GUS: Cudzoziemcy na polskim rynku pracy w październiku 2023 r.

mari-helin-tuominen-38313-unsplash
Główny Urząd Statystyczny (GUS) opracował krótki raport pt. „Cudzoziemcy na polskim rynku pracy w październiku 2023 roku”.

Jak informuje GS, na koniec października 2023 r. udział cudzoziemców w ogólnej liczbie wykonujących pracę wyniósł 6,6%. Obcokrajowcy wykonujący pracę w październiku 2023 r. pochodzili z ponad 150 państw. Na koniec października 2023 r. cudzoziemców wykonujących pracę było 1013,3 tys. W tej liczbie 395,2 tys. stanowili cudzoziemcy realizujący umowy cywilnoprawne. – podsumowuje Główny Urząd Statystyczny.

Źródło: GUS.

Czy cudzoziemcy zapełnią wakaty w branży transportowej?

intertransauto
W obliczu rosnącego niedoboru kierowców, polska branża TSL szuka skutecznych sposobów na przyciągnięcie pracowników. Wyzwaniem staje się znalezienie metod atrakcyjniejszych niż podwyżki płac. Napływ cudzoziemców z Ukrainy i Białorusi nie gwarantuje już wypełnienia luk kadrowych w branży.

Jak wynika z raportu „Transport drogowy w Polsce 2023”, stopa wakatów w sektorze TSL jest wyższa o 25 proc. niż średnio w gospodarce. Podwyższenie wynagrodzeń może jednak nie być wystarczającym sposobem na uczynienie branży TSL bardziej atrakcyjną dla potencjalnych pracowników. Aż 43 proc. pracodawców w Polsce planuje podwyższyć wynagrodzenia swoim pracownikom, z danych raportu „Barometr Polskiego Rynku Pracy” opracowanego przez Personnel Service. W obliczu ogólnego trendu zwiększania wynagrodzeń branża TSL potrzebuje alternatywnych sposobów wyróżnienia się na tle konkurencji.

Nadzieją w zapełnieniu wakatów jest napływ nowych pracowników zza granicy, głównie z Ukrainy i Białorusi. Jednak w ciągu ostatniego roku liczba kierowców z Ukrainy znacznie zmalała. W 2023 roku liczba ukraińskich kierowców funkcjonujących na polskim rynku TSL spadła o 30% w stosunku do 2022 roku ze 127,4 tys. do 88,9 tys., wynika z danych opublikowanych przez Polski Instytut Transportu Drogowego. Natomiast o 97% zwiększyła się grupa kierowców z Białorusi i w tym momencie pracuje ich w Polsce 56,3 tys.

Niepewność dotycząca przyszłości zawodowej kierowców ze wschodu w Polsce jest zjawiskiem wielowymiarowym. Dane przedstawione w „Barometrze Polskiego Rynku Pracy” rzucają światło na istotne aspekty tej kwestii, pokazując, że aż 87 proc. Ukraińców zna kogoś, kto wyjechał z Polski do krajów Europy Zachodniej. Ten trend może być interpretowany jako wyraźny sygnał, że Polska, mimo swoich atutów, wciąż stoi przed wyzwaniem zbudowania trwałych i przekonujących argumentów dla tej grupy pracowników, aby rozważyli oni możliwość długoterminowego pobytu i pracy w kraju.

Z kolei niska deklaracja stałego przeprowadzenia się do Polski przez pracowników z Ukrainy, wynosząca jedynie 11,5 proc., może być odbierana jako wyraz obaw przed niepewnością zawodową, barierami kulturowymi, a także potencjalnymi trudnościami w integracji z lokalnym społeczeństwem. Fakt, że większość pracowników rozważa Polskę raczej jako przystanek w drodze do dalszych krajów UE, niż jako miejsce na stałe wiązania z nią swojej przyszłości, stanowi znaczący sygnał dla polityki migracyjnej i rynku pracy.

„Zdajemy sobie sprawę, że konkurencja na rynku pracy w branży TSL jest ogromna, a samo podniesienie płac, choć niezbędne, nie wystarczy, by przyciągnąć i zatrzymać najlepszych kierowców. W obliczu tych wyzwań, pracodawcy z branży TSL powinni przyjąć bardziej holistyczne podejście. Oprócz konkurencyjnych wynagrodzeń, kluczowe jest zaoferowanie szerokiego pakietu benefitów. Takie benefity powinny obejmować nie tylko możliwości rozwoju zawodowego poprzez specjalistyczne szkolenia i kursy doszkalające, ale również wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego i fizycznego. Podkreślamy tutaj znaczenie programów opieki zdrowotnej, dostępu do poradnictwa psychologicznego, jak również inicjatyw promujących zdrowy tryb życia i zapobieganie wypaleniu zawodowemu” – mówi Sylwia Pawlina, Dyrektor Zarządzająca w Intertransauto.

„Ponadto, budowanie środowiska pracy, w którym panuje szacunek, uznaje się wkład każdego pracownika i promuje otwartą komunikację, jest fundamentalne dla przyciągnięcia i utrzymania talentów. Ważne jest, aby kierowcy czuli, że są ważną częścią organizacji, a ich praca jest doceniana. Obejmuje to nie tylko formalne systemy nagród, ale także codzienne gesty uznania oraz kulturę organizacyjną opartą na wzajemnym szacunku i wsparciu” – dodaje Sylwia Palwina.

Wspieranie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym również odgrywa kluczową rolę. Elastyczne godziny pracy, możliwość pracy zdalnej dla pozycji nieoperacyjnych, czy też programy wspierające rodziny pracowników mogą znacznie przyczynić się do poprawy zadowolenia z pracy.

Zachodni sąsiedzi Polski wykazują inicjatywę i już kuszą ukraińców rządowym programem „Job-turbo”. Został on zaprojektowany z myślą o ułatwieniu i przyspieszeniu procesu integracji uchodźców ukraińskich, nie tylko poprzez zapewnienie im dostępu do rynku pracy, ale również przez oferowanie wsparcia w zakresie nauki języka, czy orientacji w lokalnym systemie prawnym i społecznym.

Autor: Intertransauto.

Rynek stawia wyzwania, ale mimo wszystko Polscy przewoźnicy inwestują we flotę

rodrigo-abreu-565091-unsplash
Rynek stawia wyzwania, ale mimo wszystko Polscy przewoźnicy inwestują we flotę. Polska branża transportowa w zeszłym roku kolejny raz udowodniła, że stanowi silną gałąź gospodarki, mimo że sytuacja na rynku nie należała i nadal nie należy do najłatwiejszych. Coraz  wyższe koszty prowadzenia działalności, spadek stawek za frachty czy wzrost opłat drogowych to tylko kilka najważniejszych wyzwań, z którymi przewoźnicy mierzą się każdego dnia. Niemniej jednak najnowsze dane GITD za rok 2023, wskazują ponowny wzrost ogólnej liczby ważnych licencji na międzynarodowy przewóz rzeczy, czyli niezbędnego pozwolenia uprawniającego do wykonywania zarobkowych przewozów za granicami naszego kraju. Liczba ta wzrosła względem roku poprzedniego o 1000 podmiotów i wyniosła – 45 600[1]. Zwiększyła się również liczba wypisów z licencji na pojazdy powyżej 3,5 tony, osiągając po raz pierwszy w historii rekordowy poziom ponad 300 tys. egzemplarzy.

– Trzeba jednak pamiętać o tym, że choć dane te wskazują na to, że zwiększa się liczba pozwoleń do prowadzenia działalności transportowej oraz wypisów na pojazdy to nie oznacza to od razu, że wszystkie uprawnione pojazdy wykonują aktywnie ten rodzaj transportu, szczególnie w obecnej, trudnej dla przewoźników sytuacji rynkowej – wyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

 Ponad 4 000 nowych licencji w transporcie międzynarodowym

Licencja na międzynarodowy przewóz rzeczy popularnie nazywana jest międzynarodową licencją transportową. Dokument ten wydawany jest przez GITD na wniosek przewoźnika, do którego należy dołączyć m.in. wykaz pojazdów ciężarowych oraz szereg oświadczeń dotyczących kierowców, bazy eksploatacyjnej czy niekaralności właścicieli i osób zarządzających transportem. Uzyskanie licencji wymaga posiadania zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego. W tym celu przedsiębiorca musi wykazać posiadanie m.in. siedziby na terenie Unii Europejskiej, zdolności finansowej oraz kompetencji zawodowych potwierdzonych certyfikatem. Według GITD w 2023 roku wydano ponad 4 000 nowych licencji na wykonywanie międzynarodowego transportu drogowego. Z kolei ponad 3 870 firm transportowych zdecydowało się odnowić te uprawnienia [2].

–  Zdobycie licencji na międzynarodowy przewóz rzeczy to złożony proces. Z jednej strony dopełnienie wielu formalności i obowiązek wykazywania zdolności finansowej może utrudniać wejście firmy na zagraniczne rynki. Z drugiej jednak strony obowiązki nakładane na firmy transportowe ograniczają liczbę przewoźników nieposiadających wiedzy czy środków finansowych potrzebnych do prowadzenia tego typu działalności. Z danych GITD wynika, że w Polsce nie brakuje firm transportowych, spełniających wszystkie wymogi. W ostatnich latach przewoźników międzynarodowych przybyło i obecnie ważną licencję posiada blisko 45 600 podmiotów. Oznacza to, że ich liczba z roku na rok wzrosła o ponad 1 000, a na przełomie ostatnich dwóch lat zwiększyła się aż o 7 700 nowych licencji (45 565 w 2023 roku w porównaniu do 37 860 w 2021 roku). Warto zauważyć, że na wzrost ich liczby wpływ miały m.in. również nowe przepisy, które od maja 2022 roku nałożyły konieczność uzyskania licencji na firmy, wykonujące międzynarodowy, zarobkowy przewóz rzeczy pojazdami o DMC 2,5 do 3,5 tony – wyjaśnia Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń, Inelo z Grupy Eurowag.

Trzeba dodać, że na wysokość kwot wymaganych do wykazania zdolności finansowej przewoźnika zależy od rodzaju posiadanych ciężarówek. Dla pierwszego pojazdu o dopuszczalnej masie całkowitej (DMC) powyżej 3,5 tony minimalna kwota wynosi 9 000 euro. Na każdy kolejny pojazd przewoźnik musi dysponować środkami finansowymi o wysokości co najmniej 5 000 euro. Niższe kwoty wymagane są w przypadku popularnych busów, czyli samochodów ciężarowych o DMC poniżej 3,5 tony, gdzie na pierwszy pojazd należy wykazać posiadanie 1 800 euro, a na każdy kolejny pojazd po 900 euro.

Za wydanie licencji na międzynarodowy przewóz rzeczy na 5 lat przewoźnik musi zapłacić 4 000 zł. Decydując się licencję ważną od 5 do 10 lat koszt jest wyższy i wynosi 8 000 zł.

Polskie firmy transportowe inwestują we flotę

Każdy samochód ciężarowy używany w międzynarodowym transporcie drogowym musi być wyposażony w wypis licencji na przewóz rzeczy. Koszt wydania jednego egzemplarza wynosi 440 zł dla licencji wydawanych na okres do 5 lat, a w przypadku licencji ważnych przez okres do 5 do 10 lat – 880 zł. Podczas kontroli policyjnej bądź ITD kierowca zobowiązany jest do okazania oryginalnego wypisu z licencji. Za brak dokumentu kierowcy grozi mandat wynoszący 200 zł, a osoba zarządzająca transportem musi liczyć z postępowaniem administracyjnym i karą w kwocie 500 zł. Dodatkowo firmie transportowej również przysługuje kara w wysokości 500 zł, a trzeba pamiętać o tym, że za granicą te kary mogą być znacznie wyższe.  Na koniec grudnia 2023 r. łączna liczba ważnych w obrocie wypisów  z licencji na międzynarodowy przewóz wyniosła łącznie ponad 341 000 szt., z czego blisko 36 120 egzemplarzy dotyczyło wypisów dla pojazdów o DMC od 2,5 do 3,5 t.[1] Z kolei w 2022 r. ogólna liczba wypisów wyniosła ponad 324 000 szt, w tym wydano 31 376 wypisów z licencji dla tzw. busów. Mowa tu o wydanych blisko 17 000 więcej wypisów z licencji w ujęciu rok do roku.

– Wzrost liczby wydanych wypisów z licencji świadczy o tym, że pomimo trudnej sytuacji gospodarczej firmy transportowe chcą i nadal inwestują w rozwój polskiej floty. Trendem, który utrzymuje się już od kilku lat jest także zwiększenie się średniej liczby pojazdów w polskich firmach transportowych. W 2020 r. na statystycznego polskiego przewoźnika przypadało średnio 7 ciężarówek, a w roku 2023 średnia wielkość floty wynosiła już 7,5 pojazdu. Co ciekawe, po raz pierwszy w historii mamy również do czynienia z sytuacją, w której liczba wypisów licencji na pojazd powyżej 3,5 tony przekroczyła 300 000 i osiągnęła rekordowy poziom. Warto również zaznaczyć, że większa liczebność taboru to także rozwój zdolności operacyjnych przewoźników, a wraz z rozwojem skali swojej działalności dobrze jest pamiętać o narzędziach, wspierających pracę spedytorów, jaki i kierowców m.in. do rozliczania czasu pracy kierowców, systemach  TMS do zarządzania transportem, a także telematyce, ułatwiającą wydajne planowanie tras przejazdów ciężarówek –  komentuje Kamil Wolański, Kierownik Działu Ekspertów, Inelo z Grupy Eurowag.

[1] Jak wyżej.
[1] GITD, Sprawozdanie. Dokumenty wydane przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego od dnia 1 stycznia 2023 r. do dnia 31 grudnia 2023 r. oraz ważne w obrocie prawnym wg stanu na dzień 31 grudnia 2023 r.
[2] Jak wyżej.

Autor: Inelo z Grupy Eurowag.
materiał prasowy

Polskie firmy chcą podbijać świat. O czym muszą pamiętać ruszając w zagraniczną podróż?

michal_jangas_semcore_cdo (1)
Rodzime przedsiębiorstwa coraz śmielej poczynają sobie na globalnych rynkach, a wśród tych, którzy decydują się na ekspansję międzynarodową, nie brakuje firm stawiających w dużej mierze na digital marketing. Eksperci zdradzają, o czym nie można zapomnieć planując działania online za granicą.

Ubiegły rok był rekordowy pod względem wielkości obrotów handlu zagranicznego Polski. Z ekspertyzy Polskiego Funduszu Rozwoju wynika, że eksport towarów i usług w 2022 roku wzrósł o 21,4% i wyniósł 404 034,7 mln EUR. Import z kolei zwiększył się o 26,6% i ukształtował na poziomie 396 749,3 mln EUR. W obu przypadkach mamy do czynienia z najwyższą wartością w historii Polski.

Również “Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce”, przygotowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, pokazuje, że proces umiędzynarodowienia polskiej gospodarki postępuje dynamicznie, a relacja eksportu wyrobów i usług do PKB systematycznie rośnie. W latach 2012–2021 zwiększyła się z 44,3% do 60,7%, od 2016 roku przekracza 50%, a w 2022 roku wyniosła 62,2%.

Sukcesywnie rozwija się także rodzimy rynek handlu elektronicznego. Jak wynika z raportu “Perspektywy rozwoju rynku e-commerce w Polsce 2018-2027”, do 2027 roku wartość tego rynku w naszym kraju wzrośnie do 187 mld złotych (w 2023 roku szacowany jest na 124 mld zł), a jego udział w sprzedaży detalicznej będzie kształtował się na poziomie 17% (w 2021 roku było to 13%).

Polskie “ekomersy” ruszają na podbój świata

Przytoczone dane potwierdzają obserwacje ekspertów, którzy zwracają uwagę, że coraz więcej firm myśli o ekspansji zagranicznej. A wśród tych, którzy chcą ruszyć na podbój globalnych rynków, nie brakuje przedstawicieli świata handlu elektronicznego. Aby jednak ta misja zakończyła się powodzeniem, trzeba do niej odpowiednio się przygotować, także pod kątem reklamowania swoich usług w internecie.

– Od pewnego czasu otrzymujemy sporo zapytań, dotyczących prowadzenia kampanii SEO na rynkach zagranicznych. To przede wszystkim USA i Wielka Brytania. Naturalnym kierunkiem dla polskich firm są także Niemcy. Sporym zainteresowaniem cieszy się też Europa Środkowo-Wschodnia, ze względu na dobrą logistykę i ekonomię skali. Ten kierunek mocno zyskał na popularności, po tym jak Allegro przejęło Mall Group i uruchomiło Allegro.cz – mówi Alek Cierniewski, COO agencji Semcore.

Na naszym rynku są już przykłady firm, które odnoszą sukcesy w globalnym e-handlu. To choćby marka odzieżowa Denley.pl, która od 2014 roku z sukcesem realizuje strategię cyfrowego eksportu na 14 rynkach europejskich rynkach. Dobrym przykładem jest też R-GOL.com, czyli największy sklep piłkarski w Polsce i jeden z największych w Europie, który funkcjonuje w 15 wersjach językowych i oferuje dostawę do 18 krajów.

W zagraniczną podróż zabierz ze sobą SEO

Jak zaznaczają eksperci, w świecie cyfrowej transformacji, gdzie ogromna część konsumentów zaczyna swoją podróż zakupową od wyszukiwarki internetowej, SEO staje się nieodzownym elementem strategii ekspansji międzynarodowej. Skuteczne pozycjonowanie daje bowiem unikalne korzyści, których nie można osiągnąć za pomocą innych kanałów marketingowych.

– Inaczej niż płatne kampanie reklamowe, które przynoszą efekty tylko wtedy, gdy płacisz, SEO jest długoterminową inwestycją. Optymalizując swoją stronę pod kątem wyszukiwarek, budujesz trwałą wartość, która przyniesie korzyści przez lata. Wysoka pozycja w wynikach wyszukiwania buduje zaufanie wśród konsumentów. Ludzie ufają wyszukiwarkom, a strony, które pojawiają się na górze listy wyników, są postrzegane jako bardziej wiarygodne – podkreśla Michał Jangas, Chief Delivery Officer w Semcore.

SEO pozwala też dostarczać treści dokładnie odpowiadające na potrzeby i pytania potencjalnych klientów, a także dopasowane do dojrzałości użytkownika na ścieżce zakupowej. Na początku koszt inwestycji w pozycjonowanie może wydawać się wysoki, ale w perspektywie dłuższego czasu to jeden z najbardziej efektywnych kanałów, z którego zwrot jest bardzo wysoki.

Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo?

Specjaliści zwracają uwagę, że prowadzenie kampanii SEO na rynkach zagranicznych może nieść ze sobą koszty znacząco różniące się od tych, do których przywykliśmy działając na polskim gruncie. Na wielu rynkach międzynarodowych, zwłaszcza w krajach takich jak USA czy Wielka Brytania, koszt pozyskania linków jest bowiem znacznie wyższy niż w Polsce. W niektórych przypadkach może to być nawet kilkukrotna różnica.

