ALDI przekazało 775 tysięcy złotych dla najbardziej potrzebujących szpitali

wspolpraca
Sieć sklepów ALDI podsumowuje prowadzoną od maja akcję charytatywną „Doceniam, dziękuję”.  775 tysięcy złotych zebranych podczas akcji zostało przekazanych Fundacji SiePomaga i wesprze kilkanaście szpitali w walce z COVID-19. 

Celem akcji charytatywnej „Doceniam, dziękuję” było wsparcie lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, pracowników sklepów, listonoszy, kurierów i wszystkich tych, którzy stoją na pierwszej linii walki z koronawirusem. W ramach akcji sprzedano ponad pół miliona specjalnie zaprojektowanych naklejek, a zebrana dzięki temu kwota zasiliła zbiórkę Fundacji SiePomaga na rzecz walki z koronawirusem. Środki przekazane przez ALDI wsparły kilkanaście najbardziej potrzebujących szpitali.

Akcja „Doceniam, dziękuję” świetnie wpisała się w ideę i motto, które przyświeca działalności naszej Fundacji, czyli „Razem wielką mamy moc!”. To działanie pozwoliło na integrację wielu osób wokół słusznej idei i dołożenie cegiełki do walki z koronawirusem. To dobry przykład na to jak współcześnie powinno wyglądać zaangażowanie społeczne biznesu, który daje od siebie i zachęca do wspólnej aktywności innych. To właśnie dzięki skali akcji i jej szerokiemu zasięgowi możliwe było wsparcie wielu potrzebujących placówek medycznych. Jesteśmy pełni szacunku i wdzięczności dla osób walczących z koronawirusem na pierwszej linii frontu. I dziękujemy, że klienci ALDI przyłączyli się do nas – mówi Pamela Wiśniewska z Fundacji SiePomaga.

Odpowiedzialność społeczna to jedna z wartości, która od lat przyświeca działaniom podejmowanym przez ALDI, dlatego w czasie, gdy zmagamy się z epidemią koronawirusa oczywistym było dla nas, że i my powinniśmy przyłączyć się do ogólnoświatowego trendu wsparcia medyków. Stąd pomysł na akcję „Doceniam, dziękuję” i współpraca z Fundacją SięPomaga. Cieszymy się, że nasze działania spotkały się z tak dużym zainteresowaniem – wyjaśnia Agnieszka Barańska, Dyrektor Marketingu i Komunikacji ALDI Polska.

Projekt możliwy był do zrealizowania dzięki zaangażowaniu pro bono cenionych polskich artystów  -rysowników, ilustratorów i autorów komiksów, wśród których znaleźli się: Tomek Bieniek, Ernesto Gonzales, Paweł Jońca, Tomasz Łęczyński, Dawid Ryski, Marta Paradowska, Przemek „Trust” Truściński, Andrzej Wieteszka.

Za pomysł i koncepcję akcji odpowiadała Agencja Scholz&Friends Warszawa oraz The Digitals należące do Grupy S/F. Partnerem akcji była Grupa LTTM , a wyłącznym dystrybutorem naklejek sieć sklepów ALDI.

ALDI to międzynarodowa sieć dyskontów posiadająca głównie na zachodzie i południu Polski 143 sklepy i zatrudniająca niemal 3000 pracowników. Jest jedną z wiodących firm handlowych w Europie. Strategia ALDI to wyselekcjonowany asortyment wysokiej jakości w dobrej cenie. Oprócz tego spółka stawia na długotrwałe, sprawiedliwe i niezawodne relacje handlowe z dostawcami oraz spełnianie wymogów firmy odpowiedzialnej społecznie. Nowe hasło marki brzmi „Raz ALDI, zawsze ALDI”, bo po ulubione produkty chętnie się wraca.

Źródło: ALDI.

Kolejne udogodnienie dla mieszkańców Powiatu Rzeszowskiego

J. Jodłowski, Starosta Rzeszowski (naj)

Wprowadzenie internetowego systemu rezerwacji wizyt przez wydział komunikacji Starostwa Powiatowego w Rzeszowie okazał się strzałem w dziesiątkę. Dlatego teraz wydział poszerza zakres swoich działań i odtąd mieszkańcy miejscowości oddalonych od stolicy Podkarpacia również będą korzystać z tego udogodnienia.

Chodzi o mieszkańców z terenów oddalonych nieco od Rzeszowa, czyli np. z okolic Dynowa oraz Sokołowa Młp. To właśnie dla nich skierowana jest oferta, ułatwiająca komunikację z urzędem, która z dużym powodzeniem i zainteresowaniem została już przyjęta przez np. mieszkańców okolic stolicy Podkarpacia.

