W co i w jaki sposób inwestować w czasie wysokiej inflacji?

Grzegorz Mizerski zdjęcie
„Mnożnik kreacji pieniądza”- tak nazywany jest mechanizm, który dzięki kredytom i lokatom pozwala bankom na rozmnażanie pieniędzy. Banki tworzą je de facto z powietrza (łac. ex nihilo) bo z każdej lokaty muszą zatrzymywać w Narodowym Banku Polskim tylko drobny jej ułamek (3,5%).

Spis treści:
Kto jest winien wysokiej inflacji i jak sobie z nią radzić?
W inwestować w czasie inflacji?
Dekalog Inwestora!

Całą resztę (96,5%) mogą wprowadzić na rynek poprzez udzielanie kredytów. Niestety inflacja działa tak, że im bardziej ludzie potrzebują pieniędzy, im więcej kredytów wezmą, nie zakładając lokat, tym więcej pieniędzy zostanie wprowadzonych na rynek tworząc nadmierną podaż pieniędzy. Przy jednoczesnym , nieproporcjonalnym wzroście masy produktów i usług tworzy się nierównowaga pomiędzy zwiększoną podażą pieniądza a niższym popytem na ten pieniądz (dużo więcej pieniędzy niż produktów i usług). W efekcie pieniądze tracą swą wartość, a ceny są coraz wyższe. To w głównej mierze jest powodem tworzenia się inflacji – największego, bezkarnego złodzieja naszych oszczędności. Jak można sobie poradzić z inflacją – jak rozumieć wartość
pieniądza i jak inwestować w tym okresie? O tym opowie specjalista – dr Grzegorz Mizerski, CEO i co-founder Grupy Crowder, ekspert ds. innowacyjnego inwestowania w nieruchomości, autor pierwszego w Polsce bezpłatnego poradnika w formie e-booka o inwestowaniu w czasach wysokiej inflacji : “Poradnik Rozważnego Inwestora” (www.rozwaznyinwestor.pl).

Kto jest winien wysokiej inflacji i jak sobie z nią radzić?
W czasie pandemii szczególnie narastało zjawisko przybywania pieniądza szybciej, niż realnie istniejących dóbr. Poprzez zmniejszoną ilość dostępnych towarów i usług, a przy większej ilości oferowanego pieniądza, ceny zaczęły drastycznie wzrastać.
Istnieją czynniki niezależne od działalności państwa: wojna na Ukrainie lub kryzys energetyczny w Unii Europejskiej, które również wpływają na podwyższenie cen, ale te czynniki zewnętrzne tylko w połowie wpływają na bardzo wysoką inflację w Polsce– najwyższą od 25 lat.
Jak można radzić sobie z inflacją? Nie warto przetrzymywać swych pieniędzy na lokatach, ponieważ zysk oferowany przez bank za powierzenie mu swoich pieniędzy w żaden sposób procentowo nie jest nawet zbliżony do wysokości obecnej inflacji. Korzystanie z lokat przy tak wysokim wskaźniku wzrostu cen, zwyczajnie obniża wartość pieniądza. Warto również pamiętać, aby nie inwestować np. w tzw.
“Parszywą Ósemkę”: Tak nazwałem grupę ośmiu instrumentów, w których inwestowanie w czasach wysokiej inflacji jest bardzo ryzykowne i z wysokim prawdopodobieństwem skończy się stratą. Są to np. inwestycje w apart hotele czy condo-hotele, emocjonalne aktywa alternatywne (np. w wina, w sztukę, stare auta), akcje spółek technologicznych typu growth, w jednostki funduszy z wysokimi opłatami za zarządzanie czy obligacje korporacyjne słabych spółek – wyjaśnia dr Grzegorz Mizerski, autor ebooka: “Poradnik Rozważnego Inwestora” (www.rozwaznyinwestor.pl).

W inwestować w czasie inflacji?
Polecam Solidną dziesiątkę. To grupa dziesięciu instrumentów, które są godne pochylenia się nad nimi. Do najważniejszych zaliczam obligacje skarbowe indeksowane wskaźnikiem inflacji, aktywa przynoszące stały dochód np. nieruchomości komercyjne, akcje REIT-ów zagranicznych, akcje polskich spółek typu value, które wypłacają stałe dywidendy. Dla zaawansowanych inwestorów poleciłbym natomiast amerykańskie spółki typu value – które wypłacają dywidendy np. z grupy tzw. Arystokratów Dywidendy. To spółki, które wypłacają dywidendy nieprzerwanie przez kilkadziesiąt lat (np. Coca- Cola). Do rozważenia jest jeszcze inwestowanie w metale szlachetne,
akcje polskich spółek – producentów żywności oraz roczne pożyczki crowdlendingowe
zabezpieczone hipotekami, które ostatnio pojawiły się na rynku, – radzi dr Grzegorz Mizerski, CEO Grupy Crowder.

Dekalog Inwestora!
Są trzy główne wymiary, na podstawie których ocenić można każdą inwestycję: zyskowność, płynność i bezpieczeństwo. Warto pamiętać, iż nie istnieje Święty Graal Inwestycji, który miałby być jedynym, niezawodnym instrumentem lub sposobem i być zarówno bardzo bezpieczny, zyskowny i płynny. Lokata bankowa, jest co prawda bardzo bezpieczna, ale za to mało zyskowna i średnio-płynna.
Podobnie obligacje skarbowe indeksowane wskaźnikiem inflacji: są co prawda bardziej zyskowne niż lokaty bankowe, ale mniej płynne niż one. Z kolei dzieła sztuki – nie są ani płynne, zyskowne tylko niektóre no i nie zawsze bezpieczne bo przecież możemy trafić na kopię. Mówiąc o dekalogu: musimy pamiętać, że nie ma zysku bez ryzyka. Inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem straty – nawet całości zainwestowanej kwoty. Warto też pamiętać o inwestowaniu tylko takich kwot, które można
stracić. Trzeba też pamiętać o grzechach głównych inwestora np. chciwości, czy braku pokory – tłumaczy dr Grzegorz Mizerski (www.rozwaznyinwestor.pl).
Nie wszystkie i nie zawsze, ale nieruchomości to dobra klasa aktywów przynosząca zyski w czasach wysokiej inflacji. Zysk z najmu mieszkania czy z wynajmu nieruchomośći komercyjnej w dzisiejszych czasach może być zadowalający pod warunkiem indeksowania kwoty najmu wskaźnikiem inflacji (CPI).
Poza tym zawsze warto inwestować w obligacje skarbowe indeksowane inflacją oraz w akcje REIT-ów zagranicznych, szczególnie amerykański. Wbrew powszechnym mitom np. złoto przy tak wysokiej inflacji, a po odjęciu jej wpływu – realnie nie przynosi zadowalających zysków.

Źródło: Grupa Crowder.

Wysoka inflacja i drożyzna, jeśli do Polski wejdzie euro?

volkan-olmez-73767-unsplashW pierwszych dwóch tygodniach 2023 roku pojawiło się w mediach wiele wypowiedzi na temat wprowadzenia euro w Chorwacji. Niektórzy politycy, w tym premier Mateusz Morawiecki, używają tego przykładu, aby straszyć Polaków nieprawdziwymi albo przerysowanymi informacjami na temat euro.

W tej, mającej na celu zniechęcenie ludzi do europejskiego pieniądza narracji, zaakcentowano w szczególności „związek” euro z domniemaną „drożyzną”. To, jak zauważa również prof. Dariusz Rosati, autor książki „Euro. Mity i fakty”, jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów na temat euro i zarazem jeden z najbardziej fałszywych.

Premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że „kilka dni temu Chorwacja przyjęła euro i Chorwaci przeżywają szok cenowy. Ceny w sklepach są tam znacząco wyższe, bo wzrosły o około 70-80%. Niektórzy chcą, by Polska poszła w ślady Chorwacji – dziś widzimy, jakie niesie to za sobą ryzyka”. Senator partii PiS, Stanisław Karczewski napisał, że „europejska waluta, jak pokazał przykład Chorwacji, oznacza podwyżki”. – „Polski złoty jest cenną walutą, a widzimy co dzieje się w Chorwacji po zmianie na euro” – oświadczyła nominowana przez partię PiS minister finansów Magdalena Rzeczkowska. Przytoczone wypowiedzi rządzących, podane jedynie przykładowo, wprowadzają Polaków w błąd i budują fałszywe wyobrażenie o wprowadzeniu w Polsce euro. Dlatego warto przytoczyć kilka faktów na ten temat zaczynając od sytuacji w Chorwacji.

Dzięki przyjęciu euro Chorwacja przeszła z peryferii do centrum decyzyjnego Unii Europejskiej. W sprawach gospodarczych jej głos będzie dużo silniejszy. Chorwacja przyjęła euro także, żeby wzmocnić swoją pozycje międzynarodową. W obecnej chwili, w sumie niewielkie zmiany cen u naszych chorwackich przyjaciół nie dają się przypisać wprowadzeniu euro, ale presji inflacyjnej wynikającej zwłaszcza ze wzrostu cen światowych na paliwa i żywność” – twierdzi prof. Artur Nowak-Far, doradca programowy ds. euro w Fundacji Wolności Gospodarczej.

Marek Tatała, ekonomista, wiceprezes Fundacji Wolności Gospodarczej realizującej kampanię KursNaEuro.pl dodaje, że wypowiedzi o rzekomej „drożyźnie” są oderwane od danych i analiz. – „Doświadczenia innych krajów strefy euro nie potwierdzają, że doszło w nich do skokowego wzrostu cen czy nagłego pojawienia się „drożyzny”. Jednocześnie, jeszcze przed wprowadzeniem euro, Chorwacja, podobnie jak większość gospodarek w Europie, zmagała się z wysoką, choć niższą niż w strefie złotego, inflacją, która w listopadzie 2022 r. sięgnęła 13,5 proc. Wiele firm aktualizuje ceny na początku roku i robi to częściej przy podwyższonej inflacji. Zasadnym pytaniem jest jak wiele podwyżek na początku roku było powiązanych z wysoką inflacją (co nie ma związku z euro), czyli także wyższymi kosztami prowadzenia działalności gospodarczej przez wiele podmiotów? Nie ma obecnie danych, by na to pytanie rzetelnie odpowiedzieć. Chorwackie instytucje publiczne, bazując na doświadczeniach innych krajów, korzystają z różnych narzędzi, aby ukrócić nieuczciwe przeliczanie cen z kun na euro. Służą temu m.in. podwójne ceny w sklepach (pokazywane w starej i nowej walucie), kary za manipulowanie kursem wymiany czy różne formy nacisku (państwa, konsumentów) i kontroli. To z czym mamy obecnie do czynienia po stronie niektórych polityków, w tym przedstawicieli rządów, to celowe demonizowanie euro. Rządzący powinni na temat euro rzetelnie informować i edukować, aby w końcu zrealizować zobowiązanie przyjęcia w Polsce euro zawarte wraz z wejściem do Unii Europejskiej” – twierdzi Tatała.

Temat rzekomej drożyzny został również wyjaśniony w tekście „Wprowadzenie euro NIE spowoduje wzrostu cen” opublikowanym w całości w sekcji „Fakty i Mity” na stronie www.KursNaEuro.pl stworzonej przez Fundację Wolności Gospodarczej, czytamy w nim m.in:

To naturalne, że obawiamy się wzrostu cen. Jednak pojawiające się w mediach czy Internecie tezy, w których próbuje się łączyć moment wprowadzenia euro ze wzrostem inflacji, często są oparte na anegdotach i cenach pojedynczych, losowo wybranych produktów. Oficjalne, przekrojowe dane z państw, które wprowadziły euro, jasno dowodzą, że zmiana waluty na euro nie powoduje wzrostu cen.

Pierwszych dwanaście państw przyjęło euro jako swoją walutę w 1999 r. (a w postaci gotówkowej w 2002 roku). Według danych Eurostatu, poziom cen w całej strefie euro wzrósł wtedy – w styczniu 2002 r. – o 0,5 punktu procentowego, jednak w kolejnych miesiącach inflacja uległa obniżeniu i w całym 2002 roku pozostała już na tym samym poziomie, co w roku 2001 (2,3%)1. Szacuje się, że wpływ wprowadzenia wspólnej waluty na ówczesny wzrost cen był niewielki – to znaczy, samo wprowadzenie euro odpowiadało tylko za 0,05 do 0,24 punktu procentowego (wg analiz Komisji Europejskiej) lub 0,09 do 0,14 p.p. wzrostu rocznej stopy inflacji HICP (wg analiz Eurostatu i Europejskiego Banku Centralnego), a za pozostałą część tej wartości odpowiadały wówczas inne czynniki2.

(…) Warto dodać, że samo posiadanie narodowej waluty nie jest lepszym zabezpieczeniem przed wzrostem cen niż scenariusz przystąpienia do unii walutowej. Po pierwsze, nigdy nie mamy gwarancji, że rządzący będą prowadzić odpowiedzialną politykę antyinflacyjną na poziomie krajowym, ani że krajowy bank centralny podejmie właściwe kroki w momencie, gdy inflacja zacznie rosnąć. Po drugie, w sytuacji globalnego kryzysu lub innych niespodziewanych zdarzeń (np. pandemia, wojna, katastrofy klimatyczne), kraj taki jak Polska jest wystawiony na ryzyko kursowe, które może przekładać się na wzrost cen produktów importowanych czy wzrost cen paliw i energii. W skrajnych przypadkach może to skutkować poważnym kryzysem gospodarczym i bardzo wysoką inflacją.

W dyskusjach o wprowadzeniu euro w Polsce brakuje często odniesienia do faktów i doświadczeń innych krajów, a pojawia się wiele mitów, które służą demonizowaniu europejskiej waluty. Dlatego tworzymy i rozwijamy kampanię „Kurs na euro”, z którą można zapoznać się na stronie www.KursNaEuro.pl – podsumowuje Tatała.

1 Rosati, D. (2022) Euro. Mity i Fakty, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, s. 164-175

2 Fritsche, U., Graff, M., Lamla, M., Lein, S., Liechti, D., Nitsch, V., Sturm, J.-E., Triet, D. (2009) ‚The euro and prices: changeover-related inflation and price convergence in the euro area’, European Economy – Economic Papers 2008 – 2015 (Directorate General Economic and Financial Affairs, European Commission), Nr 381. Dostępne: https://econpapers.repec.org/paper/eufecopap/0381.htm [Data dostępu: 13.10.2022].

Komunikat prasowy Fundacji Wolności Gospodarczej, twórcy kampanii KursNaEuro.pl

 

Praca w sektorze OZE kontra wysoka inflacja i trudna sytuacja gospodarcza

Mat.-prasowe-praca-w-OZE
Wysoka inflacja i trudna sytuacja gospodarcza w kraju mobilizują Polaków do poszukiwania pracy w pewnym sektorze. Takim bez wątpienia jest rynek odnawialnych źródeł energii. Ten, z roku na rok, notuje wzrosty. Coraz więcej Polaków sięga po pompy ciepła i panele fotowoltaiczne. OZE gwarantują oszczędności. Jakie stanowiska będą najpopularniejsze na rynku OZE? Gdzie można zarobić najwięcej pieniędzy?

Spis treści:
Najwięcej stanowisk jest w sektorze paneli fotowoltaicznych
Boom na handlowców w 2023 roku

Światowe zatrudnienia w sektorze odnawialnych źródeł energii wzrosło do 12,7 miliona osób. Najwięcej jest zatrudnionych w Azji – tamtejszy region odpowiada za 2/3 zatrudnienia na całym świecie. Aż 4,3 miliona osób pracuje w sektorze fotowoltaiki, co stanowi ponad 1/3 całkowitej siły roboczej zatrudnionej w OZE1.

Najwięcej stanowisk jest w sektorze paneli fotowoltaicznych

Jak wskazują dane, najwięcej osób jest zatrudnionych w sektorze fotowoltaiki. Tendencje zatrudnienia kształtowane są przez wiele czynników: wzrost popularności paneli fotowoltaicznych, odpowiednią politykę dofinansowań do instalacji, a także dążenie firm i osób indywidualnych do działania w myśl zrównoważonego rozwoju.

– Polacy zrozumieli, jak ważna jest niezależność energetyczna. Tendencja widoczna jest na całym świecie. Branża odnawialnych źródeł energii rośnie, co wskazują liczne dane. W związku z dużym popytem na rynku pojawiają się osoby z zupełnie nowymi kompetencjami. Obecnie potrzebna jest kadra do kompleksowego budowania sektora. To odpowiedź na zwiększone zapotrzebowanie na energię z odnawialnych źródeł – mówi Szymon Masło, prezes Neptun Energy.

A jakie stanowiska będą na topie w 2023 roku? Rynek potrzebuje osób, które zajmują się produkcją paneli fotowoltaicznych i pomp ciepła, a także ich montażem. Poszukiwane są także osoby, które zadbają o logistykę dostaw i będą czuwać nad łańcuchami dostaw. To odpowiedzialne zajęcie, wymagające myślenia analitycznego. Rynek potrzebuje także ekspertów, którzy zajmą się projektowaniem instalacji. W 2023 roku wzrośnie także popyt na osoby, które zajmą się aspektami prawnymi: pozwoleniami i zdobywaniem gruntów pod instalacje. Rynek potrzebuje także handlowców.

Boom na handlowców w 2023 roku

W 2023 roku wzrośnie zapotrzebowanie na handlowców. Jakie kompetencje należy posiadać, by sprzedawać OZE? To przede wszystkim komunikatywność, elastyczność i odporność na stres. A na jakie zarobki mogą liczyć handlowcy? To nawet 20 000 złotych w pierwszym miesiącu pracy.

– Coraz więcej osób jest zainteresowanych odnawialnymi źródłami energii. Nie posiadają jednak wiedzy, jakie instalacje wybrać i jakie są najbardziej efektywne rozwiązania. I tu z pomocą przychodzą handlowcy. Ich rolą jest edukacja społeczeństwa, a także pomoc w wyborze odpowiednich rozwiązań. Kto może sprzedawać OZE? Wszystkie osoby, które posiadają otwarty umysł i potrafią rozmawiać z drugim człowiekiem. Nie jest wymagane wykształcenie kierunkowe. Zatrudniamy zarówno młode osoby, które dopiero wchodzą na rynek pracy, jak i pracowników, którzy chcą się przekwalifikować i zmienić swoje życie. Zarobki w branży OZE są bardzo atrakcyjne. A posiadanie dobrej, stabilnej i odpowiednio płatnej pracy to remedium na trudne i niepewne czasy – mówi Szymon Masło, prezes Neptun Energy.

Zatrudnienie tylko w sektorze fotowoltaiki w Polsce wynosi 90 000 tys. osób. Nasz kraj jest jednym z liderów w Europie pod względem zatrudnienia w OZE.

Prognozy wskazują, że do 2030 roku w sektorze odnawialnych źródeł energii będzie pracować ponad 38 milionów osób na całym świecie. Dane wyraźnie wskazują, że branża jest chłonna i potrzebni są nowi pracownicy z odpowiednimi kompetencjami. Osoby, które chcą znaleźć pewną i dobrze płatną pracę powinny szukać jej w sektorze odnawialnych źródeł energii. To remedium na trudne i niepewne czasy.

1 https://www.irena.org

Źródło: Commplace Sp. z o. o. Sp. K.

Szanse, wyzwania i zagrożenia na rynku pracy w 2023 roku

0f84e82085c9185adc674db8cf1b8b0d
W drugiej połowie 2022 roku wyraźnie można było zaobserwować spowolnienie na rynku pracy. Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego w tym czasie było o 11,7%[1] mniej wolnych miejsc pracy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Pracodawcy zdecydowanie ostrożniej podchodzili do zatrudniania nowych pracowników, co skutkowało nie tylko mniejszą liczbą wakatów, ale też wydłużeniem procesów rekrutacyjnych. Czy 2023 rok będzie dla rynku pracy zgoła inny? O szansach, wyzwaniach i zagrożeniach dla tego sektora mówi Karolina Mazur, Recruitment Team Leader w agencji rekrutacyjnej People.

