
Co czeka polski rynek pracy w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie, jeśli spełni się czarny scenariusz?
Aktualna sytuacja na Bliskim Wschodzie stawia świat przed kolejnymi wyzwaniami geopolitycznymi. Ekonomiczne echo tego konfliktu może wyjść poza ceny ropy czy branżę wojenną. Jeśli spełni się czarny scenariusz, europejski i polski rynek pracy może czekać etap głębokiej reorganizacji, w którym strategie firm będą musiały uwzględniać nie tylko rosnące koszty surowców, ale także fundamentalne zmiany demograficzne, technologiczne i ekonomiczne. Eksperci Smart Solutions wskazują obszary, na które eskalacja konfliktu może wywrzeć największy wpływ.
Przez strategicznie położoną Cieśninę Ormuz płynie około jednej piątej globalnych zasobów ropy oraz znacząca część skroplonego gazu LNG. Po decyzji odcięcia się od rosyjskich paliw w 2022 roku Europa i Polska w jeszcze większym stopniu są uzależnione od ropy i gazu m.in. z Zatoki Perskiej. Każde zakłócenie lub utrudnienie w dostawie tych surowców odbija się na sytuacji ekonomicznej krajów europejskich. Jak podaje Reuters, obecny konflikt natychmiast podbił ceny surowców – ropy Brent o ok. 8 procent i gazu na holenderskiej giełdzie – o 19 procent.
– Tak gwałtowny skok cen surowców może być jednym z głównych katalizatorów przyspieszenia wzrostu kosztów działalności w całej światowej gospodarce. Dla Polski, jako jednego z głównych importerów LNG w Europie, oznacza to wyższe rachunki za gaz i paliwo oraz presję inflacyjną. Wzrost cen energii przełoży się na droższe wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła, co ograniczy zdolność konkurencyjną przemysłu. To z kolei może wywołać dalekosiężne skutki także dla rynku pracy. Bezpośrednie skutki konfliktu dla zatrudnienia będą ograniczone, jednak pośrednie efekty gospodarcze mogą znacznie osłabić rynek pracy – sygnalizuje Natalia Myskova, Prezes Zarządu w Smart Solutions HR.
Wpływ na rynek pracy i polską gospodarkę
Wzrost cen energii i surowców, a co za tym idzie, ogólnie rosnąca inflacja, mogą odbić się negatywnie na sytuacji zarówno pracowników, jak i pracodawców. Dla pracowników może to oznaczać realne spadki siły nabywczej, co z kolei spowodowałoby rosnące oczekiwania płacowe względem pracodawców. Jednocześnie wyższe ceny surowców mogą skutkować zwiększonymi kosztami prowadzenia biznesu – branże energochłonne, jak przetwórstwo stali, segment chemiczny czy cementownie zmniejszą produkcję lub będą skłonne ograniczać inwestycje, co może prowadzić do zwolnień lub przynajmniej zamrożenia zatrudnienia. Firmy transportowe lub produkcyjne, w których energia stanowi często znaczącą część kosztów, również mogą stanąć w obliczu konieczności redefinicji planów inwestycyjnych i zatrudnienia. W wielu przypadkach malejące marże mogą wymusić alokację środków, co w praktyce może oznaczać mniejszą rekrutację i większe zainteresowanie efektywnością procesów oraz automatyzacją.
– Jeśli sprawdzi się czarny scenariusz, będziemy mieć do czynienia z przykrym sprzężeniem zwrotnym, a wręcz błędnym kołem. Rosnąca inflacja z jednej strony zwiększy koszty życia, które obniżą realne zarobki i zwiększą presję płacową, a z drugiej – zmusi przedsiębiorstwa do ostrożniejszego planowania zatrudnienia, przez co trudniej będzie o podwyżki płac. Co więcej, zapotrzebowanie na pracowników może się znacząco zmniejszyć. Potencjalnie w najtrudniejszej sytuacji mogą znaleźć się branże, których działalność w dużej mierze opiera się na wykorzystywaniu surowców. Z kolei, na zwiększonym popycie na sprzęt i surowce, mogłyby zyskać polski sektor obronny oraz przemysł wydobywczy – mówi Natalia Myskova.
[fragment artykułu]
Źródła: Reuters, dane GUS, raport Smart Solutions HR „Cudzoziemcy na polskim rynku pracy 2025. Jak biznes ocenia współpracę z pracownikami z zagranicy”, raport „Renewable Energy and Jobs. Annual Report 2024” Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA).
Źródło: Smart Solutions
materiał prasowy
