komentarze, opinie, gospodarka

Jakie czynniki mają wpływ na ceny mieszkań na wynajem?

Maciej Gołębiewski_3 (1)
Jakie czynniki mają wpływ na ceny mieszkań na wynajem?

Nadchodzące miesiące mogą być wyjątkowo ciekawe – nie z powodu emocji, tylko z powodu… układanki danych. Dziś z jednej strony widać taniejący kredyt i rosnącą akcję kredytową. Z drugiej, narastają presje regulacyjne, powracają wątki podatkowe, a na horyzoncie rysuje się potencjalny „kryzys planistyczny”. Co będzie jutro?

– Rok 2024 przyniósł mocne hamowanie, a 2025 stał się momentem wygaszania długotrwałej destabilizacji wywołanej pandemią, Bezpiecznym Kredytem 2% i wojną w Ukrainie. To wyraźnie widać w danych: w III kwartale 2025 ceny ofertowe wzrosły zaledwie o 1,6% rok do roku, a ceny transakcyjne praktycznie się zatrzymały, notując symboliczne +0,5% r/r. Dziś mamy równowagę, a co będzie jutro? Kierunek, w którym pójdzie dalej, nie jest jeszcze przesądzony. Wszystko będzie zależało od kilku ważnych czynników naraz, a nie od jednego prostego impulsu – podkreśla Maciej Gołębiewski, ekspert ds. inwestowania w nieruchomości i twórca dobregonajmu.pl.

W 2026 roku prognozy analityków układają się w scenariusz „spokojnego początku i odbicia później”. Bank PKO BP sygnalizuje, że pierwsza połowa 2026 może być okresem, w którym rynek „szuka dna” i dopiero druga połowa ma przynieść odbicie. Z kolei eksperci JLL mówią o wzroście rzędu 2-3% rocznie – w tempie zbliżonym do inflacji – czyli bez fajerwerków, ale z powrotem do trendu. Kluczowe jest jednak to, skąd to odbicie miałoby się wziąć.

 

Kataster w tle, planowanie na horyzoncie

Wśród czynników regulacyjnych, które w najbliższych latach będą wpływać na rynek nieruchomości, regularnie powracają dwa wątki: potencjalny podatek katastralny oraz reforma planowania przestrzennego. Pierwszy od dawna pozostaje przede wszystkim elementem narracji politycznej jako sposób na poprawę dostępności mieszkań. W opinii ekspertów są to jednak puste hasła – wprowadzenie takiego podatku byłoby zbyt skomplikowane. Dla rynku często ważniejsze jest nie to, czy kataster faktycznie wejdzie, tylko to, jak sama dyskusja o nim wpływa na nastroje i decyzje inwestorów.

– Znacznie bardziej konkretnym i odczuwalnym czynnikiem jest reforma planowania przestrzennego. Tu nie mówimy o deklaracjach, tylko o twardych terminach i realnych konsekwencjach. Gminy muszą uchwalić plany ogólne i jeśli nie zdążą, to po prostu pojawi się problem z wydawaniem nowych warunków zabudowy. A to oznacza jedno: mniej gruntów, na których da się szybko rozpocząć nowe inwestycje. Dziś jeszcze tego nie widać w cenach mieszkań, bo od decyzji o budowie do gotowego lokalu mija kilka lat. Rynek jednak wie, że za chwilę mieszkań zacznie przybywać wolniej. A jeśli w tym samym czasie popyt będzie wracał, to naturalną konsekwencją będzie presja na wzrost cen w kolejnych kwartałach. Dlatego już w 2026 roku możemy zobaczyć pierwsze efekty w postaci większej ostrożności deweloperów, wolniejszego uruchamiania nowych projektów i dalszego dozowania podaży – podkreśla ekspert.

 

Demografia zmienia optykę

Demografia w 2026 roku będzie jednym z tych czynników, które łatwo źle odczytać, jeśli spojrzy się na nią zbyt powierzchownie. Często sprowadza się ją do prostego wniosku, że skoro ludzi w Polsce jest coraz mniej, to popyt na mieszkania musi słabnąć. Tymczasem rynek nieruchomości nie reaguje na samą liczbę mieszkańców, lecz na liczbę i strukturę gospodarstw domowych. To gospodarstwo jest realnym uczestnikiem rynku, a nie pojedyncza osoba. Mieszkań potrzeba więcej nie dlatego, że ludzi jest więcej, lecz dlatego, że żyją inaczej niż kiedyś.