Spis treści:
Inflacja a wzrost wynagrodzeń
Rynek pracy oczami pracownika
Rok 2023 będzie wyzwaniem
Podsumowanie

– Pomimo niepewności związanych z czasem pandemii oraz sytuacją za naszą wschodnią granicą, rynek pracy wydaje się stabilny – mówi Karolina Mazur z agencji rekrutacyjnej People. Stopa bezrobocia w Polsce od lat ma tendencję malejącą (według danych GUS w listopadzie 2022 roku wyniosła zaledwie 5,1%[1]), dzięki czemu w badaniu przeprowadzonym przez Eurostat Polska zajęła drugie miejsce wśród państw europejskich o najniższym bezrobociu – wyżej uplasowały się tylko Czechy. Czy w takim razie w 2023 roku czeka nas jakaś rewolucja? – Firmy zgłaszają nowe zapotrzebowania rekrutacyjne, informują o planach na kolejne wakaty i mimo ogólnie mniejszej liczby rekrutacji, pozwala nam to zakładać, że pracy – szczególnie w dużych miastach – nie będzie brakowało – dodaje ekspertka People.

Inflacja a wzrost wynagrodzeń

W 2023 roku polskich pracowników czekają dwie podwyżki płacy minimalnej o łącznej kwocie wynoszącej 590 zł brutto. To oznacza, że od stycznia płaca minimalna wzrośnie do kwoty 3490 brutto, zaś od lipca do 3600 zł. „Na rękę” będzie to blisko 20% więcej niż obecnie. Jednakże, jak ostrzega wielu specjalistów z branży, wyższy od ustawowego wzrost płacy minimalnej oraz wskaźnika waloryzacji emerytur i rent, może negatywnie wpłynąć na i tak już bardzo wysoki poziom inflacji w Polsce, która obecnie wynosi 16,6%.

– Duża część firm uwzględniła poziom inflacji w swoim budżecie dla nowych pracowników. W związku z tym można oczekiwać, że wynagrodzenia nieco wzrosną względem ubiegłego roku, a różnice będą zauważalne szczególnie na niższych stanowiskach – mówi Karolina Mazur z People.

Rynek pracy oczami pracownika

Eksperci rynku pracy od lat określają go rynkiem pracownika. Czy słusznie? Zdecydowanie tak. Sytuacji takiej sprzyja kilka czynników, m.in. wspomniane wyżej stabilny poziom zatrudnienia czy też niska stopa bezrobocia, ale też zmiany pokoleniowe i potrzeby, szczególnie tych młodszych pracowników. Co jeszcze ulegnie zmianom i może wyjść na dobre? Jedną z takich kwestii jest trend transparentności, który ma coraz większe odzwierciedlenie w biznesie. – Trend transparentności jest najmocniej widoczny w ogłoszeniach o pracę, w których dedykowane portale czy aplikacje wymagają od pracodawcy określenia widełek płacowych na danym stanowisku. Niektóre portale odmawiają w ogóle publikacji oferty bez wskazania przedziału wynagrodzenia. To zaś zmniejsza szanse powodzenia procesu bez jawnego budżetu i wymusza transparentność pracodawców – komentuje Karolina Mazur z People.

Kolejną sprzyjającą pracownikom kwestią będzie fakt, że w 2023 roku praca zdalna będzie już nie tylko tymczasowym, a stałym i uregulowanym w kodeksie pracy rozwiązaniem. – Podczas rozmów rekrutacyjnych kandydaci częstokroć podkreślają, że interesuje ich jedynie praca z przewagą tzw. home office, bądź całkowicie zdalna. Pracodawcy również coraz częściej dostrzegają benefity takiego rozwiązania – mówi ekspertka People. Biorąc pod uwagę wprowadzenie regulacji prawnych w tym obszarze, praca zdalna w niektórych sektorach zacznie być postrzegana nie tylko jako benefit, ale standard.

–  Osoby stające przed wyborem nowej pracy stawiają na elastyczność, w 2023 roku ten kierunek będzie się utrzymywał. Wśród ofert coraz więcej jest tych z wyznaczonym przedziałem godzin, w których można rozpocząć pracę, a nie tymi ze sztywno wskazanymi godzinami administracyjnymi. Na rynku pojawiają się również głosy zza granicy mówiące o czterodniowym tygodniu pracy, nie uważam jednak, aby zarówno przedsiębiorcy, jak i pracownicy, byli na to otwarci i gotowi już w nadchodzącym roku – twierdzi Karolina Mazur.

Rok 2023 będzie wyzwaniem

Druga połowa 2022 roku okazała się czasem spowolnienia – ofert pracy było zdecydowanie mniej, a same procesy rekrutacyjne prowadzone były dłużej. Trend ten istotnie się nie zmieni. Zdaniem ekspertów People – 2023 rok będzie rokiem nowych wyzwań, bowiem obie strony będą podchodziły do rekrutacji dużo ostrożniej, zaś same decyzje dotyczące zatrudnienia będą podparte głębszymi analizami.
– Kandydaci pytani na rozmowach o ich oczekiwania względem pracodawcy, niezmiennie wskazują wysokie znaczenie poczucia stabilizacji oraz bezpieczeństwa. Ostatnie lata – z pandemią, wojną, kryzysem gospodarczym, na nas wszystkich odbiły swoje piętno. Zaspokojenie tych potrzeb będzie miało więc niewątpliwy wpływ na otwartość pracowników na zmianę pracy – wyjaśnia Karolina Mazur z agencji rekrutacyjnej People. – W 2023 roku pojawi się prawdopodobnie większa liczba kandydatów, którzy będą się jedynie rozglądać na rynku, a co za tym idzie, wielu z nich będzie rezygnować z rekrutacji w trakcie jej trwania lub po otrzymaniu oferty. Osoby, które podczas rozmów zaprezentują się zaś jako zdeterminowane do podjęcia nowego zatrudnienia oraz zaangażowane, uzyskają przewagę – dodaje.

Podsumowanie

Rynek pracy w 2023 roku przyniesie szanse na transparentność widełek płacowych w ogłoszeniach, zwiększenie wynagrodzeń, a także możliwości uregulowanej prawnie pracy zdalnej. Osoby zdecydowane na zmianę pracy będą się wyróżniały spośród grupy kandydatów jedynie sprawdzających rynek. Przed rekruterami zaś stać będą wyzwania poznania prawdziwej motywacji, gotowości do zmiany pracy oraz utrzymania najlepszych kandydatów w przedłużających się procesach rekrutacyjnych. To może się okazać trudne, ponieważ obie strony będą uważnie decydować o nawiązaniu współpracy, ale przewagę w tej kwestii nadal może mieć pracownik.
______________________________________________
[1] Popyt na pracę w 3 kwartale 2022 roku. Online: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/popyt-na-prace/popyt-na-prace-w-3-kwartale-2022-roku,2,47.html [dostęp: 9 stycznia 2023]
[2] Stopa bezrobocia rejestrowanego w latach 1990-2022. Online: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/stopa-bezrobocia-rejestrowanego-w-latach-1990-2022,4,1.html [dostęp: 9 stycznia 2023]

Źródło: Walk PR Sp. z o.o.

Wysoka inflacja w Polsce przyniosła pozytywne skutki?

s-409-x
Czy wysoka inflacja w Polsce przyniosła pozytywne skutki? Zdecydowane pogorszenie się dobrobytu finansowego oraz spadek siły nabywczej konsumentów w naszym kraju, (czyli realnie mniej pieniędzy w portfelu,) coraz większe problemy z terminowym płaceniem rachunków lub niestety konieczność sięgania po zewnętrzny zastrzyk gotówki, by pokryć bieżące wydatki.

Spis treści:
Inflacja zmusiła Polaków do przyjrzenia się temu, ile i na co wydają
Zwiększenie wiedzy na temat finansów jest konieczne
O raporcie European Consumer Payment Report 2022

Negatywne skutki wysokiej inflacji są oczywiste i spotykają niemałą grupę Polaków. Jednak, jak pokazuje raport Intrum, ”European Consumer Payment Report 2022”, zjawisko to ma także pozytywne implikacje. „To nie próba zaklinania złej rzeczywistości, a umiejętność wyciągania prawidłowych wniosków z sytuacji, w której się znaleźliśmy wszyscy” – komentuje Beata Puchalska, ekspert Intrum. Przeszło 7 na 10 konsumentów (73%) deklaruje, że już wprowadzili lub planują wprowadzić zmiany w sposobie, w jaki wydają pieniądze, by zniwelować negatywny wpływ inflacji na domowe budżety. Dokładnie taki sam odsetek badanych zaznacza, że oszczędza pieniądze każdego miesiąca. 33% odkłada nawet więcej niż rok temu! Uważamy również, że zwiększenie wiedzy na temat finansów uchroni nas przed konsekwencjami kolejnego kryzysu.

Inflacja zmusiła Polaków do przyjrzenia się temu, ile i na co wydają

Prowadzenie budżetu, czyli kontrola tego, by nie wydawać ponad stan i generalnie, posiadanie wiedzy na temat tego, na co wydajemy pieniądze, jest konieczne, aby prowadzić życie wolne od problemów finansowych. Wydaje się to oczywiste, lecz dopiero rosnąca inflacja, (nawet nie był to wcześniej korona-kryzys), zmusiła część konsumentów w Polsce do tego, by zaczęli przyglądać się uważniej swoim wydatkom.

6 na 10 osób (62%) pytanych przez Intrum przyznaje, że rosnące koszty życia uświadomiły im, ile pieniędzy wydają na rzeczy, których w rzeczywistości nie potrzebują. 73% konsumentów deklaruje, że już wprowadzili lub dopiero planują wprowadzić zmiany w sposobie, w jaki wydają pieniądze, by zniwelować negatywny wpływ inflacji na domowe budżety.

– Inflacja zweryfikowała nasze podejście do wydawania pieniędzy. Część konsumentów, mowa o tych „zadowolonych z siebie”, którzy sądzili wcześniej, że świetnie kontrolują swój budżet, przekonała się, że mogą robić to jeszcze efektywniej (czyli dodatkowo zaoszczędzić!), bo odkryli, że do tej pory wydawali pieniądze na rzeczy, które były zbędne, np. na kolejne subskrypcje online czy kawę kupowaną na mieście. Można wyłonić i taką grupę konsumentów, których rosnące ceny zmusiły do tego, aby pierwszy raz w życiu w tak uważny sposób przyjrzeli się swoim wydatkom. Niektórzy po raz pierwszy w ogóle zetknęli się z pojęciem „budżet domowy”, a przecież dla „zdrowych finansów” to istotne, aby go prowadzić zawsze, a nie tylko wtedy, gdy mamy mało pieniędzy i każdą złotówkę musimy oglądać dwa razy – komentuje Beata Puchalska, ekspert Intrum.

Jakie działania podejmują Polacy, by zminimalizować negatywny wpływ inflacji na budżet domowy? W TOP 3 rozwiązań znalazło się: robienie zakupów w dyskontach (61%), ograniczenie wydatków na życie towarzyskie (54%) i szukanie promocji w sieci (45%), ale robimy znacznie więcej.

Niestety, gigantyczny wzrost cen zmusił część konsumentów w naszym kraju do sięgnięcia po pożyczki czy kredyty, by zdobyć środki na pokrycie bieżących wydatków. – Jednak w ogólnym rozrachunku inflacja i wzrost stóp procentowych spowodowały, że obecnie roztropniej podchodzimy do zaciągania kolejnych zobowiązań, nie pożyczamy pieniędzy tak chętnie, jak wcześniej – takie podejście deklaruje 71% ankietowanych Intrum. W momencie, którym mówimy o nadejściu kolejnego kryzysu finansowego, takie zachowanie także jest pozytywnym zjawiskiem – dodaje Beata Puchalska, ekspert Intrum.

Staramy się również oszczędzać. Mimo że inflacja skutecznie utrudnia nam regularne odkładanie gotówki, to jednak 7 na 10 (73%) konsumentów stara się oszczędzać każdego miesiąca. 1/3 ankietowanych (33%) przyznaje, że oszczędza więcej niż rok temu, ponieważ chce zapewnić sobie wystarczające rezerwy finansowe na wypadek kryzysu gospodar-czego. 33% Polaków zapytanych wprost o powody, dla których oszczędzają, odpowiada, że są to niespodziewane wydatki. Drugie miejsce na liście tych powodów (18%) zajęło odkładanie gotówki na wypadek utraty pracy lub innego źródła dochodu.

Zwiększenie wiedzy na temat finansów jest konieczne

Dane zebrane przez Intrum pokazują, że istnieje korelacja między posiadanym stanem wiedzy na temat finansów, a dobrobytem finansowym. Przykład? 43% konsumentów w naszym kraju, którzy nisko oceniają swój poziom wiedzy dotyczący pieniędzy, spodziewa się, że w ciągu najbliższych 12. miesięcy przynajmniej raz nie uregulują rachunku za media, w porównaniu z 32% osób, które uważają, że otrzymały dobrą edukację finansową.

Uzupełnienie czy zdobycie nowej wiedzy z zakresu finansów osobistych zdaniem konsumentów ma ich uchronić przed kolejnymi skutkami inflacji. Mamy tym zakresie konkretne braki. Tylko 26% respondentów Intrum uważa, że otrzymali świetne wykształcenie w dziedzinie finansów. Kolejne 33% konsumentów uważa, że ich wiedza w tym obszarze jest wystarczająca, ale potrzebują porad w bardziej złożonych kwestiach związanych z pieniędzmi.

– Z naszego badania wynika, że część konsumentów nie rozumie podstawowych mechanizmów rządzących inflacją lub nie do końca rozumie wie, w jaki sposób rosnące stopy procentowe wpływają na wysokość rat spłacanego kredytu. Nie dziwi więc, że potrafią uchronić się przed skutkami kryzysu. Ale z drugiej strony, ankietowani zdają sobie sprawę z tego problemu, a to już część sukcesu. Chcąc zwiększyć swoją wiedzę na temat finansów, co z pewnością pomoże im przetrawiać kolejne trudne czasy – zauważa Beata Puchalska, ekspert Intrum.

O raporcie European Consumer Payment Report 2022

Raport European Consumer Payment Report pozwala uzyskać wgląd w codzienne życie europejskich konsumentów: ich wydatki i umiejętność zarządzania finansami domowymi każdego miesiąca. Raport publikowany każdego roku opiera się na badaniu przeprowadzanym jednocześnie w 24 krajach w Europie, także w Polsce. W tegorocznej edycji badania wzięło udział 24 011 europejskich konsumentów.

Źródło: Intrum. 

Komentarz dotyczący prognoz w związku z pierwszym w 2023 roku posiedzeniem RPP

rawpixel-com-603645-unsplash
Za nami trudny i dziwny rok, a przed nami kolejne nowe wyzwania, którym będzie trzeba sprostać.

Po spektakularnej serii podwyżek stóp procentowych, wszyscy uczestnicy rynku finansowego mogą być pewni, że sytuacja wciąż będzie dynamiczna, trudna do przewidzenia, a często dyktowana aktualną potrzebą polityczno-gospodarczą lub doraźną próbą gaszenia wzniecanego pożaru niepokojów społecznych spowodowanych w/w czynnikiem. Niestety, trzeba mieć świadomość, że skoro my nie interesujemy się polityką to nie znaczy, że polityka nie interesuje się nami. Przykładami na powyższe są już wprowadzone przez KNF od kwietnia 2022 roku rekomendacje metodologii liczenia zdolności kredytowej przez banki dla chętnych na kredyt hipoteczny (zwiększenie bufora dodawanego do WIBORu z 2,5% do 5%), co przełożyło się na drastyczne obniżenie zdolności kredytowej, nawet rzędu 30-40%, w zależności od przypadku, i katastrofalne załamanie sprzedaży kredytów hipotecznych.

Aktualnie Komisja Nadzoru Finansowego, po wnioskach Związku Banków Polskich i branży developerskiej, rozpoczęła analizy i pracę nad ewentualną zmianą rekomendacji i poluzowaniem wymogów. Dla kredytów ze stałym oprocentowaniem rozważane jest zastosowanie zasady suwaka, gdzie im dłuższy okres stałego oprocentowania, tym niższy wymagany dodatkowy bufor do liczenia zdolności kredytowej. Plusem takiej sytuacji może być to, że banki poszerzą ofertę kredytów ze stałym oprocentowaniem. Korektę ceny takich kredytów obserwujemy w zmienianych cennikach banków od kilku miesięcy i można odczytywać to jako poszukiwanie punktu równowagi ceny takich kredytów akceptowalnej dla obu stron transakcji, czyli banków i kredytobiorców.

Podobnie rzecz ma się ze spadkiem stawki WIBOR w ostatnich miesiącach, gdzie stawka 3M spadła w okolice 7%.

Zmiana taka może też ożywić aktualnie mocno wygaszany rynek developerski, gdzie kończone są budowy rozpoczęte w latach 2019-2020, a zaniechane w dość istotnej skali nowe planowanie na 2022 i 2023 rok. Pomysłem na ratowanie rynku budowlanego i kredytowego jest przedstawiony nowy plan dopłat do kredytów hipotecznych z gwarantowanym oprocentowaniem 2% (różnicę w oprocentowaniu wg założeń będzie dopłacana z budżetu przez 10 lat – więcej o programie https://www.gov.pl/web/rozwoj-technologia/bezpieczny-kredyt ), co do zasadności i skuteczności proponowanego rozwiązania na chwilę obecną raczej nie ma się co wypowiadać bowiem planowane wdrożenie to jesień 2023 r.

W 2023 roku nastąpi wdrożenie wskaźnika WIRON, który ma zastąpić powszechnie stosowany WIBOR, a co zdaniem pomysłodawców ma mieć również wpływ na obniżenie kosztu kredytu, a jak będzie przekonamy się po przedstawieniu przez banki ofert opartych na tym wskaźniku, bo na pewno potencjalni jak i obecni klienci czekają na to z niecierpliwością.

Z pozytywów należy dostrzec, że Rada Polityki Pieniężnej nie podniosła w grudniu i raczej nie podniesie również w styczniu 2023 roku stóp procentowych, a puszczając wodze fantazji i dokonując obserwacji sytuacji społeczno-ekonomicznej, RPP będzie robić wszystko, aby takich podwyżek do jesieni nie było. Ośmielam się nawet sądzić, że we wrześnie może być decyzja o obniżeniu tychże ze względu na toczącą się wówczas końcówkę kampanii wyborczej.

A co może w tej sytuacji zrobić konsument, który nie ma wpływu na w/w czynniki?

Powinien dokonać przeglądu swojej sytuacji finansowej i spróbować jej naprawy czy to samodzielnie czy przy pomocy specjalistów Lendi i poszukać rozwiązań zmniejszających jego aktualne zobowiązania nawet o 40%, w zależności od ich rodzaju i form zabezpieczenia.

Autor: Grzegorz Aleksandrowicz, ekspert kredytowy Lendi.

Dane z MF za trzy kwartały 2022 roku: VAT w czołówce zaległości. Polacy są winni fiskusowi blisko 117 mld zł

gotowka-fiskus
Według danych Ministerstwa Finansów, 116,835 mld zł wyniosły należności za trzy kwartały br. pozostałe do zapłaty z tytułu podatków. Oznacza to spadek rdr. o 0,3%. Największe zaległości odnotowano w woj. mazowieckim, a najmniejsze – w świętokrzyskim. W całym kraju zdecydowana większość należności dotyczyła VAT-u. Na kolejnych miejscach w zestawieniu widać akcyzę, PIT i CIT. Komentujący te dane eksperci przewidują, że w wyniku wysokiej inflacji, rosnących zatorów płatniczych i zakończenia programów pomocowych dla przedsiębiorców wzrośnie ogólna wartość nieuregulowanych zobowiązań. Eksperci od podatków dodają również, że znaczna część z nich będzie umarzana przez sądy rozpatrujące wnioski o upadłość.

