież w ostatnim czasie najbardziej podrożały. Dodatkowo wytwórstwo takich artykułów pochłania znaczną ilość energii, która w tym momencie najbardziej drożeje – dodaje dr Tomasz Kopyściański.

Najmniejsze skoki

W związku z rosnącymi kosztami produkcji, w pierwszej piątce najbardziej drożejących rdr. produktów nie mogło też zabraknąć mięsa – 25,8%. W tej kategorii ceny wołowiny poszły w górę o 28,2%, drobiu – o 25,7%, a wieprzowiny – o 23,5%. Natomiast na piątym miejscu w rankingu drożyzny jest nabiał – 25,7%. W tej grupie towarów szczególnie zdrożały takie produkty, jak ser żółty i mleko – odpowiednio o 39% i 28,9%

– Nabiał drożeje z powodu ograniczeń w dostępności pasz oraz rosnących kosztów produkcji i przetwórstwa. W sierpniu w całej Unii Europejskiej ceny mleka i nabiału poszły w górę. Mimo tego wciąż utrzymuje się wysoki popyt na produkty mleczne, który również prowadzi do podwyżek. A jednak, dzięki lepszym niż oczekiwano zbiorom, jest szansa na poprawę sytuacji w kolejnych miesiącach – podkreśla dr Tomasz Kopyściański.

Natomiast najmniej zdrożały owoce – 13,2%, używki – 13,9%, a także warzywa – 15,2%. Jak przewiduje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland, mniejsza dynamika wzrostu cen warzyw i owoców względem innych produktów prawdopodobnie nie utrzyma się długo. Ogromny skok kosztów gazu zachwiał obecnie produkcją nawozów azotowych, a co za tym idzie również produktu ubocznego – dwutlenku węgla, który jest wykorzystywany przy produkcji np. piwa. Ekspertka spodziewa się więc, iż już niedługo zaobserwujemy tego skutki w postaci szybko wzrastających w następnym sezonie cen owoców i warzyw oraz używek produkowanych chociażby z ziemniaków.

– Ceny owoców i warzyw w Polsce zależą głównie od krajowej podaży. Wstępne dane wskazują, że tegoroczne zbiory tych płodów prezentują się całkiem dobrze, co wpływa na wolniejszy wzrost cen w tych kategoriach. Co do używek, to myślę, że gospodarstwa domowe mogą zmniejszać swój popyt na dobra, które nie są kluczowe. I to ma wpływ na niższy wzrost cen takich produktów – podsumowuje ekonomista z Santander Bank Polska.

Źródło: MondayNews.

Z jakiego powodu firmy produkcyjne wchodzą do Polski mimo COVID-19 i wojny w Ukrainie?

fot.: Jan Kamoji-Czapiński, Colliers / materiał prasowy

fot.: Jan Kamoji-Czapiński, Colliers / materiał prasowy

Relatywnie duża dostępność wykwalifikowanych pracowników, bliskość rynków zachodnich czy stosunkowo szybki proces pozyskiwania różnego rodzaju pozwoleń to czynniki, które dziś decydują o napływie inwestycji bezpośrednich do Polski. Tylko w ostatnim miesiącu ogłoszono rozpoczęcie dwóch niezależnych projektów wycenianych na setki milionów euro: pod Łodzią fabrykę pomp ciepła zbuduje japoński Daikin, a w Legnicy na Dolnym Śląsku kolejne zakłady planuje otworzyć niemiecki Viessmann. Dlaczego obserwujemy nieprzerwany napływ inwestycji pomimo niestabilnej sytuacji geopolitycznej w regionie?

Spis treści:
Wojna jako czynnik napędowy?
Jak Polska wypada na tle regionu CEE?
Kolejne zagraniczne inwestycje bezpośrednie „w zasięgu wzroku”
Gramy w zielone… O potencjale inwestycji OZE w Polsce

Procesy inwestycyjne są długotrwałe i dlatego od końca zeszłego roku w Polsce widzimy efekty decyzji podjętych jeszcze w szczycie pandemii SARS-CoV-2. Zerwane łańcuchy dostaw spowodowały, że przedsiębiorstwa zaczęły planować lokowanie swoich fabryk w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, odchodząc od Chin czy innych państw azjatyckich. Co więcej, wydaje się, że to dopiero początek wielkoskalowych inwestycji w naszym regionie, ponieważ procesy wyboru lokalizacji dla licznych z nich wciąż trwają.

Wojna jako czynnik napędowy?

Chociaż pozornie mogłoby się wydawać, że wojna w Ukrainie odstraszy zagraniczne przedsiębiorstwa od inwestowania w Polsce, to w rzeczywistości stanowi dodatkowy czynnik napędzający kolejne projekty. Jest ona ryzykiem, które inwestorzy biorą pod uwagę, jednak potwierdzenie silnej obecności NATO w Polsce powoduje, że po krótkim okresie zawieszenia nie postrzegają tej sytuacji jako ryzyka uniemożliwiającego rozpoczęcie działalności.

Równocześnie od kilku miesięcy obserwujemy zainteresowanie naszym rynkiem firm międzynarodowych, które rozważają możliwość relokacji z terenu Rosji, z innych obszarów objętych sankcjami, a także z Ukrainy. Nie są one w stanie prowadzić działalności m.in. ze względu na sankcje i szukają najbliższego miejsca, w którym sprawnie mogłyby ulokować inwestycje. Wydaje się, że tak jak obecnie inwestycje napędzają skutki pandemii COVID-19, tak w kolejnym roku motorem w tym obszarze działań mogą się okazać przedsiębiorstwa wycofujące się z Rosji. W związku z tym przewidujemy wzrost w sektorach przemysłu ciężkiego i motoryzacji, które do tej pory prężnie działały na terytoriach objętych sankcjami. I chociaż przesunięcie tych inwestycji do Europy Środkowo-Wschodniej niekoniecznie musi oznaczać ich relokowanie lub lokowanie w Polsce, to można wskazać kilka czynników, które powodują, że nasz kraj jest atrakcyjny dla inwestorów zagranicznych na tle innych państw regionu CEE – tak jak pokazuje przykład dwóch najnowszych inwestycji w zakłady produkcji pomp ciepła.

Jak Polska wypada na tle regionu CEE?

Jednym z głównych czynników oddziałujących na napływ inwestycji bezpośrednich do Polski jest dostępność wykwalifikowanych pracowników, wzmocniona napływem migrantów z Ukrainy – w większości kobiet. Wiele z nich ma szansę znaleźć zatrudnienie w sektorach obecnie lokujących swoje zakłady w Polsce.

Niebagatelne znaczenie ma też bliskość rynków zbytu, czyli Europy Zachodniej. Szczególnie w przypadku inwestycji produkcyjnych i jednostek dużej wielkości i ciężkich, takich jak pompy ciepła produkowane np. przez Daikin czy Viessman, liczy się każdy zaoszczędzony kilometr. Konkurując z innymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza bałkańskimi, jak Rumunia, Bułgaria czy Serbia, które ostatnio odnosiły spore sukcesy w przyciąganiu inwestorów zagranicznych, Polska ma przewagę w tym zakresie.

Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że w Polsce uzyskiwanie pozwoleń jest długotrwałe, to z punktu widzenia inwestorów zagranicznych nasz kraj jest atrakcyjny również pod tym względem. Procesy uzyskiwania pozwoleń na budowę, decyzji środowiskowych oraz innych koniecznych pozwoleń administracyjnych przebiegają szybciej niż w innych państwach regionu czy nawet za naszą zachodnią granicą. Biorąc pod uwagę harmonogramy zakładane na realizację inwestycji przemysłowych – napięte szczególnie w przypadku projektów odnawialnych źródeł energii, na które odnotowujemy gigantyczny popyt w związku z kryzysem energetycznym w Europie – czynnik ten nabiera znaczenia w kontekście szybkości budowy zakładów produkcyjnych.

Dodatkowo Polska ma dosyć atrakcyjny system zachęt inwestycyjnych. Zwolnienia z podatku dochodowego w ramach Polskiej Strefy Inwestycji, program grantów rządowych i zwolnienia od podatku od nieruchomości to trzy główne narzędzia, z których korzystają inwestorzy zagraniczni lokujący swoje zakłady.

Kolejne zagraniczne inwestycje bezpośrednie „w zasięgu wzroku”

Zakłady przemysłowe firm Daikin i Viessmann, których budowę niedawno ogłoszono, będą wytwarzać produkty końcowe, czyli takie które nie ulegają dalszemu przetworzeniu. Do produkcji potrzebują jednak setek komponentów. I tu znów pojawia się kwestia logistyki. Dwie inwestycje tak znaczących graczy na polskim rynku, dołączając do otwartej w zeszłym roku w okolicach Gniezna fabryki pomp ciepła firmy Toshiba Carrier Air-Conditioning, sprawiają, że możemy się spodziewać napływu inwestycji ich poddostawców. Prawdopodobnie ulokują oni swoje zakłady między fabrykami wyrobów końcowych, w trójkącie wzdłóż dróg S5, S8 i A2.

Gramy w zielone… O potencjale inwestycji OZE w Polsce

Chociaż odchodzenie od węgla i gazu oraz stawianie na odnawialne źródła energii już od jakiegoś czasu jest jednym z głównych celów Komisji Europejskiej, to proces ten przyspieszy wojna w Ukrainie i szantaż energetyczny Rosji. W tym kontekście obserwujemy rozwój obszarowej energetyki wiatrowej i inwestycji związanych z tym sektorem. Przewidujemy, że w ciągu najbliższych miesięcy w rejonie Bałtyku mogą się pojawić inwestycje branży komponentów do obszarowych turbin wiatrowych.