– Na mniejszych rynkach, takich jak kraje bałtyckie, liczba portali, na których można zakupić linki, jest ograniczona. Może to utrudnić budowanie profilu linkowego i wymagać bardziej kreatywnego podejścia. Mniejsza konkurencja między portalami pozwala na zawyżanie cen. Ograniczona liczba miejsc, z których da się pozyskać wartościowe odnośniki, może skłaniać też do bardzo kosztownego procesu budowania własnej sieci stron, czyli do zaplecza SEO – wyjaśnia Michał Jangas.

Tworzenie treści na rynki zagraniczne często wiąże się też z koniecznością zatrudnienia native speakerów lub korzystania z biur tłumaczeń. Choć istnieją narzędzia oparte na AI, które mogą pomóc w tłumaczeniu, nie zawsze są one idealne. Warto też pamiętać o tym, że teksty przygotowywane przez tłumaczy czy copywriterów również wymagają często dodatkowej korekty pod kątem nasycenia frazami kluczowymi i umieszczenia ich w konkretnej formie.

Pamiętaj o lokalnym kontekście

Przy planowaniu działań SEO za granicą warto pamiętać również, że choć zasady, jakimi kierują się wyszukiwarki, są względnie takie same dla wszystkich rynków, w każdym kraju klienci mogą mieć inne nawyki i sposób podejmowania decyzji zakupowych. Inny może być także sposób formułowania zapytań w wyszukiwarce internetowej.

– Każdy rynek ma swoją specyfikę. Konsumenci w Hiszpanii mogą inaczej reagować na komunikaty niż konsumenci w Turcji. Dlatego ważne jest, aby dostosować treść do lokalnych oczekiwań, uwzględniając kulturowe i społeczne różnice. Język to nie tylko słowa, ale także kontekst. Tłumaczenie “słowo w słowo” może prowadzić do nieporozumień. Ważne jest, aby dostosować treść do kultury danego kraju, uwzględniając lokalne zwroty, przysłowia czy symbole – zaznacza ekspert Semcore.

Dodatkowo warto wziąć pod uwagę regulacje prawne na poszczególnych rynkach. W Polsce mamy wiele branż i produktów obłożonych restrykcjami dotyczącymi reklamy, jak np. leki, zakłady bukmacherskie, notariusze czy adwokaci. Rozpoczynając działania SEO na nowych rynkach, koniecznie należy przeanalizować prawne aspekty takich działań i wziąć te regulacje pod uwagę tworząc strategię.

Konkurencja nie śpi

Przy planowaniu działań SEO za granicą warto pamiętać, że choć zasady, jakimi kierują się wyszukiwarki, są względnie takie same dla wszystkich rynków, w każdym kraju klienci mogą mieć inne nawyki i sposób podejmowania decyzji zakupowych. Inny może być także sposób formułowania zapytań w wyszukiwarce internetowej.

Nie można także zapomnieć o tym, że niektóre rynki są zdecydowanie bardziej konkurencyjne niż inne.

– Na przykład rynek amerykański może być trudniejszy do penetracji niż rynek czeski. Zrozumienie konkurencji i dostosowanie strategii to klucz do sukcesu. Analizując kierunki ekspansji w kontekście SEO, warto wziąć pod uwagę zarówno trudność danego rynku, jak i jego wielkość. Dopiero, gdy zestawimy te dane z kosztami działań, będziemy w stanie ocenić, czy prowadzenie kampanii SEO w danym kraju przyniesie oczekiwany zwrot z inwestycji – dodaje Alek Cierniewski z Semcore.

Ważna jest również synergia działań na różnych rynkach. To, co robisz w kwestii pozycjonowania na jednym rynku, może wpłynąć pozytywnie na pozycję sklepu internetowego w wyszukiwarkach w innych krajach. Dla przykładu: siła linków pozyskanych do serwisu internetowego ukierunkowanego na Niemcy, może wpłynąć na lepsze wyniki widoczności w Austrii czy Szwajcarii.

Źródło: Semcore.

Obcokrajowcy planujący zakup nieruchomości w Polsce ze wsparciem w formie przewodnika od ACCIONA

ACCIONA
Obcokrajowcy planujący zakup nieruchomości w Polsce ze wsparciem w formie przewodnika od firmy ACCIONA.

Zakup nieruchomości może okazać się szczególnie trudny dla obcokrajowców, dla których zarówno język, jak i procedury prawne, mogą stanowić wyzwanie. Dlatego firma ACCIONA wraz z niezależnymi konsultantami prawnymi przygotowała specjalny przewodnik dla tych z nich, którzy chcą osiedlić się w Polsce na stałe.

Chcąc ułatwić obcokrajowcom zakup mieszkania w Polsce, ACCIONA – warszawski deweloper działający na rynku nieruchomości od przeszło 30 lat, przygotował „Przewodnik po polskich procedurach, przepisach i dokumentach w procesie zakupu mieszkania na rynku pierwotnym”. Celem nadrzędnym dokumentu było uporządkowanie procedur i wyjaśnienie ich krok po kroku. Tak, aby każdy cudzoziemiec, decydujący się na zakup nieruchomości w Polsce, czuł się w tym procesie bezpiecznie i pewnie.

Dokument ma formę krótkiej broszury, w której za pomocą prostego języka (ukraińskiego i angielskiego) przedstawiono uporządkowaną procedurę zakupu mieszkania na polskim rynku pierwotnym. Wskazówki obejmują konkretne etapy: od kwestii formalnych, o których należy pamiętać przed podjęciem decyzji o zakupie, wybór mieszkania, finansowanie ze środków własnych lub kredytem, aż po przejście przez proces budowlany i odbiór mieszkania.

Inicjatorem pomysłu została firma ACCIONA, której w projekcie towarzyszyły kancelarie prawne: polska – Miller Canfield, oraz ukraińska – Dictio. To kolejna inicjatywa warszawskiego dewelopera, która świadczy o tym, że jego strategia działania zorientowana jest na człowieka i sięga daleko poza samo dostarczanie rozwiązań mieszkaniowych.

Źródło: ACCIONA.

Kluczem do sukcesu na europejskich rynkach są stabilne łańcuchy dostaw

wedfg
Kluczem do sukcesu na europejskich rynkach są stabilne łańcuchy dostaw. Zgodnie z danymi zawartymi w analizie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) pt. Global Supply Chains In Turublence, analizującego stan światowej gospodarki w 2022 i 2023 roku w efekcie pandemii oraz ataku Rosji na Ukrainę rozpoczął się proces uniezależniania się przedsiębiorstw i gospodarek od globalnych łańcuchów dostaw. Wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorcy odrobili lekcje i działają znacznie bardziej perspektywicznie niż przed 2019 rokiem.  

Już w minionym roku firmy postawiły na rozbudowanie swoich stanów magazynowych i model handlu „just in case” w miejsce wcześniej dominującej redukcji zasobów i handel w popularnym wcześniej modelu „just in time”. Ten model zakładał szybkość produkcji na podstawie na bieżąco dostarczanych komponentów, co przekładało się na spore korzyści związane chociażby z minimalizacją kosztów zabezpieczenia powierzchni magazynowej pod składowanie komponentów wykorzystywanych w produkcji. Ten model doskonale sprawdzał się w realiach pełnego dostępu do surowców i podzespołów, jaki znaliśmy w czasach przedcovidowych. Globalny kryzys gospodarczy i lock downy wprowadzane również w państwach azjatyckich ograniczył dostęp do półprzewodników, procesorów i licznych surowców, bez których produkcja w wielu miejscach na świecie została wstrzymana. Realia te, jak w soczewce pokazały uzależnienie europejskiej gospodarki od takich krajów, jak Chiny, Indie i Tajwan.

 

Technologia modułowa zyskuje na popularności w wielu krajach świata dzięki korzyściom, jakie oferuje klientom. Dla inwestorów z rynku hotelowego, PRS czy biurowego kluczowe znaczenie ma czas. Budynek modułowy powstaje w czasie o połowę krótszym niż budynki przygotowywane w technologii tradycyjnej, co pozwala operatorom budynków komercyjnych na znacznie szybsze możliwości czerpania przychodów z ich najmu. Drugim ważnym czynnikiem jest łatwość i szybkość montażu wielokondygnacyjnych budynków nawet w najbardziej zatłoczonych centrach miast. Oznacza to możliwość ich realizacji bez utrudnień dla ruchu miejskiego, czy chociażby protestów ze strony sąsiadów inwestycji, co niejednokrotnie powoduje paraliż procedur uzyskiwania pozwoleń na budowę.

Kolejnym ważnym czynnikiem, który na europejskim rynku ma olbrzymie znaczenie jest ekologia. Budownictwo modułowe pozwala na optymalizację procesów budowy obiektów w warunkach fabrycznych. Oznacza to nie tylko wysoką, powtarzalną jakość, ale także ograniczenie odpadów budowlanych do absolutnego minimum. Optymalizacja procesowa to jedna z kluczowych cech budownictwa modułowego, zatem także wykorzystanie energii, ilość roboczogodzin i efektywność energetyczna przyszłych budynków przyczyniają się do wysokich not, jakie budynki modułowe uzyskują w wymagających certyfikacjach ekologicznych jak BREEAM, LEED czy WELL. Wyniki te mają kluczowe znaczenie dla uzyskania preferencyjnych warunków finansowania inwestycji, zatem wielu inwestorów stawia na tę technologię także z tego powodu.

Dynamika wydarzeń ostatnich lat nie zapewnia spokoju wielu sektorom gospodarki. Inflacja, zakłócenia łańcuchów dostaw, lock downy wymusiły zmiany w sposobach myślenia o prowadzeniu biznesu. Dywersyfikacja dostawców i orientacja gospodarek europejskich na rynek wewnętrzny w miejsce uzależnienia od dostawców z Azji z pewnością korzystnie wpłyną na sytuację wielu europejskich firm. Przyczynią się do zapewnienia większej stabilności dostaw i terminowości realizacji kontraktów. Doświadczenie uczy, że są one kluczowe dla utrzymania wiarygodności europejskich producentów.

Źródło: ultrarelations.com

Kurs na Euro? Fundacja Wolności Gospodarczej o reformach dobrych dla gospodarki

adeolu-eletu-38649-unsplash
Fundacja Wolności Gospodarczej, w ramach kampanii „Kurs na euro”, prowadzi regularne badania opinii dotyczące przyjęcia euro w Polsce. Dzisiaj dzielimy się z Państwem wnioskami z naszego badania ilościowego (sondaż CAWI na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski zrealizowany przez SW Research).

Kurs na euro to nie gwałtowna zmiana, a dobre dla gospodarki reformy. Badamy stosunek Polaków do przyjęcia europejskiego pieniądza w perspektywie lat.

Wprowadzenie euro to długi proces reformowania gospodarki i do którego należy się odpowiednio przygotować. Dlatego o przyjęciu euro powinno mówić się właśnie jako o kilkuletnim procesie, kursie, który należy obrać, a nie gwałtownej zmianie – mówi Marek Tatała, wiceprezes Fundacji Wolności Gospodarczej.

Firma SW Research, na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej, przeprowadziła sondaż CAWI na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski, którego celem było poznanie społecznych postaw wobec wprowadzenia euro w Polsce w perspektywie długofalowej.

– Temat euro będzie pewnie obecny w kampanii wyborczej niezależnie od tego, czy zwolennicy euro odważą się sami go podnieść. Będzie on użyty do budzenia i pogłębiania obaw społecznych związanych z euro i będzie jeszcze jednym narzędziem do atakowania opozycji. Jednocześnie uciekanie od tematu przez przedstawicieli opozycji pozbawi jej zwolenników, spośród których rekrutuje się gros zwolenników wejścia na drogę do euro, ważnego i wiarygodnego głosu dotyczącego przyszłości – zwracają uwagę dr Robert Sobiech i prof. Marek Góra, pomysłodawcy badania.

Najważniejsze wnioski z badania (szczegóły w załączniku):

  • Wyborcy obecnej opozycji deklarują silne poparcie dla przyjęcia euro w Polsce, zupełnie przeciwne zdanie mają za to zwolennicy rządu. Przyjęcie euro odrzuca 76,4% wyborców Zjednoczonej Prawicy. Sprzeciw wobec euro deklaruje ponad połowa (55,9%) wyborców Konfederacji.
  • Blisko połowa badanych (43,7%) opowiada się za rozpoczęciem przygotowań do wejścia Polski do strefy euro.
  • Miejsce w strukturze społecznej nie ma większego znaczenia dla poparcia przyjęcia euro w Polsce.

Poprzednie badania prowadzone przez Fundację Wolności Gospodarczej w ramach kampanii „KursNaEuro.pl” wykazały, że wprowadzenie euro jest w dużym stopniu postrzegane w kategoriach szybkiej zmiany, niosącej wiele zagrożeń zarówno dla codziennego życia, jak i funkcjonowania nieprzygotowanych do takiej zmiany instytucji państwa.

– Istniejące, nieliczne sondaże przeprowadzone przez polskie ośrodki badają na ogół opinie na ten temat tak, jak gdyby chodziło o wprowadzenie w Polsce euro praktycznie natychmiast. Nic więc dziwnego, że w warunkach wysokiej inflacji, wojny za wschodnią granicą i antyunijnej propagandy górę biorą obawy i ponad połowa badanych deklaruje, że jest przeciwna euro – zwracają uwagę autorzy koncepcji badania dr Robert Sobiech i prof. Marek Góra.

Źródło: Fundacja Wolności Gospodarczej.

Banki tylko w pół roku zawarły 70 tys. ugód z frankowiczami

frank-ugoda
Jak informuje Związek Banków Polskich, do końca II kwartału br. banki zawarły ok. 70 tys. ugód z frankowiczami. Co trzecia z nich nastąpiła w okresie trzech pierwszych miesięcy br. Eksperci prognozują, że w nadchodzących miesiącach dojdzie do tysięcy kolejnych takich porozumień. Ale nie brakuje też opinii, że bankom jest coraz ciężej przekonać frankowiczów do polubownego rozwiązania, bo proponowane ugody wciąż nie spełniają ich oczekiwań. Ponadto w przestrzeni publicznej mówi się o tym, że kredytobiorcy po czerwcowym wyroku TSUE coraz chętniej sondują u prawników, czy istnieje możliwość rozwiązania już zawartej ugody. ZBP zastrzega, że podważanie takich porozumień nie ma i nie może mieć masowego charakteru. Z kolei prawnicy dodają, że teoretycznie jest to możliwe, ale z reguły to skomplikowany i kosztowny proces, który nie w każdym przypadku doprowadzi do oczekiwanego rezultatu.

Banki zawierają coraz więcej ugód

Według danych pozyskanych ze Związku Banków Polskich (ZBP), do końca drugiego kwartału br. zostało zawartych (według wstępnych szacunków) ok. 70 tys. ugód banków z frankowiczami. Blisko 20 tys. z nich podpisano w okresie trzech pierwszych miesięcy tego roku. Jak podkreśla dr Tadeusz Białek, prezes ZBP, ugody zaproponowane przez przewodniczącego KNF są oferowane od ok. dwóch lat. A ten okres był trudny dla banków. Wzrost stóp procentowych w sposób oczywisty wyhamował dynamikę zawierania ugód, zwłaszcza w drugim półroczu 2022 roku.

– Istotnie banki znacząco polepszyły ofertę ugód i podpisują ich coraz więcej. Jednakże nadal zdecydowana większość z nich nie jest tak dobra, jak rozstrzygnięcia na drodze sądowej. Banki zachęcają klientów znaczącym obniżaniem salda i rozłożeniem pozostałej części długu zamienionego już na kredyt złotowy na raty ze stałym oprocentowaniem. Jednocześnie straszą przy tym, że korzystny wyrok nie jest pewny, a postępowanie sądowe może trwać latami – komentuje Adrian Goska, radca prawny z Kancelarii SubiGo.

Z kolei jak podkreśla adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal, kredytobiorcy niezwykle rzadko przegrywają sprawy w I instancji. A jeśli już dojdzie do takiej sytuacji, to przysługuje jeszcze apelacja i skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Wobec tego ewentualny niekorzystny wyrok w I instancji nie zamyka sprawy. Ekspertka też dodaje, że żadne roszczenia banku, w szczególności związane z wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału, nie są uzasadnione. Przesądził o tym TSUE w czerwcowym orzeczeniu.

– Z naszych obserwacji wynika, że większość frankowiczów, którzy zamierzali pójść do sądu, już to zrobiła. Według ostrożnych szacunków, co najmniej 1/3 klientów z aktywnymi umowami w ogóle nie planuje takiego rozstrzygnięcia. Decydują o tym różne czynniki, przede wszystkim koszty czy niechęć do sądzenia się przez lata. Potencjalnie więc jest to grupa najbardziej zainteresowana ugodami. Aczkolwiek widzimy zwiększanie się dynamiki zawierania ugód sądowych, co wcześniej było rzadkością – dodaje dr Białek.

ZBP widzi szansę na utrzymanie dynamiki

Do końca roku istnieje szansa na zawarcie kilku tysięcy ugód banków z frankowiczami, co prognozuje Adrian Goska. Według radcy prawnego z Kancelarii SubiGo, może to być efekt obaw niektórych kredytobiorców o czas trwania postępowania sądowego, który jest dość długi. Inni wolą mieć sprawę zamkniętą już teraz. Ekspert zaznacza, że podpisanie ugody z bankiem zamyka drogę do jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych, w tym o korzystanie z kapitału frankowicza o czym orzekł TSUE w czerwcu br.

– Patrząc na statystyki dotyczące ugód, liczę na utrzymanie dynamiki ich zawierania. I to przy ostrożnych szacunkach, bo docelowo jest to potencjalnie większy wolumen. Istota ugody pozostaje bez zmian, tzn. kredyt jest potraktowany jakby od początku był udzielony jako złotowy. Takie rozwiązanie jest o tyle wartością, że całkowicie eliminuje z umowy ryzyko kursowe – od początku jej obowiązywania, a nie od momentu zawarcia ugody – podkreśla prezes ZBP.

Według Mileny Mocarskiej, ugoda na korzystnych warunkach może być naprawdę dobrym rozwiązaniem pod warunkiem, że uwzględnia interesy i ustępstwa każdej ze stron. Zdaniem ekspertki, kredytobiorca nie powinien jednak poddawać się presji banku, godzić się na każde warunki, by tylko zakończyć spór. Coraz częściej w sprawach, w których jest już pozew w sądzie, a nawet nieprawomocny wyrok, banki próbują namówić klientów do ugody. Robią to z pominięciem pełnomocnika i sądu, co oczywiście nie powinno mieć miejsca.

