komentarze, opinie, gospodarka

Colliers: Czy Polska będzie beneficjentem czy tylko rynkiem zbytu?

Kamoji-Czapiński_Jan_Colliers
Unijne cła na chińskie samochody elektryczne miały chronić europejski przemysł, tymczasem wywołały odwrotny efekt i przyspieszyły trwałą relokację chińskiego kapitału, technologii i produkcji do Europy. Strategia „local for local” stała się nową normalnością – skoro eksport jest utrudniony, chińscy giganci się zeuropeizują. Proces ten stawia przed europejskimi krajami nowe wyzwania i konieczność wyboru. W tym wyścigu o gigafabryki i miejsca pracy Polska konkuruje już nie tylko kosztami czy logistyką, ale także przewidywalnością polityczną. Stawka jest wysoka – albo aktywne współtworzenie europejskiego ekosystemu pojazdów elektrycznych, albo ryzyko pozostania rynkiem zbytu dla technologii rozwijanych gdzie indziej.

Inwestorzy z sektora elektromobilności, wybierając miejsce pod gigafabryki, kierują się zarówno szeroką analizą obejmującą energię, rynek pracy, logistykę, system zachęt publicznych, stabilność regulacyjną, jak i czynnikami politycznej lojalności. Polska rywalizuje w tym procesie głównie z Węgrami i Hiszpanią. Nie chodzi już o to, czy chińskie koncerny będą produkować w Europie, ale gdzie dokładnie – w Polsce, na Węgrzech, czy w Hiszpanii – i gdzie trafią podatki, miejsca pracy oraz technologie.

Czy Polski rynek jest gotowy?

Polska wchodzi do tej gry z solidnymi fundamentami przemysłowymi. Rynek magazynowo-logistyczny pozostaje stabilny i dojrzały – roczny popyt brutto przekracza 6 mln mkw., przewyższając poziomy z lat 2023–2024, podczas gdy nowa podaż, ograniczona do ok. 2 mln mkw. w 2025 r., jest w dużej mierze zabezpieczona umowami pre-let. Wskaźnik pustostanów ustabilizował się na poziomie 7–8%, a około 50% transakcji stanowią renegocjacje, co potwierdza długoterminowy charakter relacji najemców z rynkiem. Jednak poza parametrami stricte rynkowymi kluczowe pozostaje zrozumienie, jak polskie otoczenie instytucjonalne i regulacyjne jest postrzegane przez kapitał z Chin.

W Chinach inwestor jest przyzwyczajony do modelu, w którym administracja działa jak kompleksowe centrum obsługi, które wspiera inwestora na każdym kroku – od pozwoleń po obszar rekrutacji. W Europie zderza się z rozproszonym systemem instytucji, co bywa źródłem niepewności. Ponadto chińscy inwestorzy polegali dotychczas głównie na rekomendacjach i sieciach relacji. Obecnie, po bolesnych lekcjach – np. zakupie milionowych gruntów przy lotniskach, na których nie można budować – coraz częściej korzystają z profesjonalnych konsultantów ds. podatków, prawa i nieruchomości. Dodatkowym wyzwaniem jest percepcja skali – dla inwestorów z Chin kraje europejskie wydają się bardzo małe, co rodzi obawy o stabilność operacyjną, płynność walutową i dostępność siły roboczej – mówi Jan Kamoji-Czapiński, dyrektor Działu Zachęt Inwestycyjnych na Europę w firmie doradczej Colliers.

[fragment artykułu]

Źródło: Colliers
materiał prasowy