Jako niesłabnący trend można wskazać produkcję baterii do pojazdów elektrycznych. Otwierane są kolejne fabryki, a moce produkcyjne zakładów istniejących w Polsce i w Europie są bardzo szybko wzmacniane. Biorąc pod uwagę wygaszanie produkcji samochodów spalinowych i ogłaszanie przez kolejne koncerny motoryzacyjne planowanych dat zakończenia produkcji pojazdów tego rodzaju, w najbliższych latach czynnik ten korzystnie wpłynie na zatrudnienie pracowników obecnie związanych z wytwarzanie komponentów do samochodów spalinowych – części silników czy katalizatorów. Możemy spodziewać się, że po wygaszeniu produkcji samochodów spalinowych znajdą zatrudnienie w branży pokrewnej.

Ciekawie kształtuje się konkurencja między Polską a Węgrami o pozyskiwanie inwestycji z tej branży. Obydwa kraje wybiły się na prowadzenie w Europie pod względem przyciągania firm produkujących baterie litowo-jonowe i ich komponenty. Potwierdzają to dane o eksporcie baterii, według których Polska jest drugim największym po Chinach eksporterem akumulatorów, a Węgry – piątym. Polsce w ostatnich latach udało pozyskać się kilka inwestycji firmy LG Energy Solution oraz zakłady produkcji komponentów do baterii firm z grupy SK oraz Umicore i wielu innych poddostawców. Węgry natomiast zostały wybrane m.in. przez SK Innovation oraz Samsung SDI na lokalizacje fabryk baterii. Wszystkie wyżej wymienione projekty otrzymały wyjątkowo wysoką pomoc publiczną, niespotykaną nawet w przypadku tak pożądanych dotychczas fabryk samochodów osobowych. Nadal czekamy na oficjalne rozstrzygnięcia lokalizacji największych chińskich producentów baterii, czyli CATL i BYD oraz zapowiedzianych w regionie inwestycji z grupy VW.

Przełomowe może okazać się także szersze wykorzystanie baterii litowo-jonowych do magazynowania energii i inwestycje z tym związane. Miejmy nadzieję, że bazując na doświadczeniu inwestorów, którzy już weszli do Europy Środkowo-Wschodniej, nasz region zdoła przyciągnąć kolejne po fabryce Northvolt w Gdańsku firmy z tej branży.

Komentarz autorstwa Jana Kamoji-Czapińskiego, Dyrektora w dziale Business Consulting, Strategic Advisory CEE, Colliers.

Trwa ekspansja polskiego sektora e-commerce na rynki zagraniczne

Infografika
Trwa ekspansja polskiego sektora e-commerce na rynki zagraniczne. Marka Morele ze swoją ofertą produktową już od 2021 jest obecna na 10 rynkach europejskich.

W pierwszym półroczu bieżącego roku GMV firmy z rynków zagranicznych był o ponad 9 mln wyższy niż w analogicznym okresie w 2021 roku. Po prawie półtorarocznej ekspansji za granicą marka chwali się wynikami sprzedażowymi.

Morele ekspansję na rynki zagraniczne rozpoczęły na początku ubiegłego roku. Od tego czasu asortyment sklepu można znaleźć już na 10 rynkach europejskich. Co ciekawe wśród oferowanych przez polską firmę produktów sporym zainteresowaniem zagranicznych konsumentów cieszą się jej marki własne z kategorii fitness.

– W pierwszym kwartale 2021 GMV z rynków zagranicznych wynosił ponad 230 tys. złotych, a w analogicznym okresie bieżącego roku już blisko 2,5 mln złotych, to wzrost o prawie 975%. W drugim kwartale 2022 roku również odnotowaliśmy spore wzrosty w zestawieniu z tym samym okresem w roku poprzednim. W Q2 w 2021 roku GMV wyniósł zaledwie 110 tys. złotych, a w tym roku współczynnik ten przekroczył 6,9 mln złotych. Te wyniki to podsumowanie sprzedaży ogólnej, w której jednak największy udział mają nasze marki własne – mówi Michał Waliłko, Kierownik ds. Sprzedaży w Morele.

Obroty towarowe handlu zagranicznego wg GUS

adeolu-eletu-38649-unsplash
Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował raport na temat obrotów towarowych handlu zagranicznego ogółem i według krajów. Jest to raport za okres styczeń-czerwiec 2022 roku.

Obroty towarowe handlu zagranicznego[1] w styczniu – czerwcu  br. wyniosły w cenach bieżących 761,5 mld PLN w eksporcie oraz 814,6 mld PLN w imporcie – czytamy w raporcie GUS. Ujemne saldo ukształtowało się na poziomie 53,1 mld PLN, podczas gdy w analogicznym okresie 2021 roku było dodatnie i wyniosło 18,6 mld PLN. W porównaniu z  analogicznym okresem 2021 roku eksport wzrósł o 20,8%, a import o 33,1%. Jak podkreśla GUS, ze względu na zaokrąglenia danych, w niektórych przypadkach sumy składników mogą się nieznacznie różnić od podanych wielkości „ogółem”.

[1] Zbiór danych o obrotach handlu zagranicznego ma charakter otwarty. Dane publikowane wcześniej są korygowane w miarę napływu dokumentów celnych oraz zgłoszeń INTRASTAT.

GUS: obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w 2021 r.

DeathtoStock_Wired3
Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował raport nt obrotów towarowych handlu zagranicznego ogółem i według krajów w 2021 r. Są to dane ostateczne.

Jak czytamy w raporcie GUS, obroty towarowe handlu zagranicznego w 2021 według danych ostatecznych wyniosły w cenach bieżących 1 316,0 mld PLN w eksporcie oraz 1 323,0 mld PLN w imporcie. Ujemne saldo ukształtowało się na poziomie 7,0 mld PLN, podczas gdy w analogicznym okresie 2020 roku było dodatnie i wyniosło 47,2 mld PLN. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku eksport wzrósł o 23,9%, a import o 30,3%.
Informacja została opublikowana na oficjalnej stronie internetowej Głównego Urzędu Statystycznego.

W Polsce rośnie sprzedaż złota dokonywana przez obywateli Niemiec

Tabliczka zlota2
Światowa Rada Złota nie podaje dokładnych informacji na temat sprzedaży złota w Polsce, ale z danych tej organizacji za I kwartał 2022 r. dotyczących wyników mniejszych rynków europejskich (tzw. „other Europe”, do których należy także Polska), w tej części świata sprzedano 8,4 tony, co stanowi wzrost jedynie o 3% w stosunku do analogicznego kwartału ubiegłego roku, ale jednocześnie wzrost aż o 44% w stosunku do czwartego kwartału 2021 roku. Nadal można się spodziewać nadal dużego popytu na złoto szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej. Mennica Skarbowa obserwuje ostatnio znaczący wzrost zakupów złota przez obywateli Niemiec, którzy przyjeżdżają specjalnie do Polski w celu zakupu produktów z tego kruszcu.

Mennica Skarbowa posiada w sumie 16 punktów sprzedaży stacjonarnej w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Katowicach, Łodzi, Rzeszowie, Białymstoku, Lublinie, Zielonej Górze, Kielcach, Kaliszu i Bydgoszczy. Spółka obserwuje w ostatnich tygodniach wzmożone zainteresowanie swoimi produktami ze strony obywateli Niemiec. Szczególnie jest to widoczne w zachodniej Polsce, ale także w stolicy.

„Obywatelom Niemiec sprzyja na pewno niski kurs złotego, ale ważniejsze są inne przepisy dotyczące zgłaszania transakcji odpowiednim urzędom, w tym skarbowym. W Niemczech od kilku lat trzeba to robić przy transakcji powyżej 2 tysięcy euro (wcześniej było to 15, a potem krótko 10 tys. euro), w Polsce anonimowo można zakupić złoto do kwoty 15 tysięcy EURO. Najlepiej sprzedają się złote monety oraz średniej wielkości sztabki, które łatwo potem sprzedać na całym świecie, oczywiście również w Niemczech. Globalnie nadal obserwujemy wysoki popyt na produkty ze złota. W Polsce to na pewno efekt większej bazy klientów, bo w naszym kraju zdecydowanie wzrosła popularność złota w ciągu 2-3 ostatnich lat. W tym roku zapewne także pobijemy krajowy rekord z ubiegłego roku czyli sprzedaż na poziomie 14 ton złota. Z drugiej zaś strony wysoka inflacja i wojna na Ukrainie nadal są czynnikami, które wpływają na wysoki poziom popytu na ten kruszec– komentuje Jarosław Żołędowski, Prezes Mennicy Skarbowej.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Unii Europejskiej jeśli kupujący pozostaje w strefie Schengen, można swobodnie przewozić złoto przez polską granicę bez dokonywania żadnych formalności. Nie ma także określonego maksimum, które można zakupić i przewieźć przez granicę. Jeśli jednak złoto dewizowe jest przywożone spoza strefy Schengen lub zostanie wywiezione poza ten obszar, trzeba ten fakt wcześniej zgłosić odpowiednim organom, zazwyczaj organom celnym lub organom Straży Granicznej. Trzeba też pamiętać, że organy te mogą zażądać okazania złota dewizowego – wywożonego z kraju, jak również przywożonego z zagranicy – na potwierdzenie złożonego oświadczenia. Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami złoto dewizowe to: złoto w stanie nieprzerobionym, złoto w postaci sztab i monet bitych po 1850 r., złoto w postaci półfabrykatów (z wyjątkiem stosowanych w technice dentystycznej), a także przedmioty ze złota zazwyczaj niewytwarzane z tego kruszcu.