Jak podaje Ministerstwo Finansów, według stanu na 30 września 2022 roku, 116,835 mld zł wyniosły należności pozostałe do zapłaty, czyli zaległości, z tytułu podatków. To o 0,3% mniej niż rok wcześniej, kiedy ta kwota była w wysokości 117,174 mld zł.

Spadek należności podatkowych o 0,3% jest statystycznie kosmetyczny, jak na wielkość budżetu państwa i jego wpływów. Sytuacja gospodarcza w tym roku, szczególnie w pierwszym półroczu, pomimo wojny na Ukrainie, nie pogorszyła się mocno, a w niektórych branżach nawet się polepszyła. Większość restrykcji związanych z pandemią przestała obowiązywać. Wielu przedsiębiorcom dało to możliwość złapania oddechu. Ci, którzy z powodu pandemicznych zawirowań mieli zaległości w zobowiązaniach podatkowych, mogli wreszcie je uregulować – wyjaśnia doradca podatkowy Ewa Flor.

Z kolei doradca podatkowy Marek Niczyporuk z Kancelarii Ars Aequi uważa, że skoro spadek ogólnej wartości zobowiązań jest tak niewielki, to trudno wyrokować, aby przedsiębiorcom było znacznie lepiej lub gorzej niż w poprzednich latach oraz by ta statystyka świadczyła o słabości państwa. Zdaniem eksperta, można byłoby lepiej egzekwować podatki. Jednak równie dobrze mogłoby zmniejszyć zaległości wprowadzenie bardziej czytelnych i jasnych przepisów podatkowych. Nie narażałyby one wielu podatników na popełnianie niezawinionych błędów czy też na wchodzenie w spory z fiskusem, które bardzo często zmieniają sposób interpretacji przepisów i linie orzecznicze.

W mojej ocenie, działalność organów podatkowych w kwestiach egzekwowania należności nie uległa znaczącej zmianie. Na gruncie Ordynacji Podatkowej istnieje możliwość umarzania zaległości, ale to jest decyzją uznaniową poszczególnych Naczelników Urzędów Skarbowych. Żaden NUS nie chce umorzyć wysokiej kwoty, która z kolei wg każdego urzędnika reprezentuje inny poziom. Pomimo braku takich regulacji w prawie, można domniemywać z bardzo dużym przekonaniem, że presja Ministerstwa Finansów na egzekwowanie jak największych kwot z zaległości występuje i będzie rosnąć – dodaje Ewa Flor.

Patrząc na poszczególne województwa, można zauważyć, że na koniec trzeciego kwartału br. największe zaległości dotyczyły mazowieckiego – 49,643 mld zł (rok wcześniej – 48,130 mld zł). Dalej w zestawieniu widać woj. śląskie – 13,564 mld zł (14,411 mld zł), wielkopolskie – 11,484 mld zł (12,084 mld zł), dolnośląskie – 6,888 mld zł (7,608 mld zł), a także łódzkie – 6,292 mld zł (5,710 mld zł). Natomiast na końcu listy mamy świętokrzyskie – 1,262 mld zł (1,161 mld zł), opolskie – 1,449 mld zł (1,528 mld zł), jak również lubuskie – 1,588 mld zł (1,667 mld zł).

Wyniki wiążą się z liczbą przedsiębiorstw zarejestrowanych w poszczególnych województwach. Oczywiste jest to, że mazowieckie wiedzie zdecydowany prym, jako że tam działa najwięcej firm i to największych w skali całego kraju. Wpływa to na zwiększenie liczby kontroli, ale także na wielkość wykrywanych zaległości – stwierdza Marek Niczyporuk.

Biorąc pod uwagę podział na poszczególne podatki, widać, że największe należności dotyczą VAT-u. Według stanu z 30 września 2022 roku, wynoszą one 93,640 mld zł (rok wcześniej – 93,368 zł). Na kolejnych miejscach w zestawieniu widzimy akcyzę – 10,585 mld zł (poprzednio – 10,466 mld zł), PIT – 7,974 mld zł (8,470 mld zł), CIT – 4,587 mld zł (4,707 mld zł), GRY – 48,846 mln zł (wcześniej 71,412 mln zł), podatki zniesione – 1,491 mln zł (1,728 mln zł), PSD (podatek od sprzedaży detalicznej) – 1,488 mln zł (8,808 mln zł), a także FIN (podatek od niektórych instytucji finansowych) – 0 zł (81,238 mln zł).

Kwota zaległości jest tym wyższa, im większy udział ma dany podatek w ogólnych przychodach podatkowych w budżecie. Za ok. połowę odpowiedzialny jest VAT, który znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu. Dalej widać podatek akcyzowy, stanowiący ok. 19% przychodów podatkowych, PIT – ok. 17%, a także CIT – ok. 11% – tłumaczy Ewa Flor.

Ta statystyka nie dziwi również doradcy podatkowego Marka Niczyporuka. Na początku rankingu są podatki pośrednie, związane z samym faktem handlu towarami i świadczeniem usług. Te daniny, z uwagi na swoją wysokość i sposób poboru, w tym możliwość np. odliczenia VAT-u naliczonego, w największym stopniu są narażone na działania oszustów podatkowych. To również te podatki, które w skali okresów rozliczeniowych, stanowią dla wielu przedsiębiorców największe wyzwanie finansowe do udźwignięcia. Dlatego pojawiają się tendencje do redukowania ich, nie zawsze w sposób zgodny z przepisami.

Można się spodziewać, że zaległości podatkowe najprawdopodobniej się powiększą. Spowolnienie gospodarcze, z jakim mamy obecnie do czynienia, najczęściej pociąga za sobą zwiększenie zadłużenia podatników. To z kolei idzie w parze ze wzmożonymi działaniami windykacyjnymi organów podatkowych – zauważa doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak przewiduje Marek Niczyporuk, wysoka inflacja, rosnące zatory płatnicze i zakończenie programów pomocowych dla przedsiębiorców doprowadzą do zwiększenia ogólnej wartości nieuregulowanych zobowiązań. Zaległości często nie będą wynikały z winy podatników. Zdaniem eksperta, znaczna część z nich będzie umarzana, ale nie przez organy skarbowe, tylko przez sądy rozpatrujące wnioski o upadłość.

Źródło: MondayNews Polska Sp. z o.o. 

Intrum: Inflacja pogorszyła dobrobyt finansowy 7 na 10 konsumentów w Polsce

s-x-440_ (1)W tegorocznym raporcie Intrum, ”European Consumer Payment Report” zupełnie nie widać już optymizmu, którzy respondenci badania deklarowali w 2021 r.

Ledwo poradziliśmy sobie ze skutkami korona-kryzysu, zaczęliśmy nawet z powrotem gromadzić oszczędności, a już pojawiło się nowe zagrożenie dla naszych budżetów – inflacja.  Wzrost cen wpływa negatywnie na finanse aż 87% osób w naszym kraju, ale nie tylko na nie. Koszty życia, które rosną szybciej niż nasze pensje, źle wpływają na ogólne samopoczucie Polaków (70%).  7 na 10 (71%) konsumentów przyznaje, że przez inflację jest w gorszej sytuacji finansowej niż rok temu. Coraz więcej osób staje przed trudną decyzją, które rachunki opłacić w pierwszej kolejności, a które przełożyć na później, bo terminowe wywiązywanie się ze wszystkich zobowiązań staje się coraz trudniejsze. Coraz częściej sięgamy również po kredyty i pożyczki, by pokryć wszystkie wydatki.

– Inflacja obniżyła siłę nabywczą Polaków. Tylko co 4. osobie (24%) po zapłaceniu rachunków zostaje w portfelu więcej niż połowa wynagrodzenia. 14% po dokonaniu opłat zostaje w portfelu mniej niż 10% pensji. Oznacza to, że część konsumentów jest zmuszonych posiłkować się kredytem, ponieważ w innym przypadku przestaliby regulować swoje zobowiązania – komentuje Rafał Wąsowski, Sales Director Market Poland w Intrum.

 

Źródło: Intrum.

Raport Elektryczność 4.0 – transformacja energetyczna w kontrze na podwyżki cen prądu

joshua-sortino-215039-unsplash
Aż 49 proc. małych i średnich przedsiębiorstw określa podwyżki cen energii elektrycznej jako dotkliwe, a wynik ten jest najwyższy w branży produkcyjnej. To kluczowe wnioski z raportu fundacji Digital Poland ,,Elektryczność 4.0. Tańsza, czystsza i stabilniejsza energia dla polskich przedsiębiorstw’’, którego partnerem jest firma Schneider Electric. Szansą na zmianę ma być wdrożenie zasad Elektryczności 4.0.

Spis treści:
Droga energia uderza w biznes
Inteligentne OZE odpowiedzią na kryzys energetyczny
Korzyści i wyzwania Elektryczności 4.0

Raport powstał w oparciu o badanie 321 przedstawicieli MŚP (właścicieli, współwłaścicieli oraz osób zarządzających). Jego celem było zweryfikowanie podejścia polskich przedstawicieli małych i średnich firm do transformacji energetycznej. Wyniki badania ukazują ich stosunek do cyfryzacji i automatyzacji usług w dziedzinie energetyki, a także wskazują na szanse i zagrożenia, jakie w tym kontekście dostrzegają przedsiębiorcy.

Droga energia uderza w biznes

Zaledwie dla 3 proc. małych i średnich przedsiębiorstw ostatnie podwyżki cen energii nie były w ogóle dotkliwe. Najsilniej odczuły je firmy z sektora produkcji (58 proc.). Z badania fundacji Digital Poland i Schneider Electric wynika również, że tylko co trzecia polska firma ani razu nie zmagała się w ciągu ostatniego roku z przerwą w dostawach prądu. To alarmujące dane, które uwypuklają wyzwania, z jakimi musi mierzyć się sektor energetyczny.

Wojna i powiązany z nią kryzys energetyczny dobitnie pokazały, jak ważne jest przyspieszenie wdrożenia w Polsce inteligentnej elektryfikacji opartej na odnawialnych źródłach energii oraz cyfrowym monitoringu i innych rozwiązaniach prowadzących do optymalizacji zużycia energii w firmach. Nikt nie powinien już pytać „czy”, ale „jak szybko” to zrobić. Relatywnie tania i niezawodna energia oraz cyfryzacja są i będą kluczowymi czynnikami budującymi konkurencyjność Przemysłu 4.0. – podkreśla Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.

Czym jest Elektryczność 4.0? To proces transformacji w kierunku energii elektrycznej, która pochodzi z rozproszonych odnawialnych źródeł, jest zarządzana cyfrowo i dystrybuowana poprzez dwukierunkowe, elastyczne i niezawodne sieci.

Optymalizacja zużycia energii nie była dotychczas dla wielu firm priorytetem, ponieważ koszt energii w naszym kraju był relatywnie niski. Jako że koszt ten w ostatnim okresie istotnie wzrósł, a równolegle znacząco wzrosło ryzyko ograniczeń w zużyciu energii, coraz więcej firm dostrzega wartość w cyfryzacji ich własnego ekosystemu elektroenergetycznego oraz wytwarzaniu energii ze źródeł odnawialnych. Dobrą wiadomością jest fakt, że 80 proc. zapytanych przez nas w raporcie przedstawicieli MŚP twierdzi, iż inteligentna transformacja energetyczna oparta na OZE jest nieuchronna. Polscy przedsiębiorcy nie tylko zaczynają zdawać sobie sprawę z korzyści związanych z wdrożeniem inteligentnej elektryfikacji, ale też coraz częściej planują konkretne działania w tym zakresie – zaznacza Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na klaster Europy Środkowo-Wschodniej.

Inteligentne OZE odpowiedzią na kryzys energetyczny

Szansą na wzmocnienie gospodarki, bardziej przystępne ceny oraz niezakłócony dostęp do energii jest inteligentna elektryfikacja oparta na OZE, nazywana przez autorów raportu Elektrycznością 4.0. Z badania wynika, że tylko co trzecie MŚP deklaruje wykorzystywanie energii z odnawialnych źródeł, przy czym jedynie 18 proc. może pochwalić się wdrożeniem tego typu rozwiązań w ramach własnej działalności. Trwający kryzys energetyczny sprawił natomiast, że 48 proc. przedsiębiorstw planuje w przyszłości wdrożenie u siebie odnawialnych źródeł energii. Podobny odsetek zapytanych ma też w planach wprowadzenie cyfrowego monitoringu zużycia energii, podniesienie efektywności energetycznej obiektów oraz wdrożenie mikrosieci.

Zdaniem 80 proc. przedsiębiorców inteligentna transformacja energetyczna to nieuchronny kierunek zmian – przede wszystkim ze względu na ochronę środowiska naturalnego oraz rosnące ceny energii elektrycznej.

Motywatorem zmian dla firm musi być zapewnienie konkurencyjności. Niezależnie od branży i od pochodzenia inwestorów w procesach biznesowych wymagane będzie, a czasem już jest, przedstawianie śladu węglowego w całym łańcuchu produkcji. Na poziomie unijnym akt prawny zwany „taksonomią” tworzy ramy ułatwiające podejmowanie zrównoważonych inwestycji. Stopniowo wszystkie firmy będą nim objęte, a współpraca czy inwestycje będą podejmowane według określonych kryteriów ESG (środowisko, społeczna odpowiedzialność i ład korporacyjny). Przedstawione badanie pokazuje, że już większość firm MŚP to rozumie, pozostaje im tylko podjąć działania, a decydentom ułatwiać procesy prowadzące do zrównoważonego rozwoju – tłumaczy Magdalena Maj, kierownik Zespołu Klimatu i Energii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Korzyści i wyzwania Elektryczności 4.0

Rozwój inteligentnej elektryfikacji nabrał szczególnego tempa w ostatnich kilku latach głównie dzięki dotacjom. Potwierdzają to wyniki badania fundacji Digital Poland i Schneider Electric. Największą barierą związaną z inteligentną elektryfikacją są wysokie koszty realizacji. Wskazuje na to 47 proc. MŚP. Badani wymieniają również brak dofinansowania ze strony państwa. Dla sektora publicznego to sygnał, aby rozpocząć budowę systemowego wsparcia przedsiębiorców, opartego na dotacjach i ulgach podatkowych.

Demokratyzacja, czyli powszechne przyjęcie technologii umożliwiających inteligentną elektryfikację, pozwoli na sukcesywne obniżanie bariery wejścia, jaką są wysokie koszty. Oczywiście nie jest to jedyna przeszkoda. Jednym z priorytetów powinna być także współpraca biznesu z administracją na tym właśnie polu. Pozwoli ona z jednej strony wypracować wspólne płaszczyzny edukacji obywateli i zaznajamiania ich z możliwościami i korzyściami wykorzystania nowoczesnych technologii, mówiąc wprost, wprowadzania pod strzechy inteligentnej elektryfikacji. Z drugiej umożliwi wypracowanie odpowiednich wzorców dobrych praktyk, ale przede wszystkim regulacji zbieżnych z możliwościami rynku, oczekiwaniami samych zainteresowanych i ich portfelami – wskazuje Wojciech Świątek, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric.

Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw są też świadomi korzyści płynących z inteligentnej elektryfikacji. Prawie co drugi badany wskazuje, że wpływa ona na obniżenie kosztów energii elektrycznej. Aż 42 proc. przedsiębiorców utożsamia Elektryfikację 4.0 z pozytywnym wpływem na środowisko i ochroną klimatu.

Źródło: Schneider Electric.

Polacy niechętnie zakładają nowe firmy. Są zniechęceni przez inflację, składki na ZUS i Polski Ład

zakladanie-firmy
W pierwszych dziesięciu miesiącach br. do rejestru CEIDG wpłynęło o 6% więcej wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej niż w analogicznym okresie ub.r. W tym samym czasie o przeszło 8% wzrosła liczba wniosków dotyczących wznowienia JDG. Najwięcej takich firm powstało i wznowiło swoją działalność w woj. mazowieckim. Jednocześnie sporo wnioskodawców nie wskazało miejsca wykonywanej działalności, na co zezwala prawo. Zdaniem ekspertów, w najbliższym czasie jednak nie należy spodziewać się wzrostu liczby zakładanych firm. Znawcy tematu dodają też, że względna stabilizacja może nastąpić dopiero w II lub III kwartale przyszłego roku.

Spis treści:
Wejście na rynek
Wznowienie działalności
Zwrot w połowie roku

Wejście na rynek

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, od stycznia do października br. do rejestru CEIDG wpłynęło prawie 263,7 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ponad 248,7 tys. Ten wzrost jest oczywiście dobrą informacją dla gospodarki, co podkreśla radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński. Jednak według eksperta, ta sytuacja w znacznej części może wynikać z konieczności optymalizacji kosztów pracy poprzez założenie tego typu działalności.

W ub.r. pandemia nie sprzyjała otwieraniu firm. W tym roku warunki też są niekorzystne, głównie ze względu na inflację, a także wzrost kosztów surowców energetycznych i energii elektrycznej. Przedstawiony wzrost rok do roku nie jest duży. Na rynku działa przecież ponad 2 mln firm. Tego typu wahania nie wyznaczają jeszcze żadnych konkretnych trendów – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Według tegorocznych statystyk, wniosków o założenie JDG było o ok. 106,6 tys. więcej niż wniosków dot. zamknięcia JDG (odpowiednio prawie 263,7 tys. – 157,7 tys.). Po pierwszych dziesięciu miesiącach 2021 roku różnica ta wyniosła ok. 114 tys. (ponad 248,7 tys. – blisko 134,7 tys.). Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, polska gospodarka hamuje. Nastroje przedsiębiorców i konsumentów są złe. Właściciele firm zmuszeni są do kończenia tego, co nie przynosi dochodu lub staje się zbyt trudne. Jednocześnie szukają nowych możliwości w myśl zasady, że kryzys to zmiana, czyli szansa.

Wzrost liczby zakładanych JDG jest dość symboliczny i wynika raczej z tego, że przedsiębiorcy wciąż żyją w dużym zawieszeniu i niepewności. Obecna sytuacja w gospodarce jest dla nich mocno niekorzystna. I jak na razie nie widać jakichkolwiek symptomów poprawy. Proszę też zwrócić uwagę na to, że mamy kolejne zapowiedzi o podnoszeniu składek na ZUS i przez to sprawa dodatkowo się komplikuje. Całość zamyka tzw. Polski Ład, który jest oceniany przez większość przedsiębiorców, szczególnie tych najmniejszych, jako niekorzystne i szkodliwe dla nich rozwiązanie – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Biorąc pod uwagę podział na województwa, w tym roku najwięcej JDG powstało w mazowieckim – 26 261 (rok wcześniej – 30 675). Dalej mamy małopolskie – 15 947 (17 996), śląskie – 15 453 (17 743), wielkopolskie – 14 769 (17 628) i dolnośląskie – 14 152 (14 637). Na drugim końcu zestawienia widzimy opolskie – 3 108 (3 503), podlaskie – 4 139 (4 420) i lubuskie – 4 309 (4 788). Natomiast w 104 029 przypadkach nie wskazano miejsca wykonywania działalności, więc pole dot. województwa pozostaje puste (rok wcześniej – 67 138). Jak informuje MRiT, jest to oczywiście zgodne z ustawą. Osoba zakładająca JDG nie musi wskazywać miejsca wykonywanej działalności. Wówczas domyślnie przyjmuje się, iż działalność jest wykonywana na terenie całego kraju.

