![]()
Branża TSL należy do sektorów, które najdłużej czekają na pieniądze z wystawionych faktur. Z danych Faktura.pl za II kwartał 2026 r. wynika, że średni termin płatności zapisywany na fakturach małych i średnich firm wyniósł 13,6 dnia. W transporcie i gospodarce magazynowej było to jednak aż 21,9 dnia, najdłużej w gospodarce.
Różnica jest jeszcze mocniej widoczna, gdy transport porówna się z branżami o niższej bieżącej kapitałochłonności. Firmy związane z obsługą rynku nieruchomości czekają na przelew średnio 10,3 dnia, tyle samo w pozostałej działalności usługowej, a w działalności finansowej i ubezpieczeniowej 9,8 dnia. To oznacza, że przewoźnik czeka na zapłatę ponad dwa razy dłużej niż część firm usługowych. To drastyczna dysproporcja.
– W rzeczywistości wygląda to nawet gorzej. Te niespełna 22 dni to wartość średnia zapisana na fakturze. Realnie wiele firm czeka dwa lub trzy miesiące. W tym czasie firma transportowa musi sfinansować z własnej kieszeni wykonanie zlecenia, zanim otrzyma za nie pieniądze. Pieniądze za wykonaną usługę pojawiają się dopiero po kilku tygodniach, a czasem po paru miesiącach. Dla przewoźnika odroczona płatność nie jest więc tylko pozycją w Excelu. To realna dziura w finansach między wykonaniem przewozu a wpływem pieniędzy na konto. – komentuje Rafał Kozielski, dyrektor komercyjny Finea, firmy specjalizującej się w finansowaniu TSL.
Umowa bez negocjacji, płatność po terminie. Tak wygląda asymetria w transporcie
Problem płynności w branży TSL nie wynika wyłącznie z długich terminów płatności. Nakłada się na niego także nierównowaga w relacjach między przewoźnikami a zleceniodawcami. Z raportu Transport i Logistyka Polska wynika, że 95 proc. firm sygnalizuje niekorzystne zapisy w umowach przewozowych, a ponad 90 proc. badanych często, bardzo często lub zawsze spotyka się z brakiem możliwości negocjowania warunków kontraktu.
W takim otoczeniu rynkowym wydłużone terminy płatności stają się dla przewoźników szczególnie dotkliwe. Ponad 93 proc. firm często, bardzo często lub zawsze spotyka się z terminami płatności wynoszącymi od ponad 30 do 60 dni. 42,3 proc. firm przyznało, że zetknęło się z ustalaniem terminów płatności przekraczających 120 dni od wykonania usługi.
– 120 dni to naprawdę długo, to aż 4 miesiące czekania na przelew po wykonaniu usługi. Często wynika to z warunków narzucanych przez silniejszego ekonomicznie partnera. Firma realizuje transport, pokrywa wszystkie koszty, a mimo to nie ma większego wpływu na to, kiedy faktycznie dostanie zapłatę. W branży o niskich marżach i wysokich kosztach stałych każda taka zwłoka zwiększa ryzyko utraty płynności. – mówi Rafał Kozielski z Finea.
[fragment artykułu]
materiał prasowy