Źródło: Mennica Skarbowa.

Obroty towarowe handlu zagranicznego wg GUS

ibrahim-rifath-789914-unsplash
Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował informację na temat obrotów towarowych handlu zagranicznego.

Jest to raport ogółem i według krajów w okresie styczeń-maj 2022 roku. Jak wskazuje GUS, obroty towarowe handlu zagranicznego[1] w styczniu – maju br. wyniosły w cenach bieżących 625,5 mld PLN w eksporcie oraz 674,8 mld PLN w imporcie. Ujemne saldo ukształtowało się na poziomie 49,3 mld PLN. Z kolei w analogicznym okresie 2021 roku było dodatnie i wyniosło 16,8 mld PLN. W porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku eksport wzrósł o 20,4%, a import o 34,3%.

GUS podkreśla, że ze względu na zaokrąglenia danych, w niektórych przypadkach sumy składników mogą się nieznacznie różnić od podanych wielkości „ogółem”.

[1] Zbiór danych o obrotach handlu zagranicznego ma charakter otwarty. Dane publikowane wcześniej są korygowane w miarę napływu dokumentów celnych oraz zgłoszeń INTRASTAT.

Ponad 60 proc. polskich firm planuje dalszą ekspansję za granicą. Przydatny jest marketing międzynarodowy

wspolpraca
Ponad 60 proc. polskich firm planuje dalszą ekspansję za granicą. Firmom takim przydatny jest marketing międzynarodowy.

Spis treści:
Zanim zaczniesz – zbadaj rynek
Marketing międzynarodowy – zespół to podstawa
SEO na skalę międzynarodową
Lokalni copywriterzy
Nie działaj na zasadzie „kopiuj – wklej”

Im więcej doświadczenia na zagranicznych rynkach, tym większa gotowość i otwartość polskich firm na korzyści związane z internacjonalizacją. To jedne z głównych wniosków wynikających z najnowszego raportu PwC na temat polskich inwestycji za granicą. Ponad 60 proc. przedsiębiorców, którzy już są obecni na innych rynkach, planują dalszą ekspansję[1]. Niemały wpływ na te decyzje mają konsekwencje gospodarcze pandemii czy trwająca wojna w Ukrainie. Blisko połowa badanych wskazała właśnie dywersyfikację geograficzną i ograniczenie ryzyka, jako główną korzyść z bezpośrednich inwestycji za granicą. Z drugiej strony firmy, które dotąd nie spoglądały poza granice kraju – o ekspansji myślą ostrożnie. Dlaczego? Często to niewystarczająca wiedza na temat prowadzenia działań na skalę międzynarodową, nieznajomość rynku oraz narzędzi cyfrowych, które taki krok mogą wspomóc – stają się główną barierą. Od czego warto zacząć?

Według danych NBP, skala polskich inwestycji zagranicznych w 2020 roku przekroczyła 105 mld zł. Zdecydowana większość, bo ponad 80 proc. zlokalizowana jest w Europie[2]. Kraje, które znalazły się w TOP 4 na liście wybieranych kierunków to: Luksemburg, Cypr, Czechy i Niemcy.

– Od wielu lat mamy okazję obserwować, jak zmienia się krajobraz polskich inwestycji zagranicznych i jakie czynniki na te zmiany wpływają. Niezaprzeczalnie pandemia i wojna w Ukrainie to jedne z głównych okoliczności, które zdecydowały lub zdecydują o wyjściu biznesu poza granice kraju – choćby dlatego, że dywersyfikacja biznesu pozwala ograniczyć ryzyka. Polskie firmy inwestują głównie w Europie, ale warto również patrzeć szerzej. Nasza marka np. działa obecnie na ponad 20 rynkach m.in. w Turcji i Brazylii. I planujemy kolejne działania w krajach Ameryki Północnej i Południowej, a także Azji. Decyzja o wyjściu poza granice naszego kraju była podyktowana właśnie tym, co dzieje się w polskich BIZ, chcieliśmy być tam, gdzie są nasi klienci – komentuje Paweł Strykowski, CEO WhitePress®.

Agnieszka Gajewska, partnerka PwC Polska i globalna liderka Government & Public Services PwC przyznaje, że: Bardzo cieszy fakt, że odbicie w inwestycjach zagranicznych po pandemii nastąpiło szybciej niż po kryzysie z 2008 roku. Ten trend należy wzmacniać poprzez wsparcie obecnych i potencjalnych inwestorów instrumentami finansowymi, wiedzą i narzędziami cyfrowymi, które coraz bardziej decydują o przewadze konkurencyjnej na międzynarodowych rynkach.

Zanim zaczniesz – zbadaj rynek

Dysponujemy prostszymi i szybszymi płatnościami zagranicznymi, powszechnie wykorzystywaną technologie cyfrową. Wiele działań promocyjnych przeniosło się do sfery online. Wszystko to sprzyja rozszerzeniu działalności firm i wyjściu poza granice państwa.

–  Zanim zdecydujemy o tym, w jakim kraju chcielibyśmy rozwijać swoją firmę, powinniśmy przeprowadzić gruntowną analizę rynków i wybrać te, które są zbliżone do rynku rodzimego. W naszym przypadku na początek zdecydowaliśmy się na kierunki o podobnym rozwoju branży, a także sprzyjających wymogach formalnych jak: Czechy, Słowacja, Rumunia czy Węgry. To pozwoliło sprawnie rozpocząć działania poza Polską – Tomasz Domański, Head of International Growth, WhitePress®.

Rozważając rozszerzenie działalności o kolejne państwa warto sprawdzić krajowe normy prawne, prawo podatkowe, przepisy RODO, wymogi formalne dla założenia spółki. Jak wygląda konkurencja, specyfika rynku, sytuacja zastana, ale też chociażby wymagania logistyczne czy szacowane koszty wdrożenia modelu biznesowego.

Marketing międzynarodowy – zespół to podstawa

Warto pamiętać o tym, że nawet najlepiej przeprowadzona analiza obcego rynku nie zastąpi wiedzy lokalnych specjalistów, którzy od lat funkcjonują i pracują w danym środowisku. Dlatego, niewątpliwie lepiej tworzyć lokalne struktury i zatrudniać ekspertów z danego kraju, niż prowadzić wszystkie działania z polskiego biura i polegać na tłumaczach.

– Wychodząc na kolejne obce rynki zawsze stawialiśmy zespoły, poszukiwaliśmy wydawców i podpisywaliśmy tysiące umów. W każdym włączonym do platformy kraju, lokalni pracownicy działają zgodnie z polskimi założeniami, ale komunikują się w języku swojego państwa. Zespoły stanowią wsparcie językowe i koordynują działania – dodaje Patrycja Górecka- Butora, Head of Marketing & PR, WhitePress®.

SEO na skalę międzynarodową

Już na początkowym etapie należy zaplanować strukturę strony internetowej oraz treści, w taki sposób, żeby były dopasowane pod kątem wyszukiwarek. Przygotowując się do ekspansji zagranicznej powinno się zadbać również o serwis internetowy firmy.

 Podstawową rzeczą jest zadbanie o to, by nasza strona internetowa były dostosowana do zagranicznych odbiorców, a do tego potrzebne jest choćby przygotowanie treści przez lokalnych specjalistów z tej branży. Wymagane jest wdrożenie atrybutu „hreflang”, który odpowiada za przekazanie „robotowi” wyszukiwarki informacji o wersjach językowych strony. Powinniśmy też zrobić dobry research konkurencji oraz słów kluczowych. Pomoże to w odpowiednim dostosowaniu zarówno strategii linkbuildingowej, jak i contentowowej. Dodatkowo, ze względu na CrUX (Chrome User Experience Report) warto dostosować szybkość strony do wybranego obszaru, w tym przypadku pomocne może być użycie lokalnego CDN (Content Delivery Network) bądź hostingu na każdym pozycjonowanym rynku – podpowiada Dominik Fajferek, SEO Specialist, WhitePress®.

Lokalni copywriterzy

Tłumaczenie treści publikowanych na blogu firmowym czy artykułów sponsorowanych również się nie sprawdzi. Efektywniejsza będzie współpraca z lokalnymi copywriterami, którzy działają w ramach platform do content marketingu, jak np. WhitePressÒ. Dlaczego? Przede wszystkim cena tłumaczeń jest często dużo wyższa niż koszt napisania nowego artykułu. W niektórych przypadkach nie da się nawet przełożyć treści w sposób 1:1. Co więcej tłumaczenia nie będą odpowiednio zoptymalizowane pod SEO.

– Przede wszystkim przy tworzeniu treści na zagraniczne rynki powinniśmy wziąć pod uwagę realia kulturowe i językowe, dlatego poleganie na tłumaczeniach z polskich wersji tekstowych nie będą dobrym rozwiązaniem. Znacznie lepszym rozwiązaniem będzie podjęcie współpracy z lokalnymi copywriterami, choć trzeba pamiętać, że zasady współpracy z nimi mogą się różnić od tych, które mamy z polskimi twórcami. Dla przykładu w Polsce rozliczamy się na podstawie ilości znaków ze spacjami, podczas gdy w większości europejskich krajów wycenia się za słowa. Średnie stawki też mogą być odmienne – dodaje Patrycja Górecka – Butora, Head of Marketing & PR, WhitePress®.