– Więcej singli, mniejsze gospodarstwa, więcej rozwodów i nagle się okazuje, że popyt na mieszkania nie znika, tylko zmienia kształt. Do tego demografia ma mocny wymiar geograficzny: duże miasta i aglomeracje nadal przyciągają, a depopulacja mocniej uderza w mniejsze miejscowości. I dlatego w 2026 demografia nie musi wcale oznaczać spadków cen w kluczowych ośrodkach – raczej będzie wzmacniać dwubiegunowość rynku: metropolie mogą trzymać popyt, a mniejsze rynki będą bardziej wrażliwe na odpływ ludzi i spadek płynności – zaznacza Maciej Gołębiewski.

– Dodatkowym elementem popytu w tym kontekście pozostają obywatele Ukrainy. Ich obecność w Polsce coraz rzadziej ma charakter przejściowy, a coraz częściej staje się trwałym elementem struktury rynku. Około milion osób posiada dziś numer PESEL UKR, a blisko dwie trzecie z nich pracuje. Oznacza to, że osiągają oni realne dochody i mogą podejmować realne decyzje mieszkaniowe. Owszem, część z nich wybiera najem. Widać jednak, że coraz większy odsetek decyduje się na zakup nieruchomości – dziś około 15% obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce ma własne mieszkanie. Ten odsetek będzie rosnąć. Popyt związany z migracją nie został jeszcze w pełni zrealizowany i w kolejnych latach będzie stopniowo ujawniał się na rynku – punktuje ekspert.

Dwie prędkości najmu

Rok 2026 pokaże, że rynek zaczyna działać różnie w zależności od miejsca i formy wykorzystania mieszkań. W jednych miastach i segmentach sytuacja będzie spokojna i przewidywalna, w innych pojawi się więcej ograniczeń i zmian zasad. Najstabilniejsza pozostanie część oparta na dłuższym wynajmie, natomiast segment krótkoterminowy będzie stopniowo porządkowany i obudowywany regulacjami. Nie wywoła to jednego gwałtownego ruchu, ale z czasem zmieni decyzje właścicieli i inwestorów, a przez to także układ popytu i podaży na rynku mieszkań.

– W nadchodzących miesiącach w najmie długoterminowym nie będzie raczej boomów czy załamań. Czynsze będą rosły mniej więcej w tempie inflacji, czyli 2-3% rocznie, czasem trochę szybciej, czasem wolniej, zależnie od miasta. To oznacza, że nie będzie tu presji, która sama z siebie pchałaby ceny mieszkań mocno w górę, ale też trudno mówić o czynniku, który miałby je obniżać – mówi Maciej Gołębiewski. – Ważnym elementem będzie rozwój PRS-ów – one w wybranych dzielnicach zwiększą konkurencję po stronie najmu, co może studzić zapędy cenowe przy zakupach stricte inwestycyjnych, szczególnie w popularnych, małych metrażach – dodaje ekspert.

– Najem krótkoterminowy to zupełnie inna historia. Regulacje sprawią, że ten segment stanie się trudniejszy, droższy operacyjnie i bardziej ryzykowny. Część właścicieli przejdzie na najem długoterminowy, a część zdecyduje się na sprzedaż mieszkań. To nie będzie fala, która nagle zaleje rynek ofertami, ale raczej stopniowy proces. W miastach turystycznych może to oznaczać lekkie zwiększenie podaży mieszkań na sprzedaż, co będzie działać stabilizująco na ceny. W pozostałych lokalizacjach efekt będzie słabszy, a rynek szybciej „wchłonie” te lokale. Sumarycznie 2026 rok nie przyniesie szoku cenowego, ale będzie kolejnym krokiem w kierunku rynku bardziej uporządkowanego, lokalnego i coraz mniej napędzanego prostymi, jednorazowymi impulsami – podsumowuje ekspert.


[fragment artykułu]

Autor: Maciej Gołębiewski jest praktykiem najmu, ekspertem do spraw inwestowania w nieruchomości i twórcą dobregonajmu.pl. Pomaga właścicielom mieszkań maksymalizować pasywne dochody z najmu, oferując kompleksowe wsparcie – od wyboru i zakupu nieruchomości, przez remont i adaptację, aż po zarządzanie najmem lub podnajmem. Swoją przygodę z inwestowaniem rozpoczął w 2016 roku od podnajmu, a w ciągu 18 miesięcy zbudował portfel 250 pokoi na wynajem w Warszawie. Do tej pory przeprowadził ponad 110 remontów mieszkań, obsłużył ponad 10 257 najemców oraz wygenerował sprzedaż czynszów najmu na poziomie 72 milionów złotych. Obecnie zarządza 308 mieszkaniami o łącznej wartości ponad 350 milionów złotych. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec pięciorga dzieci.

materiał prasowy