
Debata o potencjalnym wyjściu Polski z Unii Europejskiej regularnie wraca do przestrzeni publicznej, ostatnio pretekstem stało się weto prezydenckie do ustawy o SAFE. Niemal na pewno kwestia stosunku do UE będzie jednym z wiodących tematów kampanii wyborczej w 2027 roku. W dyskusjach często pojawiają się skrajne uproszczenia: z jednej strony wizja natychmiastowej katastrofy, z drugiej – przekonanie, że „nic wielkiego by się nie stało”. – Tymczasem rzeczywistość, zwłaszcza w kontekście rynku mieszkaniowego, jest znacznie bardziej złożona – uważa Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl
Zdaniem analityków portalu rynekpierwotny.pl najuczciwiej mówić tu o analizie scenariuszowej. Nie chodzi o przewidywanie konkretnych poziomów cen, lecz o zrozumienie mechanizmów, które zaczęłyby działać, gdyby Polska rzeczywiście weszła na ścieżkę wyjścia z UE. A te mechanizmy są dobrze rozpoznane – również dzięki doświadczeniom Wielkiej Brytanii po Brexicie.
Rynek mieszkań zależy od gospodarki
Rynek nieruchomości nie funkcjonuje w próżni i jest silnie powiązany z gospodarką. Jego fundamenty są stosunkowo proste: dochody gospodarstw domowych, dostępność kredytu oraz oczekiwania co do przyszłości, zwłaszcza w kwestii koniunktury gospodarczej i rynku pracy. To właśnie dlatego wydarzenia polityczne mogą mieć realny wpływ na ceny i aktywność rynkową – nawet zanim zajdą jakiekolwiek formalne zmiany.
– Sam sygnał, że kraj może opuścić największy blok gospodarczy świata, zmienia sposób, w jaki banki, inwestorzy i konsumenci oceniają ryzyko. A to wystarczy, by uruchomić procesy, które bezpośrednio przekładają się na rynek mieszkań – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu rynekpierwotny.pl.
Zaufanie i koszt pieniądza
Pierwszym i najszybszym kanałem oddziaływania byłoby pogorszenie warunków finansowania. W sytuacji rosnącej niepewności inwestorzy zaczynają wymagać wyższej premii za ryzyko, co prowadzi do wzrostu kosztów finansowania w całej gospodarce. Towarzyszyć temu mogłaby presja na osłabienie złotego oraz większa ostrożność sektora bankowego.
Dla rynku mieszkaniowego oznaczałoby to przede wszystkim spadek dostępności kredytów. Banki, obawiając się pogorszenia sytuacji gospodarczej, zaostrzałyby kryteria oceny klientów, a wyższe koszty finansowania przekładałyby się na droższe kredyty. W efekcie zdolność kredytowa gospodarstw domowych uległaby obniżeniu, co bezpośrednio ograniczyłoby popyt na mieszkania.
Taki proces nie musi prowadzić do natychmiastowego spadku cen. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz spowolnienia rynku: mniejsza liczba transakcji, wydłużony czas sprzedaży i rosnąca presja na korekty cen w niektórych segmentach.
Dochody i rynek pracy
Jeszcze ważniejszy w dłuższym okresie byłby wpływ na realną gospodarkę. Polska jest silnie powiązana z rynkiem Unii Europejskiej, zarówno pod względem handlu, jak i inwestycji. Ewentualne wyjście z UE oznaczałoby większą niepewność w relacjach gospodarczych, co mogłoby przełożyć się na ograniczenie eksportu i spadek atrakcyjności inwestycyjnej kraju.
W praktyce oznaczałoby to wolniejszy wzrost produktywności oraz słabszą dynamikę płac. A to właśnie dochody są podstawowym czynnikiem determinującym popyt na mieszkania. Jeśli gospodarstwa domowe zarabiają wolniej lub ich sytuacja zawodowa staje się mniej stabilna, skłonność do podejmowania długoterminowych zobowiązań – takich jak kredyt hipoteczny – wyraźnie maleje.
W tym sensie wpływ polexitu na rynek mieszkań byłby pośredni, ale bardzo silny. Nie chodzi tylko o ceny, lecz o zdolność ludzi do wejścia na rynek.
[fragment artykułu]
Autor: Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl
materiał prasowy