– Mimo pewnego optymizmu, bankom coraz trudniej jest przekonać frankowiczów do podpisywania ugód, przede wszystkim ze względu na wysokie stopy procentowe. Kolejnym powodem jest rosnąca świadomość kredytobiorców. Oni zdają sobie sprawę z tego, że proponowane im warunki nie są dla nich opłacalne. Każdy, kto rozważa podpisanie ugody, powinien dokładnie przeanalizować propozycję banku i zastanowić się, czy sprawa sądowa, choć czasochłonna, nie jest dla niego korzystniejsza. Trzeba wziąć pod uwagę potencjalny zwrot nadpłaconych rat, opłat dodatkowych, a w późniejszym czasie również możliwe dochodzenie odszkodowania od banku – stwierdza radca prawny Adrian Goska.

Frankowicze chcą podważać zawarte ugody?

Oprócz dylematu w kwestii zawierania samych ugód na rynku pojawił się dodatkowy problem. Dr Białek zwraca uwagę na agresywny marketing niektórych kancelarii prawnych. One próbują tworzyć fałszywą narrację. Przekonują o rzekomo masowym zainteresowaniu podważaniem zawartych ugód. Natomiast z danych, które związek zbiera z banków, wynika, że takie przypadki mają charakter jednostkowy. Prezes ZBP podkreśla, że negowanie ugody zawartej przed sądem polubownym przy KNF wymaga oddzielnego postępowania. Kodeks postępowania cywilnego nie przewiduje podważenia takiego porozumienia z przyczyn merytorycznych, czyli w sytuacji, w której jedna ze stron nie zgadza się na przyjęte rozwiązanie kompromisowe, bo się rozmyśliła. Kwestionowanie możliwe jest tylko ze względów formalnych.

– Frankowicze po czerwcowym wyroku TSUE faktycznie coraz częściej przychodzą do kancelarii prawnych i dopytują o możliwość ewent. podważenia już zawartej ugody. Mówiąc wprost, dopiero badają grunt, czy mogliby coś jeszcze zyskać i czy w ogóle ten manewr jest możliwy. Jednak w sporej części uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia w zakresie zawartej ugody jest dość trudne, tym bardziej że zawiera ona szereg informacji o skutkach oraz o pełnej świadomości jej podpisania. Z punktu widzenia kredytobiorcy, ugody zawierane ponad rok temu są o wiele gorsze niż te, które bank proponuje dziś. Klienci dostrzegli to i zaczynają studiować takie porozumienia. Jest oczywiście zbyt późno, aby cokolwiek negocjować. Jednak nie jest też tak, że tego typu ugód w ogóle nie da się podważyć, szczególnie tych zawieranych rok czy dwa lata temu – przekonuje radca prawny z Kancelarii SubiGo.

W ocenie Mileny Mocarskiej, uchylenie się od skutków ugody jest bardzo trudne. Wymagałoby to stwierdzenia, że ugoda była nieważna, np. z uwagi na klauzule niedozwolone. O ile takich klauzul można się doszukać w ugodach zawieranych kilka lat temu, o tyle prawdopodobieństwo takiej sytuacji w porozumieniach zawieranych w ostatnim czasie jest raczej znikoma. Inną możliwością jest powołanie się na błąd w zakresie faktów istotnych z punktu widzenia zawarcia takiego porozumienia. Zdaniem ekspertki, każdy przypadek trzeba przeanalizować i ocenić indywidualnie.

– Chcąc podważyć ugodę, trzeba byłoby udowodnić ważne uchybienia w procesie jej zawarcia albo wykazać niedoinformowanie o konsekwencjach jej podpisania. Uczestniczyłem w pracach nad wzorcem ugód. Wówczas jedną z najbardziej fundamentalnych kwestii było właściwe ułożenie obowiązków informacyjnych związanych z treścią porozumień. To stanowiło chyba najbardziej czasochłonną część tych ustaleń. Podważanie zawartych ugód nie ma i nie może mieć masowego charakteru – podsumowuje prezes Związku Banków Polskich.

Źródło: MondayNews Polska Sp. z o.o.

Badanie FWG: Polacy boją się euro, bo nie mają wiedzy na temat wspólnego pieniądza

helloquence-61189-unsplash

Polska jest już w NATO i Unii Europejskiej. Czy wykona konkretny krok ku pogłębieniu integracji ze swoimi sojusznikami wstępując do strefy euro i przyjmując wspólny europejski pieniądz? Jak wynika z badania fokusowego przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej, Polacy, pomimo entuzjazmu wobec otwarcia się na Zachód, zgłaszają w tej sprawie obawy. Brak dostatecznej wiedzy połączony z utratą zaufania do państwa – to główny powód, dla którego Polacy przyznają się do niepokoju wobec perspektywy przyjęcia euro.

Grupowe badanie pogłębione (FGI) “Polacy wobec perspektywy wprowadzenia euro” zostało przeprowadzone na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej w pierwszym kwartale br. przez firmę Day Ray. Autorami koncepcji badania są dr Robert Sobiech (Collegium Civitas) i prof. Marek Góra (Szkoła Główna Handlowa).

Najważniejsze wnioski:

  • Brak dostatecznej wiedzy połączony z utratą zaufania do państwa – to główne powody, dla których Polacy przyznają się do niepokoju wobec perspektywy przyjęcia euro.
  • Istnieje potrzeba działań edukacyjnych i informacyjnych na temat euro, które odpowiedzą na płynącą ze strony rządzących, w tym banku centralnego, dezinformację, która ma obrzydzić ludziom euro.
  • Obawy wobec przyjęcia euro dotyczą przede wszystkim mylnego przeświadczenia o – jakoby wiążącym się z tym – wzrostem cen oraz o tym, że przyjęcie euro miałoby zburzyć dotychczasowy porządek ekonomiczny i społeczny. Dlatego trzeba odnosić się do popularnych, ale kłamliwych mitów na tematu euro.
  • Polacy chcą czerpać wiedzę o euro od autorytetów naukowych oraz biznesowych. Nie przekonują ich politycy.

– Niestety, pomimo że mit o wzroście cen i tzw. “euro-drożyźnie” (częste skojarzenie z europejskim pieniądzem), w żadnym kraju nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości, to i tak stanowi on największe źródło lęków Polaków związanych z euro – komentuje Marek Tatała, CEO Fundacji Wolności Gospodarczej, która zleciła badanie.

Badanie fokusowe “Polacy wobec perspektywy wprowadzenia euro” zostało przeprowadzone w lutym br. przez firmę Day Ray na próbie 24 osób, kobiet i mężczyzn w dwóch grupach wiekowych (25-40 i 55+ lat) o zróżnicowanym wykształceniu (podstawowe/zawodowe, średnie, wyższe) i zróżnicowanym statusie rodzinnym, mieszkających zarówno w dużym mieście wojewódzkim, jak i mieście powiatowym. Autorami koncepcji badania są dr Robert Sobiech (Collegium Civitas) i prof. Marek Góra (Szkoła Główna Handlowa).

mat.prasowy

Obroty towarowe handlu zagranicznego w okresie styczeń-czerwiec 2023 r. wg GUS

g-crescoli-365895-unsplash

Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował raport o nazwie „Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-czerwiec 2023 roku”.

Jak czytamy w raporcie, obroty towarowe handlu zagranicznego  w styczniu – czerwcu 2023 roku wyniosły w cenach bieżących 821,4 mld PLN w eksporcie oraz 790,6 mld PLN w imporcie. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 30,8 mld PLN, podczas gdy w analogicznym okresie 2022 roku wyniosło minus 42,4 mld PLN. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku eksport wzrósł o 6,1%, a import spadł o 3,2%. Eksport wyrażony w dolarach USA wyniósł 190,3 mld USD, a import 183,1 mld USD (wzrósł odpowiednio w eksporcie o 2,4%, a w imporcie spadł o 6,6%). Jak dodaje GUS, dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 7,2 mld USD, w analogicznym okresie 2022 r. wyniosło minus 10,3 mld USD. Eksport wyrażony w euro wyniósł 176,4 mld EUR, a import 169,8 mld EUR (wzrósł odpowiednio w eksporcie o 4,9%, a w imporcie spadł o 4,3%). Dodatnie saldo wyniosło 6,6 mld EUR, podczas gdy w styczniu – czerwcu 2022 r. wyniosło minus 9,3 mld EUR.

Źródło: GUS.

Zainteresowanie handlem transgranicznym wśród polskich sprzedawców

markus-spiske-484245-unsplash
Zainteresowanie handlem transgranicznym wśród polskich sprzedawców stale rośnie. W ubiegłym roku już ponad 45 proc. merchantów korzystających z usług IdoSell sprzedawało za granicę. Jak konsumenci z różnych krajów kupowali w polskich sklepach? Jak przedsiębiorcy dawali sobie radę na rynkach Europy i świata?

Model cross-border jest coraz popularniejszy w e-commerce. Zainteresowanie handlem transgraniczny wzrasta z roku na rok. Potwierdzają to m.in. dane najbardziej efektywnej sprzedażowo polskiej platformy sklepowej IdoSell. Prawie połowa jej klientów wychodzi ze swoją ofertą na zagraniczne rynki.

– Trzeba jednak pamiętać, że otwarcie sklepu internetowego w konkretnym kraju to dopiero pierwszy krok. Merchanci powinni dobrze poznać preferencje klientów i dostosować do nich swój biznes. Z naszych badań wynika, że każdy rynek ma swoje unikalne potrzeby – mówi Marcin Stankiewicz, Product Manager zajmujący się zagadnieniem cross-border w IdoSell.

W Polsce końcówka roku, to najlepszy czas dla e-sklepów. Wysoki sezon zakupowy rozpoczyna się we wrześniu, kulminację ma pod koniec listopada i na początku grudnia, a kończy się tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

– Nie inaczej jest w krajach, do których sprzedają nasi merchanci. Praktycznie w każdym z nich wysoki sezon w 2022 roku rozpoczynał się pod koniec września i moment największego skoku zamówień odnotowywał podczas Black Friday – mówi Sara Dzierżawska.

To pokazuje, że e-commerce jest bardzo zunifikowane oraz fakt, że doświadczeni sprzedawcy mogli przygotowywać ofertę specjalną na poszczególne rynki w tym samym okresie.

Źródło: IdoSell.

DEKRA: Coraz większa liczba cyberataków na łańcuchy dostaw

axel-ahoi-50659-unsplash
Z raportu Upstream 2023 Global Automotive Cybersecurity wynika, że w 2022 r. liczba ataków na API (interfejsy programistyczne aplikacji) w branży motoryzacyjnej wzrosła o 380%1. Coraz częściej celem ataków cyberprzestępców nie są jednak bezpośrednio koncerny samochodowe (OEM-y), a ich łańcuchy dostaw. W dzisiejszym świecie, producenci podzespołów do aut mają coraz węższe specjalizacje, co powoduje, że ich łańcuchy dostaw się wydłużają. Jednocześnie ta specjalizacja powoduje bardzo wysokie koszty jakichkolwiek zakłóceń w tym procesie, a tym bardziej zmiany dostawcy.

Według badania Software Supply Chain Security, przeprowadzonego w styczniu 2022 r. przez firmę Anchore, ataki na łańcuchy dostaw dotykają 62% organizacji. Natomiast aż 83% respondentów wskazuje, że zabezpieczanie oprogramowania łańcucha dostaw właśnie przed cyberprzestępcami to istotna kwestia.2 Jednym z głównych czynników wpływających na występowanie cyberataków na łańcuchy dostaw jest zwiększające się wykorzystywanie oprogramowania pochodzącego z różnych źródeł. Wiele współczesnych systemów opiera się na oprogramowaniu open source oraz komponentach pochodzących od różnych producentów, co zwiększa ryzyko wystąpienia luk w zabezpieczeniach i podatności na wprowadzanie złośliwego oprogramowania lub podmianę komponentów w celu infiltracji w systemy docelowe.

Powszechnym problemem jest przyjęcie efektywnego sposobu przekazywania swoim dostawcom wymagań w zakresie bezpieczeństwa, do jakich przestrzegania dana organizacja została zobowiązana przez swojego klienta – mówi Tomasz Szczygieł, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa w DEKRA. – W tym aspekcie warto zwrócić uwagę na wybór istotnych elementów polityk bezpieczeństwa z uwagi na wpływ pracowników dostawcy na bezpieczeństwo informacji oraz ich odpowiednio szybką aktualizację w przypadku wystąpienia zmian. Należy również pamiętać o przekazywaniu tych informacji w taki sposób, aby były one w pełni zrozumiałe przez osoby bezpośrednio wykonujące zadania – dodaje ekspert DEKRA.

1 https://upstream.auto/reports/global-automotive-cybersecurity-report/
2 https://anchore.com/blog/2022-security-trends-software-supply-chain-survey/

Źródło: DEKRA.

Czy opłaca się inwestować w dolary, kiedy tracą na wartości?

jodko
Amerykański dolar spadł poniżej 4 zł, osiągając najniższe notowania wartości od dwóch lat. Rynek spodziewa się, że ten trend utrzyma się przez jakiś czas. Czy warto zatem oszczędzać w dolarach?

– Warto od razu zwrócić uwagę, że spadek wartości dolara wiąże się z pewnym paradoksem, a mianowicie z tym, że gospodarka Stanów Zjednoczonych lepiej, niż oczekiwano, poradziła sobie z inflacją. Inflacja spadła w Stanach do zaledwie 3 proc., co zwiększa prawdopodobieństwo obniżenia stóp procentowych przez amerykański bank centralny. I właśnie w krótkiej perspektywie pojawiają się inwestorzy spekulanci, którzy szukają rynków, gdzie stopy procentowe są coraz wyższe – zwraca uwagę Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji RRJ Group.
W Polsce już ok. 14 proc. wszystkich depozytów to te w walutach obcych – najpopularniejsze są dolary i euro.

– Jasne, że banki na razie proponują dość niskie oprocentowanie lokat w dolarach – choć już nawet w polskich bankach pojawiają się także nowe korzystne oferty depozytowe. Niezależnie jednak od wszystkiego pamiętajmy, że dolar to wciąż najważniejsza walut świata. Przy tego typu inwestycjach warto nie tyle przeliczać wszystko na złote, ale patrzeć na realną wartość, przykładowo – jak dużą nieruchomość można kupić płacąc w zgromadzonej walucie – wyjaśnia Jodko.

– Lokowanie oszczędności w obcej walucie z inwestycyjnego punktu widzenia nie jest sposobem na pomnażanie oszczędności, ale na ich dywersyfikację. Chodzi o to, żeby tak rozkładać swój portfel, by część pieniędzy trzymać w właśnie w pewnej obcej walucie, co nazywamy bezpieczną przystanią na czas niepewności – podsumowuje Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji RRJ Group.

Źródło: RRJ Group.

Przedsiębiorcy coraz mniej zainteresowani estońskim CIT-em

volkan-olmez-73767-unsplash

Według Ministerstwa Finansów, w pierwszych czterech miesiącach br. tzw. estoński CIT wybrało ponad 3 tys. spółek, co oznacza spadek rdr. o ponad połowę. Głównie były to podmioty z woj. mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego. Najrzadziej decydowano się na taki krok w woj. warmińsko-mazurskim, lubuskim i podlaskim. Na takie rozwiązanie przeszły głównie spółki z o.o. I dotyczyło to blisko 3 tys. firm. Rok wcześniej takich przypadków było o ponad połowę więcej. Do tego w tym roku i w kolejnych latach resort spodziewa się mniej dynamicznego wzrostu zainteresowania ww. formą. Na chwilę obecną nie prowadzi też prac legislacyjnych. Zdaniem części ekspertów, to błąd, bo obecna regulacja wciąż wymaga doprecyzowania.

Spadek zainteresowania

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszych czterech miesiącach br. tzw. estoński CIT został przyjęty przez 3,2 tys. spółek. To o 53,1% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. – 6,7 tys. Natomiast w całym zeszłym roku dotyczyło to 9,1 tys. podmiotów. – W mojej ocenie, mniejsze zainteresowanie estońskim CIT-em jest spowodowane tym, że firmy, które zamierzały na niego przejść, już wybrały ten sposób rozliczenia w poprzednim roku. Największy boom na dane rozwiązanie jest zwykle po wprowadzeniu nowych przepisów – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX.

Jak stwierdza Tomasz Tratkiewicz, ekspert ds. podatków z organizacji Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, mniejszy wzrost liczby podatników, którzy wybrali estoński CIT, wynika z kilku przyczyn. Pierwsza to zdecydowanie mniejsza „akcja reklamowa” resortu finansów niż w 2022 roku. Druga to ciągła niepewność związana z interpretowaniem przepisów, w szczególności dot. ukrytych zysków oraz wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Trzecia z przyczyn obejmuje warunki, które – pomimo zliberalizowania prawa – dla wielu spółek biznesowo mogą być nie do spełnienia, np. w zakresie zatrudnienia wymaganej minimalnej liczby pracowników.

– Zasady wprowadzone z początkiem ub.r. zrewolucjonizowały ryczałt od dochodów spółek i sprawiły, że estoński CIT stał się bardziej przyjazny dla podatników. Eliminacja progu przychodów i rezygnacja ze ściśle określonego wymogu ponoszenia nakładów inwestycyjnych miały istotne znaczenie dla procesu decyzyjnego przedsiębiorców. Wówczas rozszerzono też katalog podatników mogących korzystać z tego rozwiązania. Tegoroczne zmiany, których celem było wyeliminowanie wątpliwości zgłaszanych Ministerstwu Finansów, nie miały aż tak dużego znaczenia dla decyzji o wejściu w alternatywny system opodatkowania. Z tego może wynikać spadek liczby podmiotów wybierających ryczałt od dochodów spółek w bieżącym roku – mówi doradca podatkowy Katarzyna Winiecka z Ostrowska-Krzewina, Winiecka Kancelaria Doradztwa Podatkowego.

Najlepsze i najsłabsze wyniki

Według danych Ministerstwa Finansów, w pierwszych czterech miesiącach br. tzw. estoński CIT wybierały głównie spółki z woj. mazowieckiego – 546 (rok wcześniej – ponad 1,3 tys.), śląskiego – 427 (989), a także wielkopolskiego – 419 (755). Natomiast na końcu zestawienia widać woj. warmińsko-mazurskie – 37 (rok wcześniej – 97), lubuskie – 59 (120), jak również podlaskie – 71 (132).

– Struktura ta odpowiada rozkładowi liczby przedsiębiorców pomiędzy poszczególnymi województwami. W czołówce statystki znajdują się spółki z woj. mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego. Są to województwa, w których swoje biznesy lokuje najwięcej przedsiębiorców. Nie dziwi zatem, że właśnie wśród tamtejszych podmiotów więcej spółek zdecydowało się na opodatkowanie ryczałtem od dochodów spółek – tłumaczy Katarzyna Winiecka.

Od stycznia do kwietnia br. na estoński CIT najchętniej przechodziły spółki z o.o. – blisko 3 tys. (w analogicznym okresie ub.r. – 6,4 tys.). – Są one najczęstszą formą prowadzenia firmy w Polsce. Przeważnie są również wybierane przez podmioty nastawione na długofalowe inwestowanie, a właśnie w spółkach inwestycyjnych estoński CIT cieszy się największą popularnością – wyjaśnia ekspertka z NSM LEGAL & TAX.