Nie działaj na zasadzie „kopiuj – wklej”

Świadomość specyfiki danego rynku ma ogromne znaczenie, szczególnie w online marketingu. To, co sprawdza się na rodzimym poletku, niekoniecznie sprawdzi się za granicą i może nie przynieść zamierzonych efektów. Bez względu na to jak bardzo produkt lub usługa jest uniwersalna.

– Aby z powodzeniem zaplanować kampanie w danym kraju, potrzebna jest zarówno analiza rynku i konkurencji, ale też skonfrontowanie pomysłów z specjalistami z danej branży. My niejednokrotnie przekonaliśmy się o tym, że kluczem do sukcesu jest odpowiedni i dostosowany do konkretnego rynku insight. Projekt, który sprawdził się w Rumunii, może nie zyskać takiej popularności w Holandii czy Czechach – mówi Tomasz Domański, Head of International Growth, WhitePress®.

Ekspansja zagraniczna to wyzwanie dla wielu firm, wymagające odpowiedniego przygotowania. Natomiast marki, które odważą się na ten krok, nie tylko będą miały szanse zdywersyfikować swój biznes, ale też ograniczyć ryzyko. Polskie przedsiębiorstwa już dostrzegły nowe szanse i możliwości rozwoju działalności. Pomimo tego, że funkcjonujemy w bardzo dynamicznie zmieniającym się środowisku.

 

[1] Raport PWC, Polskie inwestycje zagraniczne: nowe trendy i kierunki, kwiecień 2022;
[2] Raport PWC, Polskie inwestycje zagraniczne: nowe trendy i kierunki, kwiecień 2022.

materiał prasowy

Obroty towarowe handlu zagranicznego w okresie styczeń-kwiecień 2022 roku

axel-ahoi-50659-unsplash
Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował raport pt. „Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-kwiecień 2022 roku”.

Jak informuje GUS, obroty towarowe handlu zagranicznego w styczniu-kwietniu br. wyniosły w cenach bieżących 487,0 mld PLN w eksporcie. Z kolei w imporcie wyniosły 532,3 mld PLN. Ujemne saldo ukształtowało się na poziomie 45,3 mld PLN. W analogicznym okresie 2021 roku było dodatnie i wyniosło 17,1 mld PLN. W porównaniu z  analogicznym okresem 2021 roku eksport wzrósł o 17,3%, a import o 33,7%.

INELO: Aż 97 proc. przewoźników zamierza pomóc Ukrainie w rekonstrukcji kraju po wojnie! Jak może wyglądać odbudowa infrastruktury i gospodarki?

rodrigo-abreu-565091-unsplash
Z badania opinii polskich przedsiębiorców „Biznes a Ukraina”, zleconej przez Krajowy Rejestr Długów wynika, że aż 97 proc. polskich firm transportowych chce uczestniczyć w odbudowie kraju po skończeniu wojny na Ukrainie. Zdaniem ministra infrastruktury Aleksandra Kubrakow, wsparcie w tym zakresie okaże się niezbędne, ponieważ zostało zniszczonych kilkaset mostów, setki budynków publicznych, a także aż 30 tys. km dróg. Jak podała w maju Komisja Europejska, na odbudowę infrastruktury transportowej, krytycznej czy mieszkaniowej nasz wschodni sąsiad będzie potrzebować w granicach 500 – 600 mld dolarów, co jest kwotą nawet 10 razy wyższą niż roczne wydatki publiczne Ukrainy w ciągu ostatnich kilku lat. W jaki sposób będzie przebiegać rekonstrukcja Ukrainy po wojnie? Jak polscy przewoźnicy już teraz pomagają wschodnim sąsiadom i czy będą mieć oni znaczący udział w odbudowie tego kraju po zakończeniu działań wojennych? Komentuje Tomasz Czyż, ekspert technologiczny branży TSL, Grupa Inelo.

Spis treści:
30 tys. km zniszczonych dróg do odbudowy
Ukraiński eksport w rękach polskich przewoźników
Polska jako hub, łączący Ukrainę z Unią Europejską

Podczas wojny w Ukrainie, branża TSL zaangażowała się w pomoc, udostępniając relokującym się firmom pomieszczenia do kontynuowania biznesu. Organizuje się również w ramach akcji „Przewoźnicy dla Ukrainy” i „Spedytorzy dla Ukrainy”. Ułatwienia w przewozach z pomocą humanitarną wprowadziła również Straż Graniczna – takie odprawy odbywają się szybciej. Liberalnym podejściem wykazała się także Inspekcja Transportu Drogowego, która już w pierwszych godzinach wojny, wydała ukraińskim kierowcom, wracającym do bazy z Litwy, Łotwy czy Estonii, pozwolenia na przejazd przez Polskę, nawet mimo brakujących dokumentów, żeby nie musieli przekraczać granicy z Białorusią.

– Według niektórych danych, kierowcy z Ukrainy stanowili przed zmianami 75 proc. wszystkich kierowców, pracujących u polskich przewoźników, dlatego było komu pomagać. Już w pierwszych dniach konfliktu przewoźnicy udostępniali busy do ewakuacji rodzin pracowników do Polski – komentuje Tomasz Czyż, ekspert technologiczny branży TSL, Grupa Inelo i dodaje, że branża w dalszym ciągu wykazuje się solidarnością, szczególnie angażując się w transport pomocy humanitarnej: leków, ubrań i żywności.

To szybkie i punktowe działania, które są odpowiedzią na doraźne potrzeby. Czy polski transport może jednak pomóc Ukrainie w systemowy sposób?

30 tys. km zniszczonych dróg do odbudowy

Pomimo trudnej sytuacji władze Ukrainy już myślą, w jaki sposób odbudowywać swój kraj. Do pracy powołano pięć grup merytorycznych, które opracowują zasady funkcjonowania nowego państwa. Choć rządzący chcą skupić się na digitalizacji gospodarki, w pierwszej kolejności, jak deklaruje prezydent Wołodymyr Zełenski, muszą odbudować infrastrukturę krytyczną i rozbudować miasta. Dotyczy to szczególnie zachodu kraju, do którego przenieśli się ludzie ze zniszczonych, wschodnich rejonów. Pomoc zadeklarowało już polskie KGHM Polska Miedź, które chce wesprzeć Ukrainę w odnowie zdolności produkcyjnych tamtejszego przemysłu m.in. przez dostawy stali. Jak mówi ukraiński minister infrastruktury Aleksander Kubrakow, wsparcie w tym zakresie będzie niezbędne, ponieważ zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo kilkaset mostów. Odbudować będzie też trzeba około 30 tys. km dróg, a także setki budynków publicznych (administracja, przedszkola, placówki medyczne). Kubrakow ma nadzieję, że straty da się zniwelować w ciągu dwóch lat. To optymistyczny scenariusz. Dla porównania, pierwsza faza odbudowy samej tylko powojennej Warszawy zajęła siedem lat, a Sarajewa pół dekady.

Zdaniem Tomasza Czyża, eksperta technologicznego branży TSL z Grupy Inelo, transportem materiałów niezbędnych do odbudowy kraju zajmą się przewoźnicy, którzy do tej pory specjalizowali się w przewozach właśnie do Ukrainy.

To firmy, które mają w tym wieloletnie doświadczenie, a przez wojnę musiały częściowo zmienić kierunki wyjazdów. Warto też pamiętać, że Ukraina została praktycznie pozbawiona możliwości eksportu i importu morskiego, który stanowił ważny element jego gospodarki – mówi Tomasz Czyż, ekspert technologiczny branży TSL, Grupa Inelo i dodaje, że polski transport na Ukrainę poradzi sobie z dostarczaniem materiałów potrzebnych do rekonstrukcji kraju, ponieważ przewidywany profil dostaw pokrywa się z tym sprzed wojny. Wg danych GUS, do tej pory na Ukrainę przewoziliśmy maszyny i urządzenia mechaniczne, elektryczne oraz ich części, produkty przemysłu chemicznego, pojazdy, samoloty, statki i inne środki transportu.

– Nawet jeśli trzeba będzie zmienić profil dostaw i skupić się np. na lekach, wymagających odpowiedniej temperatury, nie będzie to szczególne utrudnienie. Pokazuje to dotychczasowa mobilizacja w niesieniu pomocy humanitarnej – komentuje Tomasz Czyż, ekspert technologiczny branży TSL, Grupa Inelo.

Ukraiński eksport w rękach polskich przewoźników

O potrzebie zastąpienia eksportu morskiego świadczą słowa przedstawicieli Komisji Europejskiej, którzy apelują do przewoźników drogowych o transport milionów naczep zboża z Ukrainy na Zachód. To towar kluczowy dla bezpieczeństwa żywnościowego Europy, a jego przewóz do UE pozwala obu stronom na dopięcie transakcji sprzedaży. Oznacza to, że Ukraina może na nim zarobić, a dzięki temu wesprzeć wysiłek wojenny i zainwestować w odbudowę kraju. Na wywóz czeka ponad 25 mln ton kukurydzy i pszenicy, która do tej pory była w 90 proc. transportowana drogą morską.

– Różnice w rozstawie torów kolejowych sprawiają, że jedyną realną możliwością stał się transport drogowy. W praktyce oznacza to, że pomaganie w czasie wojny w Ukrainie sprowadza się nie tylko do przewożenia pomocy humanitarnej do kraju, ale również wywożenia wytwarzanych tam płodów rolnych do kontrahentów w Unii Europejskiej – dodaje Tomasz Czyż.