Mazowieckie to jest duży obszar. W samej Warszawie mieszka ok. 2 mln osób. Jednak chcąc wyciągnąć wnioski dotyczące tego zestawienia, musielibyśmy porównać liczbę zakładanych JDG z liczbą mieszkańców danego województwa. Natomiast wpływ na pozostawianie pustego pola ma zapewne kilka czynników. Niektórzy przedsiębiorcy wychodzą z założenia, że skoro nie muszą podawać tej informacji, to jej nie wpisują. Ale mamy też osoby świadczące usługi informatyczne, co często oznacza pracę na odległość. Do tego dochodzą np. budowlańcy, którzy jeżdżą po całym kraju. Swoje obowiązki wykonują tam, gdzie są potrzebni – opisuje Jeremi Mordasewicz.

Z kolei według Adriana Parola, w przedmiocie szczegółowych danych z województw sytuacja jest dość prosta. Otóż w dużej mierze pokrywa się ona w zakresie ilości prowadzonych firm na danym terenie. Najwięcej JDG otwiera się z reguły w miejscach, gdzie od wielu lat widzimy najszerszą aktywność społeczną, bo tam jest największa szansa na potencjalny zysk i powodzenie misji gospodarczej.

Wznowienie działalności

Z udostępnionych danych wynika także, że w pierwszych dziesięciu miesiącach br. wpłynęły 132 tys. wnioski dot. wznowienia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 8,1% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ok. 122,1 tys.

Wzrost liczby wniosków dotyczących wznowienia działalności gospodarczej to również dobra informacja dla gospodarki. Jednocześnie zestawiając powyższe dane czy te dotyczące otwarć JDG z zamknięciami i zawieszaniem, nasuwa się wniosek, że sytuacja gospodarcza nie stwarza dzisiaj korzystnych warunków do prowadzenia biznesu. Coraz więcej małych firm znika z rynku, a trend ten wydaje się być dość trwały – podkreśla Łukasz Goszczyński.

Uwzględniając podział na województwa, w tym roku najwięcej JDG wznowiono w mazowieckim – 16 470 (rok wcześniej – 15 947). Następne na liście są pomorskie – 11 986 (11 581), śląskie – 10 879 (10 417), małopolskie – 10 814 (10 208) i zachodniopomorskie – 9 252 (9 086). Na końcu zestawienia znajdują się opolskie – 2 145 (2 126), świętokrzyskie – 2 502 (2 471) oraz lubuskie – 2 571 (poprzednio 2 517). Natomiast najwięcej wniosków było bez wskazania miejsca wykonywanej działalności – 20 613 (15 352).

Jest wiele zmiennych, które w nadchodzących miesiącach mogą wpłynąć na liczbę zakładanych czy wznawianych JDG. Obawiam się jednak, że wzrośnie bezrobocie, ale nie za dużo, ponieważ mamy taki trend demograficzny. Zwalniane osoby będą rejestrować się w urzędach pracy jako bezrobotne, aby pobierać zasiłek przez pewien czas. Część z tych ludzi zacznie nieoficjalnie pracować. Dopiero kiedy skończą pobieranie świadczenia, to przystąpią do pracy lub założą JDG – analizuje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Zwrot w połowie roku

Jak stwierdza radca prawny Adrian Parol, pod koniec 2022 roku i na początku 2023 roku raczej nie nastąpi wzrost liczby zakładanych nowych JDG. Ekspert ostrożnie szacuje, że bilans będzie na zero lub na lekkim minusie. Natomiast względna stabilizacja powinna się pojawić się dopiero w okolicach II lub nawet III kwartału przyszłego roku. Przy założeniu, że nic negatywnego nie wydarzy się w tym czasie. Wówczas ten stan może się przedłużyć. Podobnego zdania są też inni eksperci.

Obecna sytuacja pogorszenia nastrojów będzie widoczna przynajmniej do połowy 2023 roku. Jeżeli już coś się zadzieje na plus, to największy rozwój JDG powinniśmy obserwować w branżach usługowych oraz w obszarze szeroko rozumianych nowych technologii – twierdzi Marek Zuber.

Z kolei według radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego Łukasza Goszczyńskiego, obecnie szalejąca inflacja, wysokie ceny nośników energii i niepewna sytuacja polityczna mają bezpośredni wpływ na decyzje przedsiębiorców o otwieraniu lub odwieszaniu działalności gospodarczej. Wszystkie czynniki wskazują na to, że trend ten utrzyma się na wysokim poziomie również w przyszłym roku. A sytuacja przynajmniej do czerwca nie ulegnie poprawie.

Prognozując rozwój sytuacji, trzeba też zaznaczyć, że przedsiębiorcy skrupulatnie liczą każdą złotówkę i szukają oszczędności. Jednak coraz ciężej im to idzie, bo mechanizmy optymalizacyjne zostały już wdrożone praktycznie na każdym etapie działalności. I de facto teraz nie ma już na czym oszczędzać. Widząc to, przyszli przedsiębiorcy są poniekąd przerażeni taką perspektywą i zaczynają myśleć raczej o możliwości przebranżowienia się, a w ostateczności idą do kogoś na etat, często chcąc przeczekać turbulencje i odsunąć decyzję o założeniu własnej działalności – podsumowuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Źródło: MondayNews Polska Sp. z o.o.

 

Inflacja i drożyzna – firmy rezygnują z benefitów?

Sebastian Kopiej
Niska pensja, brak benefitów, mało elastyczne podejście do godzin pracy, a także niemiła atmosfera – to najczęstsze przyczyny odejść pracowników z miejsc zatrudnienia1. Jakie kroki powinni podjąć pracodawcy, aby zwiększyć zadowolenie wśród załogi? O jakich kwestiach należy pamiętać i czego unikać? Istnieje kilka sposób na zatrzymanie talentów w firmie. Kluczowe jest podejmowanie dialogu i weryfikowanie potrzeb zatrudnionych osób.


Spis treści:
Zbyt niskie wynagrodzenie
Brak benefitów
Daj pracownikom swobodę
Zadbaj o odpowiednią atmosferę w pracy

Wysoka rotacja w przedsiębiorstwie powinna być sygnałem ostrzegawczym dla pracodawców, iż w jego strukturach dzieją się niepokojące rzeczy. To przede wszystkim znak, że zatrudnieni nie są zadowoleni z warunków panujących w firmie. Co jest najczęstszą przyczyną odejść? Oto kilka przykładów.

Zbyt niskie wynagrodzenie

Wysoka inflacja i panująca w sklepach drożyzna mobilizują Polaków do szukania lukratywnego zajęcia. Wielkość wynagrodzenia ma kluczowe znaczenie dla zatrudnionych. Zatem rolą pracodawcy jest oferowanie pensji na satysfakcjonującym poziomie. Wysokość zarobków jest różna w zależności od branży. A co, jeśli pracodawca nie może podnieść pensji pracownikom, gdy u konkurencji wypłaty są lepsze? Warto postawić na benefity. Bowiem ich brak skłonił aż 16 proc. osób do poszukania nowej pracy.

Brak benefitów

Nadal mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Przy dużym wyborze ofert pracownicy poszukują pracodawcy, który da im więcej. Benefity to niewątpliwie as w rękawie dla wielu firm. Powinny być one odpowiednio dobrane do pracowników – zaznacza Sebastian Kopiej, CEO agencji PR Commplace.

– Benefity są elementem budowania wizerunku marki, czyli employer brandingu. Nadal w wielu firmach impulsem do zmian w tym obszarze jest dopiero brak pracowników. W celu uzupełnienia luki kadrowej przedsiębiorstwa poszukują różnych rozwiązań. A kluczem do sukcesu jest długoterminowe podejmowanie działań, które zbudują wizerunek pewnej i ciekawej firmy. Benefity stanowią jeden z elementów employer brandingu. Do najbardziej pożądanych należą między innymi wyjazdy integracyjne. Po COVID-owej izolacji pracownicy chcą spędzać czas w gronie współpracowników, szkolić się i brać udział w team buildingu – dodaje Sebastian Kopiej. – Liczy się kreatywność. Na rynek wchodzi nowe pokolenie, dla którego istotne są innowacyjne i nietypowe benefity.

Kreatywni pracodawcy nie tylko pozyskają nowych pracowników. Mają także dużą szansę na utrzymanie już istniejącej kadry.

Daj pracownikom swobodę

13% pracowników twierdzi, że chęć posiadania bardziej elastycznego harmonogramu pracy skłoniła ich do rozważenia odejścia z firmy w ostatnim roku. Współczesny pracodawca powinien być elastyczny i mieć na uwadze dobre samopoczucie pracowników.

– Istotne jest budowanie kultury wellbeingu w pracy. Jeszcze kilkanaście lat temu panowało przekonanie, iż w firmie należy spędzać nawet kilkanaście godzin dziennie. Pracownicy rzadziej zmieniali pracę, co miało związek m.in. z wysokim bezrobociem. Dziś sytuacja uległa diametralnej zmianie. Pracodawcy powinni zadbać o dobrobyt pracowników i zapewnić im przestrzeń na pogodzenie życia zawodowego z prywatnym – mówi Sebastian Kopiej z Commplace.

W jaki sposób dać pracownikom swobodę, a jednocześnie osiągać odpowiednie efekty biznesowe? W tym celu firmy umożliwiają pracę z domu, ruchomy grafik, a także testują 4-dniowy tydzień pracy.

Zadbaj o odpowiednią atmosferę w pracy

W pracy spędzamy średnio 40 godzin tygodniowo. To na tyle dużo, iż atmosfera jaka panuje w miejscu zatrudnienia odgrywa kluczową rolę. Jak o nią zadbać?

– W celu poprawy atmosfery istotne jest prowadzenie odpowiedniej komunikacji wewnętrznej. Szum komunikacyjny jest niebezpieczny i może doprowadzić do rotacji pracowników. Komunikacja powinna być prowadzona w profesjonalny i ukształtowany sposób. Nie ma miejsca na pomyłki i chaos. Istotna jest edukacja pracowników, a także jasny przepływ informacji – dodaje Sebastian Kopiej.

W jaki sposób prowadzić komunikację wewnętrzną? Istotna jest prawdomówność i jasno formowane przekazy. Należy także pamiętać, że kryzysy powstają na skutek braku komunikacji.

Dlaczego jeszcze pracownicy zmieniają pracę? Nie bez znaczenia jest także ogólny brak wsparcia pracownika i stres związany z wykonywanym zawodem. Kluczową rolę odgrywa zatem dialog między pracownikiem a pracodawcą i weryfikowanie potrzeb obu stron.

1 https://www.careerplug.com/blog/reasons-employees-quit/

Źródło: Commplace.

Wzrasta liczba kradzieży paliwa i straty z tym związane liczone są w milionach

Pawel Turniak (1)
Wysokie ceny paliw powodują nie tylko wzrost cen towarów i usług. Drogie paliwo stało się także atrakcyjnym towarem dla złodziei. Według danych Komendy Głównej Policji liczba zgłoszonych przypadków kradzieży paliwa wzrosła o blisko 8% w stosunku do 2021 r. i wyniosła ponad 6 tys. zdarzeń. Wartość skradzionego paliwa oraz uszkodzonego przy tym mienia wzrosła aż o 57% – z 13,5 mln zł w 2021 do 21,3 mln zł! To duże zmartwienie nie tylko dla posiadaczy samochodów osobowych, ale także firm transportowych i budowlanych. W związku z tym skokowo wzrosła sprzedaż zabezpieczeń przed tego typu kradzieżami.

Spis treści:
Sposoby zabezpieczeń
Przykładowe urządzenia wykorzystywane przez Seris Konsalnet

Warszawa, 1.12.2022 – Im droższy towar, na który jest duży popyt, tym większa szansa na jego kradzież. Wbrew potocznej opinii kradzieże paliwa nie są domeną nieuczciwych kierowców pojazdów ciężarowych czy operatorów maszyn– znaczna ich część to kradzieże z włamaniem na tereny budów czy na parkingi firm transportowych, coraz częściej zdarzają się również kradzieże na „bezpiecznych” parkingach TIR-ów, na których kierowcy pauzują w trakcie realizacji zleceń.

Cena paliwa wzrosła w od stycznia 2021 r. z 4,5 zł / l (ON) do prawie 8 zł w czerwcu 2022 r. Blisko dwukrotny wzrost ceny wpłynął na skok „popularności” paliwa napędowego wśród złodziei. Zgodnie ze statystykami Komendy Głównej Policji wartość paliwa i ukradzionego lub zniszczonego mienia przy tej okazji (np. korków wlewu paliwa) wyniosły w 2022 r. 21 mln 300 tys. zł. To o 57 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku – wtedy wartość strat wyniosła 13 mln 533 tys. zł. Ilość zdarzeń wzrosła z 5656 do 6095 – o 7,7 proc.

– Kradzież paliwa to duży problem dla firm budowlanych, transportowych, a nawet rolników – mówi Paweł Turniak, Dyrektor ds. Systemów GPS w Seris Konsalnet. – Złodzieje omijają i niszczą standardowe zabezpieczenia, kradną drogie paliwa paraliżując pracę przedsiębiorstw i kierowców. Straty tym spowodowane są z pewnością dużo wyższe niż wynika to ze statystyk Policji, chociaż te i tak są bardzo wysokie. Problem dla przedsiębiorców jest coraz większy – obserwujemy ogromny wzrost zainteresowania profesjonalnymi zabezpieczeniami takimi jak elektroniczne korki wlewów paliwa, urządzeniami do monitoringu pojazdów w komplecie z precyzyjnym pomiarem poziomu paliwa.

Według danych Seris Konsalnet dochodzi do zdarzeń, które można nazwać zuchwałymi. Okradane są pojazdy, w których znajduje się śpiący kierowca w trakcie obowiązkowego odpoczynku. Złodzieje potrafią uszkodzić zbiornik i wypompować część lub całą zawartość zbiornika – a jest to nawet kilkaset litrów. Znaczący odsetek kradzieży paliwa odbywa się w godzinach pracy – wtedy złodziejami okazują się zazwyczaj pracownicy firmy lub osoby z nimi współpracujące.

Na szczęście dysponujemy rozwiązaniami, które w znaczącym stopniu uniemożliwiają takie zdarzenia. Oferowane przez Seris Konsalnet systemy pozwalają zaalarmować we właściwym czasie, kiedy możliwa jest jeszcze reakcja ograniczająca straty. To nie tylko uniemożliwienie kradzieży paliwa, ale również uniknięcie kosztów związanych z naprawą uszkodzeń oraz kosztów związanych z wyłączeniem pojazdu z eksploatacji na czas naprawy.

Montaż profesjonalnego zabezpieczenia to także większy komfort dla kierowców, którzy rzetelnie wykonują swoją pracę i dzięki zabezpieczeniom nie muszą się zajmować „pilnowaniem paliwa”.

Sposoby zabezpieczeń

Jakie zabezpieczenia są najczęściej stosowane do ochrony cennego paliwa przed złodziejami? Są to nie tylko proste fizyczne zabezpieczenia, jak zamki czy kłódki. Stosowane są systemy telematyczne, które na bieżąco odczytują dane z czujników i elektroniki pojazdu, co pozwala na uzyskanie bieżących informacji o czasie, miejscu otwarcia wlewu zbiornika, ilości zatankowanego paliwa lub jego ubytków oraz całej historii jego poziomu. Urządzenia alarmują także, gdy paliwa zacznie ubywać zbyt szybko. Analiza danych pozwala także na wykrywanie nadużyć, obserwację trendów, ułatwia dyscyplinowanie kierowców co ważne pozwala także szybko wytypować pojazdy, które wymagają serwisu z uwagi na nadmierne zużycie paliwa.

W połączeniu z usługami całodobowej Stacji Monitorowania Alarmów (SMA) Seris Konsalnet, urządzenia tworzą kompletne autorskie rozwiązania ochronne umożliwiające m.in. powiadomienie zleceniodawcy o sytuacjach alarmowych (np. w przypadku próby kradzieży paliwa w zaparkowanym pojeździe) lub reakcję grupy interwencyjnej na miejscu zdarzenia.

Przykładowe urządzenia wykorzystywane przez Seris Konsalnet

  1. Ciśnieniowe lub pojemnościowe sondy paliwa, posiadające homologację, służące do pomiaru poziomu paliwa w zbiornikach pojazdów samochodowych, maszyn budowlanych oraz rolniczych. Jest to niezależny od układu pomiarowego pojazdu oraz najbardziej dokładny sposób monitorowania ilości paliwa w zbiorniku. Sonda może być montowana także we wlewie paliwa, przez co nie ma potrzeby ingerencji w konstrukcję zbiornika paliwa.

  2. Elektroniczne zabezpieczenie korka wlewu służy do kontroli i monitorowania dostępu do wlewu paliwa samochodów ciężarowych, maszyn roboczych, budowlanych i innych. Każde otwarcie korka dzięki zdefiniowanym regułom alarmowym jest rejestrowane w systemie, a zleceniodawca może otrzymywać powiadomienia za pośrednictwem SMS, email lub telefoniczne o otwarciu korka w miejscu lub czasie zdefiniowanym jako sytuacja alarmowa.

  3. Przepływomierze – precyzyjne urządzenia dobrane do konkretnego rodzaju pojazdu lub maszyny, pozwalają na pomiar zużycia paliwa z dokładnością do setnych części litra.

Źródło: Seris Konsalnet.

Inflacja wpłynęła na zmianę podejścia Polaków do lokowania kapitału

Bez tytułu

Aż 49% Polaków deklaruje, że w ostatnim okresie zmieniło swoje podejście do lokowania kapitału – wynika z raportu, który na zlecenie Rodzinnych Inwestycji przygotował Kantar Public. Jako główną tego przyczynę respondenci podają wysoką inflację. Aż 71% ankietowanych posiada natomiast oszczędności, co oznacza wzrost o 7% w stosunku do 2021 roku.
Wg badania, przeprowadzonego przez Kantar Public dla Rodzinnych Inwestycji na reprezentatywnej grupie ponad 1000 Polaków1, niemal połowa ankietowanych przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat ich podejście do lokowania kapitału się zmieniło. Najczęściej do zmiany przyznają się osoby z wyższym wykształceniem (54%), respondenci w wieku 25-35 lat (59%) oraz mieszkańcy dużych miast (liczących od 200 do 500 tys. mieszkańców).

Czy w ostatnich dwóch latach tj. od marca 2020 roku Twoje podejście do lokowania kapitału się zmieniło?

Najistotniejszym powodem zmiany podejścia do lokowania kapitału okazała się wysoka inflacja, która była istotna dla 47% respondentów. Ankietowani w znacznie niższym stopniu wskazywali także na inne przyczyny zmiany swego podejścia, takie jak: rosnące stopy procentowe (12%), niepewność związaną z pandemią (8%), poprawę własnej sytuacji materialnej (7%) lub jej pogorszenie (6%), konflikt zbrojny na Ukrainie (7%) czy zmiany cen na rynku nieruchomości czy gruntów (5%). Jedynie 2% Polaków przyznaje, iż nie ma wystarczającej wiedzy, jak inwestować.

Rzeczywiście, obserwujemy, iż inwestorzy zmienili swe podejście do inwestowania: obecnie są dużo ostrożniejsi w podejmowaniu decyzji, a proces ten wydłużył się dwukrotnie – mówi Jakub Węglarski, ekspert Rodzinnych Inwestycji. – Co interesujące, transakcje po takiej dokładnej analizie, często są wyższe niż pierwotnie planowane, czyli jeśli inwestor planował zakup działki za określoną kwotę, ostatecznie decyduje się na ulokowanie wyższego kapitału i kupuje np. większą działkę.