Kolejne w tym zestawieniu są spółki komandytowe – 107 (rok wcześniej – 190), akcyjne – 29 (77), a także proste spółki akcyjne – 21 (17). – W przypadku PSA wzrost jest skorelowany z rosnącym zainteresowaniem prowadzenia działalności w tej formie prawnej. Obowiązuje ona począwszy od lipca 2021 roku i jest coraz częściej zakładana. Nie dziwi zatem fakt, że wśród rosnącej liczby nowych spółek, zdarzają się takie, które wybierają opodatkowanie w formie ryczałtu od dochodów spółek. W mojej ocenie, łatwiej jest zdecydować się na CIT estoński nowym podmiotom mogącym odpowiednio zaplanować swoją działalność – zauważa Winiecka.

Ograniczony potencjał wzrostu

W tym roku oraz w kolejnych latach Ministerstwo Finansów spodziewa się mniej dynamicznego lecz stabilnego wzrostu zainteresowania tą formą opodatkowania. Aktualnie resort nie prowadzi prac legislacyjnych w zakresie estońskiego CIT-u. Natomiast obserwuje oraz analizuje, jak wpływa to rozwiązanie m.in. na kondycję spółek czy wpływy do budżetu państwa. Na tej podstawie, w duchu otwartego dialogu z przedsiębiorcami, będą podejmowane decyzje co do ewentualnych zmian legislacyjnych w przyszłości.

– Z całą pewnością konieczne są zmiany systemowe. Obecna regulacja jest nieprecyzyjna, zawiera wiele luk i obszarów potencjalnych sporów między organami a podatnikami. Co więcej, cześć wymogów stawianych firmom wydaje się nie mieć uzasadnienia w istniejącym systemie podatkowym i realiach gospodarczych. Tak jest chociażby z zakazem korzystania z estońskiego CIT-u przez podmioty, które mają pośród swoich wspólników spółki. Niestety, ale to pokazuje, jak niska jakość legislacji w Polsce bezpośrednio szkodzi gospodarce – ocenia prof. Adam Mariański, przewodniczący komisji podatkowej Business Centre Club i partner Kancelarii Mariański Group.

W opinii Tomasza Tratkiewicza, wzrost liczby spółek, które będą wybierać CIT estoński, nie osiągnie już takiej dynamiki jak w zeszłym roku. Jeżeli państwu zależy na promocji tej formy opodatkowania, np. ze względu na wspieranie inwestycji, to należałoby wprowadzić dalsze uproszczenia w ryczałcie od spółek, jak np. doprecyzowanie przepisów w zakresie ukrytych zysków oraz wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Pozwoliłoby to być może w przyszłości na realnie większe niż w tym roku wzrosty liczby spółek wybierających CIT estoński.

– W kolejnych latach wybór estońskiego CIT-u ustabilizuje się. Ryczałt od przychodów spółek będą wybierać nowe podmioty, które w perspektywie długoletniej będą inwestować swoje zyski, bez ich wypłaty w formie dywidendy. Z mojego doświadczenia wynika też, że w tzw. spółkach inwestycyjnych rzadko można spotkać koszty, które w ryczałcie od przychodów spółek definiowane są jako ukryte zyski. Nie wykluczam oczywiście, że spółki, które aktualnie istnieją na rynku, również będą wybierać taką formę rozliczenia. Niemniej jednak, moim zdaniem, nie będzie już tak dużego zainteresowania, jak na początku wprowadzenia tych zmian – uważa Natalia Stoch-Mika.

Jak prognozuje prof. Mariański, w najbliższym czasie minie swoisty efekt nowości, a zainteresowanie estońskim CIT-em spadnie. Pojawią się też naturalne problemy z rozliczeniami. Firmy, które zostaną wykluczone z reżimu ryczałtowego, będą stanowiły przestrogę dla innych, rozważających zmiany. Konieczne jest doprecyzowanie przepisów i usunięcie istotnych wątpliwości, pojawiających się w praktyce. Celem zmian powinno być zapewnienie przedsiębiorcom stabilności i przewidywalności rozwiązania, a także łatwości rozliczenia w praktyce stosowanego ryczałtu. Dobrym rozwiązaniem byłoby też wprowadzenie zmian otwierających ryczałt na dodatkowe podmioty, np. działające w prostych strukturach holdingowych.

Źródło:

© MondayNews Polska | Wszelkie prawa zastrzeżone.

Obroty towarowe handlu zagranicznego w okresie styczeń-marzec 2023 roku wg GUS

adeolu-eletu-38649-unsplash

Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował raport nt obrotów towarowych handlu zagranicznego ogółem i według krajów. 

Jest to raport za okres styczeń-marzec 2023 roku. Jak informuje GUS, obroty towarowe handlu zagranicznego[1] w styczniu – marcu 2023 roku wyniosły w cenach bieżących 418,1 mld PLN w eksporcie oraz 404,5 mld PLN w imporcie. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 13,6 mld PLN, podczas gdy w analogicznym okresie 2022 roku wyniosło minus 21,3 mld PLN. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku eksport wzrósł o 12,5%, a import o 3,0%.
GUS zwraca uwagę, że ze względu na zaokrąglenia danych, w niektórych przypadkach sumy składników mogą się nieznacznie różnić od podanych wielkości „ogółem”.

[1] Zbiór danych o obrotach handlu zagranicznego ma charakter otwarty. Dane publikowane wcześniej są korygowane w miarę napływu zgłoszeń celnych oraz INTRASTAT. Dane za okres styczeń – marzec 2023 r. zostały uzupełnione o niezarejestrowane zgłoszenia celne za miesiące wcześniejsze br.

Źródło: GUS.

Codzienne zakupy w sklepach zdrożały rdr. o przeszło 20 proc.

fabian-blank-78637-unsplash

W kwietniu codzienne zakupy w sklepach były droższe średnio o ponad 20% rdr. Sama żywność i napoje rdr. zdrożały o nieco ponad 19%. Największy wzrost odnotowały karmy dla zwierząt – o blisko 49% rdr. Drugie w rankingu są warzywa z wynikiem prawie 36% rdr. Na trzecim miejscu znalazła się chemia gospodarcza ze zwyżką o prawie 28%. Na końcu zestawienia mamy produkty tłuszczowe, owoce i używki – droższe niż rok wcześniej odpowiednio o 8,5%, ponad 10% i niecałe 13%. Komentujący te dane eksperci mówią, że dynamika wzrostu cen faktycznie spada, ale też dodają, że dwucyfrowe podwyżki wciąż utrzymują się w sklepach. To oznacza, że ceny będą dalej rosły, tylko wolniej niż do tej pory. I taki stan może potrwać nawet przez najbliższych 5 lat.

Spis treści:
Dynamika spada, ale wciąż będzie drogo
Drożyźniana „top piątka” w sklepach
Tłuszcze i mięso trochę „odpuściły”

Dynamika spada, ale wciąż będzie drogo

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w kwietniu br. codzienne zakupy były droższe średnio o ponad 20% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W marcu wzrost przekroczył 23% rdr. Analiza objęła 17 kategorii i 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów artykułów. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 68 tys. cen. Z kolei uwzględniając tylko grupę żywność i napoje bezalkoholowe, obejmującą 13 kategorii, ceny poszły w górę średnio o nieco ponad 19% rdr.

– W analizie widać spadek tempa przyrostu cen rdr. w porównaniu z marcem 2023 roku, ale poziom z kwietnia jest prawie taki sam jak w styczniu i w lutym br. Dla mnie oznacza to stabilizację cen na wysokim, nieakceptowanym przez społeczeństwo poziomie. Biorąc jeszcze pod uwagę prognozy z Raportu o inflacji NBP z marca tego roku, musimy być przygotowani na długotrwałość wzrostu cen. Przez 4, a może nawet i 5 kolejnych lat produkty będą drożały, choć w dość wolnym tempie – komentuje prof. Marian Noga, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak stwierdza Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank, wzrost cen zaczął spowalniać z dwóch powodów. Po pierwsze, działają efekty statystyczne tzw. wysokiej bazy. Porównujemy obecny poziom cen z tym sprzed roku, kiedy zaczęły gwałtownie piąć się w górę. Po drugie, potaniały paliwa i niektóre inne surowce, a także umocnił się kurs złotego. To wszystko powoduje, że towary importowane stają się tańsze. Nadal jednak widać, że tzw. rozpęd cen z miesiąca na miesiąc pozostaje wysoki.

– Od strony podażowej do obniżenia dynamiki przyczyniły się głównie spadki opłat za energię, z racji wyjścia z szoku energetycznego, finalnie obniżając koszty produkcyjne. Natomiast od strony popytowej mamy konsumenta, który zmienił swoje nawyki. On rzeczywiście oszczędza pieniądze, wybierając tańsze marki własne oraz ograniczając zbyteczne wydatki. W efekcie wywiera presję na detalistów, którzy zmuszeni są do obniżania cen lub zmiany propozycji produktowej – mówi Jakub Jakubczak, analityk sektora Food & Agri z Banku BNP Paribas.

Do powyższego dr Edyta Wojtyla z Uniwersytetu WSB Merito dodaje, że dynamika wzrostu cen w sklepach nadal utrzymuje się na szkodliwym dla konsumentów poziomie. To efekt wciąż wysokich kosztów produkcji, które zostały przerzucone na klientów przy utrzymaniu marż gwarantujących producentom i sprzedawcom zyski. I jak twierdzi ekspertka, niestabilna sytuacja rynkowa i zmienne otoczenie gospodarcze wymuszają na dostawcach ustalanie zawyżonych cen. Dzięki temu mogą unikać strat np. w wyniku zmian przepisów, niedoboru surowców czy wzrostu stałych opłat. Do tego niestabilna wartość waluty krajowej podbija ceny produktów importowanych.

– Widać wyraźnie, że dynamika wzrostu cen spada, ale faktycznie dość wolno. W naszej ocenie, średnie podwyżki w sklepach przez kilka, a może nawet i kilkanaście najbliższych miesięcy wciąż będą rdr. dwucyfrowe, poza drobnymi wyjątkami. Na rynku będziemy też obserwować niekontrolowane skoki cen poszczególnych towarów, które w miarę bieżących możliwości szybko będą się stabilizować – prognozują autorzy raportu.

Ponadto prof. Noga uważa, że obniża się tempo wzrostu cen, ale nie jest to jakiś gwałtowny spadek. Wiemy też, że gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach już wykorzystały na bieżące potrzeby większość swoich oszczędności. W związku z tym wyraźnie ograniczone zostały wydatki na dobra żywnościowe.

Drożyźniana „top piątka” w sklepach

Jak wynika z raportu, w kwietniu najmocniej znowu podrożały karmy dla zwierząt – o blisko 49% rdr. Zdaniem prof. Nogi, karmy dla zwierząt właśnie odnotowały szczyt cenowy. Z kolei na drugim miejscu w zestawieniu znajdują się warzywa, które podrożały o prawie 36% rdr. W obrębie tej kategorii widzimy, że np. cena cebuli rdr. poszła w górę o niecałe 130%, marchwi – o ponad 88%, a kapusty – o 32%.

– Produkcja karm nierozerwalnie wiąże się z cenami mięsa i warzyw. Te pierwsze ostatnio przestały tak szybko rosnąć, ale koszty zakupu warzyw wciąż są wysokie. Patrząc na to z perspektywy czasu, art. dla zwierząt w kolejnych miesiącach powinny stracić dużą dynamikę wzrostu, ale powrót do cen sprzed okresu drożyzny nie będzie raczej możliwy – podkreślają autorzy badania.

Z kolei w kwestii warzyw sytuacja wygląda nieco inaczej. Według Jakuba Jakubczaka wzrosty w ostatnich miesiącach wynikały z mieszanki czynników jeszcze z 2022 roku i jednorazowych wydarzeń z 2023 roku. Rekordowo wysokie koszty energii w ub. roku wpłynęły na znaczące ograniczenie produkcji szklarniowej w Polsce oraz Europie, która wspiera rynek w pierwszych miesiącach każdego roku.

– Dodatkowo atak zimy w Hiszpanii i w Afryce Północnej spotęgował braki warzyw na rynku w tym okresie. Możemy zatem spodziewać się realnych spadków cen w najbliższych miesiącach, szczególnie w sytuacji gdy na rynku pojawią się lokalne warzywa, a podaż szklarniowa i zagraniczna się odbuduje – wyjaśnia ekspert z Banku BNP Paribas.

Na trzecim miejscu w kwietniowym zestawieniu widzimy chemię gospodarczą, która podrożała o blisko 28% rdr. Na ten wynik wpływ miały przede wszystkim podwyżki cen papieru toaletowego – o ponad 63% rdr. oraz proszku do prania – o przeszło 52% rdr. Dalej w rankingu mamy nabiał – niespełna 27% rdr. oraz dodatki spożywcze – nieco ponad 26% rdr. W obrębie tej ostatniej kategorii np. majonez podrożał o prawie 52% rdr.

– To, ile płacimy za produkty chemiczne, zależy przede wszystkim od wartości energii elektrycznej. Ewentualne wyhamowanie cen jest uzależnione od regulatora państwowego. Z kolei nabiał drożeje pomimo tego, że spółdzielnie mleczarskie obniżają cenę skupu mleka, bo zaczynają notować straty. To może dawać nadzieję na to, że ceny w sklepach również wyhamują – dodaje prof. Noga.

Według autorów badania, wzrost cen w kategorii dodatków spożywczych został „nakręcony” przez majonez oraz musztardę. To mogło być wynikiem okresu przedświątecznego. Obecnie ceny tych art. powinny zacząć się stablicować. Dalej w zestawieniu mamy pieczywo ze średnim wzrostem rdr. na poziomie 25% i napoje z podwyżką prawie 19% rdr.

Tłuszcze i mięso trochę „odpuściły”

Najmniej spośród siedemnastu analizowanych kategorii rdr. podrożały produkty tłuszczowe – o 8,5%. Natomiast przedostatnie miejsce w rankingu drożyzny zajmują owoce – ponad 10% rdr. Wyżej są używki – prawie 13% oraz słodycze i desery – przeszło 13%.

– Niższa dynamika wzrostu cen produktów tłuszczowych wynika z uregulowania się rynku po stronie podaży oraz ustabilizowania cen transportu i energii. Wojna w Ukrainie, w tym utrudnienia w dostawach z tego kraju, a także sankcje nałożone na Rosję i Białoruś ograniczyły liczbę dostawców na rynku europejskim i krajowym. Ceny w tej kategorii są zwyczajowo wyższe w okresie zimowym, kiedy ogranicza się podaż jajek i masła – zaznacza dr Edyta Wojtyla.

Prof. Noga uważa, że ceny słodyczy i deserów, niebędących towarami pierwszej potrzeby, nie mają dla smakoszy większego znaczenia. I dodaje, że ekonomiści powszechnie mówią o zjawisku uniezależnienia się popytu od ceny tych produktów. Ich nabywcy to głównie ludzie dysponujący tzw. funduszem swobodnej decyzji. Od jego poziomu zależeć będzie popyt na te towary, co de facto może doprowadzić do wzrostu cen w tym obszarze.

Patrząc na pozostałe kategorie wzięte pod uwagę w badaniu, widać np. mięso i wędliny, które nie drożeją już tak mocno jak wcześniej. W kwietniu ceny poszły w górę odpowiednio o 14% i blisko 17% rdr. Dla porównania, w marcu mięso zaliczyło wzrost rdr. na poziomie ponad 22%, a wędliny były droższe o prawie 25% rdr.

– Na niższą dynamikę wzrostu cen tych kategorii względem innych przełożyło się ustabilizowanie, zaburzonej w wyniku wojny i kryzysu energetycznego, podaży pasz, leków, hodowli i usług transportowych. Jednak produkty wciąż drożeją w tempie dwucyfrowym, a więc nie należy mówić o stabilizacji, zwłaszcza gdy odniesieniem jest wysoka baza z tamtego roku. W przypadku kształtowania się cen znaczenie ma też sezonowość. W kwietniu, tuż przed Wielkanocą, zwyczajowo rosły. Klienci, nie chcąc przepłacać, zaopatrzyli się w mięso i wędliny już w marcu. Następnie po świętach, popyt spadł, co wpłynęło właśnie na wyhamowanie dynamiki wzrostu cen – podsumowuje dr Edyta Wojtyla.

Źródło: Serwis Agencyjny MondayNews.

Rekordowa wartość wymiany handlowej Irlandii z Polską?

uscisk reki

W 2022 r. wartość wymiany handlowej pomiędzy Irlandią, a Polską przekroczyła 6 mld EUR, z czego eksport z Irlandii do Polski wyniósł 4 mld EUR, co oznacza ponad 10% wzrost w porównaniu do 2021 r. Ponad 130 firm irlandzkich eksportuje do Polski, a 62 mają tu swoje oddziały zatrudniające ponad 12 tys. pracowników. Kolejne firmy między innymi z sektora cyberbezpieczestwa planują otwarcie swoich oddziałów w Polsce, a inne planują rozszerzenie działalności i kolejne inwestycje. Według przedstawicieli irlandzkiego rządu także w tym roku może paść kolejny rekord jeśli chodzi o wartość wymiany handlowej pomiędzy Irlandią i Polską. 16 maja br. przyjedzie do Polski Dara Calleary, irlandzki minister stanu ds. promocji handlu, regulacji cyfrowych i firm, który spotka się z przedstawicielami firm technologicznych aktywnych w Polsce. Wizyta ministra będzie okazją do wymiany doświadczeń i prezentacji przykładów irlandzkich firm, które z sukcesami działają w naszym kraju. Przedstawiciele irlandzkiego rządu liczą na dalsze poszerzanie współpracy pomiędzy polskimi i irlandzkimi firmami, szczególnie w zakresie nowych technologii oraz innowacji dla rolnictwa.

Jedną z najnowszych irlandzkich inwestycji jest uruchomiona 16 marca 2023 r. fabryka opakowań kartonowych Smurfit Kappa w Pruszkowie zmodernizowana kosztem 40 mln EUR. Obiekt jest w tej chwili największym zakładem produkcyjnym Smurfit Kappa w Polsce i jednym z najnowocześniejszych tego typu w Europie.

„Istnieje kilka powodów dobrych stosunków gospodarczych między Polską a Irlandią, jednym z nich są na pewno trwałe, międzyludzkie, niejednokrotnie rodzinne relacje, bo w Irlandii mieszka 125 tysięcy Polaków. Są bardzo dobrze zintegrowani ze społeczeństwem irlandzkim i są największą mniejszością narodową, stanowiącą 2,5% ogółu populacji w Irlandii. Irlandzkie firmy chętnie zatrudniają Polaków, doceniają ich kompetencje i doświadczenie. Często także wykorzystują ich obecność do rozpoczęcia eksportu produktów i usług do Polski lub otwarcia tu swoich oddziałów”- komentuje Dara Calleary, irlandzki minister stanu ds. promocji handlu, regulacji cyfrowych i firm.