Polska jako hub, łączący Ukrainę z Unią Europejską

Już w tej chwili Polska stanowi hub, do którego i z którego na Ukrainę trafiają transporty z pomocą humanitarną – i nie tylko. Zdaniem Tomasza Czyża, można się spodziewać, że po wygaszeniu wojny na Ukrainie Polska utrzyma pozycję łącznika Unii Europejskiej ze wschodnim sąsiadem, szczególnie że w związku z zapowiadanym całkowitym zakończeniem kontaktów handlowych z Rosją i Białorusią, kraj ten zwiększy wymianę z państwami na Zachodzie.

Jak podkreśla Tomasz Czyż, do funkcjonowania przewoźnicy potrzebują, tylko i aż, bezpieczeństwa i infrastruktury transportowej. Z tego powodu o widok ciężarówek o wiele łatwiej na zachodzie kraju.

– W tym rejonie jest po prostu bezpieczniej, ale warto dodać, że jeśli Ukraińcy zapewnią transportom bezpieczeństwo, jesteśmy gotowi jeździć dalej na wschód – podsumowuje Tomasz Czyż.

Źródło: Grupa Inelo.

Chińską gospodarkę pandemia jeszcze bardziej umocniła na pozycji lidera

curtis-macnewton-317636-unsplash
Gospodarkę Chin, największą i najszybciej rosnącą na świecie, pandemia jeszcze bardziej umocniła na pozycji lidera. Oprócz rozwoju eksportu Chiny stawiają obecnie na stymulację konsumpcji wewnętrznej. Rynek ten staje się więc coraz atrakcyjniejszy dla zagranicznych firm, także polskich. A dzięki bezpłatnemu i dostępnemu dla wszystkich zainteresowanych webinarowi „Bringing One Europe closer to China” przedsiębiorcom będzie jeszcze łatwiej postawić pierwsze kroki na chińskim rynku.

Spis treści:
Coraz bardziej obiecujący kierunek
Potencjał na więcej
One Europe – onboarding dla przedsiębiorców

Coraz bardziej obiecujący kierunek

Tytuł gospodarczego lidera Chiny zawdzięczają swoim niekwestionowanym ekonomicznym atutom. Należą do nich zwłaszcza niskie koszty produkcji, innowacyjność i postępująca automatyzacja. Dzięki temu chiński przemysł dostarcza towarów bezkonkurencyjnych cenowo i coraz lepszych pod względem jakości. Wszystko to wraz z doświadczeniem i pozycją w światowym handlu, a także dużą elastycznością pozwoliło Państwu Środka wyjść z pandemii w kondycji jeszcze lepszej niż wcześniej. W 2020 roku Chiny zwiększyły swój udział w światowym eksporcie o 1,6% rdr, teraz wynosi on już 14,7%.

– Dynamika, a jednocześnie stabilność chińskiej gospodarki sprawiają, że państwo to pozostanie atrakcyjnym celem ekspansji w perspektywie wielu najbliższych lat. – Pomimo zawirowań w logistyce w długoterminowej perspektywie po zażegnaniu kryzysu kontenerowego oczekujemy, że czynniki ograniczające wymianę handlową będą słabnąć – wskazuje Małgorzata Demidziuk, dyrektor Biura Bankowości Międzynarodowej z Santander Bank Polska.

Potencjał na więcej

Jak pokazują dane grupy AliBaba za zeszły rok, na samej tylko chińskiej platformie e-commerce Tmall europejskie firmy osiągnęły sprzedaż na poziomie 36 mld dolarów. Wynik ten mógłby być jednak znacznie wyższy, ponieważ obecnie w UE tylko co piąte spośród małych i średnich przedsiębiorstw eksportuje towary do Chin.

Z dynamiczną wymianą handlową mamy także do czynienia w Polsce. Jak pokazują dane GUS, import chińskich towarów do Polski w 2020 roku wzrósł o blisko 16% rdr. i osiągnął wartość 146,6 mld zł. Pod względem importu Chiny stały się tym samym drugim (po Niemczech) najważniejszym partnerem handlowym Polski. Z kolei wartość polskiego eksportu do Chin w 2020 roku wyniosła 13,2 mld zł, a w pierwszym półroczu 2021 – już 7 mld zł.

– Potencjał chińskiego rynku dla zagranicznych firm będzie rósł, ponieważ swoją gospodarkę Chiny chcą dodatkowo wzmocnić rozwojem konsumpcji wewnętrznej. To doskonały prognostyk zwłaszcza dla branż kosmetycznej, farmaceutycznej i sprzętu medycznego. Równie obiecująco rysują się perspektywy dla eksporterów żywności. Już teraz wymiana handlowa z Państwem Środka jest istotnym źródłem dochodów dla polskiej branży mleczarskiej – podkreśla Grzegorz Rykaczewski, analityk z Departamentu Sektorów Strategicznych Santander Bank Polska S.A.

One Europe – onboarding dla przedsiębiorców

Atrakcyjność i potencjał chińskiej gospodarki dla rozwoju polskich i europejskich przedsiębiorstw jest niewątpliwy. Geograficzna odległość i specyfika chińskiego rynku mogą jednak jawić się jako bariery w nawiązaniu relacji handlowych. Odpowiedzią na te obawy jest inicjatywa One Europe podjęta przez Grupę Santander i Bank of Shanghai. W jej ramach 29 września odbędzie się webinar Bringing One Europe closer to China dla firmowych klientów Grupy Santander

– Dzięki One Europe biznesowi klienci Santander Bank Polska, a także klienci Grupy Santander z Hiszpanii, Portugalii i Wielkiej Brytanii, mogą otrzymać z pierwszej ręki wiedzę na temat funkcjonowania w chińskiej gospodarce. Chcemy wspierać nie tylko codzienną działalność naszych biznesowych klientów, ale też ich dalszy, dynamiczny rozwój. Poprzez One Europe pragniemy zachęcić do wykorzystania potencjału chińskiego rynku, a chętnym firmom udzielić praktycznego, merytorycznego wsparcia – podkreśla Małgorzata Demidziuk z Santander Bank Polska

Webinar Bringing One Europe closer to China jest wspólną inicjatywą banków należących do Grupy Santander w Europie, Santander Asia, Bank of Shangai oraz firmy doradczej Hawksford. Wydarzenie zostało pomyślane jako ekspercka sesja, w trakcie której prelegenci przedstawią kluczowe informacje na temat chińskiej gospodarki i jej sektorów strategicznych, poruszą także tematykę eksportu do Chin i inwestycji. Osobny panel będzie poświęcony kluczowym dla ekspansji w Chinach platformom
e-commercowym. Swoimi doświadczeniami podzielą się też firmy z Wielkiej Brytanii i Polski, od lat z sukcesem sprzedające swoje produkty na tym wymagającym rynku.

Webinar odbędzie się 29 września 2021 r., o godzinie 10:30 czasu polskiego. Spotkanie będzie prowadzone w języku angielskim. Udział wezmą:

Jingjing Feng – APAC Desk Manager, Hawksford
Adam Knight – Współzałożyciel Tong Digital
Elaine Feng – International Desk, Bank of Shanghai
Mr Li Mao – Head of International Business, Bank of Shanghai
Szefowie Biznesu Międzynarodowego Santander w:
Portugalii – Pedro Correia
Wielkiej Brytanii – John Carroll
Hiszpanii – Jaime Uscola
Polsce – Małgorzata Demidziuk
Niemczech – Klaus Hübner

Moderator: Kathryn Smith – Business Development Manager in Santander UK

Źródło: Grupa Santander Bank Polska S.A.

Rośnie rynek logistyczny. CEVA gotowa na obsługę logistyczną Europy Wschodniej

rawpixel-1065679-unsplash
CEVA Logistics, wiodący globalny operator logistyczny, podsumowuje potencjał w zakresie obsługi dynamicznie rosnącego rynku logistycznego i usług fullfilment w Europie Wschodniej. Niesłabnący popyt na powierzchnie magazynowe, wzrost rynku e-commerce i stale rozwijające się gospodarki tego regionu wymagają coraz bardziej zaawansowanej logistyki. Dzięki silnemu know-how, szerokiemu wachlarzowi usług, innowacjom oraz rozbudowanej sieci transportowej i magazynowej, CEVA jest przygotowana na wsparcie rozwoju regionu EE i spełnienie wysokich wymogów klientów.

Spis treści:
Europa Wschodnia najatrakcyjniejszym rynkiem magazynowym

CEVA w pełni gotowa na zwiększony popyt na usługi logistyczne
Silny potencjał 7 krajów

Europa Wschodnia najatrakcyjniejszym rynkiem magazynowym
Europa Wschodnia, pomimo pandemii, potwierdza ogromny potencjał rozwoju i kluczową rolę na logistycznej mapie Europy. W regionie EE odnotowano najwyższy wzrost popytu na powierzchnie logistyczne w Europie, szczególnie w Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji i na Węgrzech. Motorem popytu byli operatorzy logistyczni i branża e-commerce oraz firmy produkcyjne i dystrybucyjne, które zaopatrują stąd nie tylko rynki lokalne ale także Europy Zachodniej. Na przykład w Polsce na koniec roku 2020 całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej wyniosła około 20 mln mkw., a wynajmu ponad 5 mln mkw., zaś w budowie pozostawało ponad 2 mln mkw., to ok. 6 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. Według raportu Global eCommerce 2020, region CEE odnotował, najwyższy na świecie, wzrost sprzedaży w kanale e-commerce na poziomie ok. 21,5 proc. To właśnie ten segment usług ma też mieć decydujący wpływ na tegoroczny wzrost usług logistycznych w tym regionie. Dalszemu rozwojowi rynku Europy Wschodniej sprzyjać też będą m.in. trend nearshoringu, czyli relokacja funkcji produkcyjnych i logistycznych z Azji i krajów Europy Zachodniej.