25% osób, które zmieniły swoje podejście do lokowania kapitału, zadeklarowało, iż wcześniej nie myślało o lokowaniu kapitału, jednak teraz planują to zrobić, 18% rozważało wcześniej lokowanie kapitału, jednak porzuciło ten pomysł, a 16% wcześniej lokowało kapitał, jednak z tego zrezygnowało. 23% respondentów, jako przyczynę zmiany podejścia do lokowania kapitału zadeklarowało dokształcenie się w tym zakresie a 7% – skorzystanie z rady eksperta.

Co ciekawe, z osób, które nie zmieniły swego podejścia do lokowania kapitału, aż 51% przyznało, że nie lokowało nigdy kapitału i nie zamierza tego robić, a tylko 31% zadeklarowało, że wcześniej to robiło i zamierza robić to w dalszym ciągu.
Natomiast aż 71% respondentów posiada oszczędności, w postaci pieniędzy, wartościowych przedmiotów czy nieruchomości, rozumianych jako lokata kapitału.

Czy masz oszczędności? Proszę uwzględnić pieniądze, ale także przedmioty czy nieruchomości, które traktujesz jako lokatę kapitału.

W stosunku do badań przeprowadzonych w 2021 roku dla Rodzinnych Inwestycji przez Kantar Public, oznacza to wzrost o 7%. O 8 procent, do 22%, spadł natomiast odsetek osób, które nie posiadają oszczędności.

Mimo utraty wartości pieniądza, która często przekłada się na realnie niższe zarobki, obserwujemy rosnący odsetek osób, które starają się oszczędzać. Niewątpliwie wiąże się to z rosnącą świadomością ekonomiczną Polaków – komentuje Jakub Węglarski, ekspert Rodzinnych Inwestycji. – Jednocześnie, obecnie zwracają baczną uwagę na to, gdzie lokują swój kapitał. Niestabilna sytuacja rynkowa a także inflacja powodują, że najpierw chcą poznać dokładnie wszystkie aspekty danego instrumentu finansowego, a dopiero potem podejmują decyzję.

Źródło: Universe Properties Group Rodzinne Inwestycje.

W jaki sposób skutecznie zadbać o klientów w dobie rosnącej inflacji?

Ewelina Ciach_Medallia (1)

Planując działania na kolejny rok finansowy wielu managerów ds. CX (Customer Experience), rozmawia o tym, w co warto zainwestować w bliskiej przyszłości. Oczywiście obszary koncentracji są zależne od potrzeb organizacji, jej specyfiki oraz poziomu automatyzacji procesów CX. Jednak aspektem, który jest ważny z perspektywy każdej organizacji – bez względu na to, jakie ma doświadczenie z analizowaniem opinii klientów – jest inwestowanie w rozwiązania, które pozwolą biznesowi na skalowanie.

Jeśli program CX w organizacji dopiero raczkuje, warto skoncentrować się na ludziach i technologii, która pomoże szybko wprowadzić podstawowe elementy programu Customer Experience. Taką technologią może być platforma do przechwytywania sygnałów o kliencie, analizowania danych i demokratyzacji spostrzeżeń w organizacji. Należy zauważyć, że takie narzędzie w rękach dedykowanych zespołów obsługujących klientów, pomoże realnie podnieść ich poziom efektywności i zadowolenia. Inwestycje te nie tylko przynoszą szybkie korzyści firmie, poprzez „zamykanie pętli” przy kontakcie z klientami, ale także prowadzą do kulturowych zmian w organizacji. Dodatkowo dzięki dostępowi do opinii konsumentów, zespoły mogą sprawnie reagować na zmieniające się trendy i potrzeby kontrahentów, wzmacniając tym samym relację na linii marka-klient.

W miarę tworzenia programu CX i osiągania kolejnych etapów dojrzałości firmy w tym obszarze – priorytetem stanie się automatyzacja zamykania pętli, dzięki temu można szybko poprawić doświadczenia klientów i zdobyć wskazówki na temat ich oczekiwań wobec marki. Należy nie tylko zidentyfikować okazje do zmniejszenia liczby połączeń z centrum kontaktowym, ale także poszukać możliwości, które pozwolą pracownikom na pierwszej linii styku z klientem na dostarczenie jeszcze lepszych wrażeń, jakich klienci oczekują od marki. Może to być technologia, która oferuje notyfikacje o problemach występujących podczas cyfrowych ścieżek, agentom coaching w czasie rzeczywistym, sztuczna inteligencja, która może analizować dane tekstowe (w tym transkrypty rozmów) pod kątem sentymentu i tematów, lub funkcje, które dostarczają szczegółowe profile klientów. Niezależnie od wdrożonego rozwiązania, zwrot z inwestycji powinien być wymierny dzięki technologii wspomagającej. Wreszcie, w miarę przechodzenia od podstawowych elementów CX do bardziej zaawansowanych programów, należy skoncentrować się na zaawansowanych możliwościach, takich jak omnichannelowa orkiestracja ścieżek klienta. To właśnie funkcja Journey Orchestration może pomóc firmie zautomatyzować podróż klientów od maszyny do maszyny (M2M – machine to machine) lub zidentyfikować i zaaranżować interakcje, w których musi interweniować człowiek.

Rozbudowywanie programu CX w organizacji jest szczególnie ważne przy rosnącej liczbie aktywności online – zwłaszcza że w przyszłości będzie ich coraz więcej. Interakcje osobiste stają się zdecydowanie bardziej złożone, emocjonalne i wymagające zaangażowania, a to tylko zwiększa znaczenie posiadania doświadczonych i zaradnych pracowników na pierwszej linii kontaktu z klientem. Zapewnienie im technologii i narzędzi, które pozwolą im być bardziej efektywnymi w kontaktach z klientami i między sobą, to korzyść dla pracowników, klientów oraz finalnie firmy.

Autorka: Ewelina Ciach, Senior Solution Consultant w firmie Medallia.

Czy można uniknąć wzrostów cen za prąd?

DeathtoStock_Wired3

Tegoroczna jesień i zima będą trudne dla portfeli Polaków. Inflacja wynosi już 17,2% i jest najwyższa od 25 lat[1]. Ponad 84 proc. Polaków poważnie obawia się wzrostu cen prądu, ogrzewania i ciepłej wody[2]. I te obawy są słuszne, ponieważ ceny nośników energii, takich jak węgiel, ropa czy gaz poszybowały w górę o 44,2%![3]. Drastyczny wzrost rachunków sprawia, że duży odsetek konsumentów może zapomnieć o oszczędzaniu na tzw. czarną godzinę, a wyzwaniem będzie terminowe pokrycie wszystkich wydatków bez sięgania po dodatkowy zastrzyk gotówki. Część rachunków możemy jednak obniżyć, dzięki kilku prostym lifehackom. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wyjaśniają, co pływa na cenę energii elektrycznej i czym można tłumaczyć jej wzrosty, z którymi mamy do czynienia od jakiegoś czasu. Ponadto podpowiadają jak oinflacjaszczędzać prąd, dzięki czemu będziemy płacić mniej.

Spis treści:
Astronomiczne ceny prądu – skąd się biorą?
Zamrożenie cen energii. Dla kogo?
Jak oszczędzać na energii elektrycznej?
1. Policzmy swój własny „elektryczny ślad”
2. Liczmy na licznikach…
3. Weźmy pod lupę naszego sprzedawcę
4. Wymiana żarówek

Astronomiczne ceny prądu – skąd się biorą?

Odpowiedzią na to pytanie jest zmniejszona podaż paliw kopalnych, czego efektem może być niemożność zrealizowania przez części Polaków podstawowych potrzeb w zakresie komfortu grzewczego. W dodatku wojna w Ukrainie powoduje niepewność polityczną i spekulacje na rynkach surowców. Te dwa czynniki sprawiają, że nadchodząca końcówka roku będzie dla wielu bardzo trudnym okresem z uwagi na drastycznie rosnące ceny energii.

Co dokładnie wpływa na jej cenę? Wiedza ta nie jest powszechna. Warto wiedzieć, że energią elektryczną tak jak innymi „dobrami” się handluje. Odbywa się to na Towarowej Giełdzie Energii, a w transakcjach uczestniczą wytwórcy, dystrybutorzy i sprzedawcy. – Bieżąca cena energii jest zależna od tzw. ceny końcowej, czyli najdroższej będącej w obiegu giełdowym jednostki energii. Na to, jak kształtuje się cena energii wpływa skala popytu. Ujmując tę kwestię wprost – im więcej potrzebujemy prądu, tym będzie on droższa – zaznacza Wioletta Kotlarek, ekspert ZFPF, Lendi. Drugim czynnikiem, który wpływa na cenę końcową jest podaż energii z najtańszych źródeł, czyli tych odnawialnych (OZE). Trzeba pamiętać, że są one zależne od warunków atmosferycznych. Gdy te nie są nieodpowiednie produkcja spada i prąd trzeba pozyskać z droższych źródeł jak np. elektrownie węglowe. A przecież cena węgla wzrosła w ostatnim czasie nawet 3-krotnie. Dodatkowo, na wysoką cenę prądu pozyskiwanego z elektrowni węglowych wpływają także koszty zakupu praw do emisji dwutlenku węgla w systemie EU. – W skrócie, gdy zimą potrzebujemy więcej energii, bo szybciej zapada zmrok i jest zimno, to najprawdopodobniej energia będzie dostarczana do naszego mieszkania z elektrowni węglowej (z węgla kamiennego lub brunatnego), czyli tych droższych. To dlatego najbliższy sezon zimowy będzie tak wymagający. Nie dość, że drożeje surowiec do ogrzewania domu, to też drożeje produkowany z niego prąd – dodaje Wioletta Kotlarek, ekspert ZFPF, Lendi.

Jeszcze do 2019 r. cena za kWh wahała się nieznacznie. Cykl podwyżek zaczął się natomiast w 2021 r. wskutek pandemii i zwiększonego zapotrzebowania na prąd w tym okresie. To było przyczyną wzrostu cen na 2022 r. Niestety, trend umacnia się, zamiast odwracać. Od czasu inwazji Rosji na Ukrainę (luty 2022 r.), mamy do czynienia ze skokowymi wzrostami cen. W porównaniu z listopadem ubiegłego roku, hurtowa cena za MWh wzrosła blisko czterokrotnie!

Zamrożenie cen energii. Dla kogo?

W tej chwili bardzo trudno jest oszacować, ile rzeczywiście wyniosą podwyżki rachunków za energię dla gospodarstw domowych. Niektórzy ekonomiści prognozują wzrost nawet o 300 proc. W porównaniu do przedsiębiorców, odbiorcy indywidualni i tak ucierpią na tym najmniej, dzięki zamrożeniu cen. Chodzi o rządowy projekt tzw. tarczy solidarnościowej ogłoszony 26 września. Zakłada on zamrożenie cen energii elektrycznej na poziomie z 2022 r.

– Wsparcie ma jednak pewne ograniczenia. Ceny będą zamrożone, ale tylko do poziomu zużycia 2 tys. kWh rocznie lub 2,6 tys. kWh w przypadku konsumentów borykających się z niepełnosprawnościami oraz 3 tys. kWh dla dużych rodzin i rolników. Każda kolejna przekroczona kWh będzie policzona według nowych stawek z 2023 r. Jakie one będą? Tego na razie nie wiadomo, choć analitycy wskazują nawet na możliwość 3-krotnego wzrostu, a więc rachunek może być bardzo wysoki. Dlaczego w tym przypadku mówimy o ograniczeniach tego pomysłu? Według danych GUS-u[4], średnio gospodarstwo domowe zużywa blisko 2 000 kWh prądu rocznie. W miastach zużycie było niższe, na poziomie 1,74 tys. kWh, a na obszarach wiejskich wyższe – 2,45 tys. kWh. To są wartości średnie, a praktyczne zużycie w wielu przypadkach może być zdecydowanie większe, ponieważ nie należy również wykluczyć, że w przypadku czasowego braku dostępu do innych źródeł energii (np. węgla) może być to dodatkowe i czasami jedyne źródło ocieplania gospodarstwa domowego poprzez różnego rodzaju grzejniki elektryczne.  – tłumaczy Paweł Kuczyński, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Dodatkowo, przez najbliższe tygodnie konsumenci będą jeszcze odczuwać pewną ulgę w związku z wprowadzoną przez rząd Tarczą Antyinflacyjną, która obowiązuje do końca 2022 r. Chodzi o obniżenie stawki podatku VAT z 23 na 5 proc. na dostawy prądu, a także zwolnienie gospodarstw domowych z akcyzy na energię elektryczną.

Jak oszczędzać na energii elektrycznej?

W świetle wieszczonych podwyżek rachunków na prąd, rządowe ulgi mogą nie wystarczyć, dlatego warto wdrożyć odpowiednie rozwiązania i nawyki, dzięki którym będziemy płacić mniej.

1. Policzmy swój własny „elektryczny ślad”

Zacznijmy od tego, żeby policzyć, które z naszych domowych sprzętów zużywają najwięcej energii. Zazwyczaj jest to kuchenka/płyta elektryczna (może zużywać nawet 1,2 tys. kWh rocznie!) czy bojler na ciepłą wodę. Dopiero na kolejnych miejscach znajduje się lodówka, czajnik elektryczny, oświetlenie czy inne drobne sprzęty. Każdy sprzęt ma swoją tabliczkę znamionową, według której możemy określić roczne zużycie. – Równanie jest proste: Koszt (zł) = moc (kW) x liczba godzin pracy x taryfa dostawcy za 1 kilowatogodzinę (kWh). Warto zrobić tabelkę, w której zapiszemy wszystkie dane, czyli zużycia. Pozwoli nam to ocenić, co pobiera najwięcej prądu. Może okazać się, że wymiana żarówek w domu na energooszczędne, wymiana czajnika elektrycznego czy też wyrobienie w sobie nawyku odłączania ładowarki z gniazdka, kiedy telefon jest już w pełni naładowany, da realne oszczędności w skali roku – podpowiada Paweł Kuczyński, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

2. Liczmy na licznikach…

Systematyczne sprawdzanie, ile energii zużyliśmy i zapisywanie tych odczytów, pozwoli nam na kontrolę sytuacji. Nie tylko będziemy dokładnie wiedzieć, co znajduje się na rachunku, ale też będziemy umieli określić, czy nie powinniśmy wdrożyć dodatkowych oszczędności. Każde, nawet małe działanie ma znaczenie w tym przypadku. Przykład – dobieranie rozmiaru palnika na kuchence do rozmiaru garnka,
w którym gotujemy i przykrywanie ich pokrywkami podczas gotowania zmniejsza pobór energii płyty indukcyjnej o… 1/3!

3. Weźmy pod lupę naszego sprzedawcę

Chociaż nie możemy zmienić operatora/dostawcy, który w naszym obszarze dostarcza prąd, to możemy zmienić jego sprzedawcę, o czym nie każdy wie. Taka zmiana może pomóc zaoszczędzić nawet kilkaset złotych rocznie, ponieważ stawki taryfowe różnią się znacznie. Dodatkowo, możemy trafić na promocję. Dlatego warto dokładnie poszukać informacji, jak zmienić sprzedawcę prądu, przeprowadzić zestawienie cen i porównać, czy zmiana nam się nie opłaci.

4. Wymiana żarówek

Wymiana starych żarówek, na nowe LED-owe czy inne energooszczędne może przynieść nawet kilkaset złotych rocznie oszczędności w skali roku. – Jeśli założymy, że nowoczesna żarówka LED-owa 3,5W odpowiada halogenowej żarówce 50W i świeci się średnio przez 5 godzin każdego dnia w roku, to łatwo policzyć, że nawet przy średniej stawce za prąd obowiązującej w 2022 r. (0,77 zł/kWh), różnica w koszcie rocznym jest ogromna! Halogen rocznie kosztuje 70,20 zł a LED 4,91 zł. To prawie 14 razy mniej. Wystarczy wymienić 10 takich żarówek, aby oszczędzić 650 zł – wylicza Wioletta Kotlarek, ekspertka ZFPF, Lendi.

 

[1] Dane: GUS, wrzesień 2022.
[2] Sondaż SW Research dla rp.pl. Badanie przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 13-14 września 2022 r.
[3] Dane: GUS, wrzesień 2022.
[4] Źródło: GUS, 2021 r.

Źródło: Związek Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF).

Nowe technologie i węgiel przedmiotami kradzieży

analiza

Rośnie liczba kradzieży z włamaniem: w niektórych regionach, w pierwszym półroczu 2022 było ich nawet o 30 proc. więcej.

Spis treści:
Ubezpieczenie domu letniskowego tylko od ryzyk nazwanych
Rosną koszty ubezpieczeń nieruchomości
Ochrona fotowoltaiki – samodzielnie lub w ramach polisy domowej
Drogi opał grzeje złodziei. Kiedy nie dostaniesz odszkodowania?

 

W tym roku przestępców kuszą nie tylko sprzęty RTV, ale też drogi opał, instalacje fotowoltaiczne, czy pompy ciepła. Wszystko to w związku z ich popularnością oraz wysokimi cenami.

 

Im więcej kradzieży, tym wyższe ceny ubezpieczeń nieruchomości, zwłaszcza w przypadku domków letniskowych, zwykle niezamieszkałych w okresie jesienno-zimowym i tym samym bardziej narażonych na przestępstwa.

Drogi opał grzeje złodziei. Kiedy nie dostaniesz odszkodowania?

W ostatnim czasie policja coraz częściej informuje o nasilających się kradzieżach środków opałowych. Wpływ na powyższy stan mają niewątpliwe bardzo wysokie ceny zakupu oraz braki podażowe. Materiały opałowe, np. węgiel czy drewno możemy ubezpieczyć od ewentualnych zdarzeń losowych, ale niestety kradzież jest wyłączona od odpowiedzialności ubezpieczycieli w większości towarzystw. Jeżeli już uda nam się znaleźć ochronę, będzie ona obwarowana kilkoma istotnymi warunkami.

– Aby uzyskać odszkodowanie za kradzież opału, wymagane jest przede wszystkim składowanie go wyłącznie w przeznaczonym do tego pomieszczeniu domowym, a nie na terenie posesji, nawet jeżeli jest szczelnie ogrodzona. Koniecznością jest też posiadanie odpowiednich zabezpieczeń przeciw kradzieżowych. W niektórych towarzystwach opał możemy ubezpieczyć również jako zapasy gospodarstwa domowego w ramach jego wyposażenia. Wówczas odpowiedzialność ubezpieczyciela obejmie ryzyko kradzieży i rabunku – mówi Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Ochrona fotowoltaiki – samodzielnie lub w ramach polisy domowej

Złodziei kuszą też kosztowne instalacje fotowoltaiczne i pompy ciepła, coraz bardziej popularne elementy przydomowej infrastruktury. Odpowiednio skonstruowana polisa majątkowa pozwoli kompleksowo uchronić się przed negatywnymi konsekwencjami takich zdarzeń, ale również zabezpieczy przed częstymi aktami wandalizmu. Standardowo ubezpieczymy zamontowane lub wbudowane na stałe wewnątrz, lub na zewnątrz budynku instalacje fotowoltaiczne oraz maszyny cieplne trwale związane z gruntem.