Drugi czynnik łączący Polskę i Irlandię to nastawienia na globalnie skalowalne innowacje i technologie cyfrowe, w tym np. fintech i cyberbezpieczeństwo.

Irlandia plasuje się na 5 miejscu europejskiego indeksu gospodarki i społeczeństwa cyfrowego i właśnie ogłosiliśmy naszą National Digital Strategy, w ramach której chcemy aby 90% małych i średnich firm osiągnęło podstawowy poziom ucyfrowienia do 2030 i żeby 75% dużych firm analizowało posiadane dane, korzystało z chmury i sztucznej inteligencji”dodaje minister Calleary.

Przy okazji wizyty ministra irlandzka firma 4Securitas oferująca innowacyjne rozwiązania z obszaru cyberbezpieczeństwa ogłosi start działalności na polskim rynku. „Dla 4Securitas wejście na nowy, rosnący rynek taki jak Polska jest strategicznym krokiem i dużym wyzwaniem. Naszym celem jest rozpowszechnienie rewolucyjnego modelu aktywnej cyberobrony i monitoringu zagrożeń w czasie rzeczywistym. Tworzenie suwerennych, europejskich rozwiązań w obszarze cyberbezpieczeństwa gwarantuje nam niezależność technologiczną. Wejście na polski rynek jest ważnym etapem w tym procesie i obecnie szukamy w Polsce partnerów biznesowych, którzy chcą sprzedawać i wdrażać najnowocześniejsze rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa wśród swoich klientów”, mówi Stefan Umit Uygur, prezes i współzałożyciel 4Securitas.

Kolejnym przykładem polsko-irlandzkiej technologicznej współpracy jest Oblivious, firma założona przez dwóch doktorantów Uniwersytetu Oksfordzkiego: Polaka Roberta Pisarczyka i Irlandczyka Jacka Fitzsimmonsa. Naukowcy specjalizujący się w teorii i praktycznych aplikacjach komputerów kwantowych wraz z zespołem programistów stworzyli rozwiązanie pozwalające wielu podmiotom na analizowanie danych przy zachowaniu ich poufności dzięki wykorzystaniu tzw. bezpiecznych enklaw. Oblivious właśnie pozyskał 5,35 mln EUR finansowania na rozwój od grupy funduszy inwestycyjnych. Wśród klientów Oblivious są m.in. firmy telekomunikacyjne, agendy ONZ i urzędy statystyczne.

„Polska jest bardzo atrakcyjnym rynkiem dla irlandzkich firm, co potwierdzają przykłady PM Group, JFC, ICON, Smurfit Kappa, Keywords Studios, które inwestują i z sukcesami działają tu od wielu lat czy nawet dekad i są cenionymi pracodawcami. Te firmy bardzo dobrze znane na rynku irlandzkim przetarły drogę dla kolejnych irlandzkich przedsiębiorców z branży technologii cyfrowych, medycznych, producentów maszyn rolniczych, czy sektora inżynieryjnego. Właśnie dzięki tej aktywności widzimy znaczący wzrost wymiany handlowej między Polską i Irlandią. Szacuję, że w przyszłym roku padnie kolejny rekord jeśli chodzi o wartość wymiany handlowej pomiędzy naszymi obydwoma krajami”- podsumowuje minister Calleary.

„Czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak często sięgamy po irlandzkie produkty w naszym codziennym życiu. Jako przykład możemy podać chociażby leki, gdzie 80% z 8 najczęściej kupowanych leków na świecie jest produkowanych w Irlandii, czy stenty sercowo-naczyniowe, gdzie 75% globalnej produkcji pochodzi z Irlandii. Równie często firmy irlandzkie obecne w Polsce są pionierami nowoczesnych rozwiązań w innych dziedzinach, jak np. rolnictwo precyzyjne i ekologiczne. Innym przykładem jest silny klaster 60 firm irlandzkich zaangażowanych w budowę obiektów z obszaru tzw. wysokich technologii (high-tech construction), które z sukcesami wdrażają swoje międzynarodowe doświadczenie i know-how do projektów rozwijanych na polskim rynku” – dodaje Tonia Spollen-Behrens, dyrektor Enterprise Ireland na Polskę i kraje bałtyckie.

Enterprise Ireland jest irlandzką agendą rządową wspierającą irlandzkie firmy w innowacjach i zwiększaniu eksportu na globalnych rynkach. Enterprise Ireland ma 50 biur w 24 krajach, wspiera ponad 4000 irlandzkich firm. Odnotowały one w 2022 r. 32 mld EUR eksportu i zatrudniają w sumie 218 tys. pracowników.

Enterprise Ireland jest też bezpośrednim inwestorem w ponad 3000 irlandzkich firm i regularnie inwestuje w kolejne. W rankingu serwisu Pitchbook opublikowanym w 2022 r. Enterprise Ireland było najaktywniejszym inwestorem na rynku europejskim z 988 inwestycjami w okresie od 2018 do 2022 r. Organizacja obchodzi w 2023 r. 25-lecie swojej działalności.

Warszawskie biuro Enterprise Ireland również działa od 25 lat i wspomaga irlandzkie firmy wchodzące i działające na rynku polskim i rynkach bałtyckich.

Źródło: Enterprise Ireland.

Firmy będą poszukiwać sposobów na redukcję kosztów w łańcuchu dostaw

Truck on a road in the evening

Wiele firm stoi obecnie w obliczu presji finansowej. Według ekspertów EY w wyniku pojawienia się oznak spowolnienia światowej gospodarki, słabnie popyt oraz ewoluuje rola łańcucha dostaw, stając się strategicznym elementem. Pojawił się więc wyraźny nacisk na redukcję kosztów w tym obszarze przy jednoczesnym podniesieniu wydajności, terminowości i odporności na czynniki zewnętrzne.1 Remedium okazać się może zewnętrzne zarządzanie łańcuchem dostaw.

Spis treści:
Strategicznie o kosztach
Dostęp do światowej klasy rozwiązań
Poprawa terminowości

Skala problemów z łańcuchami dostaw drastycznie wzrosła w 2020 roku wraz z początkiem pandemii COVID-19. To w połączeniu z nawet dwucyfrową inflacją w wielu krajach, niedoborem siły roboczej, podwyżkami cen energii czy opóźnieniami w przeładunkach portowych wprowadziło trudny czas dla firm, dla których transport stanowi ważny obszar operacyjny. Wydajność łańcucha dostaw może bowiem decydować o sukcesie przedsiębiorstwa, a odpowiednie nim zarządzanie wymaga dużego doświadczenia, know-how oraz wdrożenia innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Strategicznie o kosztach

Poprzednie zachwiania gospodarki pokazały, że okoliczności wielkiej niepewności nie wymagają od przedsiębiorstw dużych zmian, a strategicznego planowania. Oprócz audytu wewnętrznych możliwości, firmy będą musiały ponownie skonfigurować swoje łańcuchy dostaw w najbardziej efektywny sposób. To wpłynie na optymalizację finansową i podniesienie rentowności całego biznesu, ponieważ szacuje się, że nawet 50%-75% kosztów prowadzenia działalności gospodarczej zależy bezpośrednio od łańcuchów dostaw.2

– Jedną z największych korzyści, płynących ze współpracy z zewnętrznymi podmiotami zarządzającymi łańcuchami dostaw, jest optymalizacja kosztowa przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności i elastyczności czy zmniejszeniu ryzyka wystąpienia różnych zagrożeń związanych z transportem towarów. Dzięki temu firma skupia się na głównym obszarze swojego biznesu, zostawiając logistykę w rękach specjalistów – komentuje Bartosz Boguszewski, Manager Value Protect Solutions w firmie C.H. Robinson.

Outsourcing usług stanowi obecnie megatrend, który będzie rozwijał się w najbliższych latach. Jak wynika z raportu Deloitte, 50% ankietowanych wskazało, że znalezienie wykwalifikowanych pracowników w odpowiednim budżecie staje się coraz bardziej niemożliwe3, a rośnie przy tym potrzeba otaczania się ekspertami, by móc rywalizować na globalnym rynku.

Dostęp do światowej klasy rozwiązań

Technologia w dalszym ciągu przekształca tradycyjne procesy logistyczne, zmuszając firmy do dostosowania się do nich. Dostęp do narzędzi cyfrowych i zaawansowanego oprogramowania optymalizującego jest kluczem do konfiguracji działań logistycznych. Firmy wyspecjalizowane w zarządzaniu łańcuchami dostaw przeprowadzają również symulacje z wykorzystaniem cyfrowych bliźniaków. W ten sposób modelują i badają potencjał różnych opcji, by dostarczać klientom wydajniejsze usługi.

– Coraz istotniejsze dla firm staje się także prowadzenie biznesu w sposób zrównoważony. Zwracają one wówczas uwagę na odpowiednie zarządzanie energią, odpowiedzialne zaopatrzenie czy realizację ostatniej mili za pomocą innowacyjnych rozwiązań. Poza tym potrzebują narzędzi, które mierzą ich starania i dostarczają danych do raportowania. To znowu wymaga inwestycji przedsiębiorstw w rozwiązania technologicznie, a korzystając z usług podmiotu zewnętrznego, w tak zwanym gratisie otrzymują dostęp do światowej klasy nowoczesnych rozwiązań i systemów – dodaje ekspert C.H. Robinson.

Poprawa terminowości

W badaniu Gartnera aż 76% managerów przyznało, że obecnie ich firmy borykają się z częstszymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw niż trzy lata temu, a opóźnienia przesyłek między Chinami a Europą czy Stanami Zjednoczonymi wzrosły czterokrotnie od marca 2022 r.4 Opóźnienia dostaw towarów są więc prawdziwą bolączką branży TSL, a można je znacząco zminimalizować, a nawet wyeliminować dzięki zastosowaniu zewnętrznego zarządzania łańcuchem dostaw. To rozwiązanie daje bowiem dostęp do wielu różnych sposobów transportu, co umożliwia wybór formy, która będzie najlepiej dopasowana do danego produktu i klienta, przyspieszy dostawę oraz zredukuje ryzyko wystąpienia opóźnień.

– Wpływ na utrzymywanie wysokiego poziomu terminowości dostaw mają również odpowiednie planowanie tras, śledzenie jej w czasie rzeczywistym oraz szybka reakcja w przypadku jakichkolwiek zakłóceń. Jest to z kolei możliwe dzięki połączeniu odpowiednich technologii i urządzeń GPS z doświadczonymi ekspertami, którzy zajmują się zarządzaniem łańcuchami dostaw – dodaje Bartosz Boguszewski.

1 https://www.ey.com/en_us/coo/rapid-supply-chain-cost-reduction-strategies
2 j.w.
3 https://www2.deloitte.com/us/en/pages/operations/articles/global-outsourcing-survey.html
4 https://www.gartner.com/en/supply-chain/trends/supply-chain-analytics-mitigate-business-disruptions

Źródło: C.H. Robinson.

Knight Frank: Dubaj cementuje status hubu dla multimilionerów

Bez tytułu

Według The Wealth Report, sztandarowego, globalnego raportu Knight Frank, ceny luksusowych nireuchomości w Dubaju zdrożały w 2022 r. o 44,2%, utrzymując pozycję numer jeden w indeksie prowadzonym przez Knight Frank Prime International Residential Index (PIRI 100) i jednocześnie cementując swój status hubu dla grupy osób o bardzo wysokich dochodach, których majątek przekracza 30 milionów USD (Ultra-High Net Worth Individuals, UHNWI). Mają na to wpływ ułatwienia wizowe. PIRI 100 to indeks śledzący ceny nieruchomości luksusowych w 100 lokalizacjach na świecie – miastach oraz kurortach nadmorskich i narciarskich.

Spośród 100 rynków śledzonych przez indeks PIRI 100, który analizuje ceny nieruchomości mieszkaniowych premium w 100 lokalizacjach na całym świecie, 85 odnotowało dodatni lub stały wzrost cen w 2022 r. Obie Ameryki odnotowały wzrost cen na poziomie 7% nieznacznie prześciagając region EMEA (6,5%) oraz Azji i Pacyfiku, w którym ceny wzrosły nieznacznie, bo o 0,4%.

Resorty wypoczynkowe odnotowały wyższe wzrosty cen. Lokalizacje nadmorskie i podmiejskie w odnotowały średni wzrost cen o 8,4%, nieznacznie wyprzedzając ośrodki narciarskie, w których ceny wzrosły średnio o 8,3%. Słabszy wzrost cen odnotowano w miastach, gdzie ceny rosły średnio o połowę mniej niż w kurortach nadmorskich i podmiejskich (4,2%).

Rok 2021 nazwaliśmy „anomalią”, dlatego, ze był to rok charakteryzujący się niespotykanym wzrostem cen, po tym jak kraje ponownie otworzyły się po pandemii. Po takim boomie trudno było oczekiwać, że w 2022 r. nastąpi powrót do normalnego rynku. Pomijając rok 2021, rok 2022 zanotował najwyższy poziom wzrostu cen nieruchomości premium w ujęciu rocznym (5,2%) od czasu światowego kryzysu finansowego. Ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani i ograniczenia w podaży odegrały swoją rolę w napędzaniu wzrostu cen najlepszych nieruchomości, ale to gwałtowny wzrost sprzedaży po pandemii powodował wzrost cen,”powiedziała Kate Everett-Allen, partner, residential research w Knight Frank.

Boom na światowych rynkach mieszkaniowych po pandemii dał impuls do jeszcze większego wzrostu cen w ciągu ostatnich 12 miesięcy, ale nawet rynki dóbr luksusowych nie są odporne na wahania stóp procentowych, które obecnie obserwujemy. Wzrost cen spowolni w 2023 r., ale rynki raczej ulegną deflacji niż załamaniu – to nie jest rok 2008,” – dodała Liam Bailey, global head of research w Knight Frank.

Analitycy Knight Frank ujawniają, że wolniejszy wzrost cen nie jest wszędzie na takim samym poziomie. Niektóre kraje bardziej od innych odczuwają wahania w światowej gospodarce. W 2022 r. 15 państw z indelksu PIRI 100 odnotowało spadek cen. W 2021 r. było to tylko 7. Prawie połowa tych, które odnotowały spadki jest w regionie Azji i Pacyfiku. Rynki, które odnotowały najwyższy wzrost cen w czasie pandemii, obecnie należą do tych notujących najwyższe spadki: Wellington (-24%); Auckland (-19%); Sztokholm (-8%); Vancouver (-7%) i Seul (-5%). Miasta odczuwają spadki cen bardziej niż kurorty zimowe czy letnie.

Źródło: Knight Frank.

Wyzwania dla e-sklepów na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej

Koszulkowy_zdjęcia_własne (1) (1)Coraz więcej polskich firm z sektora e-commerce próbuje sił w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Skalowanie biznesu na nowe rynki wymaga nie tylko przemyślanej strategii marketingowej czy sprawnej logistyki. O sukcesie ekspansji nierzadko decyduje znajomość preferencji zakupowych i różnic społeczno-kulturowych. Doświadczenia jednej z rodzimych firm produkujących koszulki i gadżety z napisami, pokazują, że w Polsce sprzedają się zupełnie inne produkty niż na Słowacji, najwięcej łączy nas z Węgrami, a Rumuni z uporem maniaka podają błędne kody pocztowe.

Spis treści:
Dostosowanie do lokalnych warunków
Bronx i 12 345, czyli trudności logistyczne w Rumunii
Polak, Węgier dwa bratanki

Jak wynika z analiz Izby Gospodarki Elektronicznej, głównym celem ekspansji polskich e-sklepów są obecnie Czechy, Rumunia, Węgry i Słowacja. Rynki te cechują się bardzo wysoką dynamiką wzrostu sprzedaży internetowej, a jednocześnie nie zostały jeszcze zdominowane przez dużych międzynarodowych graczy. Potwierdzają to najnowsze dane Eurostatu, które mówią, że liczba osób robiących zakupy w sieci w latach 2012-2022 najszybciej rosła w Estonii (wzrost o 47 p.p.), na Węgrzech (wzrost o 43 p.p.), w Czechach i Rumunii (wzrost o 41 p.p.). Słowacy z kolei, wraz z Węgrami, znajdują się w czołówce konsumentów najchętniej zamawiających od e-sprzedawców z innych krajów UE. Prawie 40 proc. naszych południowych sąsiadów kupuje transgranicznie, a to o 7 punktów procentowanych więcej niż wynosi średnia europejska. Sprzedaż online w modelu cross-border to ogromna szansa dla e-sklepów, którym udało się zbudować silną pozycję na rodzimym rynku. Zwłaszcza, że te już na starcie zyskują sporą przewagę nad konkurencją, o czym przekonuje Michał Misiewicz, CEO firmy Koszulkowy.pl (za granicą Garibald), która od lat sprzedaje swoje produkty w tych krajach: „E-commerce w Polsce jest naprawdę na topowym poziomie, zwłaszcza jeżeli chodzi o jakość obsługi klienta, szybkość dostaw i realizację zwrotów. Nie ma co ukrywać, że wyśrubowane standardy to efekt działań największej platformy zakupowej w Polsce, ale przełożyło się to na cały sektor e-handlu, nie tylko marketplace’y. Wbrew pozorom klienci z Czech, Słowacji czy Węgier są mniej wymagający niż Polacy. W Rumunii z kolei najtrudniej jest zdobyć zaufanie klienta”.

Dostosowanie do lokalnych warunków

Jak zatem przekonać klienta do zakupów w polskim e-sklepie i – co najważniejsze – utrzymać wysoki standard obsługi klienta za granicą? Przede wszystkim środowisko zakupowe musi być w pełni dostosowane do lokalnych warunków. Począwszy od nazwy domeny z rozszerzeniem właściwym dla danego kraju, poprzez pełne tłumaczenie strony i opisów produktów, aż po zatrudnienie native speakerów do bieżącej obsługi klienta. Wiele firm decyduje się też na posiadanie fizycznego adresu e-sklepu za granicą. Uwiarygadnia to sprzedawcę w oczach klienta, ale też usprawnia kwestie logistyczne.

– „Sprzedajemy personalizowane prezenty, które często kupowane są na ostatnią chwilę, więc sprawna logistyka to podstawa. Posiadając magazyn w kraju sprzedaży, jesteśmy w stanie dostarczyć produkty w ciągu 1 do maksymalnie 3 dni roboczych i z powodzeniem konkurować z lokalnymi e-sprzedawcami. – mówi Michał Misiewicz z Koszulkowy.pl. – Ważna jest też znajomość preferencji zakupowych w poszczególnych krajach. Nasze doświadczenie pokazuje, że podczas gdy w Polsce 90 proc. zamówień opłacanych jest online, to w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wciąż dominuje jeszcze opcja Cash On Delivery. W Rumunii przy odbiorze płaci aż 90 proc. klientów, w Czechach i na Słowacji – 65 proc., a na Węgrzech – 60 proc.” – wylicza Misiewicz.