CEVA w pełni gotowa na zwiększony popyt na usługi logistyczne
CEVA jako dostawca zintegrowanych rozwiązań logistycznych, w tym frachtu lotniczego, morskiego, drogowego, logistyki kontraktowej a także usług celnych i project cargo, jest w stanie spełnić najwyższe wymagania klientów. Szczególnie jeśli chodzi o obsługę fulfillment, w ramach której świadczy usługi pakowania, zarządzania zwrotami, usługi o wartości dodanej (kompletowanie, paletyzacja, etykietowanie, itp.), kontroli jakości, czy obsługi pogwarancyjnej. Wszystko to w oparciu o innowacyjne rozwiązania i systemy tj. CEVA Matrix WMS, automatyzacji i robotyzacji (RPA). CEVA, będąc częścią Grupy CMA CGM, ma również dostęp do szerokiego zaplecza we frachcie morskim i lotniczym. To pozwala na tworzenie usług cross-sellingowych takich jak short sea shipping LCL między Europą Wschodnią a Wielką Brytanią z wykorzystaniem kontenerowców Containerships zasilanych LNG. CEVA Logistics Europa Wschodnia ma również swój wkład w rozwój nowo utworzonej dywizji CMA CGM AIR CARGO, posiadającej 4 własne frachtowce Airbus A330-200F.

Silny potencjał 7 krajów
W regionie Europy Wschodniej potencjał CEVA opiera się na rozbudowanej sieci oddziałów w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowacji, na Węgrzech, Łotwie i w Rosji. W sumie region ten dysponuje ponad 40 magazynami i innymi obiektami o łącznej powierzchni blisko 600 tys. mkw., na które składają się dedykowane powierzchnie oraz powierzchnie typu multi-user. Pracuje tu ponad 2,2 tys. osób. Operator współpracuje z firmami z branży przemysłowej, automotive, farmaceutycznej, technologicznej oraz e-commerce. W tym roku CEVA uruchomiła nowy serwis we frachcie morskim dla ładunków drobnicowych (LCL) pomiędzy Chinami a Europą Wschodnią, z trzech głównych portów w Hong Kongu, Szanghaju i Ningbo. O silnej pozycji i tym samym wysokiej jakości usług CEVA na tym rynku świadczy też podpisany w marcu br. kontrakt z polskim Ministerstwem Obrony Narodowej na obsługę dostaw lotniczych general cargo z USA. Liderem i głównym wykonawcą kontraktu, realizowanego w ramach konsorcjum trzech firm, jest CEVA.

Guillaume Sauzedde, dyrektor zarządzający, CEVA Logistics Europa Wschodnia, mówi: „Europa Wschodnia jest dla nas ważnym strategicznie rynkiem, ze względu na ogromny potencjał gospodarczy i wyjątkową pozycję, jaką zajmuje na europejskim rynku usług logistycznych. Mamy ambitne plany rozwoju w tym regionie, w tym rozszerzenie działalności o nowe kraje w ciągu najbliższych lat. Dzięki zasobom grupy CMA CGM, której jesteśmy częścią, naszej rozległej sieci logistycznej, know-how i doświadczeniu lokalnych zespołów, połączonych z innowacyjnością i kompleksową ofertą zintegrowanych usług logistycznych, możemy elastycznie reagować na potrzeby rynku i klientów z różnych branż”.

Źródło: CEVA Logistics.

Koronawirus a gospodarka: pandemia nie zaszkodziła eksportowi

axel-ahoi-50659-unsplash
Krajowi producenci kosmetyków utrzymali najlepszą dynamikę eksportu w 2020 roku wśród wiodących państw Unii Europejskiej. W zeszłym roku urósł on o 7,2%, podczas gdy u liderów branży takich jak Francja, Niemcy czy Włochy zanotowano około 15% spadki. Wartość eksportu kosmetyków z Polski sięgnęła w 2020 roku 4,1 mld euro.

Spis treści:
Polski eksport ciągle rośnie

Eksport kosmetyków ze wszystkich krajów Unii Europejskiej w zeszłym roku spadł o prawie 10%, natomiast eksport między krajami wspólnoty zmalał o 9%. Jeszcze większy spadek zanotowano w sprzedaży produktów europejskiej branży kosmetycznej poza granice Unii, było to 10,6%. Kraje będące wiodącymi w Unii Europejskiej eksporterami kosmetyków zanotowały znaczne spadki, sięgające kilkunastu procent. Z czołowych producentów i eksporterów jedynie Polska i Holandia pozostały na plusie. To pozwala nam doganiać największych europejskich eksporterów tego asortymentu.

– Wzrost dynamiki eksportu polskich kosmetyków na poziomie 7,2% to fenomenalne osiągnięcie, szczególnie na tle największych gospodarek starego kontynentu, słynących z produkcji kosmetyków. Oczywiście musimy pamiętać o specyfice polskiego rynku kosmetycznego, gdzie liderzy branży – międzynarodowe firmy kosmetyczne – mają w Polsce swoje fabryki i gro tej sprzedaży idzie właśnie na eksport. Pandemia i zachwiany łańcuch dostaw pozwoliły polskim producentom częściowo zastąpić azjatyckich dostawców dla firm z Europy Zachodniej, które podczas tego nietypowego czasu przemodelowały swoje kanały dostaw poszukując alternatyw w Europie. Polskie firmy oferujące produkty wysokiej jakości, odpowiadające ofertą produktową na trendy konsumenckie oraz działające elastycznie w sytuacji kryzysowej świetnie wypełniły tę lukę – mówi Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora żywności i FMCG Santander Bank Polska.

– Oprócz warunków makroekonomicznych, takich jak wahania kursów walut i słaby złoty, wynik eksportu w zeszłym roku to zasługa wielu zalet i decyzji firm, które prowadzą kosmetyczny biznes nad Wisłą oraz szczęśliwych splotów okoliczności. To w Polsce swoje siedziby mają największe globalne koncerny kosmetyczne, produkujące artykuły pierwszej potrzeby, popularne niezależnie od pandemii, tj. kosmetykę białą – mydła, żele, całą pielęgnację. To nasz rynek jest jednym z najbardziej konkurencyjnych i innowacyjnych w Europie. To polscy przedsiębiorcy mają unikalny know-how, często ponad 30-letnie doświadczenie i specjalizację w rozwijaniu portfolio produktów do pielęgnacji twarzy i ciała. To wszystko pozwala elastycznie i zwinnie reagować na niespodziewane zwroty akcji – mówi Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Firma Euromonitor International prognozuje, że polski rynek kosmetyków jest obecnie szóstym co do wielkości w Europie, a jego wartość przekracza 18 mld PLN.

Polski eksport ciągle rośnie
Eksport kosmetyków z Polski rośnie nieprzerwanie od 2005 roku. Jego wartość w ciągu ostatnich 15 lat wzrosła z 0,8 mld EUR w 2005 roku do 4,1 mld EUR na koniec 2020 roku. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) eksportu kosmetyków dla lat 2005-2020 wyniósł 11,7%. Na przestrzeni lat zmienili się nasi główni partnerzy handlowi, spadło znaczenie rynku rosyjskiego, w 2005 było to prawie 25% eksportu, obecnie jest to 8%. Coraz ważniejszym partnerem są za to Niemcy, które w ciągu ostatnich 10 lat stały się głównym odbiorcą naszych kosmetyków, z 18% udziałem w eksporcie.

Źródło: Grupa Santander Bank Polska S.A. 

Czas na ogród – ostatni moment na dostawy do marketów budowlanych

27b05226e027ed9b16f934ee6476f156
Wiosna za pasem, a więc lada chwila rozpoczną się prace w ogrodzie. To ostatni moment dla producentów i dostawców z branży ogrodniczej, aby ich produkty dotarły do sklepów przed sezonem. A jest o co walczyć, ponieważ pomimo pandemii największe sieci marketów remontowo-budowlanych odnotowały w 2020 roku wzrost sprzedaży – niektóre nawet o 200 procent w kanałach online.

Spis treści:
Sieci DIY i e-commerce szansą dla branży ogrodniczej
Pora stawić czoła wyzwaniom
Eksport DIY w rozkwicie

Konieczność pozostania w domu w związku z pandemią sprawiła, że Polacy masowo zabrali się za remonty oraz upiększanie swoich balkonów, tarasów i ogrodów. W rezultacie wartość sprzedaży akcesoriów ogrodowych i produktów do majsterkowania w 2020 r. sięgnęła 7,7 mld zł. W trakcie pierwszego wiosennego lockdownu meble i akcesoria ogrodowe były jednymi z najlepiej sprzedających się grup produktowych w Internecie. Według analiz rynkowych nawet co czwarty zakup w sieci w ubiegłym roku dotyczył kategorii „dom i ogród”. Wzrosty odnotowały również sieci sklepów remontowo-budowalnych (nazywane także sieciami DIY – czyli do it yourself – z eng. zrób to sam), które jako jedne z nielicznych, poza branżą FMCG, pozostały otwarte nawet w czasie obowiązywania najbardziej restrykcyjnych obostrzeń. Castorama w pierwszym półroczu 2020 r. zwiększyła sprzedaż w Polsce o 3,9 proc., a w kategoriach powiązanych z porami roku, np. ogrodowych o 11,8 proc.