– Panele fotowoltaiczne, czy pompy ciepła można chronić zarówno w ramach ogólnej polisy dla nieruchomości, podnosząc sumę ubezpieczenia murów lub elementów stałych, jak i niezależnie. W drugim przypadku za ochronę zapłacimy jednak kilkanaście złotych więcej. Rozszerzenie o ryzyko kradzieży oraz dewastacji również będzie wiązało się ze zwyżką składki. Warto jednak to zrobić, gdyż poniesione koszty będą niewspółmierne do konsekwencji ewentualnego przestępstwa – podkreśla Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Rosną koszty ubezpieczeń nieruchomości

Wg policyjnych statystyk w ubiegłym roku na terenie kraju odnotowano blisko 72 tys. kradzieży z włamaniem. Najwięcej miało miejsce w województwach: śląskim, dolnośląskim oraz mazowieckim – po ok. 10 tys. W Wielkopolsce było ich 4,5 tys. Najbezpieczniejsze pod tym względem okazało się Podlasie oraz woj. podkarpackie – popełniono tu łącznie ok. 2,8 tys. takich przestępstw. Jednak od początku tego roku liczba kradzieży z włamaniem wzrasta praktycznie w każdej lokalizacji. Przykładowo w pierwszym półroczu w Warszawie ich liczba była o 8 proc. wyższa w porównaniu do analogicznego okresu 2021. W Lublinie wzrost wyniósł 22 proc., a w Poznaniu aż 30 proc. Wprawdzie stopniowo rośnie też wykrywalność, ale wciąż blisko połowa przestępstw nigdy nie kończy się złapaniem sprawców, nie mówiąc już o odzyskaniu utraconego majątku. Wszystko to ma istotne znaczenie dla aktualnych cen ubezpieczeń nieruchomości.

– Województwo dolnośląskie i aglomeracja Śląska to miejsca, gdzie we wrześniu tego roku średnie stawki ubezpieczeń nieruchomości przekroczyły poziom 400 zł i należały do najwyższych w skali kraju. W przypadku Wielkopolski było to niespełna 390 zł, a Mazowsza 360 zł. Taniej, bo w granicach 335 zł za ochronę płacili właściciele domów i mieszkań na Lubelszczyźnie. Niemniej w tej lokalizacji, jak i w woj. wielkopolskim ceny poszły w górę w porównaniu do stycznia w granicach 18 proc., a więc dwukrotnie więcej niż średnia krajowa. Wpływ na powyższy stan rzeczy miała nie tylko inflacja, ale także statystyki dotyczące liczby kradzieży – analizuje Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Ubezpieczenie domu letniskowego tylko od ryzyk nazwanych

Wśród najbardziej narażonych na kradzieże z włamaniem oraz ryzyka wandalizmu i dewastacji są niewątpliwie domki letniskowe, które w sezonie jesienno- zimowym nie są praktycznie użytkowane przez swoich właścicieli. Czynnik ten niestety decyduje o poziomie składki ubezpieczeniowej. Niemniej nieruchomości te powinny posiadać ubezpieczenie, które swoim zakresem obejmie jednakowo zdarzenia losowe, ale też działania o charakterze przestępczym.

– Dom letniskowy oraz jego elementy stałe można ubezpieczyć na tej samej polisie co właściwą nieruchomość. Zawierając ochronę mamy jednak do wyboru wyłącznie wariant oparty o ryzyka nazwane w OWU. I tak dla budynku o konstrukcji murowanej i przykładowej wartości 100 tys. zł należy liczyć się z poziomem składki w granicach 380 zł rocznie. Z kolei oferta ubezpieczenia obejmująca zdarzenia losowe oraz ryzyko kradzieży to wydatek ok. 449 zł rocznie – podsumowuje Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Źródło: CUK Ubezpieczenia.

Wzrośnie popyt na usługi w zarządzaniu antykryzysowym

M.Michalski

Wojna w Ukrainie, wysoka inflacja, przerwane łańcuchy dostaw, rosnące koszty prowadzenia działalności czy brak dostępu do taniego finansowania umożliwiającego rozwój – z takimi zjawiskami będą musiały borykać się przedsiębiorstwa z różnych branż, ale także jednostki samorządu terytorialnego przez najbliższe kilkanaście miesięcy. To może oznaczać początek kryzysu w różnym wymiarze, w różnych miejscach organizacji. Będzie to miało wpływ na niezadowolenie dostawców i partnerów, przełoży się także na rozczarowanie pracowników i w końcu klientów. Jak więc przedsiębiorcy czy samorządowcy mogą przygotować się na taką sytuację? Wydaje się, że wzrośnie popyt na usługi firm, które potrafią zarządzać kryzysem w różnym wymiarze: fizycznym, informatycznym, prawnym, ale także komunikacyjnym.

Spis treści:
Zacznijmy od analizy…
Zarządzanie chaosem i popyt

Zacznijmy od analizy…

Kiedy otoczenie nie sprzyja rozwojowi biznesu, firma skupia się na tych elementach, które pozwalają z jednej strony ograniczyć koszty, a z drugiej utrzymać udziały w rynku. Tylko nieliczne organizacje są przygotowane na ekspansję. W takim momencie nietrudno o różnego rodzaju sytuacje kryzysowe: włamanie hakerów, zatrzymanie produkcji, nieterminowe dostawy towarów, bunt lub odejścia kluczowych pracowników czy niezadowolonych klientów. Tego typu wyzwania mogą prowadzić do realnych strat finansowych, utraty majątku czy reputacji całej organizacji.

Duża grupa przedsiębiorstw – jeśli nie większość – nie jest dobrze przygotowana do zarządzania antykryzysowego. Brakuje rzetelnej analizy możliwości firmy w tym zakresie, gotowych scenariuszy wyjścia z kryzysu czy nawet powołanego zespołu, którego obowiązkiem jest przeprowadzić organizację przez taki incydent. Warto jednak zauważyć, że część niebezpiecznych sytuacji można przewidzieć i się do nich przygotować, dotyczy to zarówno ludzi, jak i odpowiednich zasobów.

Zarządzanie chaosem i popyt

Przedsiębiorstwa, grupy kapitałowe nawet bardzo zdywersyfikowane, zazwyczaj wiedzą co stanowi ich core business i na czym zarabiają z korzyścią dla właścicieli, akcjonariuszy, ale i pracowników. Zarządzanie sytuacją kryzysową raczej nie wchodzi do tego zakresu. Można się tego uczyć, inwestować w wiedzę, ponosić kolejne koszty raczej przez miesiące. Pytanie tylko po co? Na rynku funkcjonują wykwalifikowane firmy usługowe, które zarządzały setkami sytuacji kryzysowych. Mają gotowe scenariusze antykryzysowe, kadrę, w końcu doświadczenie. Zarządzanie antykryzysowe jest właśnie ich core businessem.

Z usług takich podmiotów warto na pewno skorzystać na etapie przygotowań do potencjalnego kryzysu, ale przede wszystkim wtedy, kiedy taka sytuacja wybuchnie. Oczywiście ten drugi przypadek wymaga większego zaangażowania ze strony firmy, natychmiastowej reakcji i de facto gotowości do działania 24 godziny na dobę. Bo w obecnym świecie medialnym, także social mediów liczą się przede wszystkim interakcje oraz czas reakcji. Firma musi być dobrze przygotowana i gotowa do prowadzenia komunikacji tak, aby spełniała ona oczekiwania różnych grup odbiorców: akcjonariuszy, pracowników, partnerów czy klientów. Do aktywnego prowadzenia tego procesu w roli podmiotu kształtującego określony wizerunek, a nie organizacji, która odpowiada tylko na niewygodne pytania. Wydaje się wtedy zasadne skorzystanie z know-how usługodawców, którzy po prostu mają w tym zakresie doświadczenie. Oczekiwany kryzys gospodarczy i problemy wielu sektorów gospodarki mogą zwiększyć popyt na takie usługi, skoro pozwoli to ograniczyć realne straty finansowe, ubytek majątku czy utratę reputacji. Należy pamiętać, że odbudowa wizerunku może być zdecydowanie kosztowniejsza niż efektywna prewencja.

 

Autor: Michał Michalski dyrektor działu komunikacji korporacyjnej w ITBC Communication.

Murapol kontra inflacja: 300 mieszkań w 13 miastach w cenach z 2021 roku

BYD OA 7

Rosnące oprocentowanie kredytów hipotecznych skutecznie zniechęca wiele osób do zakupu własnego M. Grupa Murapol mówi stop inflacji i w ramach nowej kampanii stawia do dyspozycji klientów 300 lokali z pakietami bonusów w cenach z 2021 roku. Decydując się na zakup mieszkania w promocji można zaoszczędzić nawet 196 tys. zł! Które inwestycje dewelopera zostały objęte październikową akcją specjalną?

W nowej kampanii Grupa Murapol oferuje promocyjną paczkę 300 lokali w 19 inwestycjach na terenie Bydgoszczy, Gdańska, Gliwic, Krakowa, Łodzi, Poznania, Siewierza, Sosnowca, Torunia, Tychów, Warszawy, Wieliczki i Wrocławia.
Co można zyskać wybierając lokal z puli promocyjnej? Grupa Murapol w ramach pakietu bonusów oferuje np. rabat w cenie mieszkania, smart home w wersji premium, nawet dwa miejsca postojowe w hali garażowej lub naziemne oraz ubezpieczenie od utraty stałego źródła dochodu albo pobytu w szpitalu.

– Inflacja daje się we znaki każdemu. Podwyżki stóp procentowych spowodowały znaczny spadek liczby osób wnioskujących o kredyty hipoteczne. W obawie przed wysokimi ratami kredytowymi wielu z nas rezygnuje z marzeń o własnym M i odkłada w czasie decyzję o zakupie lokalu. W Grupie Murapol inflacji mówimy stop i ruszamy z nową kampanią promocyjną, w której sprzedajemy mieszkania w cenach z 2021 roku. W naszych obecnych działaniach staramy się wspierać klientów nie tylko poprzez dobry produkt, jakim są kompaktowe, ustawne lokale z udogodnieniami i sensową lokalizacją, ale też poprzez oferowanie w pulach promocyjnych mieszkań z dodatkowymi bonusami, takimi jak np. ubezpieczenie od utraty pracy. Bez względu na sytuację rynkową, ważne jest, aby stale dopasowywać ofertę do oczekiwań klientów i najnowszych trendów. W naszych projektach stawiamy na nowoczesne udogodnienia, które podnoszą komfort życia mieszkańców, pomagają obniżyć rachunki oraz zadbać o środowisko naturalne. – mówi Łukasz Tekieli, dyrektor ds. sprzedaży w Grupie Murapol.

E-commerce w czasie rosnącej inflacji

fabian-blank-78637-unsplash

Stale rosnąca inflacja i niepewność związana ze wzrostami cen sprawiają, że Polacy szukają oszczędności. I choć dynamika w klasycznym retailu spada, e-commerce odnotowuje wzrosty.

– Polacy są gospodarni, a nie od dziś wiadomo, że sklepy internetowe mają konkurencyjne ceny. Nie dziwi więc fakt, że konsumenci coraz częściej decydują się na zakupy w sieci – mówi Sara Dzierżawska, brand manager w IdoSell.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, inflacja we wrześniu osiągnęła kolejny szczyt – tym razem aż 17,2 proc. Według ekonomistów, to najgorsza sytuacja gospodarcza w Polsce od marca 1997 roku. Z kolei jak wynika z badań przeprowadzonych przez GUS, w sierpniu tego roku w porównaniu z lipcem br. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących o 6,6 proc. Z kolei udział e-commerce w sprzedaży „ogólnej” zwiększył się z 8,4 proc. w lipcu do 8,9 proc. w sierpniu. Według GUS w tym czasie najlepiej w sieci sprzedawały się prasa, książki, meble, rtv, agd, a spadek odnotowały tekstylia, odzież i obuwie.

Tezę, że w ciągu ostatnich miesięcy Polacy kupują więcej w sieci potwierdzają także dane IdoSell, najbardziej efektywnej sprzedażowo polskiej platformy sklepowej. W sklepach, które korzystają z usług IdoSell liczba transakcji r/r wzrosła aż o 1,3 mln. Z kolei średnia wartość koszyka urosła o 15 zł. Dodatkowo dynamika liczby transakcji w sierpniu (w porównaniu do lipca) urosła o 12 proc.

– To pokazuje, że konsumenci z miesiąca na miesiąc coraz częściej szukają produktów w sieci. To właśnie e-commerce może im zaoferować zarówno tańsze opcje, większą ofertę, jak i korzystniejsze promocje. Tendencja ta może się pogłębiać. Tym bardziej, że sklepy stacjonarne w ciągu najbliższych miesięcy będą się mierzyć z coraz większymi kosztami utrzymania, a co za tym idzie, zaczną zwiększać ceny towarów – mówi Sara Dzierżawska.

W tym ujęciu e-commerce może stać się bezpiecznym i tańszym miejscem do robienia zakupów. Jednak żeby e-handel odpowiedział na problemy klasycznego retailu, musi się na to przygotować.

– Kiedy ceny rosły szybko lub sytuacja gospodarcza była niepewna, e-handel zawsze wygrywał. Teraz jesteśmy w momencie, w którym ludzie szukają oszczędności, a po 2020 roku są nauczeni i przekonani do zakupów w internecie. Znacznie łatwiej przeszukiwać oferty sklepów, poszukując idealnego, wymarzonego prezentu w domowym zaciszu, niż spędzać kolejne godziny w centrach handlowych. Łatwiej też porównać ceny. To szansa i wyzwanie dla sklepów internetowych. W czwartym kwartale w e-commerce niski koszt produktu będzie najważniejszym czynnikiem do podjęcia decyzji zakupowej – mówi Sara Dzierżawska.

Źródło: IdoSell.

Handel w czasie inflacji: konsumenci szukają oszczędności w Internecie

volkan-olmez-73767-unsplash

Stale rosnąca inflacja i niepewność związana ze wzrostami cen sprawiają, że Polacy szukają oszczędności. I choć dynamika w klasycznym retailu spada, e-commerce odnotowuje wzrosty. – Polacy są gospodarni, a nie od dziś wiadomo, że sklepy internetowe mają konkurencyjne ceny. Nie dziwi więc fakt, że konsumenci coraz częściej decydują się na zakupy w sieci – mówi Sara Dzierżawska, brand manager w IdoSell.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, inflacja we wrześniu osiągnęła kolejny szczyt – tym razem aż 17,2 proc. Według ekonomistów, to najgorsza sytuacja gospodarcza w Polsce od marca 1997 roku. Z kolei jak wynika z badań przeprowadzonych przez GUS, w sierpniu tego roku w porównaniu z lipcem br. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących o 6,6 proc. Z kolei udział e-commerce w sprzedaży „ogólnej” zwiększył się z 8,4 proc. w lipcu do 8,9 proc. w sierpniu. Według GUS w tym czasie najlepiej w sieci sprzedawały się prasa, książki, meble, rtv, agd, a spadek odnotowały tekstylia, odzież i obuwie.

Tezę, że w ciągu ostatnich miesięcy Polacy kupują więcej w sieci potwierdzają także dane IdoSell, najbardziej efektywnej sprzedażowo polskiej platformy sklepowej. W sklepach, które korzystają z usług IdoSell liczba transakcji r/r wzrosła aż o 1,3 mln. Z kolei średnia wartość koszyka urosła o 15 zł. Dodatkowo dynamika liczby transakcji w sierpniu (w porównaniu do lipca) urosła o 12 proc.

– To pokazuje, że konsumenci z miesiąca na miesiąc coraz częściej szukają produktów w sieci. To właśnie e-commerce może im zaoferować zarówno tańsze opcje, większą ofertę, jak i korzystniejsze promocje. Tendencja ta może się pogłębiać. Tym bardziej, że sklepy stacjonarne w ciągu najbliższych miesięcy będą się mierzyć z coraz większymi kosztami utrzymania, a co za tym idzie, zaczną zwiększać ceny towarów – mówi Sara Dzierżawska.

W tym ujęciu e-commerce może stać się bezpiecznym i tańszym miejscem do robienia zakupów. Jednak żeby e-handel odpowiedział na problemy klasycznego retailu, musi się na to przygotować.

– Kiedy ceny rosły szybko lub sytuacja gospodarcza była niepewna, e-handel zawsze wygrywał. Teraz jesteśmy w momencie, w którym ludzie szukają oszczędności, a po 2020 roku są nauczeni i przekonani do zakupów w internecie. Znacznie łatwiej przeszukiwać oferty sklepów, poszukując idealnego, wymarzonego prezentu w domowym zaciszu, niż spędzać kolejne godziny w centrach handlowych. Łatwiej też porównać ceny. To szansa i wyzwanie dla sklepów internetowych. W czwartym kwartale w e-commerce niski koszt produktu będzie najważniejszym czynnikiem do podjęcia decyzji zakupowej – mówi Sara Dzierżawska.

Źródło: IdoSell.

Czy Polacy powinni przygotować się na kolejną podwyżkę stóp procentowych?

okulary
Z uwagą i zaciekawieniem oczekiwane jest kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej i jej decyzja o ewentualnym braku lub o kolejnej już 12 z rzędu podwyżce. Jak ta decyzja może wpłynąć na wysokość rat kredytów hipotecznych? Jest to k
omentarz do prawdopodobnej podwyżki stóp procentowych zapowiadanej na 5 października.

Kolejne odczyty inflacji r/r nie napawają optymizmem i raczej nie potwierdzają hurraoptymistycznych deklaracji o końcu cyklu podwyżek. W samej RPP ścierają się dwa stanowiska w kwestii działań, które należy przedsięwziąć. Część członków rady opowiada się za dalszymi i do tego dużymi podwyżkami stóp nawet do poziomu inflacji (czyli na dziś około 16% !!!), aby tę szybko przydusić poprzez wzrost kosztu pieniądza i spadek konsumpcji. Oczywiście takie działania doprowadziłyby zapewne do swoistego załamania rynku kredytowego i pogorszenia jakości portfeli kredytowych w bankach. Druga, chyba przeważająca w RPP grupa, opowiada się też za podwyżkami, ale do poziomu stóp procentowych równych połowie wartości inflacji, czyli na dziś dążenia do poziomu około 8%. Pytanie zatem brzmi, czy to będzie jednorazową podwyżką czy w dwóch, trzech a może czterech krokach. Brak podwyżek będzie postrzegany jako duża niespodzianka dobra dla kredytobiorców, ale zła dla celu RPP, jakim powinno być okiełznanie rozpędzającej się inflacji.

Oczywiście żaden z powyższych wariantów nie jest dobry dla kredytobiorców, ale …oni muszą się dostosować i liczyć, że osoby odpowiedzialne za decyzje makroekonomiczne i politykę finansową Państwa podejmą wyważoną decyzję mając na uwadze ewentualne konsekwencje każdej z nich.

W swojej codziennej pracy w Lendi w ostatnim czasie dostrzegamy tendencję podziału potencjalnych kredytobiorców na kredyt hipoteczny (tak, nadal tacy są) na tych, którzy aplikują o kwoty do 200 000 zł, jako uzupełnienie posiadanego wkładu własnego lub środki na dokończenie budowy/wykończenie lokalu, i tych aplikujących o kwoty powyżej 700 000 zł, którzy mają bardzo dobre dochody pozwalające na zaciąganie takich kredytów. Wcześniejsze decyzje nadzorcy rynku o zwiększeniu bufora przy liczeniu zdolności do 5% spowodowały wycięcie największej grupy potencjalnych kredytobiorców.

Poniższej przedstawiam przykład prognozowanego wzrostu rat w kilku wariantach tj. podwyżki o 0,25 p.p., 0,5 p.p. i 1 p.p.

Wyliczenia i przykład:

Dla kredytu o wartości 300 tys. zł, zaciąganym na okres 30 lat kredytowania, przy marży banku 2,2 p.p. oraz 20% wkładzie własnym. Przykład dotyczy mBanku, którego oferta dostępna jest dla osób osiągających dochody min. 7 tys. zł/mies netto. Poniższe symulacje dotyczą samych rat i nie uwzględniają produktów dodatkowych takich jak np. ubezpieczenie na życie.

Aktualna stawka WIBOR 3M mBanku to 7,10% plus marża banku 2,2 p.p. daje oprocentowanie w wysokości 9,30%. Każdy wzrost oprocentowania względem obecnego np. o 1 % podwyższa poziom miesięcznej raty o niecałe 250 zł/mies., liczonego dla przykładu 300 tys. zł. Inaczej mówiąc przy powyższych założeniach podwyżka o 1% to około 70-75 zł większa rata za każde 100 000 kredyt.