Kolejnym z czynników, decydujących o wyborze danego sprzedawcy, jest zakres oferowanych metod dostawy. W Polsce bardzo popularny jest odbiór w automatach paczkowych, ale nasi sąsiedzi wciąż wolą zamawiać produkty do domu, ewentualnie tradycyjnego punktu. Co ciekawe podczas gdy Węgrzy najchętniej korzystają z usług firm kurierskich, Czesi największym zaufaniem obdarzają krajową pocztę. A jak sytuacja ma się w Rumunii?

Bronx i 12 345, czyli trudności logistyczne w Rumunii

Choć w ostatnich latach e-handel w Rumunii bardzo mocno przyspieszył, to wciąż tylko 44 proc. internautów robi zakupy w sieci. Obywatele Rumunii są nieufni wobec sprzedawców, dlatego bardzo ważna jest maksymalna transparentność procesu zamawiania i dostawy. Na stronie sklepu i w reklamach warto podkreślać bezpieczeństwo zakupów, a w komunikacji z klientem zwiększyć częstotliwość informowania o aktualnym statusie zamówienie.

– „Aż 80 proc. naszych klientów z Rumunii zamawia paczki za pobraniem. To nie problem. Trudności logistyczne przysparza fakt, że obywatele Rumunii często nie pamiętają swoich kodów pocztowych, bardziej przywiązani są do nazw hrabstw. Przed nazwą miejscowości wpisują 12 345 lub – co bardzo nas zastanawia – kody pocztowe z okręgów Nowego Jorku. Wszelkie rekordy bije tutaj Bronx. Niestety Rumunia to też kraj, w którym notujemy najwyższy odsetek nieodebranych paczek. Pocieszający jest natomiast fakt, że średnia wartość koszyka zakupowego jest o prawie 30 proc. większa niż w Polsce” – mówi Michał Misiewicz, CEO Koszulkowy.pl.

Polak, Węgier dwa bratanki

Pod kątem kulturoznawczym interesująco wygląda też, przygotowane przez Koszulkowy.pl, zestawienie kategorii produktów, które najlepiej sprzedają się w poszczególnych krajach. Okazuje się, że jeżeli chodzi o gadżety kupowane na prezent, to gusta Polaków bardzo różnią się od upodobań naszych sąsiadów.

– „Koszulki i gadżety z napisami podzielone mamy na kilkanaście kategorii związanych z hobby i grupami zawodowymi. Na Słowacji bezapelacyjnie największą popularnością cieszą się koszulki dla fanów motoryzacji i kolarstwa. W pozostałych krajach natomiast najczęściej obdarowywaną grupą są… rolnicy. W Polsce i na Węgrzech od lat bestsellerem są prezenty z hasłem „Kury mnie potrzebują, muszę iść”. Choć więc język węgierski jest dla nas prawie tak samo obcy jak chiński i drukarze nie mają pojęcia, co drukują na koszulkach, to jak widać nasze narody doskonale dogadują się bez słów” – podsumowuje Michał Misiewicz z Koszulkowy.pl.

Wyraźne różnice zarówno w sposobie zamawiania, jak i samym wyborze produktów, pokazują, że wejście na rynek zagraniczny powinno być poprzedzone szczegółową analizą zachowań e-konsumentów w danym kraju. Dane Eurostatu z 28 lutego br. mogą jednak napawać optymizmem. W 2022 r. handel elektroniczny w UE został pobudzony przez popyt ze strony grupy wiekowej 25–34 lata. Aż 87 proc. osób w tej grupie zamówiło towary lub usługi online.

* W materiale wykorzystano dane z raportu „E-commerce statistics for individuals”, dostępne na stronie Eurostatu (aktualizacja 28.02.2023).

Źródło: Koszulkowy.pl

Netskope: Cyberwojna między Ukrainą i Rosją będzie intensywniejsza

rcanzanese-squareW dniu 24 lutego 2023 r roku przypadła pierwsza rocznica inwazji Rosji na Ukrainę, która według danych ONZ doprowadziła do przesiedlenia ponad 14 milionów ludzi w ciągu ostatniego roku. Wojna prowadzona przez Rosję z Ukrainą to nie tylko wojna militarna. Trwa także cyberwojna między obydwoma krajami. Wraz z kontynuacją konfliktu zbrojnego na Ukrainie, tak samo będzie towarzyszyć mu cyberwojna. Oczekuje się, że intensywność i liczba cyberataków Rosji na Ukrainę będzie wzrastać w ciągu najbliższego roku – przewiduje Ray Canzanese, Dyrektor Działu Analiz Ds. Cyberataków z firmy Netskope.

Spis treści:
Cyberataki skierowane głównie na agencje rządowe i infrastrukturę krytyczną
Phishing to główna technika infiltracji wykorzystywana w większości cyberataków
Szpiegostwo i sabotaż są głównymi celami
15% cyberataków skierowanych jest przeciwko innym państwom, głównie sojusznikom
Można ograniczyć skutki cyberwojny
Cyberwojna będzie bardziej intensywna

Cyberataki skierowane głównie na agencje rządowe i infrastrukturę krytyczną

Większość rosyjskich cyberataków w ciągu ostatniego roku skierowana była na agencje wojskowe i rządowe oraz na infrastrukturę krytyczną, zwłaszcza na dostawców usług telekomunikacyjnych oraz firmy energetyczne. Inne ataki były bardziej ogólnie skierowane na firmy i osoby w Ukrainie oraz ich sojuszników na całym świecie. Tymczasem większość ukraińskich ataków skierowana była na rosyjskie instytucje rządowe, przy czym ataki skupiały się na wyłączaniu stron internetowych Rosji, zakłócaniu usług finansowych i zakłócaniu kampanii dezinformacyjnych.

Phishing to główna technika infiltracji wykorzystywana w większości cyberataków

Najczęstszą techniką infiltracji stosowaną w cyberwojnie jest phishing, przy czym obie strony stosują ukierunkowane kampanie phishingowe, często z towarzyszącymi im exploitami plikowymi lub innymi szkodliwymi ładunkami. Exploit to kod programu służący do przeprowadzenia ataku wykorzystujący luki w zabezpieczeniach powszechnie wykorzystywanych aplikacji. Phishing jest popularny w cyberwojnie, ponieważ jest prosty, mało ryzykowny, skuteczny i wszechstronny. Dobrze opracowana i ukierunkowana wiadomość phishingowa dostarczona za pośrednictwem aplikacji do wiadomości, SMS-ów, poczty e-mail, mediów społecznościowych lub innego kanału może być stosowana przeciwko praktycznie każdemu typowi celu. Po skutecznym phishingu ataki zwykle skupiają się na szpiegostwie lub sabotażu.

Szpiegostwo i sabotaż są głównymi celami

W cyberwojnie głównymi celami są szpiegostwo i sabotaż. W ostatnim roku szpiegostwo zwykle przybierało formę RAT-ów i infostealerów. RAT to forma złośliwego oprogramowania wykorzystywana do przejęcia kontroli nad zainfekowanym komputerem. Infostealer służy zaś do wykradzenia cennych informacji ze stacji roboczej po skutecznym dostaniu się do komputera. Sabotaż zwykle przybierał formę ataków DDoS ( atak na serwery np .obsługujący strony Web tak by zapchać je sztucznym ruchem i w ten sposób przeciążyć serwery by nie mogły działać) oraz ransomwarów ( to atak za pomocą kodu szyfrującego dane na dysku twardym komputera, jedyny sposób na odzyskanie danych, jeżeli nie ma backup’ to zapłacenie okupu by uzyskać klucz deszyfrujący) oraz wiperów (złośliwe oprogramowanie, które niszczy dane). W ciągu roku wiele rosyjskich wiperów pojawiło się, aby zaatakować Ukrainę, w tym WhisperGate, HermeticWiper, IsaacWiper i inne. W jednym z ostatnich ataków użyto nowej rodziny ransomware’u, Prestige, aby zaatakować sektory logistyczne i transportowe w Ukrainie a także w Polsce.

15% cyberataków skierowanych jest przeciwko innym państwom, głównie sojusznikom

Podczas gdy około 85% ataków było skierowanych przeciwko osobom lub organizacjom w Rosji lub w Ukrainie, pozostałe 15% to akcje głównie przeciwko sojusznikom na całym świecie. Podobnie jak ataki w Rosji i w Ukrainie, cyberataki na cele w innych krajach skierowane były również przeciwko krytycznej infrastrukturze i agencjom rządowym.

Największym cyfrowym atakiem rosyjsko-ukraińskiej wojny był NotPetya z 2017 roku, rosyjski wiper skierowany przeciwko Ukrainie, który zainfekował systemy na całym świecie, w tym firm Maersk i Merck, powodując szacowane szkody w wysokości 10 miliardów dolarów. W ciągu roku od rosyjskiej inwazji na Ukrainę nie widzieliśmy jeszcze cyfrowego ataku o takiej skali. Dotychczasowe cyberataki poza Rosją i Ukrainą były przeprowadzone bardzo kierunkowo. Niektóre ataki, w tym wcześniejszy atak na Viasat, były mniej precyzyjne. Ta akcja w zamierzeniu miała na celu przerwanie łączności sieciowej w Ukrainie, atak na Viasat spowodował jednak przerwy w dostawach sygnału w całej Europie.

Można ograniczyć skutki cyberwojny

Kontrole anty-phishingowe i szkolenia są niezbędnymi obronami podczas cyberwojny. Przerywanie prób phishingowych może pomóc zatrzymać cyberatak, zanim spowoduje jakiekolwiek szkody. Agencje rządowe i infrastruktura krytyczna są najbardziej narażone podczas cyberwojny, co uzasadnia dodatkowe inwestycje w obronę cybernetyczną oraz wprowadzenie bardziej rygorystycznych kontroli bezpieczeństwa, aby zredukować zakres ataku. Obrona przed ransomware, zwłaszcza solidne i dobrze przetestowane kopie zapasowe, może również być skuteczną obroną przed niektórymi destrukcyjnymi wiperami, które są typowo używane podczas cyberwojny.

Cyberwojna będzie bardziej intensywna

Wraz z kontynuacją konfliktu zbrojnego na Ukrainie, tak samo będzie towarzyszyć mu cyberwojna. Oczekuje się, że intensywność fizycznych ataków Rosji na Ukrainę będzie wzrastać w ciągu najbliższego roku, a liczba cyberataków będzie rosła. Im dłużej konflikt będzie trwał, tym bardziej prawdopodobne jest, że sojusznicy na całym świecie zostaną celami ataków, a także bardziej prawdopodobne jest wystąpienie kolejnych zmasowanych ataków.

Dlatego ważne jest, aby jednostki i organizacje pozostały czujne i kontynuowały inwestowanie w solidne środki zapobiegawcze w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, aby chronić się przed potencjalnymi cyberatakami. Ponadto, międzynarodowa współpraca i koordynacja mogą być konieczne, aby pomóc w zapobieganiu i łagodzeniu skutków cyberataków w czasach konfliktów.

Autor: Ray Canzanese, Dyrektor Działu Analiz Ds. Cyberataków z firmy Netskope.

Polska jednym z głównych rynków M&A w Europie Środkowo-Wschodniej

anders-jilden-Sc5RKXLBjGg-unsplash

W 2022 r. aktywność M&A w Europie Środkowo-Wschodniej była nawet nieznacznie lepsza niż w 2021 r. Liczba transakcji wzrosła o 5,6 proc. do 1229, w porównaniu z 1164 w 2021 r. Najważniejsze, że ponownie było ich więcej niż w pandemicznym 2020 r. Całkowita wartość spadła ze szczytowego poziomu 41,31 mld euro w 2021 r. o 20,3 proc. do 32,93 mld euro w 2022 r., ale – po raz kolejny – była wyższa niż w 2020 r. Megatransakcje, czyli takie, na które przeznaczono ponad 1 mld euro, tym razem okazały się rzadkością, gdyż tylko 3 zostały na tyle wycenione, podczas gdy w 2021 r. każda z 10 największych transakcji osiągnęła lub przekroczyła tę kwotę.

Trzy największe branże pod względem wartości odnotowanych transakcji to:

  1. górnictwo (7,98 mld euro),

  2. nieruchomości i budownictwo (7,82 mld euro),

  3. energetyka (4,03 mld euro).

Największą transakcją w 2022 roku w całej Europie Środkowo-Wschodniej – o wartości 7,9 mld euro – była fuzja polskich państwowych firm energetycznych PKN Orlen oraz PGNiG.

Natomiast, jeśli chodzi o liczbę transakcji w danym sektorze, zestawienie wygląda następująco:

  1. telekomunikacja i IT (336),

  2. nieruchomości (205),

  3. produkcja (170).

– Fuzja PKN Orlen i PGNiG domyka proces konsolidacji sektora energetycznego w Polsce pod skrzydłami Orlenu, po wcześniejszych przejęciach Energi i Lotosu. Tym razem udało się także uniknąć kontrowersji, jakie pojawiły się przy okazji fuzji z Lotosem, w wyniku której koncern został zmuszony do sprzedaży dużej części udziałów w Rafinerii Gdańskiej. W tym przypadku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zażądał jedynie sprzedaży spółki Gas Storage Poland, odpowiedzialnej za wypełnianie magazynów z gazem. Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym nowym właścicielem zostanie państwowa spółka Gaz-System – komentuje Andrzej Żurawski, ekonomista EMIS (ISI Emerging Markets Group).

Źródło: ISI Emerging Markets Polska.

Gospodarka o obiegu zamkniętym w nowych technologiach – nowe spojrzenie na procesy produkcyjne

mat.pras_._Gospodarka-o-obiegu-zamknietym-2
Gospodarka o obiegu zamkniętym bazuje na cyrkularnym, a nie liniowym, cyklu procesów produkcyjnych. W efekcie zaangażowane zostają także odpady i produkty uboczne, wykorzystane jako uzupełnienie, substytut, a także alternatywa produktu wytworzonego pierwotnie. Model ten zapewnia nieograniczone możliwości do rozwoju nowych technologii i wprowadzania na rynek prawdziwie innowacyjnych produktów. Wymaga jednak kluczowych zmian, nie tylko technicznych, ale i organizacyjnych.

Spis treści:
Dlaczego gospodarka o obiegu zamkniętym jest tak kluczowa w obecnych czasach?
Na czym polega model gospodarki o obiegu zamkniętym?
Gdzie szukać wsparcia przy wdrażaniu gospodarki o obiegu zamkniętym?

Dlaczego gospodarka o obiegu zamkniętym jest tak kluczowa w obecnych czasach?

Wielokrotne odzyskiwanie materiałów powinno stanowić trzon funkcjonowania współczesnego przemysłu. Oszczędność zasobów, minimalizacja odpadów i racjonalne zarządzanie zużyciem energii to główne wyzwania firm na całym świecie.

  • Funkcjonujący od lat model „stwórz, sprzedaj, zużyj i wyrzuć” odchodzi w niepamięć. Badania dowodzą, że wprowadzenie zmian w łańcuchu wartości i efektywne wykorzystywanie odpadów może zmniejszyć nakłady materiałowe nawet o 25 % – zauważa dr Robert Socha, Dyrektor Badań i Rozwoju z Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A. – Ponadto, dzięki możliwości tworzenia innowacyjnych produktów i nowych rynków zbytu model gospodarki o obiegu zamkniętym przyczynia się do realnego wzrostu PKB – dodaje.

Gospodarka o obiegu zamkniętym wiąże się z realnymi korzyściami także dla środowiska. W wyniku prac badawczo-rozwojowych opracowane zostają m.in. innowacyjne i bardziej ekologiczne technologie pozyskiwania surowców. Celem prac bywa także remediacja i rekultywacja terenów poeksploatacyjnych. Zabezpieczone i odpowiednio przygotowane tereny można przeznaczyć m. in. do celów rekreacyjnych.

Na czym polega model gospodarki o obiegu zamkniętym?

Gospodarka o obiegu zamkniętym zakłada maksymalizację wykorzystania zasobów, materiałów i produktów przy jednoczesnym zminimalizowaniu odpadów lub przygotowania ich do ponownego użycia. Założenia te powinny być spełnione we wszystkich etapach życia produktu – od projektowania, poprzez jego produkcję, sprzedaż i konsumpcję, aż po gospodarkę odpadami.

Pierwszym krokiem w kierunku wdrożenia gospodarki o obiegu zamkniętym jest przeprowadzenie audytu obejmującego m.in. dokładne analizy przepływu zużywanych surowców i materiałów, analizę gospodarki energetycznej, a także ocenę warunków technicznych, organizacyjnych, finansowych i środowiskowych. Efektem jest opracowanie efektywnych – zarówno materiałowo, jak i energetycznie – nowoczesnych technologii wykorzystywania odpadów.

Rezultatem wdrożenia gospodarki o obiegu zamkniętym jest nie tylko bardziej efektywny proces produkcji, ale często pojawienie się na rynku ulepszonych lub zupełnie nowych, wręcz innowacyjnych produktów. Ponadto wdrożenie gospodarki o obiegu zamkniętym często prowadzi do znalezienia zamienników wielu substancji niebezpiecznych lub wymagających skomplikowanego procesu przetwarzania.

Gdzie szukać wsparcia przy wdrażaniu gospodarki o obiegu zamkniętym?

Gospodarka o obiegu zamkniętym, zwłaszcza w ujęciu nowych technologii, traktowana jest w Unii Europejskiej jako priorytet. Do dyspozycji mamy różnego rodzaju instrumenty wsparcia innowacyjnych prac badawczych, rozwojowych i wdrożeniowych, związanych z wprowadzeniem bardziej zrównoważonego gospodarowania odpadami i zasobami odnawialnymi. Instrumenty unijne i krajowe pomagają uzyskać dofinansowanie m.in. na przeprowadzenie szeroko zakrojonych analiz, opracowywanie i wdrażanie konkretnych rozwiązań technologicznych, a także popularyzowanie koncepcji 6R: refuse (odmów), reduce (ogranicz), reuse (użyj ponownie), recover (napraw), recycle (poddaj recyklingowi) i rethink (zastanów się, co jeszcze możesz zrobić lepiej).

  • Przejście na system produkcji o obiegu zamkniętym to przyszłość światowej gospodarki. Wymaga jednak od przedsiębiorstw znaczących zmian w każdym ogniwie łańcucha produkcyjnego – od projektowania po sposób przekształcania odpadów – podkreśla dr Robert Socha z Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A. – Taka zmiana wiąże się z wprowadzeniem szeregu innowacji, nie tylko technologicznych, ale i organizacyjnych, co wymaga zaangażowania dodatkowych funduszy. Ponieważ jednak efektywne gospodarowanie odpadami stanowi priorytet także w skali makro, firmy, które chcą rozwijać się w tym zakresie, mogą liczyć na różnego rodzaje wsparcie.

Autor: Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A.

IdoSell: Gdzie Polacy sprzedawali najwięcej przez Internet?


Nadal popularne kierunki to Niemcy, Czechy czy Rumunia. Jest też kilka niespodzianek. IdoSell sprawdziło, w których krajach polscy sprzedawcy internetowi radzili sobie najlepiej w 2022 roku.