Sieci DIY i e-commerce szansą dla branży ogrodniczej
Sprzedawcy dotknięci ograniczeniami w handlu musieli znaleźć nowy sposób dotarcia do klientów. Naturalnym krokiem w tej sytuacji był zwrot w kierunku sprzedaży wielokanałowej ze szczególnym naciskiem na e-commerce, co doskonale widać na przykładzie rynku DIY.

Sieci sklepów oferujące produkty dla domu i ogrodu, pomimo że mogły prowadzić sprzedaż stacjonarną, podążyły za zmianą zwyczajów konsumenckich i rozwinęły kanały internetowe, w tym zamówienia „click & collect”. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach pandemii, które zbiegły się w czasie z wiosennymi porządkami w ogrodzie, przed marketami można było zaobserwować długie kolejki po odbiór zamówień złożonych online. Sukcesywnie rośnie też popularność zamówień internetowych z dostawą bezpośrednio do konsumenta. W rekordowym kwietniu ub. r. wolumen tego rodzaju przesyłek był 4-krotnie wyższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Dlatego w DACHSER DIY-Logistics skupiamy się nie tylko na zapewnieniu terminowych dostaw towarów od producentów czy dystrybutorów do sieci handlowych DIY, ale także na rozwoju usługi Targo on-site, czyli dostawy zamówień „pod krawężnik”, do klienta indywidualnego.

Juliusz Pakuński, Kierownik Rozwoju Biznesu DACHSER DIY-Logistics w DACHSER Polska.

Pora stawić czoła wyzwaniom
Miniony rok pokazał, jak ważna w biznesie, niezależnie od branży, jest elastyczność oraz umiejętność szybkiego reagowania na zmiany. Z pandemicznego kryzysu obronną ręką wyszli Ci przedsiębiorcy, który jak najszybciej dostosowali się do nowej sytuacji. Dotyczy to również producentów i dystrybutorów z sektora DIY, którzy musieli sprostać nowym wymaganiom postawionym przez sieci marketów remontowo-budowalnych. Pod tym względem nieocenione okazało się wsparcie DACHSER DIY-Logistics Polska, który każdego dnia dostarcza towary do 18 tysięcy sklepów budowlanych, centrów ogrodniczych, specjalistycznych sklepów i klientów w całej Europie. Zdolności operacyjne, wiedza i znajomość specyfiki tej branży pozwalają DACHSER DYI-Logistics na zapewnienie płynnego funkcjonowania całego łańcucha dostaw. Dzięki temu pomimo trudności związanych z pandemią – zamknięcia granic, niepewności dostaw z Chin z powodu braku kontenerów czy znacznego wzrostu kosztów transportu morskiego, DACHSER DIY-Logistics odnotował w 2020 roku wzrost przesyłek z asortymentem DIY zarówno pod względem ilościowym, jak i wartościowym.

Eksport DIY w rozkwicie
Z roku na rok rośnie eksport towarów polskich producentów z segmentu wyposażenia wnętrz, zwłaszcza do Niemiec, które są największym rynkiem DIY w Europie Krajowi wytwórcy z powodzeniem zdobywają europejskiego konsumenta ceną, jakością i wzornictwem. Jednak często mają trudności z nawiązaniem lub utrzymaniem współpracy z tak wymagającymi partnerami, jakimi są zachodnie sieci DIY. Szczególnie teraz, gdy rosną oczekiwania operacyjne w stosunku do dostawców, kluczowa jest rola sprawdzonego partnera logistycznego. DACHSER, jako europejski operator usług logistyczny, specjalizuje się w obsłudze polskich eksporterów artykułów do domu i ogrodu, oferując rozwiązania dostosowane do potrzeb tego rynku. Zapewnia sprawny przepływ towarów z linii produkcyjnych na regały sklepowe oraz usługi dodatkowe takie jak kontrola jakości, odbiór zamówień, wykańczanie i budowa ekspozycji, usługi pakowania i etykietowania, a także dostawy do klienta indywidualnego. We współpracy z DACHSER DIY-Logistics zarówno znaczący producenci, jak i mniejsi wytwórcy, w których decyzja o eksporcie swoich wyrobów dopiero kiełkuje, mogą rozwinąć skrzydła na europejskich rynkach DIY.
Źródło: DACHSER Polska.

Brexit: Umowa między UE a UK zatwierdzona

UE

1 stycznia 2021 została zatwierdzona Umowa o Handlu i Współpracy między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Zjednoczone Królestwo opuściło jednolity rynek i unię celną UE, a w konsekwencji przestało obowiązywać w nim unijne prawo celne i podatkowe. Wynegocjowane warunki w zawartym porozumieniu między UE i UK pozwalają na zniesienie obowiązywania ceł i ograniczeń ilościowych w obrocie gospodarczym dla towarów, które są zgodne z odpowiednimi regułami pochodzenia. Powróciły jednak kontrole graniczne.

Od 1 stycznia 2021 przedsiębiorcy muszą być przygotowani na konieczność dopełnienia formalności celnych w przypadku eksportu lub importu towarów pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Konieczne jest przygotowanie do stosowania operacji celnych, adekwatnych do kierunku handlu, a to wszystko za sprawą zawartej Umowy o Handlu i Współpracy Unii Europejskiej z Wielką Brytanią. Dokument ten stanowi porozumienie między UE a UK o wzajemnych stosunkach po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii – pozwoli ona na obniżenie kosztów gospodarczych Brexitu. Należy jednak zaznaczyć, że umowa obowiązuje tymczasowo do 28 lutego 2021 roku, do momentu ratyfikacji.

Umowa o Handlu i Współpracy Unii Europejskiej z Wielką Brytanią ustanawia zerowe cła, jeżeli towary spełniają odpowiednie reguły pochodzenia. Oznacza to, że aby skorzystać z braku cła, należy spełnić i odpowiednio udokumentować pochodzenie celne towarów. Reguły pochodzenia określają „narodowość ekonomiczną” produktów, w sytuacji, w której zostały one wyprodukowane przy użyciu części lub materiałów wyprodukowanych w więcej niż jednym kraju. Ich celem jest potwierdzenie, że produkty objęte warunkami umowy o wolnym handlu pochodzą w całości lub zostały poddane znacznej obróbce w danej strefie – w Unii Europejskiej lub w Wielkiej Brytanii. Eksporterzy będą mieli także możliwość samodzielnego potwierdzania pochodzenia ich towarów.

Oprócz zgłoszeń celnych może być także konieczna ewidencja danych dotyczących bezpieczeństwa i ochrony lub uzyskanie pozwolenia na import/eksport niektórych towarów. Przedsiębiorcy będą także zobowiązani do płacenia należności podatkowych VAT z wyjątkiem wymiany handlowej z Irlandią Północną, w której dalej będą stosowane unijne regulacje w zakresie VAT, a także te celne i akcyzowe.

Przedstawiciele sektora z Polski i Europy, w grudniu 2020 roku wezwali UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Apel ten był napędzany faktem, że owoce i warzywa to towary nietrwałe, o krótkiej przydatności do spożycia. Ważne jest zatem, aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez wdrożenie zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do konsumentów w jak najlepszej jakości. Postulat ten nie został jednak uwzględniony w dokumencie.
W celu ułatwienia handlu produktami ekologicznymi, uzgodniono, że certyfikaty przyznawane przez instytucje zarówno UE, jak i UK, będą uwzględniane i akceptowane na rynku brytyjskim oraz unijnym. Dzięki ustaleniu wspólnej definicji norm międzynarodowych, krajowe normy produktów i przepisy techniczne obu stron będą oparte na tych samych transgranicznych odniesieniach, a zatem będą spójne w możliwie największym stopniu. Nie będzie żadnych zmian w fitosanitarnych normach bezpieczeństwa żywności. Jeżeli pojawią się obawy którejś ze stron dotyczące bezpieczeństwa żywności, roślin lub zwierząt, wówczas można domagać się konsultacji technicznych, audytów, weryfikacji czy inspekcji drugiej strony.

Pomimo pozytywnych dla przedsiębiorców wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim.
– Porozumienie wyrażone w Umowie o Handlu i Współpracy między Wielką Brytanią a Unią Europejską ma za zadanie wspierać producentów importujących bądź eksportujących towary. Ustanowione zerowe stawki celne to dobra decyzja – wprowadzenie ceł mogło prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, a to z kolei w konsekwencji mogło spowodować mniejszą dostępność i wyższe ceny dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii. – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Przypominamy porady dla przedsiębiorców przygotowujące do eksportu towarów do Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego:
– Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
– Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
– Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
– Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
– Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
– Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
– Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Źródło: UNIA OWOCOWA.

Pandemia może zmusić Polaków do emigracji

Krzysztof Inglot_photo

Pandemia koronawirusa wpłynie na zjawisko emigracji. Może nie na jej wielkość, ale na różnorodność i… racjonalność. By jednak zauważyć niuanse obecnie zachodzących procesów, warto spojrzeć na poprzednie lata, kiedy cykl polskiej emigracji tymczasowej był dosyć jednorodny i w miarę przewidywalny. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2004 roku, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, poza granicami kraju przebywało ok. miliona osób. W ciągu sześciu lat ta liczba się podwoiła z uwagi na nowe możliwości, ale kolejna dekada przyniosła już pewną stabilizację. Zmienność z roku na rok wynikała głównie z jednej przyczyny – Polacy emigrowali częściej, gdy krajowa gospodarka radziła sobie gorzej i wracali, gdy koniunktura w Polsce się poprawiała.