Poniższa tabela przedstawia, jak może zmienić się rata kredytu względem następnych podwyżek stóp procentowych o 0,25%, 0,5% i 1% jeśli RPP zdecyduje się na kolejne podwyżki na najbliższym posiedzeniu:

 

Warianty

Oprocentowanie

Wysokość miesięcznej raty w zł

Koszt odsetkowy w zł

wartość na dzień 28.09.2022- WIBOR 3M – 7,10%

9,3%

2478

592405

dla WIBOR 3M na poziomie 7,35%

9,55%

2533

612065

dla WIBOR 3M na poziomie 7,6%

9,80%

2588

631854

dla WIBOR 3M na poziomie 8,1%

10,30%

2699

671806

 

A co mogą zrobić posiadacze kredytów?

Korzystać z pomocy specjalistów chociażby firmy Lendi w celu ochrony majątku, konsolidacji i refinansowania posiadanych zobowiązań w taki sposób, aby ten trudny czas przejść jak najłagodniej i jeśli jest taka możliwość rozłożyć koszt w czasie. Następnie zaś korzystać z cyklu obniżek oprocentowania po zmianie trendu. Większość uprawnionych kredytobiorców korzysta też z wprowadzonych ostatnio wakacji kredytowych, do czego gorąco zachęcam.

 

Komentarz Grzegorza Aleksandrowicza, eksperta kredytowego Lendi na temat ewentualnych zmian po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej 5.10.2022 r.

Bądź lepiej przygotowany na kryzys kryzysów

Ryszard Regucki_Medallia
Galopująca inflacja, ograniczenie dostępności surowców oraz napięta sytuacja geopolityczna budują poczucie niepewności zarówno u przedsiębiorców, jak i u konsumentów. Ciężko zachować optymizm, gdy ceny towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2022 r. wzrosły o 15,5% w porównaniu z analogicznym miesiącem w 2021 r. – wynika z danych GUS.

Niestety rosnące ceny dóbr w Polsce nie zawsze są związane ze zwiększeniem wynagrodzenia. Mniej niż połowa zatrudnionych w Polsce przyznaje, że poziom ich wynagrodzenia wzrósł w ciągu ostatniego kwartału, obrazują to wyniki badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia w sierpniu 2022 r. Zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy coraz częściej dostrzegają ryzyko potencjalnej recesji – zdania ekonomistów są na ten temat podzielone, jednak wszyscy zgodnie przyznają, że przed nami trudne czasy. Dwa ostatnie lata nauczyły nas, że świat potrafi bardzo dynamicznie zmieniać się na naszych oczach, a biznes powinien zawsze szukać drogi do rozwoju mimo kolejnych przeciwności losu. Dlatego warto już teraz zwrócić większą uwagę na budowanie pozytywnych doświadczeń klientów, szczególnie gdy mogą zmieniać się ich nawyki konsumpcyjne.

Widzimy wyraźnie, że opinie klientów w 2022 r. stały się kluczowymi aktywami firm napędzającymi rozwój organizacji. Chcąc rozwijać biznes w czasie kryzysu, marki muszą zrozumieć, kim są ich klienci i pracownicy oraz jak wchodzą z nimi w interakcje na wszystkich etapach podróży zakupowych, oraz punktach styku. To najlepszy sposób na wprowadzenie innowacji umożliwiających spełnianie rosnących oczekiwań klientów, wzmocnienie odporności na zmiany oraz zagwarantowanie możliwie najlepszych doświadczeń.

Okres pandemii – zupełnie zmienił realia, w jakich przyszło funkcjonować zarówno klientom, jak i pracownikom wielu biznesów. W konsekwencji waga pozytywnego doświadczenia została dodatkowo wzmocniona, stworzyło to potrzebę ewolucji wielu usług, produktów i procesów. Tworząc strategię umacniania pozycji organizacji w kryzysie – warto zadać sobie pytanie, jak można wykorzystać nową rolę doświadczeń klientów i pracowników do wsparcia innowacyjności firm, podczas gdy te stale się zmieniają. To optymalizacja doświadczeń w czasie rzeczywistym z użyciem właściwych danych jest kluczem do sukcesu. Przewiduje się, że liderami zostaną firmy, które odkryją, jak wykorzystywać dane klientów do bieżącego monitorowania ich doświadczeń i rozwiązywania ewentualnych problemów, zamiast ograniczać się do pomiarów oraz analiz danych historycznych za pomocą programów CX i EX. Szczególnie że marki od dawna pozyskują opinie klientów za pomocą regularnych ankiet oceniających zadowolenie. Dobre wieści są takie, że w przyszłości nie będą musiały tego robić – źródłem informacji staną się sygnały i zachowania konsumentów we wszystkich punktach styku oraz w trakcie każdej interakcji.

Biznes nie powinien bać się gromadzenia informacji o doświadczeniach klientów – przeciwnie, powinien robić to w sposób śmiały i proaktywny. Na znaczeniu zyskuje natychmiastowe zdobycie informacji zwrotnej od klienta, jednak musi to odbywać się w sposób oczekiwany przez recenzentów usług czy towarów – tam, gdzie chcą się nimi podzielić, wtedy, kiedy chcą i w sposób, który preferują. Warto również pamiętać, aby nie robić z pozyskanych informacji narzędzia do karania dealerów i pracowników. Mają one służyć poprawie procesów i doświadczeń, które w konsekwencji powinny umacniać pozycję organizacji na rynku i pozwolić być „o krok” przed konkurencją.

Autor: Ryszard Regucki, Area Vice President Medallia.

W sierpniu ceny poszły w górę średnio o blisko 24 proc. rdr.

wzrost_cen_zakupy_w_sklepie_c_mondaynews_plWedług analizy ponad 40 tys. cen, w sierpniu br. zakupy w sklepach były droższe średnio o 23,7% niż rok wcześniej. Podwyżki na dwucyfrowym poziomie objęły wszystkie badane kategorie. Znów najmocniej poszły w górę art. tłuszczowe, tym razem o 58,9% rdr. Dla przykładu, olej zdrożał o 73,2%. Ceny margaryny zwiększyły się 58,4%, a masła – o 45,2%. Z kolei cukier skoczył w relacji rocznej o 92,2%, co znacząco wpłynęło na wynik produktów sypkich. Do tego mąka i makaron podrożały o blisko 40%. Cała ta kategoria odnotowała wzrost o 42,1%. Z tego wynika, że ww. grupy towarów najmocniej wpływają na ogólną drożyznę w sklepach. Najmniej dotkliwa zmiana dotyczy owoców – skok o 13,2%. Używki zdrożały o 13,9%, a warzywa – o 15,2%.

Spis treści:
Dwucyfrowe wzrosty
Co tworzy drożyznę?
Najmniejsze skoki

Dwucyfrowe wzrosty

Jak wynika z cyklicznego raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w sierpniu br. w sklepach było drożej średnio o 23,7% niż w analogicznym okresie ub.r. Dla porównania, w lipcu podwyżki rdr. wyniosły 18,6%. Ostatnio każda z 12 analizowanych kategorii odnotowała dwucyfrowy wzrost. Analiza objęła 52 najczęściej wybierane przez konsumentów produkty codziennego użytku. Łącznie przeanalizowano ponad 40,4 tys. cen detalicznych z przeszło 40,6 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych.

– Główną przyczyną dwucyfrowego wzrostu cen produktów we wszystkich kategoriach było podwyższenie kosztów produkcji. Przy znaczącym, szybkim oraz utrzymującym się skoku cen nośników produkcji konsumenci muszą, niestety, przyzwyczaić się do nagłych i niespodziewanych zmian cen dóbr konsumpcyjnych. Taki stan rzeczy potrwa do czasu ustabilizowania się sytuacji na szeroko rozumianym rynku energii. Z uwagi na bardzo niestabilną całą gospodarkę światową oraz sytuację geopolityczną, bardzo trudno jest przewidzieć, kiedy może to nastąpić. Obecnie nie ma żadnych pozytywnych informacji na ten temat – mówi Hubert Gąsiński, ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Proces inflacyjny postępuje, co podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u. Jak zaznacza ekspert, ma miejsce wysyp pieniędzy na rynek, wzrost cen surowców energetycznych i samej energii. Rosną też koszty osobowe firm. Do tego słaba waluta skutkuje ograniczeniem możliwości importowych i finansowania z zewnątrz. O wojnie i czynnikach klimatycznych nawet nie ma co wspominać. Ponadto Polska de facto rezygnuje z pieniędzy europejskich i pogarsza swoją pozycję na głównych rynkach eksportowych, czyli w Niemczech i we Francji.

– Byłoby pożądane, aby rząd przestawił się z osłonowego dosypywania pieniędzy do gospodarki. W ten sposób dolewa tylko benzyny do inflacyjnego ognia. A mógłby skupić się na wykorzystaniu tych środków na zabezpieczanie podaży strategicznych produktów. To zarówno lepiej zrównoważyłoby rynek, jak i przyczyniłoby się do ograniczenia cen – komentuje dr Tomasz Kopyściański, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Co tworzy drożyznę?

Z raportu wynika, że sierpniu najmocniej podrożały rdr. produkty tłuszczowe – o 58,9%. W tej kategorii widzimy, że ceny oleju poszły w górę o 73,2%, margaryny – o 58,4%, a masła – o 45,2%. Zdaniem Marcina Luzińskiego, ekonomisty Santander Bank Polska, to skutek wojny za naszą wschodnią granicą. Rosja i Ukraina to duzi producenci tłuszczów roślinnych. Niższe dostawy z tych państw przekładają się na wzrost cen, co z kolei wpływa także na ceny substytutów, np. masła i innych tłuszczów. Według eksperta, problemy na tym rynku mogą jeszcze potrwać.

– Pogoda szkodzi krajowej produkcji tłuszczów roślinnych. W przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego kładzie się cieniem wzrost kosztów pasz, energii, paliw, pracy i kredytów. Jest to trend widoczny co najmniej od roku, który ostatnio przyspiesza. Dla konsumentów to zła wiadomość. Nie będzie taniej i to przez długi czas, bo przyczyny wzrostu cen nie ustają – tłumaczy dr Faliński.

Na drugim miejscu zestawienia przedstawiającego największe podwyżki rdr. znajdują się produkty sypkie – 42,1%. Do takiego skoku przyczynił się głównie cukier – 92,2%. Ponadto mocno wzrosły ceny mąki – o 37,9%, makaronu – 36,8%, a także ryżu – o 29,9%. Dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, informuje, że ceny cukru na rynkach światowych spadły w sierpniu do najniższego poziomu od lipca 2021 roku.

– Wzrost cen produktów sypkich był spowodowany głównie zwiększonym popytem konsumentów, gromadzących zapasy na zimę. Dodatkowo wznieciła go panika wśród Polaków. Producenci i sprzedawcy wykorzystali ją, podnosząc ceny. Dalszy wzrost w tej kategorii nie będzie już tak spektakularny z uwagi na wychłodzenie emocji konsumentów – stwierdza dr Hubert Gąsiński.

Trzecia pozycja w rankingu podwyżek rdr. należy do tzw. innych produktów – 30%. Karmy dla psów poszły w górę o 48,2%, a dla kotów – o 34,9%. Natomiast pieluchy dla niemowląt zdrożały o 6,8%.

– Karmy dla zwierząt produkowane są głównie z artykułów tłuszczowych i pochodzenia zwierzęcego, które przecież w ostatnim czasie najbardziej podrożały. Dodatkowo wytwórstwo takich artykułów pochłania znaczną ilość energii, która w tym momencie najbardziej drożeje – dodaje dr Tomasz Kopyściański.

Najmniejsze skoki

W związku z rosnącymi kosztami produkcji, w pierwszej piątce najbardziej drożejących rdr. produktów nie mogło też zabraknąć mięsa – 25,8%. W tej kategorii ceny wołowiny poszły w górę o 28,2%, drobiu – o 25,7%, a wieprzowiny – o 23,5%. Natomiast na piątym miejscu w rankingu drożyzny jest nabiał – 25,7%. W tej grupie towarów szczególnie zdrożały takie produkty, jak ser żółty i mleko – odpowiednio o 39% i 28,9%

– Nabiał drożeje z powodu ograniczeń w dostępności pasz oraz rosnących kosztów produkcji i przetwórstwa. W sierpniu w całej Unii Europejskiej ceny mleka i nabiału poszły w górę. Mimo tego wciąż utrzymuje się wysoki popyt na produkty mleczne, który również prowadzi do podwyżek. A jednak, dzięki lepszym niż oczekiwano zbiorom, jest szansa na poprawę sytuacji w kolejnych miesiącach – podkreśla dr Tomasz Kopyściański.

Natomiast najmniej zdrożały owoce – 13,2%, używki – 13,9%, a także warzywa – 15,2%. Jak przewiduje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland, mniejsza dynamika wzrostu cen warzyw i owoców względem innych produktów prawdopodobnie nie utrzyma się długo. Ogromny skok kosztów gazu zachwiał obecnie produkcją nawozów azotowych, a co za tym idzie również produktu ubocznego – dwutlenku węgla, który jest wykorzystywany przy produkcji np. piwa. Ekspertka spodziewa się więc, iż już niedługo zaobserwujemy tego skutki w postaci szybko wzrastających w następnym sezonie cen owoców i warzyw oraz używek produkowanych chociażby z ziemniaków.

– Ceny owoców i warzyw w Polsce zależą głównie od krajowej podaży. Wstępne dane wskazują, że tegoroczne zbiory tych płodów prezentują się całkiem dobrze, co wpływa na wolniejszy wzrost cen w tych kategoriach. Co do używek, to myślę, że gospodarstwa domowe mogą zmniejszać swój popyt na dobra, które nie są kluczowe. I to ma wpływ na niższy wzrost cen takich produktów – podsumowuje ekonomista z Santander Bank Polska.

Źródło: MondayNews.

Szczyt inflacji dopiero nadchodzi

michal-teklinski-goldenmark (1)

Pojawiają się już pierwsze prognozy dotyczące inflacji powyżej 20 procent, której szczyt – według Polskiego Instytutu Ekonomicznego – przypadnie na luty 2023 roku.

Spis treści:
Szczyt inflacji na początku przyszłego roku
Co dalej ze złotem?

Inflacja, która wg wstępnych szacunków wyniosła w sierpniu 16,1 proc. oraz wojna w Ukrainie i jej wszystkie konsekwencje, jak kryzys energetyczny, pomału zaczynają podgryzać także i polski wzrost gospodarczy. PKB w drugim kwartale spadł o 2,1 proc. w stosunku do pierwszego.

Kolejny miesiąc ze wzrostem inflacji, przy jednoczesnym wolniejszym tempie wzrostu wynagrodzeń, przekłada się na to, że Polacy coraz bardziej liczą się z wydatkami. Według GUS, w sierpniu bardzo wyraźnie pogorszył się wskaźnik nastrojów konsumenckich, który obecnie znajduje się na poziomie z okresu pierwszego lockdownu.

Szczyt inflacji na początku przyszłego roku

Ograniczona konsumpcja również może się przełożyć na mniejszy wzrost. A pojawiają się już pierwsze prognozy dotyczące inflacji powyżej 20 proc. – jesień i zima będą tutaj okresami kluczowymi ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na energię i ogrzewanie. Od nowego roku pójdą także w górę stawki prądu.

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego szczyt inflacji przypadnie właśnie na luty 2023 roku, a podwyższona inflacja pozostanie z nami jeszcze w 2024 roku. W związku z powyższym, coraz bardziej prawdopodobne jest, że we wrześniu Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje jednak po raz kolejny podnieść stopy procentowe, pomimo pesymistycznych danych gospodarczych.

Co dalej ze złotem?

Złoto i srebro w dalszym ciągu tracą na fali umacniania się dolara po sympozjum w Jackson Hole. Cena złota wyrażona w dolarze amerykańskim spadła do około 1 700 USD/oz pod koniec ubiegłego tygodnia. W polskiej walucie tydzień rozpoczął się w okolicach 8 350 zł, a zakończył około 8 050 za uncję. Srebro w analogicznym czasie spadło z 19,25 do 18 dolarów i z 92 do około 85 złotych za uncję. Na zmienność wpłynęło również niewielkie umocnienie się polskiej waluty.

W sytuacji pogarszającej się koniunktury i rosnącego zagrożenia stagflacją, obecne przeceny na metalach szlachetnych wydają się być dobrą okazją do tego, by rozważyć uzupełnienie bezpiecznej części portfela. Metale w dalszym ciągu na tle wielu innych klas aktywów zdają się zachowywać całkiem dobrze. Kluczowe znaczenie dla złota będą miały teraz realne działania FED. Kolejne podwyżki stóp procentowych mogą umacniać dolara i osłabiać złoto, jednak sytuacja ulegnie zmianie, gdy cykl podwyżek się zatrzyma, zwłaszcza przy niekorzystnych danych makroekonomicznych.

Autor: Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark.

Mennica Skarbowa wygenerowała zysk netto o 120% wyższy niż w I półroczu zeszłego roku

IMG_9339

W I półroczu 2022 roku Mennica sprzedała już niemal 2,4 t złota w porównaniu do 1,7 t złota sprzedanego w I półroczu 2021 roku.

Mennica Skarbowa, największy w Polsce dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych, w II kwartale bieżącego roku sprzedała 0,9 t złota. Oznacza to, że łącznie w pierwszych sześciu miesiącach 2022 roku spółka sprzedała już 2,4 t kruszcu, co stanowi 141% sprzedaży zrealizowanej w I półroczu 2021 roku (1,7 t). Pierwsze półrocze 2022 roku było zdecydowanie lepsze pod względem przychodów ze sprzedaży, które wyniosły 598,5 mln zł w porównaniu do 426,5 mln złotych zanotowanych w analogicznym okresie 2021 r. (wzrost o 40%). Spółka wygenerowała jednocześnie zysk netto na poziomie 20,5 mln zł w porównaniu do 9,2 mln zł w pierwszym półroczu 2021 roku, co oznacza wzrost o ponad 120%. Zarząd Mennicy podkreśla, że tak wysoki wzrost sprzedaży to wielki sukces Spółki, gdyż już 2021 rok był rokiem bardzo korzystnym. W ubiegłym roku rosnące zapotrzebowanie na złoto wynikało z trwającej pandemii oraz chęci lokowania w bezpieczne aktywa. Obecnie do zwiększonego popytu na złoto przyczynia się sytuacja geopolityczna oraz wysoka inflacja.

Recesja zatacza coraz szersze kręgi, a dolar wywiera presję na złoto

michal-teklinski-goldenmark (1)

Coraz więcej gospodarek pogrąża się w recesji, a do tego dochodzą sezonowe obawy o bezpieczeństwo energetyczne. Umacniający się dolar amerykański w dalszym ciągu wywiera presję na cenę metali szlachetnych.

Spis treści:
Obawy o bezpieczeństwo energetyczne
Dwie siły wpływają na cenę kruszców

Indeks PMI, czyli wskaźnik odzwierciedlający aktywność menedżerów zakupowych, wskazuje na recesję zarówno w USA, jak i w strefie euro. W szczególności zmartwieniem dla Polski jest recesja w Niemczech, która nie przejdzie bez echa w naszej gospodarce.

21 lipca GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej i produkcji budowalnej w Polsce w czerwcu. Zdaniem analityków Banku Millennium, świadczą one o tym, że w naszym kraju trwa już recesja techniczna. W tej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała z większą ostrożnością podchodzić do kolejnych podwyżek stóp procentowych, co jednocześnie oznacza ryzyko przedłużenia czasu trwania wysokiej inflacji.