Jedna z najpopularniejszych polskich platform sklepowych IdoSell zbadała, jak klienci, którzy z niej korzystają, sprzedają w modelu cross-border. Dane pochodzą z 2022 roku.

Handel transgraniczny to bardzo popularny kierunek w e-commerce. Wpływ na to miały zarówno powszechna cyfryzacja, pandemia, jak i dążenie Unii Europejskiej do znoszenia barier w międzynarodowym handlu.

W 2022 roku aż 45 proc. merchantów, którzy korzystają z usług platformy IdoSell, sprzedawało za granicę. Jak wynika z badania IdoSell, w ciągu ostatnich lat polskie e-sklepy sprzedawały najwięcej na rynku niemieckim (380 mln GMV w 2022 roku) i czeskim (166 mln GMV). Ciekawa zmiana zaszła na ostatnim miejscu podium. W 2019 i 2020 roku była tam Wielka Brytania, tymczasem w 2021 roku należało już ono do Francji. W ubiegłym roku trzecie miejsce zdobyła Rumunia (85,8 mln GMV).

– Rynek niemiecki jest eksploatowany przez Polaków, ponieważ rodzime sklepy są w stanie sprostać wysokim wymaganiom klientów zza zachodniej granicy, a do tego mogą spełnić warunki szybkiej dostawy. Jeśli chodzi o Czechy, to jest to rynek niewielki, ale nie ma tam dominującej platformy marketplace. Z kolei Rumunia to kraj, w którym w tym momencie e-commerce rośnie bardzo dynamicznie – mówi Sara Dzierżawska, brand manager z IdoSell.

Tuż za podium znalazły się takie kraje jak: Francja, Węgry, Włochy, Wielka Brytania, Litwa, Ukraina. Co ciekawe, największy przyrost GMV w 2022 roku (w porównaniu do 2021 r.) odnotowały sklepy, które sprzedawały do Węgier (18 proc.), Ukrainy (18 proc.), Litwy (14 proc.).

Jeśli chodzi o liczbę transakcji, tu najpopularniejsze są takie kraje jak: Niemcy, Czechy, Wielka Brytania, Ukraina, Słowacja i Francja. Z kolei największy wzrost liczby transakcji mieli ci merchanci, których sklepy sprzedawały do Litwy, Węgier i Rumunii.

Najciekawsze kierunki, do których trafiały produkty z polskich sklepów to: Martynika, Makau, Chile, Nowa Kaledonia, Bahrjan, Erytrea, Mauritius, Aruba, Mozambik, Antigua i Barbuda.

W teorii sprzedaż cross-border najłatwiej jest zacząć przez marketplace. Na poszczególnych rynkach można skorzystać z Amazon, Cdiscount, Spartoo czy też Ebay. Wielu sprzedawców stawia sobie też pytanie, czy (lub kiedy) warto otwierać własny e-sklep dla danego kraju.

– W przypadku rynku niemieckiego, wartość zamówień z marketplace i sklepów internetowych rozkłada się mniej więcej po równo, sprzedaż na Amazonie to jednak dominujący trend polskiego handlu cross-border. Przy sprzedaży z Polski do Wielkiej Brytanii i Francji marketplace ma już mniejszy udział, tam własny sklep ma przewagę – wymienia Sara Dzierżawska.

Warto podkreślić, że udział sprzedaży przez e-sklep stopniowo rośnie. Polscy merchanci coraz śmielej budują swoje marki za granicą. W 2022 roku sprzedaż cross-border przez serwisy wynosiła tylko 21 proc., z kolei w sklepach internetowych 78 proc.

Źródło: IdoSell.

Cyfrowe rozwiązania wspierają Mazowiecki Urząd Wojewódzki w szybkiej i sprawnej obsłudze cudzoziemców

scott-graham-OQMZwNd3ThU-unsplash
Jednym z głównych zadań Wydziału Spraw Cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego (MUW) jest m.in. prowadzenie spraw związanych z legalizacją pobytu cudzoziemców na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w tym wydawanie zgód na pobyt czasowy i stały czy pobyt rezydenta długoterminowego.

Ze względu na stale rosnącą liczbę klientów (rok do roku na poziomie 20-25 proc.) Wydział Spraw Cudzoziemców MUW plasuje się na pierwszym miejscu wśród Urzędów Wojewódzkich w Polsce i Urzędów Migracyjnych w Europie co do liczby wniosków i prowadzonych postępowań. Przy takiej liczbie klientów (prawie 1 tys. osób obsługiwanych dziennie) sprawność i jakość obsługi staje się wyzwaniem i głównym bodźcem do zwiększenia tempa transformacji cyfrowej MUW. W obsłudze uchodźców pomogą nowoczesne rozwiązania cyfrowe zakupione przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki.

Część potrzeb urzędu zostało zaspokojonych przez wdrożenie nowoczesnego Contact Center jako centralnego systemu obsługi komunikacji między urzędnikami i cudzoziemcami. Zaprojektowane rozwiązanie dzięki wykorzystaniu zaawansowanego systemu Interactive Voice Response (IVR) pozwoliło na zautomatyzowanie powtarzających się procesów, zwiększając tym samym dostępność informacji na temat statusu prowadzonego postępowania czy samych procedur legalizacyjnych. Przeprowadzono również integrację kanałów komunikacji (formularze ze strony www, wiadomości e-mail, SMSy, rozmowy telefoniczne), umożliwiając tym samym dostęp z jednego miejsca do całej historii wymiany informacji pomiędzy urzędnikiem a klientem. Dodatkowym wzmocnieniem rozwiązania, wpływającym na szybkość działania osób pracujących w Migrant Contact Center, było równoległe wdrożenie nowoczesnego systemu komunikacji wewnętrznej urzędu.

– System służy do obsługi obcokrajowców, chcących regulować swój pobyt w Polsce, w szczególności umożliwia prowadzenie spraw związanych z legalizacją ich pobytu. Rozwiązanie umożliwia obsługę 25–30 tys. klientów miesięcznie. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych cyfrowych technologii tylko ok. 40 proc. zgłoszeń wymaga obsługi przez bezpośredni kontakt z operatorem, natomiast reszta korzysta z obsługi automatycznej. Pozwala to nam skuteczniej zająć się bardziej złożonymi sprawami i poświęcić więcej atencji w rozwiązywaniu problemów najbardziej potrzebującym, w tym przyjezdnym z Ukrainy. Będzie to duży test dla nas i naszego zespołu. Wierzę, że wdrożony system w znacznym stopniu usprawni cały proces – powiedział Pełnomocnik Wojewody Mazowieckiego ds. Cyfryzacji i Zmian Systemowych Artur Pankowski.

materiał prasowy

Polacy, rozliczanie podatków w Niemczech dla firm wcale nie jest łatwe

Fotografia Biznesowa Kraków
Dużo wyższa niż u nas kwota wolna od podatku, niższy podatek dochodowy, a do tego różnego rodzaju ulgi fiskalne zachęcają Polaków do zakładania firm w Niemczech. Jednak nie każdy wie np. o tym, że przez pierwsze dwa lata prowadzenia tam biznesu należy co miesiąc składać deklarację VAT. A chcąc korzystać z większości przywilejów, trzeba być niemieckim rezydentem. Szczegółowa analiza może wykazać, że w konkretnym przypadku bardziej opłaca się rozliczać i prowadzić działalność w Polsce. Z reguły dot. to JDG. Prowadząc ją tutaj, można wybrać spośród różnych dostępnych form podatku dochodowego. A tam im wyższe są dochody, tym większy jest ich procentowy udział. Różnicą jest też to, że gdy dochód przekracza 24,5 tys. euro rocznie, niemieckie przedsiębiorstwa muszą płacić podatek od działalności gospodarczej. Dodatkowo należy mieć na uwadze, że w Niemczech możemy się spodziewać skrupulatnych i długotrwałych kontroli podatkowych.

SPis treści:
Lepszy system?
Rodzaje podatków
Kontrole podatkowe

 

Lepszy system?

Niemiecki system podatkowy w porównaniu do polskiego daje przedsiębiorcom wiele korzyści. Jedną z nich jest dużo wyższa niż u nas kwota wolna od podatku. Od początku tego roku wynosi ona 10 623 euro, czyli blisko 50 tys. złotych. W naszym kraju jest to znacznie mniejsza suma, tj. 30 tys. zł. Kolejną zaletą prowadzenia biznesu za naszą zachodnią granicą jest niższy niż w Polsce podatek dochodowy, uzależniony od wysokości dochodów. W praktyce wielkość odprowadzanej daniny zależy od osiągniętego progu podatkowego, a także od tego, czy podatnik rozlicza się z dziećmi, małżonkiem lub samotnie. Ponadto w Niemczech można skorzystać z różnego rodzaju ulg podatkowych, które przysługują w zależności od danego landu.

Jednak trzeba mieć również świadomość wszystkich różnic podatkowych, aby podjąć właściwą decyzję o założeniu tam biznesu. Zaskoczeniem może być chociażby to, że przez pierwsze dwa lata prowadzenia działalności gospodarczej w Niemczech należy co miesiąc składać deklarację VAT. Dopiero po upływie tego czasu można to robić kwartalnie lub nawet rocznie.

W praktyce bardzo trudno jest jednoznacznie określić, który system podatkowy jest bardziej sprzyjający dla przedsiębiorcy. Oba należą do bardzo skomplikowanych. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji podatnika, którą trzeba szczegółowo przeanalizować. Może okazać się, że w przypadku prowadzenia danego rodzaju działalności podatki będą wyższe w Niemczech niż w Polsce, ale wcale nie musi tak być.

W większości przypadków korzystniej raczej będzie pozostać na polskim opodatkowaniu. W szczególności dotyczy to jednoosobowych form działalności gospodarczych. Rozliczając się według tamtejszych zasad, raczej zapłacimy wyższy podatek niż w Polsce w przypadku opodatkowania ryczałtem ewidencjonowanym. Nie zmienił tego nawet tzw. Polski Ład czy brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku.

Trzeba też pamiętać o tym, że samo założenie firmy w Niemczech nie oznacza automatycznego przejścia na tamtejszy system podatkowy (w szczególności w zakresie podatku dochodowego) i korzystania z ulg obowiązujących w danym landzie. Jest to uzależnione od tzw. rezydencji podatkowej. Polski przedsiębiorca jest uważany za rezydenta podatkowego Niemiec, jeżeli przebywa na terenie tego kraju dłużej niż 183 dni w danym roku podatkowym lub ma tam centrum interesów osobistych (relacje rodzinne) albo centrum interesów gospodarczych (powiązania ekonomiczne, majątek czy faktyczne wykonywanie działalności).

Rodzaje podatków

W Niemczech przedsiębiorcy prowadzący biznes w formie jednoosobowych działalności gospodarczych lub spółek osobowych (cywilnych, jawnych, komandytowych lub partnerskich) są opodatkowani tak samo, jak osoby fizyczne w Polsce. Każdy podatnik jest przypisany do odpowiedniej klasy podatkowej, od której uzależniona jest stawka podatku, wynosząca od 0 do 45%. Natomiast spółki kapitałowe (akcyjne, komandytowo-akcyjne, z ograniczoną odpowiedzialnością bądź mini z o.o.) uiszczają odpowiednik naszego CIT-u w wysokości 15%, a do tego – 5,5% daniny solidarnościowej.

Warto podkreślić to, że osoby prowadzące w Niemczech jednoosobową działalność gospodarczą obowiązuje tylko jedna forma opodatkowania dot. podatku dochodowego. Jest on oparty o liniowo-progresywną taryfę podatkową. W praktyce oznacza to, że im wyższe są dochody, tym większy jest ich procentowy udział w podatku. W tym aspekcie można stwierdzić, że przedsiębiorcy w Polsce mają większy komfort, gdyż w zależności od indywidualnej sytuacji mogą wybrać jedną z kilku form opodatkowania dochodów z JDG.

Tutejsi przedsiębiorcy nie mają do czynienia z obowiązującym w Niemczech podatkiem od działalności gospodarczej. Jest on naliczany, gdy dochód przekracza 24,5 tys. euro rocznie. Płaci się go gminie, w której jest zarejestrowana działalność gospodarcza. Jego wysokość jest uzależniona od miejsca, w jakim znajduje się siedziba firmy oraz od wygenerowanego zysku. Każda gmina ma inną stopę bazową do naliczania tego rodzaju daniny. Średnio wynosi około 14 proc. Sumując ten podatek z podatkiem od osób prawnych, okaże się, że faktyczny CIT w Niemczech, płacony np. przez spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, to około 29,9 proc.

Ponadto za naszą zachodnią granicą obowiązuje podatek od wartości dodanej (odpowiednik polskiego VAT-u). Zwolnieni są z niego przedsiębiorcy, których obroty nie sięgają 22 tys. euro rocznie. W przypadku większości towarów i usług podatek ten wynosi 19%. Tylko na czas pandemii obniżono go do 16%. Natomiast w nielicznych wyjątkach obowiązuje obniżona stawka podatku VAT, sięgająca 7%.

Ciekawostką jest też to, że jeśli obrót firmy w roku założenia nie przekracza 500 tys. euro, przedsiębiorca może złożyć wniosek o tzw. rozliczanie podatku VAT w Niemczech metodą kasową. Wówczas uiszczany będzie dopiero wtedy, gdy dana faktura zostanie opłacona przez klienta, a nie już w momencie jej wystawienia. Taka możliwość istnieje również w polskim systemie podatkowym dla tzw. małych podatników.

Dodatkowo w branży budowlanej istnieje tzw. podatek od usług budowlanych i wynosi 15%. Jest naliczany od sumy uwzględnionej na fakturze za wykonaną usługę budowlaną. Niemniej jednak można wystąpić do niemieckiego urzędu skarbowego o zwolnienie z płacenia go. W praktyce każdy przedsiębiorca budowlany po przedłożeniu odpowiednich dokumentów jest zwalniany, pod warunkiem że nie zalega z innymi podatkami.

Kontrole podatkowe

Niemcy przykładają dużą wagę do kwestii fiskalnych. Kontrole skarbowe są tam prowadzone bardzo skrupulatnie. Organizacje niemieckich przedsiębiorców uskarżają się, że przeciętny czas kontroli podatkowej w przedsiębiorstwach średniej wielkości wynosi od 1-3 miesięcy. W przypadku małych firm działania kontrolne są prowadzone przez kilka tygodni. W porównaniu do okresów trwania kontroli w polskich MŚP, niemiecki system podatkowy wypada pod tym względem jednak znacznie lepiej.

Warto być świadomym tego, że kontrola podatkowa może dotknąć każdą firmę. Niemiecka skarbówka skrupulatnie sprawdzi wtedy zaksięgowane rachunki. Czasem okazuje się, że przedsiębiorca nie jest w stanie okazać wpisanych kosztów oraz odpisanego podatku VAT. W takiej sytuacji otrzymuje karę za opóźnianie kontroli, traci koszty wliczone w firmę i odprowadzony podatek VAT. W Polsce wygląda to tak samo.

Oszustwa podatkowe w Niemczech mogą skutkować pozbawieniem wolności do 10 lat, a także karami pieniężnymi. Ich wysokość zależy od rozmiaru szkody oraz miejsca zamieszkania podatnika. W północnej części kraju stawki za takie przewinienia są z reguły wyższe niż na południu Niemiec. W przypadku zatajenia dochodów trzeba zapłacić podatek wraz z karnymi odsetkami. Urząd może też nałożyć karę za opóźnienie, jeśli przedsiębiorca nie współpracuje podczas kontroli podatkowej.

Chcąc uniknąć ww. problemów, przedsiębiorca może pisemnie uprzedzić urząd o braku dokumentów, by przesunąć termin zapowiedzianej kontroli. Jest też instytucja umożliwiająca wystawienie potwierdzenia zgubionego rachunku. Należy podać jego wysokość i datę wystawienia, nazwę firmy, kwotę podatku oraz powód braku możliwości uzyskania duplikatu. Gdy do tego zostanie dodane potwierdzenie przelewu lub wpłaty, urząd powinien koszty te uznać.

Należy mieć na uwadze to, że przejście z polskiego na niemiecki system podatkowy wymaga zachowania szczególnej ostrożności z samego faktu występowania między nimi wielu różnic i wypełnienie wielu formalności. Doświadczenie pokazuje, że ten proces zajmuje minimum trzy miesiące. Zalecane jest zaznajomienie się z przepisami i konsultacja ich z doradcą podatkowym – najlepiej polskim i niemieckim. Pozwoli to na samym początku nie generować dodatkowych trudności oraz uniknąć pomyłek i kar.

Autor: doradca podatkowy Ewa Flor z Kancelarii ATL Accounting & Payroll.

Nieruchomości muszą pożegnać się z kotłami gazowymi? Kolejne kraje europejskie wprowadzają zakaz

Zmiana_Kotly-Gazowe_UE1
Kolejne kraje europejskie wprowadzają zakaz wykorzystywania kotłów gazowych w nowych oraz modernizowanych budynkach. Wielu producentów urządzeń grzewczych planuje zakończenie produkcji pieców na gaz w niedalekiej przyszłości. Czy Polskę również czekają zmiany? Okazuje się, że tak. Unia Europejska, w ramach unijnej polityki klimatycznej i próby zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego w domach, chce zakazać kotłów gazowych w perspektywie kilku najbliższych lat. Jednocześnie intensywnie promowane są pompy ciepła jako najwydajniejsze i ekologiczne źródło ogrzewania. Czy to początek prawdziwego boomu na pompy ciepła? Dlaczego warto zainwestować w takie urządzenie już dziś?

Spis treści:
Unia Europejska chce zakazać kotłów gazowych
Rosnąca popularność pomp ciepła
Pompa ciepła – oszczędność, ekologia i najwyższy komfort
Dotacja na zakup pompy ciepła – ile można otrzymać?

Ogrzewanie budynków mieszkalnych stanowi największe źródło emisji zanieczyszczeń powietrza. Unia Europejska od lat prowadzi działania, których celem jest poprawa jakości oraz ochrona środowiska naturalnego. W Polsce można skorzystać z różnych programów finansowych, oferujących wsparcie na montaż i zakup ekologicznych urządzeń lub modernizację wybranych instalacji. Jednym z nich jest „Czyste powietrze”, czyli projekt dopłat do wymiany starych pieców na nowe, ekologiczne źródła ciepła. Najchętniej wybieranym urządzeniem grzewczym w ramach programu „Czyste powietrze” są kotły gazowe. Okazuje się jednak, że w najbliższych latach UE chce zakazać montażu pieców gazowych w nowych domach. Dlaczego?

Unia Europejska chce zakazać kotłów gazowych

Ideą Komisji Europejskiej jest ograniczenie emisji dwutlenku węgla pochodzącego ze spalania paliw kopalnych, co wiąże się ze stopniowym wycofywaniem z obiegu kotłów gazowych. Zakaz jest częścią projektu Fit for 55, który zakłada redukcję emisji CO2 do 55% do 2030 roku. Celem jest rozwój szeroko rozumianej energooszczędności oraz stopniowe przestawienie się na czystą energię.