Choć emigracji czasowej nie można utożsamiać z emigracją zarobkową, to właśnie chęć dorobienia jest zdecydowanie najważniejszą motywacją do wyjazdu. Dlatego polscy emigranci niezmiennie wyjeżdżali tam, gdzie praca jest dobrze płatna. Spośród krajów UE, najwięcej polskich emigrantów przebywało w 2019 roku w Niemczech – 704 tys., Wielkiej Brytanii – 678 tys., Holandii – 125 tys. oraz w Irlandii – 112 tys. W sumie 2,4 mln Polaków mieszkało poza granicami Polski pod koniec zeszłego roku. To o 40 tys. mniej niż w 2018 roku. Największy odpływ zanotowała Wielka Brytania, skąd od 2017 roku wyjechało ok. 115 tys. Polaków. Jest to oczywiście spowodowane niepewnością związaną ze skutkami Brexitu na tamtejszym rynku zatrudnienia, ale także obniżeniem bezrobocia w Polsce i wyższymi zarobkami, dzięki czemu mniej osób było zmuszonych do emigrowania.

Ten rok zmienił „emigracyjne zasady gry”. Początek pandemii wyhamował emigrację. Polacy obawiający się trudności na granicach i chcący przeżyć trudny czas blisko rodziny, rezygnowali z prac sezonowych w Niemczech czy Niderlandach. Wyjazdy zaczęły się dopiero w lipcu, a nie jak zazwyczaj w okolicach kwietnia. Niewiele się jednak zmieniło jeżeli chodzi o kierunki prac sezonowych Polaków. W kolejnych miesiącach ten wybór będzie się pewnie komplikował. Kryterium wyboru kraju docelowego będą nie tylko najwyższe zarobki, ale również bezpieczeństwo, brak obostrzeń na granicach, unormowana sytuacja epidemiczna, otwarta gospodarka i wakaty na interesujących stanowiskach. Dodatkowo, to czy w kolejnych miesiącach będziemy mieli do czynienia z masową emigracją zależy od tego, czy kryzys gospodarczy w poszczególnych branżach będzie się przedłużał. Jeżeli tak, niektórzy będą zmuszeni do podjęcia ryzyka i wyjazdu. Można zatem powiedzieć, że w pewnym sensie nadchodzące wybory emigracyjne Polaków będą oceną tego, w jaki sposób – pozytywny czy negatywny – patrzą oni na działania antykryzysowe w Polsce, ale też w innych krajach. To ciekawe zjawisko do analizy gospodarczej, a może także i socjologicznej.

Według mnie rozmiar polskiej emigracji znacząco się nie zmieni. Po pierwsze, warto pamiętać, że główną jej część stanowią osoby, które mieszkają za granicą przez wiele lat i nie zamierzają tego zmieniać. O ile dekadę temu w emigracji czasowej najliczniej była reprezentowana grupa w wieku 20-29 lat, obecnie jest to grupa w wieku 30-39 lat. Zatem znaczna część osób, które wyjechały za granicę w pierwszych latach po wstąpieniu Polski do UE, pozostała tam do chwili obecnej. Po drugie, z danych Eurostatu wynika, że Polska w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 roku, które stały pod znakiem walki z pierwszą falą koronawirusa, straciła gospodarczo mniej niż jej sąsiedzi i największe kraje Unii Europejskiej. Jeżeli ta dobra passa się utrzyma w kolejnych miesiącach, motywacja do wyjazdu będzie mniejsza.

Autor: Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service S.A.

Zużywamy 1,7 razy więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie odtworzyć

daria-from-taskarmy-nl-258665-unsplash
Jak wynika z szacunków Global Footprint Network, 7,8 miliarda ludzi zużywa znacznie więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie w naturalny sposób odnowić i emituje znacznie więcej odpadów, niż może wchłonąć. Szacuje się, że na obecnym poziomie konsumpcji zużywamy ekwiwalent 1,7 zasobów planety[1]. Nadmierna eksploatacja Ziemi prowadzona przez ludzi poważnie osłabia zdolność przyrody do podtrzymywania życia, funkcjonowania społeczeństw i gospodarek. Postępująca urbanizacja, a także dotychczasowe modele produkcji i konsumpcji powodują, że przyroda ulega degradacji w tempie szybszym niż kiedykolwiek wcześniej. Aby odwrócić ten trend potrzeba pilnych działań ze strony nas wszystkich.

 Spis treści:
Czym jest konsumpcja?
Co możemy zrobić jako konsumenci?

W tym roku dzień długu ekologicznego przypadł na 22 sierpnia, podczas gdy 30 lat temu wypadał 19 grudnia. Jest to data, w której zapotrzebowanie i zużycie przez ludzkość surowców naturalnych przekracza zdolność ich dostarczenia lub odtworzenia w ciągu roku przez Ziemię i wylicza się go dzieląc ogół zasobów naturalnych biosfery przez światowy ślad ekologiczny, a następnie mnożąc przez liczbę dni w roku. W ten sposób wiemy, że światowa konsumpcja jest na wysokim poziomie wynoszącym 1,7 zasobów planety. Jak podaje Eurostat, Polacy nie odbiegają znacząco od średniej unijnej. Jak wynika z raportu „Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego”, kupujemy dużo za dużo, nie licząc się z kosztami ekologicznymi. A przecież nasze codzienne nawyki i wybory konsumenckie mają istotny wpływ na środowisko i walkę ze zmianami klimatu, które stają się coraz bardziej odczuwalne także w Polsce.

Czym jest konsumpcja?

Termin konsumpcjonizm pochodzi od łacińskiego słowa „consumptio” oznaczającego „spożycie” i jest pojęciem określającym postawę człowieka, polegającą na nadmiernym i nieusprawiedliwionym zdobywaniu dóbr materialnych oraz usług, przy jednoczesnym ignorowaniu kosztów społecznych, ekologicznych i indywidualnych. Taka konsumpcja zaspokaja potrzeby wtórne, do których zaliczamy pragnienia związane z pożądaniem władzy, prestiżu, dominacji, wpływów i wyższej pozycji społecznej[2]. Często sprowadza się ona do stylu życia, który nastawiony jest w głównej mierze na konsumowanie i posiadanie.

– Człowiek wytwarzając produkty wpływa na środowisko – bezpośrednio i pośrednio – na wiele sposobów: poprzez zużywanie zasobów środowiska przyrodniczego, takich jak woda, minerały, gleba, ale też emisje zanieczyszczeń do wody, gleby, powietrza oraz zakłócenie struktur i procesów przyrodniczych, wreszcie wytwarzanie ścieków i odpadów. Uświadomienie sobie wszelkich wpływów związanych z konsumpcją jednego produktu powinno skłaniać do nabywania dóbr rzeczywiście potrzebnych oraz tych, których wytworzenie jest możliwie neutralne dla środowiska – komentuje dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, realizującego projekt Klimada 2.0.

Marnotrawstwo odbija się nie tylko na domowym budżecie, ale ma swoje konsekwencje ekonomiczne, społeczne i ekologiczne wykraczające poza wymiar indywidualny.

W Europie jedna osoba wyrzuca średnio ok. 179 kg żywności rocznie. Szacuje się, że w Polsce ilość ta wynosi aż 235 kg, a do kosza najczęściej trafia 1/2 kupionego pieczywa oraz 1/3 warzyw i wędlin.

Produkcja żywności stanowi obciążenie dla środowiska, między innymi poprzez nakłady wody i energii, które są marnotrawione wraz z wyrzuconą żywnością. Wyrzucenie do kosza 1 kg wieprzowiny wiąże się ze zmarnowaniem ok. 6 000 litrów wody użytej do jej wyprodukowania, a 1 kg wyrzuconego chleba to 1 600 litrów wody.

Co możemy zrobić jako konsumenci?

Zmiana sposobu myślenia i naszych przyzwyczajeń wymaga wysiłku, jednak dla naszej planety jest to niezwykle istotne. Coraz większą popularnością cieszy się idea „zero waste”, co dosłownie oznacza „zero odpadów”. Jej najważniejszą zasadą jest 5R:

  1. Refuse – Odmawiaj
  2. Reduce – Redukuj
  3. Reuse – Użyj ponownie
  4. Recycle – Przetwarzaj i przerabiaj
  5. Rot – Kompostuj

Życie według zasad 5R ma na celu zmniejszenie ilości odpadów wytwarzanych przez gospodarstwa domowe, ograniczenie konsumpcji, zmniejszenie liczby nieprzemyślanych zakupów i marnowania żywności. Konsekwentne wdrożenie wszystkich 5 zasad do codziennego życia nie jest łatwe. Wymaga od nas zmiany przyzwyczajeń oraz rezygnacji z wielu udogodnień, z których korzystamy każdego dnia. Dlatego wielu stosuje zasadę „less waste”, czyli stopniowo ogranicza wytwarzania odpadów. Już samo wyhamowywanie konsumpcji istotnie wpływa na ilość wytwarzanych odpadów. Obecnie zaledwie 43% z nas decyduje się na naprawę popsutej elektroniki i 37% na serwis sprzętu AGD[3]. Optymizmem napawa fakt, że coraz częściej decydujemy się przekazywać niepotrzebne już nam sprzęty innym osobom. Danie produktom drugiego życia bądź zakup ich z drugiej ręki, realnie przyczynia się do zmniejszenia wpływu naszych decyzji zakupowych na środowisko.

[1] https://www.earthovershoot.org/what-we-do/footprint.html

[2] Jasiulewicz, A. (2015). Konsumpcjonizm i  dekonsumpcja jako  współczesne trendy rynkowe. Zachowania  polskich konsumentów,J. Agribus. Rural Dev., 3(37), 417–425

[3] ARC Rynek i Opinia, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego, wrzesień 2019

 

materiał prasowy