Obawy o bezpieczeństwo energetyczne
W okresie letnim tradycyjnie już pojawiają się obawy o bezpieczeństwo energetyczne. Ma to związek z upałami, suszą (wody rzek wykorzystywane są do chłodzenia elektrowni), a w tym roku dodatkowo z kryzysem związanym z surowcami energetycznymi, będący wynikiem rosyjskiej napaści na Ukrainę.

W środę FED najprawdopodobniej po raz kolejny podniesie stopy procentowe o 75 punktów bazowych. W czerwcu obserwowaliśmy pierwszą tak wysoką podwyżkę (najwięcej od 1994 roku). Zważywszy na wysoką inflację (9,1 proc.) i pozytywne dane z rynku pracy, bank centralny może jednak zdecydować się na bardziej drastyczną podwyżkę.

Dwie siły wpływają na cenę kruszców

Umacniający się dolar amerykański w dalszym ciągu wywiera presję na cenę złota i srebra, choć w przypadku tego pierwszego metalu, końcówka minionego tygodnia przyniosła niewielkie odbicie. Z uwagi na słabnącego złotego, tendencja spadkowa ceny złota w rodzimej walucie jest zdecydowanie mniej widoczna.

Na ceny kruszców wpływają obecnie dwie przeciwstawne siły: silne fundamenty wzrostowe bazujące na niepewności geopolitycznej i wysokiej inflacji oraz działania podejmowane przez banki centralne w celu zwalczania inflacji. Zakup złota obecnie wydaje się dobrym pomysłem w celu zabezpieczenia majątku przed galopującym wzrostem cen oraz gospodarczymi konsekwencjami wojny w Ukrainie.

Wielu inwestorów prawdopodobnie ma jednak nadzieję, że inflację uda się stłumić w miarę szybko lub że w związku z obecną sytuacją uda im się ugrać coś na spekulacjach. Na dłuższą metę – biorąc pod uwagę wojnę oraz zapomniany już trochę COVID – wydaje się to być strategią wielce ryzykowną.

Autor: Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark.

Dlaczego w inwestowaniu kluczowa jest płynność finansowa? Inflacja to nie wszystko

jodko
Rekord zakupu obligacji krótkoterminowych potwierdza, jak bardzo Polacy szukają miejsc, w których ich oszczędności nie będą traciły w wyniku wysokiej inflacji. Rekordowa  inflacja jednak to nie tylko problem wysokich cen. – Dyscyplina finansowa to dziś nie tylko lokowanie oszczędności z przemyślaną strategią, ale przede wszystkim dbanie o płynność. Bo królem sytuacji pozostają ci, którzy dysponują gotówką, którą mogą szybko uruchomić – podkreśla Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji. Jak więc uchronić się błędów i jak mądrze zarządzać finansami w okresie zawirowań na rynkach?

W Polsce mamy inflację najwyższą od 25 lat. W czerwcu sięgnęła poziomu 15,6% i to nie koniec, bo analitycy NBP przewidują szczyt w granicach nawet powyżej 26% w skali roku. Analiza ekonomistów mBanku prognozuje, że także w 2024 rok wkroczymy z wysoką inflacją i wyższą, niż do tej pory przewidywano, stopą bezrobocia.

Dwucyfrowa inflacja z nami zostanie na dłużej i pozostanie tematem numer 1 w każdej analizie rynkowej przez najbliższych kilkanaście miesięcy. Zawirowania na rynkach finansowych występują na taką skalę, że śmiało możemy powiedzieć, że to kryzys znacznie poważniejszy niż upadek banku Lehman Brothers, który do tej pory wyznaczał cezurę kryzysu – uważa Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji z RRJ Group.

Jego zdaniem zapowiada się nie tylko drogie lato, ale jeszcze droższa jesień oraz cały przyszły rok.

– Kryzys energetyczny z pewnością odbije się negatywnie i pogłębi dołek, firmom coraz trudniej o kontakty długookresowe, co wpłynie także na rynek pracy. Nic dziwnego, że indywidualni inwestorzy kombinują, gdzie lokować oszczędności, żeby nie zjadła je inflacja. Rekord na rynku obligacji detalicznych – przypomnijmy, że w czerwcu Polacy kupili ich za 14 mld zł – potwierdza, jak bardzo szukamy sposobów na to, żeby inflacja nie zjadła naszych oszczędności. To zresztą wiąże się nierzadko z pułapką, w którą wpadamy. Bo w okresie takich zawirowań na rynku trzeba koniecznie myśleć nie tylko o możliwych zyskach, ale przede wszystkim o płynności – zwraca uwagę Jodko.

– Płynność dotyczy zwłaszcza dwóch obszarów. Po pierwsze, w domowych budżetach dobrze tak zarządzać finansami, żeby mieć gotówkę, którą można swobodnie rozporządzać, kiedy na przykład w rodzinie jedno z małżonków straci pracę. Po drugie, płynność kluczowa jest, biorąc pod uwagę jakiekolwiek inwestowanie swojego kapitału. Przykładowo: w powszechnym mniemaniu uważa się, że najlepszym sposobem na zabezpieczenie oszczędności są inwestycje w nieruchomości. A to nie zawsze musi być dobry ruch. Czy warto dziś kupować dom w Hiszpanii czy we Włoszech? Radziłbym to poważnie przemyśleć, bo płynność takiej inwestycji jest znikoma, żeby nie powiedzieć: żadna. Czy na pewno zwróci nam się ta inwestycja? Czy wiemy, jak będą rosły czynsze, utrzymanie, energia? A co, jeśli nagle będziemy potrzebowali gotówki? Czy taka blokada kapitału na wiele lat to dobry pomysł? Niekoniecznie. Dziś to właściciele gotówki mogą czuć się pewniej i swobodniej zarządzają sytuacją, także w negocjacjach – podkreśla Radosław Jodko.

Zwraca przy tym uwagę na kilka innych elementów mających wpływ na sytuację gospodarczą i zasobność portfeli.

Trudno w tej chwili przewidywać także to, jak kształtować się będzie relacja euro do dolara, co jest wyraźnym sygnałem spowolnienia gospodarczego zarówno w Stanach, jak w strefie euro. Zrównanie notowań euro i dolara w czerwcu okazało się sensacją na rynkach finansowych. Słabnące euro ma wpływ także na portfele indywidualnych klientów, bo przekłada się bezpośrednio na wzrost cen towarów z importu, a to z kolei pociąga za sobą jeszcze wyższą inflację – wyjaśnia Jodko.

Dwucyfrowa inflacja jest nie tylko w Polsce, ale i w Hiszpanii czy Czechach, gdzie wynosi już ponad 17%. W Stanach Zjednoczonych inflacja także jest rekordowa, a jej wzrost inflacji do 9,1% okazał się wyższy, niż oczekiwano. – Na kłopoty gospodarek niemal w każdym kraju wpływ ma również kryzys energetyczny, którego bolesne skutki możemy odczuć już jesienią. Zmniejsza się także liczba ofert pracy – wylicza.

W szalonym pędzie za atrakcyjnymi propozycjami lokat kapitału dobrze więc nie tylko policzyć, ile kapitału i na jak długo możemy zamrozić w inwestycji długoterminowej, czy może lepiej skupić się na krótkoterminowych oraz na takim podziale oszczędności, w którym zawsze dysponujemy gotówką, której możemy użyć. Do tego, o czym przez wiele ostatnich lat nie myśleliśmy, warto policzyć sobie, ile i w jakim banku mamy pieniądze do oddania. Jakie mamy debety, naruszone limity na kartach kredytowych, kredyty odnawialne? Dobrze je dziś spłacić. Bo one właśnie będą nas w najbliższych miesiącach kosztowały dużo więcej. Obserwuję dziś sporo nieprzemyślanych decyzji inwestycyjnych. A bez właściwego podejścia, strategii i policzenia się, dochodzi do większych strat niż te, które byśmy ponieśli w wyniku utraty wartości nabywczej naszych oszczędności – podkreśla Radosław Jodko z RRJ Group.

Źródło: RRJ Group.  

Jak inwestować w czasach inflacji?

DSC09604f
W dniu 7 kwietnia odbyło się kolejne webinarium, zorganizowane przez Klub Inwestorek Indywidualnych. Tym razem poświęcone było sposobom inwestowania w czasie szalejącej inflacji w taki sposób, by przynajmniej częściowo uchronić kapitał przed erozją.

Maciej Samcik, znany dziennikarz ekonomiczny i bloger, członek rady ekepsrtów Klubu Inwestorek Indywidualnych w bardzo przystępny i obrazowy sposób przedstawił możliwości dotyczące oszczędzania i inwestowania pod kątem ryzyka i możliwości ochrony przed inflacją. Dokonał przeglądu niemal wszystkich dostępnych na rynku metod i instrumentów finansowych, poczynając od lokat bankowych, poprzez obligacje, rynek akcji i funduszy inwestycyjnych, po złoto, pokazując jaka była ich skuteczność w ochronie przed inflacją w przeszłości, prezentując ciekawe dane liczbowe.

Poza szczegółowym omówieniem tych kwestii, Maciej Samcik podkreślił, że w inwestowaniu najważniejsze są dwie zasady: konsekwencja i systematyczność. W tej pierwszej chodzi o to, by nie poddawać się emocjom, szczególnie tym negatywnym i nie podejmować decyzji pod ich wpływem, bowiem zwykle prowadzi to do strat. Druga zaleca, by nie angażować wszystkich przeznaczonych na inwestycje pieniędzy jednorazowo, w jednym czasie, lecz rozkładać zakupy na transze i realizować je na przykład co kwartał, nawet w okresie kilku lat. To pozwala uniknąć kupowania w momencie gdy akcje, czy inne instrumenty są drogie, co może prowadzić do okresowego spadku wartości zaangażowanego kapitału. Nie warto też rezygnować z zaplanowanych zakupów wówczas, gdy na rynkach panują złe nastroje lub wręcz panika. Zwykle nawet po najbardziej dramatycznych wydarzeniach rynki wracają do równowagi, a ceny aktywów powracają do poziomu sprzed ich przeceny. Należy też zdawać sobie sprawę z tego, że pełne efekty inwestycji ujawniają się w każdym przypadku w pełni dopiero w długim okresie czasu.

Ewa Kumorek-Fedor, założycielka i szefowa Klubu Inwestorek Indywidualnych, podsumowując przebieg seminarium podkreśliła, że choć z tak wysoką inflacją, z jaką mamy obecnie do czynienia, wygrać jest bardzo trudno, to jednak nie należy rezygnować z walki o zachowanie choćby w części realnej wartości oszczędności, a rynek daje w tym zakresie naprawdę spore możliwości i każdy może znaleźć odpowiedni dla siebie sposób.
Opracowanie:
Klub Inwestorek Indywidualnych.

 

Czy inwestowanie w produkty luksusowe może chronić przed inflacją?

Inflacja
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że inflacja przekroczyła już 8%. To realny problem, z którym Polacy będą musieli zmierzyć się w najbliższym czasie. Jak więc skutecznie ochronić swój kapitał? I dlaczego, aby to zrobić, warto inwestować w produkty luksusowe?

Spis treści:
Jak zabezpieczyć oszczędności?
Zainwestuj w złoto
Samochody i kolekcjonerstwo
Nieruchomości
Pamiętaj o dywersyfikacji

Inflacja dotyka wszystkich – od zamożnych, przez klasę średnią, po najbiedniejszych. Na przestrzeni ostatnich miesięcy podrożało wiele towarów, a stopy procentowe kredytów hipotecznych mocno poszybowały w górę. Tak dużego kryzysu nie było od 21 lat. Co więcej, inflacja cięgle rośnie, a ekonomiści przewidują, że będziemy musieli się z nią mierzyć przynajmniej przez najbliższe dwa lata. Ochrona kapitału i ulokowanie swoich pieniędzy w dobrach, których wartość nie spada, jest kluczowym krokiem, aby w tym czasie nie stracić. Co możemy zrobić?

Jak zabezpieczyć oszczędności?
Inflacja to spadek wartości pieniądza, co oznacza, że przechowywanie oszczędności na koncie bankowym nie stanowi żadnego źródła ochrony. Możliwości mamy kilka i wiele zależy od kapitału, jakim dysponujemy. Nie bez znaczenia jest też nasza wiedza. Trudno zacząć inwestować w akcje, jeśli nie mamy pojęcia, jak działa rynek. Jednym z łatwiejszych, a zarazem bezpieczniejszych sposobów na ochronę kapitału, jest inwestycja w nieruchomości. – Dobra luksusowe od zawsze były skutecznym sposobem na ochronę kapitału w czasach kryzysu, a inwestycja w nieruchomości jest na pewno jednym z tych bezpieczniejszych. – podpowiada Ewa Ryfa z Aura Development. – Kupując apartament w samym centrum Łodzi, który został zbudowany z myślą o ekonomii, funkcjonalności i estetyce, znacznie zwiększamy swoje szanse na bezpieczne przejście przez kryzys. – dodaje Ewa Ryfa z Aura Development. Na zakup nieruchomości nie każdy może sobie pozwolić – to oczywista kwestia. Niemniej możliwości inwestycyjnych jest więcej.

Zainwestuj w złoto
Inwestycja w złoto jest uważana przez wielu inwestorów za jeden z najlepszych sposobów, by zabezpieczyć się przed inflacją. Takie rozwiązanie daje poczucie stabilności – cena kruszcu nie waha się nawet w czasie kryzysu, a do tego jest to dobro, którego nie możemy w żaden sposób wyprodukować. Złoto można kupić w formie biżuterii albo na uncje. Każdy z tych sposobów lokowania majątku będzie równie skuteczny.

Samochody i kolekcjonerstwo
Samochody, które już dzisiaj znajdują się na liście pojazdów kolekcjonerskich, to równie dobra metoda ochrony kapitału. Od złota o tyle lepsza, że z czasem tylko zyskają na wartości. Modele zachowane w dobrym stanie, z niewielkim przebiegiem, z oryginalnymi częściami i fabrycznym wyposażeniem, po latach mogą być wyceniane na miliony. Podobnie jest z wszystkimi przedmiotami, które mają wartość kolekcjonerską. Monety, książki, a nawet składane modele samolotów, z czasem tylko zyskują na wartości.

Nieruchomości
Wróćmy do wspominanych już nieruchomości, które w czasie galopującej inflacji będą doskonałym zabezpieczeniem kapitału. Na przestrzeni ostatnich 15 lat ceny nieruchomości rosły w zawrotnym tempie, a przeciętnej wielkości mieszkanie w dobrej lokalizacji zdrożało ponad dwukrotnie. W niektórych miastach, zwłaszcza w odniesieniu do dużych aglomeracji, przyrost wynosił nawet 10% w skali roku.
Nasze luksusowe apartamenty w Łodzi cieszą się dużą popularnością wśród doświadczonych inwestorów. Wynika to po części z samej lokalizacji – wszystko jest w zasięgu pieszym. Na korzyść takich nieruchomości działa również podwyższony standard, tarasy i piękny widok na centrum. Biorąc pod uwagę rosnące ceny nieruchomości, to jeden z najpewniejszych sposobów na ochronę kapitału, który jednocześnie pozwoli generować zyski. – wylicza ekspert z Aura Development – główny wykonawca New Iron w Łodzi.

Pamiętaj o dywersyfikacji
Nie ma skuteczniejszej ochrony przed skutkami inflacji niż dywersyfikacja. Nie warto ograniczać się do jednego instrumentu finansowego. Zdecydowanie lepszym sposobem jest podział oszczędności pomiędzy kilka z nich, tworząc zdywersyfikowany portfel inwestycyjny.
Ulokujmy swoje pieniądze w tych sektorach, w których czujemy się dobrze i mamy odpowiednią wiedzę o rynku i mechanizmach, jakie na nim zachodzą. Dzięki temu nie tylko ograniczamy ryzyko poniesienia straty, ale też zwiększamy szansę na osiągnięcie zysku.

Źródło: Aura Development.

Sprawdź, co firmy windykacyjne mogą a czego nie

Malgorzata_Mis

Inflacja, drożyzna, wzrost stóp procentowych. Niepewna sytuacja gospodarcza coraz mocniej dotyka konsumentów – zwłaszcza tych posiadających zadłużenie. Gdy pojawiają się problemy z jego spłatą, wielu wierzycieli, nie mogąc lub nie mając czasu na egzekwowanie należności, przekazuje to zadanie firmom windykacyjnym. Te niestety nie zawsze działają zgodnie z prawem.

 

Firmy windykacyjne nie mają nic wspólnego z policją, prokuraturą, sądem czy komornikiem. To prywatne podmioty, których rolą jest doprowadzenie do polubownego odzyskania długu. Na przykład poprzez rozłożenie spłat na raty. – Firmy takie mogą podejmować wszelkie, zgodne z prawem działania służące odzyskaniu należności. Najczęściej polegają one na wysyłaniu wezwań do zapłaty lub telefonicznym bądź osobistym kontakcie z dłużnikiem, w celu omówienia sytuacji i znalezienia sposobu jej rozwiązania – wyjaśnia Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów „Aquila”.

 

Niestety zdarza się, że windykator stosuje niedopuszczalne, bo niezgodne z prawem, metody. Ich katalog nie jest niestety zamknięty, bo pomysłowość takich nieuczciwych osób i podmiotów potrafi być spora. Z reguły jednak mieści się w którymś z trzech następujących obszarów: uporczywego nękania, naruszenia dóbr osobistych albo przekroczenia uprawnień.

 

Przestępstwo uporczywego nękania jest opisane w art. 190a § 1 Kodeksu Karnego i podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Jeśli więc windykator swoim celowym, długotrwałym i powtarzającym się zachowaniem powoduje u dłużnika poczucie zagrożenia lub narusza prywatność przez działania, takie jak na przykład ciągłe telefony i sms-y wysyłane nawet w nocy, kontakt z pracodawcą czy nachodzenie w domu i pracy, należy złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na policji bądź do prokuratury – podkreśla Małgorzata Miś.

 

W przypadku naruszania przez nieuczciwych windykatorów dóbr osobistych najczęściej spotykane jest rozpowszechnianie informacji o zadłużeniu wśród m.in. sąsiadów, pracodawcy czy innych związanych z dłużnikiem osób. Postępowanie karne o ochronę dóbr osobistych można w takich przypadkach wszcząć w oparciu o art. 212 Kodeksu Karnego. – W ekstremalnych przypadkach nieuczciwy windykator może posunąć się do gróźb i szantażu. To również przestępstwo, dodatkowo traktowane przez ustawodawcę surowiej, gdy chodzi właśnie o wymuszanie spłaty wierzytelności. Maksymalny wymiar kary wynosi tu bowiem 5 lat pozbawienia wolności, podczas gdy przy „zwykłej” groźbie są to 3 lata – zwraca uwagę Małgorzata Miś.

 

Warto również pamiętać o wspomnianej już kwestii, że firmy windykacyjne to prywatne podmioty, niemające nic wspólnego z policją, prokuraturą, sądem czy komornikiem – a w związku z tym nieposiadające ich uprawnień. Nie mogą więc straszyć podjęciem ani tym bardziej podejmować działań, takich jak wizyta w celu spisania majątku dłużnika czy zajęcie jego ruchomości. – Zwłaszcza pierwszy kontakt z windykatorem potęguje z reguły już istniejący stres związany z problemami ze spłatą zadłużenia. Dlatego należy koniecznie pamiętać o tym, by wszelkie informacje i działania podawać i wykonywać po spokojnym namyśle, sprawdzając prawa i obowiązki obu stron, a więc dłużnika i windykatora. Jeśli nie jesteśmy pewni tego, że wszystko odbywa się uczciwie i zgodnie z prawem, koniecznie należy skorzystać z pomocy instytucji udzielających wsparcia konsumentom, takich jak choćby rzecznik konsumenta – podsumowuje Małgorzata Miś.

 

 

 

 

Źródło: Stowarzyszenie Ochrony Konsumentów „Aquila”.