Wpływ na przyspieszenie transformacji ma inwazja Rosji na Ukrainę. Plan REPowerEU, będący częścią projektu Fit for 55, to odpowiedź na wysokie podwyżki cen energii i paliw oraz niepewność dostaw surowców energetycznych (a w tym paliw kopalnych), spowodowanych wojną w Ukrainie. Według Unii Europejskiej nowe uwarunkowania geopolityczne i trudna sytuacja na rynku paliw wymagają błyskawicznego uniezależnienia się od rosyjskich surowców.

Wstępnie planowane jest wstrzymanie wsparcia finansowego dla modernizacji urządzeń grzewczych wykorzystujących gaz i inne paliwa kopalne. Montaż kotłów gazowych w nowych budynkach ma być zakazany od 2027 roku, a od 2030 roku również w obiektach modernizowanych. Już teraz warto szukać alternatyw dla kotłów gazowych. Najlepszą opcją bez wątpienia są pompy ciepła, które bazują na energii cieplnej w otoczenia: z powietrza, wody lub gruntu – radzi Tomasz Walczak, CTO firmy Euros Energy – producent pomp ciepła.

Rosnąca popularność pomp ciepła

Pompa ciepła to specjalne urządzenie grzewcze, które efektywnie wykorzystuje energię odnawialną. Pompa ma dwa źródła ciepła: dolne, czyli grunt, powietrze lub wody powierzchniowe/podziemne, oraz górne, tj. instalacja grzewcza. Pompa pobiera energię z dolnego źródła i przekazuje ją go górnego. W ten sposób ogrzewa wnętrza i podgrzewa wodę użytkową.

Pompy ciepła cieszą się coraz większą popularnością na rynku. Komisja Europejska szacuje, że do 2026 roku będzie działać 20 mln nowych pomp ciepła, a do 2030 aż 60 mln. Związane jest to z przyspieszeniem wdrażania OZE w sektorze energetycznym, przemyśle, budownictwie i transporcie. Według Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła w 2022 roku w Polsce zostanie sprzedanych ok. 180 tys. pomp ciepła. Liczba nowych urządzeń w 2023 roku może zbliżyć się do 200 tys., a w 2027 do 300 tys. Dlaczego warto zainwestować w pompę ciepła już dziś?

Pompa ciepła – oszczędność, ekologia i najwyższy komfort

Pompa ciepła jest bezpieczna dla środowiska. Nie produkuje popiołu, dymu i innych szkodliwych substancji. W stosunku do kotłów gazowych może obniżać emisję CO2 o 20%. Zasilana przez fotowoltaikę staje się w pełni ekologicznym urządzeniem.

Inwestując w pompę ciepła, inwestujemy we własny komfort i bezpieczeństwo. Urządzenie jest całkowicie bezobsługowe. Nie trzeba martwić się o ładowanie opału, rozpalanie pieca czy jego czyszczenie. W konsekwencji oszczędzamy także czas. – wyjaśnia Tomasz Walczak z Euros Energy. – Jako producent pomp ciepła dbamy o ich wysoką wydajność, znakomitą sprawność i komfortową eksploatację. Nasze urządzenia wyposażyliśmy w dotykowe panele sterowania. Co więcej, pracą wybranej pompy można sterować z poziomu dedykowanej aplikacji, co znacznie podnosi komfort jej użytkowania – dodaje.

Pompa nie stwarza ryzyka wybuchu, jest prosta w montażu i charakteryzuje się niskimi kosztami eksploatacji. Nie wymaga budowy zbiornika na paliwo i można umieścić ją w dowolnym pomieszczeniu gospodarczym. Na uwagę zasługuje również żywotność urządzeń. Szacuje się, że pompa może pracować wydajnie przez ok. 30 lat.

Dotacja na zakup pompy ciepła – ile można otrzymać?

W pompę ciepła warto zainwestować już dziś – zwłaszcza że możemy liczyć na wsparcie finansowe na zakup i montaż urządzenia! W ramach programu „Moje Ciepło” przydzielane są bezzwrotne dotacje w wysokości od 30 do 45% kosztów kwalifikowanych inwestycji, czyli od 7 do 21 tys. zł. O dofinansowanie mogą starać się właściciele lub współwłaściciele domów jednorodzinnych, w tym wolnostojących, w zabudowie bliźniaczej, szeregowej i grupowej. Warunkiem uzyskania wsparcia finansowego jest podwyższony standard energetyczny budynku. Program potrwa do 31 grudnia 2026 roku lub do wyczerpania dedykowanej puli środków, która wynosi 600 mln.

Autor: Euros Energy.

64% startupów, które nadal działają na Ukrainie opiera swój biznes o rynek globalny

analiza
64% startupów, które nadal działają na Ukrainie opiera swój biznes o rynek globalny. Tak wynika z nowego badania, które przygotował zespół Polish-Ukrainian Startup Bridge we współpracy z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie i Ukrainian Startup Fund.

Prawie wszyscy respondenci zauważają zdecydowanie negatywny wpływ działań wojennych w kraju na możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. Większość liderów startupów ocenia swoją obecną sytuację jako złą. 12% firm, które wypełniło badanie, poinformowało, że zakończyło działalność wskutek inwazji rosyjskiej. Pełny raport można pobrać oficjalnej stronie projektu Polish-Ukrainian Startup Bridge.

Santander Bank Polska: Branża opakowań w czasie gospodarczego spowolnienia

wykres obrazujący dynamikę produkcji sprzedanej
Producenci opakowań po udanym zeszłym roku i pierwszej połowie br. szykują się na gospodarcze spowolnienie. Rosnący koszt surowców, gazu i prądu uderzają w marże i rentowność. Z drugiej strony słabnący wraz ze wzrostem gospodarczym popyt powoduje, że możliwość podwyższania cen jest ograniczona.

Spis treści:
Nastroje poprawiają się, ale czy na długo?
Eksport oparty o palety i opakowania z drewna
Inwestycje branży opakowań ciągle rosną

Po 10 miesiącach 2022 roku analitycy Santander Bank Polska szacują dynamikę wzrostu wartości produkcji sprzedanej branży opakowań na około 19,4%. Jest to bardzo podobne tempo wzrostu do bardzo udanego 2021 roku. Jednak wtedy wzrost cen odpowiadał za około 50-60% wzrostu całej branży, w tym roku rosnące ceny to w zasadzie cały wzrost obrotów branży.

„ Jeśli z analizowanych danych wyłączymy wzrost cen okazuje się, że już od czerwca mamy do czynienia z ujemną dynamiką i słabnącym popytem. Sytuacja w poszczególnych segmentach jest mocno zróżnicowana. Według naszych szacunków najszybciej rośnie sprzedaż opakowań drewnianych i metalowych po około 40%. Znacznie niższa jest dynamika sprzedaży opakowań szklanych, bo jest to 18-20%, z papieru i tektury, która wynosi około 16-18% i z tworzyw na poziomie około 13-15%” – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.
Od końca 2 kwartału 2022 roku tworzywa sztuczne dla branży opakowań są najtańsze w relacji do ropy od początku pandemii. Wskazuje to na zmniejszenie marż petrochemicznych oraz słabnący popyt po stronie przetwórców. Mimo spadkowego trendu kosztu surowca, marże producentów tych opakowań są w trendzie spadkowym. Pomimo dużego wzrostu popytu w ostatnich latach, także marże producentów opakowań z papieru i tektury ustępują pod presją surowcową, chociaż w wyraźnie mniejszym stopniu.

Gwałtowny wzrost cen gazu wynikający z napięć podażowych uderza w zasadzie we wszystkie segmenty krajowej i unijnej gospodarki. Od pewnego poziomu pomimo wzrostu kosztów oczekiwania cenowe firm wyraźnie hamują, ponieważ przy tak wysokich cenach popyt zaczyna szybko spadać. Największą wrażliwość cenową wykazuje segment opakowań z papieru i tektury, najmniejszą opakowania metalowe. Wysokie ceny gazu mają największe przełożenie na sytuację finansową producentów opakowań szklanych, a najmniej dotykają producentów opakowań z tworzyw sztucznych. W 2023 roku zdaniem analityków Santander Bank Polska oczekiwania cenowe producentów opakowań pozostaną wysokie.

„Analiza oczekiwań cenowych producentów daje nam pośrednio wgląd w siłę przetargową firm w poszczególnych segmentach. Gwałtowny wzrost cen gazu był pośrednio lub wprost decydującym czynnikiem cenotwórczym zarówno w 2021 jak i w 2022 roku, stąd właśnie na cenach gazu opieramy naszą analizę. Widać wyraźnie jak popyt na początku 2021 roku dał producentom opakowań dużą siłę w kształtowaniu cen. Widzimy też, że w 4 kwartale 2022 efekt ten wyczerpał się w całości lub w dużej części” – mówi Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Nastroje poprawiają się, ale czy na długo?

Pierwszą reakcją firm na wybuch wojny na Ukrainie był spadek indeksów koniunktury odzwierciedlający wzrost niepewności, jednak dość szybko powrócił optymizm. Efekty gospodarcze wojny uwidoczniły się w pełni dopiero w drugim półroczu 2022, szczególnie w indeksach obejmujących producentów opakowań zauważalny jest dużo większy pesymizm niż po stronie ich odbiorców. Odczyty za październik były „w pół drogi” między poziomami notowanymi w czasach dobrej koniunktury a pełnym lockdownem.

Listopad przyniósł pewną poprawę nastrojów, największą odnotowali producenci wyrobów z papieru (+8,1 pkt m/m) oraz wyrobów niemetalicznych (+5 pkt m/m). Także indeks odbiorców opakowań w listopadzie odnotował drugi z rzędu miesiąc poprawy nastrojów, przełamując złą passę widoczną od maja. Największa poprawa nastrojów była widoczna w przemyśle farmaceutycznym i spożywczym.

Eksport oparty o palety i opakowania z drewna

Od początku roku polska branża opakowań bardzo dobrze sobie radziła pod względem eksportu. Pierwsza połowa roku to dynamiczny wzrost sprzedaży na rynki zagraniczne, jednak od maja trend ten został zatrzymany. Wartościowo eksport wzrósł w ciągu trzech kwartałów 2022 roku o bardzo wysokie 30% rdr. Obraz jest jednak zróżnicowany pomiędzy segmentami. Najszybszy wzrost widać w opakowaniach z drewna, dominują palety, co jest związane z zastępowaniem dostaw zza wschodniej granicy, które docierały na rynek UE przed wojną. Poniżej średniej dla branży rósł eksport opakowań z tworzyw sztucznych i aluminium.

Po wyłączeniu efektu wzrostu cen, eksport opakowań wzrósł o około 5%. Jednak po odliczeniu opakowań drewnianych, które stanowią blisko 50% całego eksportu branży pod względem wagi, sprzedaż zagraniczna jest na poziomie z ubiegłego roku.

Inwestycje branży opakowań ciągle rosną

Producenci opakowań w Polsce wciąż inwestują i to inwestują bardzo dużo, jeśli porównać to do zagranicznych konkurentów z branży. W 2021 roku firmy wytwarzające opakowania zainwestowały rekordowe 3,7 mld PLN, czyli aż o 36% więcej niż średnia z poprzednich 5 lat.

Jednak korygując dane o inwestycje odtworzeniowe, od opublikowania mapy drogowej dla gospodarki obiegu zamkniętego w 2015 roku nakłady inwestycyjne branży są w trendzie spadkowym. Wyjątkiem jest segment opakowań z papieru i tektury, który najbardziej korzysta ze zmian w świadomości ekologicznej firm i konsumentów. Spadek jest szczególnie wyraźny w segmencie opakowań z tworzyw sztucznych, to tu występuje największa niepewność regulacyjna, na co składa się również duże opóźnienie w przenoszeniu unijnych dyrektyw do krajowego prawodawstwa.

Jednak w najbliższym czasie firmy z sektora mogą także być beneficjentami nowych regulacji. Zmiany w przepisach wymagają od firm podnoszenia środków na badania i rozwój m.in w zakresie ekoprojektowania. Chodzi o przystosowanie produktów do recyklingu lub ponownego wykorzystania już na etapie projektu opakowania. W tym zakresie środki unijne są bardzo dobrze dopasowane do potrzeb firm – nie tylko wspierają firmy w obszarach, gdzie stoi przed nimi najwięcej wyzwań regulacyjnych, ale pomagają też zmniejszyć ryzyko inwestycyjne poprzez dopłaty. Dodatkowym atutem polskiego sektora opakowań jest jego rozdrobnienie, dzięki czemu duża część firm kwalifikuje się do programów skierowanych dla MŚP. Co więcej, do wyboru firm są działania wpisane w szereg programów, co oznacza, że branża wcale nie musi czekać na akceptację KPO.

Autor: Grupa Santander Bank Polska S.A.

Wyniki “Indeksu Eurosentymentu”: Polacy chcą płacić w Euro

Bez tytułu

Temat wprowadzenia wspólnej waluty w Polsce w ostatnich miesiącach znacząco zyskał na popularności – wynika z drugiej odsłony autorskiego Indeksu Fundacji Wolności Gospodarczej opracowanego przez firmę Sotrender w 3 kwartale 2022 roku.

Spis treści:
Popularni politycy a euro
Czyje treści wzbudzają największe zaangażowanie?

Wartość indeksu w ostatnim roku (od października 2021 do września 2022) wyniosła 64.5, co oznacza, że wydźwięk dyskusji internetowych przechyla się na korzyść przyjęcia euro w Polsce.

Indeks Eurosentymentu – Euro Favorability Index jest wskaźnikiem monitorującym skłonność Polaków do przyjęcia waluty euro. Pod uwagę brane są czynniki takie jak: liczba publikowanych w internecie treści dotyczących wejścia do strefy euro, stosunek do przyjęcia euro oraz zaangażowanie zgromadzone pod analizowanymi wzmiankami. 

Głównym powodem wzmożonej dyskusji na temat euro w sieci, w poprzednim kwartale  był wywiad udzielony tygodnikowi “Sieci” przez prezesa NBP, Adama Glapińskiego pod koniec lipca 2022 roku, gdzie zadeklarował, że dopóki jest prezesem NBP, Polska do strefy euro nie wejdzie. Od lipca do września 2022 w internecie pojawiło się prawie 7 tys. wzmianek o wprowadzeniu euro w Polsce, z czego najwięcej, bo ok. 3,5 tys. pojawiło się po wspomnianym wywiadzie. Dla porównania, w poprzedniej edycji raportu wydarzeniami, które powodowały wzrost dyskusji o euro w Polsce były wojna w Ukrainie  i  wysoka inflacja.

Wysoka inflacja i słaba pozycja polskiej gospodarki oddala Polskę od spełniania kryteriów przyjęcia do strefy euro i to może zniechęcać część wypowiadających się na ten temat internautów – zwraca uwagę Marek Tatała, CEO Fundacji Wolności Gospodarczej. – W ostatnim okresie coraz mniej dyskutowało się o argumentach za lub przeciw wejściu do strefy euro, a więcej o tym, że nie spełniamy obecnie warunków, aby wspólną walutę przyjąć, co jest pochodną polityki gospodarczej prowadzonej przez rządzących – dodaje.

W porównaniu do poprzedniego raportu Sotrendera dla FWG, w związku z coraz trudniejszą sytuacją gospodarczą w Q3 2022, pojawiło się mniej niż poprzednio treści jednoznacznie “Za” przyjęciem euro. Niemniej pozostały one znacznie bardziej angażujące niż te “Przeciw”. Publikowali je m. in. znani politycy, tacy jak Ryszard Petru, Szymon Hołownia czy Leszek Miller. 

Popularni politycy a euro

Oprócz kontekstów wypowiedzi towarzyszących wpisom o euro, w treściach tych często pojawiają się wzmianki o politykach lub osobach publicznych.

W badaniu wyodrębnionych zostało dziewięć nazwisk najczęściej pojawiających się w dyskusjach o przyjęciu euro, są to: m.in. Robert Biedroń, Szymon Hołownia, Jarosław Kaczyński, Leszek Miller, Mateusz Morawiecki, Rafał Trzaskowski oraz Donald Tusk.  

Co ciekawe, wzmianki o politykach najczęściej pojawiały się w stosunku przeciwnym do stanowiska prezentowanego przez daną osobę, tzn. posty wspominające o Donaldzie Tusku, który zadeklarował poparcie dla włączenia Polski do strefy euro, w większości krytykowały jego działania, a ich autorzy byli przeciwni przyjęciu wspólnej waluty. 

Z drugiej strony, wzmianki o Adamie Glapińskim, który ogłosił, że za jego kadencji Polska do strefy euro nie wejdzie, były generalnie przychylne wprowadzeniu waluty euro w Polsce. 

Czyje treści wzbudzają największe zaangażowanie?

Raport przedstawia zaangażowanie użytkowników pod wzmiankami poszczególnych stron i autorów jako sumę wszystkich opublikowanych treści tzw. „Interactivity Index”. 

Największe zaangażowanie wywołują treści przychylne wprowadzeniu euro, publikowane przez osoby rozpoznawalne. Treści tych nie jest dużo, ale wywołują wielokrotnie większy oddźwięk (zaangażowanie) niż treści publikowane przez przeciwników.

Porównując obecny raport z poprzednim, niezmiennie obserwujemy w polskich mediach społecznościowych taktykę “straszenia” przeciwnikami politycznymi. Argumenty często pojawiają się w kontrze do danej wypowiedzi osoby publicznej. Musimy jednak pamiętać, że temat euro to nie jest już kwestia “czy”, a “kiedy”. Dlatego Fundacja Wolności Gospodarczej zapoczątkowała kampanię “Kurs na Euro”, w ramach której m.in. mierzymy poparcie dla wspólnej waluty komentuje Marek Tatała.

Celem naszej kampanii jest rozpoczęcie intensywnej debaty na temat przystąpienia Polski do strefy euro, informowanie o korzyściach płynących z przyjęcia wspólnej waluty, przygotowanie rekomendacji niezbędnych reform i zainicjowanie procesu dołączenia do strefy euro poprzez konsekwentne wywieranie presji na rządzących – podsumowuje Tatala.

Badanie dyskusji internetowych na temat wprowadzenia w Polsce waluty euro Q3 2022” zostało przeprowadzone przez firmę Sotrender dla kampanii KursNaEuro.pl prowadzonej przez Fundację Wolności Gospodarczej. Badanie jest kontynuacją badania dyskusji internetowych na temat wprowadzenia w Polsce waluty euro opublikowanego w sierpniu 2022 roku. Do analizy wzięto treści związane z wprowadzeniem waluty euro w Polsce zamieszczone w internecie w trzecim kwartale 2022.Były to głównie takie platformy jak Twitter, Facebook, ale również portale informacyjne, biznesowe i polityczne, blogi oraz fora. Pod uwagę wzięte zostały zarówno posty/artykuły, jak i komentarze pod nimi.

Źródło: Fundacja Wolności Gospodarczej.