– Od 13 lipca br. wprowadziliśmy system internetowej rezerwacji wizyt w naszym wydziale, który doskonale się sprawdził. Nie ma już kolejek, petenci nie tracą niepotrzebnie czasu, znacznie zmniejszyło się zagrożenie związana z pandemią, a interesanci są teraz obsługiwani szybciej i sprawniej. Dlatego, tego rodzaju system Starostwo Powiatowe postanowiło od połowy września wdrożyć także w Dynowie i Sokołowie Młp. – mówi Janusz Haluk, dyrektor Wydziału Komunikacji, Dróg i Transportu Starostwa Powiatowego w Rzeszowie.

Wprowadzony wcześniej system biletowania był wprawdzie przydatny, ale okazało się jednak, że to nie rozwiązało wszystkich problemów.

– Jedni i tak musieli czekać w kolejce, co w dobie obostrzeń związanych z pandemią było  rozwiązaniem niewystarczającym. Inni odchodzili „z kwitkiem”, bo akurat skończył się limit przyjęć w danym dniu. A takie limity są konieczne, bo wystarczy dodać, że tylko w miesiącu czerwcu br. liczba spraw, którymi zajmowaliśmy się, wyniosła ok. 4 tysiące. Czyli, dziennie obsługiwaliśmy ponad 200 osób – mówi J.Haluk.

Po wprowadzeniu internetowej rezerwacji sytuacja zmieniła się diametralnie, ponieważ petent jest odtąd umawiany na konkretny dzień i godzinę.

Rezerwacji  wizyty w  Zamiejscowym Referacie Wydziału Komunikacji, Dróg i Transportu w Dynowie można dokonywać internetowo od 21 września br.

Z takiego udogodnienia dla mieszkańców zadowolony jest także Józef Jodłowski, Starosta Rzeszowski. – Każde skuteczne rozwiązanie usprawniające działania służb powiatowych jest dla nas wyjątkowo ważne, ponieważ zależy nam, aby mieszkańcy Powiatu Rzeszowskiego obsługiwani byli tak, jak na to zasługują, czyli: sprawnie i profesjonalnie. Cieszy mnie zatem, że oferta naszego powiatu staje się coraz bardziej pożyteczna i przydatna dla naszych mieszkańców – mówi.

materiał prasowy

W Górnie koło Rzeszowa powstała wyjątkowa pracownia medyczna

Lucyna Sokołowska, zarząd Powiatu Rzeszowskiego
Udogodnienie dla pacjentów 

Zasypianie kierowców podczas jazdy – przyczyną nie jest tylko zwykłe zmęczenie, ale często też choroba określana jako „bezdech senny”, który stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa i życia użytkowników dróg. Dlatego w Górnie powstała specjalistyczna pracownia zajmująca się tym problemem. Placówka prowadzona jest przez Starostwo Powiatowe w Rzeszowie.

Bezdech senny to poważna choroba dotycząca zwłaszcza kierowców zawodowych. Ta dolegliwość jest przyczyną wielu śmiertelnych wypadków drogowych.

Prowadzenie pojazdu przez osobę z nieleczonym bezdechem sennym może być tak samo niebezpieczne, jak prowadzenie pojazdu przez osobę pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Niemiecka organizacja ADAC od lat analizuje stan zdrowia kierowców, którzy spowodowali wypadki drogowe. Z jej badań wynika, że ponad 40 proc. cierpi na bezdech, czego następstwem jest osłabienie koncentracji i dłuższa reakcja psychomotoryczna. Dlatego – zgodnie z dyrektywą unijną – o od niedawna także w Polsce kierowcy zawodowi objęci zostali badaniami  w kierunku bezdechu.

Obecnie system diagnostyki jest niewydolny, co skutkuje długim okresem oczekiwania na badanie.

– Dlatego, od tego roku działa u nas, w ramach oddziału szpitalnego, nowa, rzadko spotykana na rynku medycznym pracownia badania bezdechu sennego. Miesięcznie przyjmujemy tutaj ok. 20 pacjentów. Mamy bowiem świadomość, że ten, lekceważony często, problem zdrowotny, dotyczy nawet 10 proc. populacji – mówi  Elżbieta Burzyńska, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej „Sanatorium” w Górnie.

Potrzebna i przydatna oferta

Przy „Sanatorium” działa  dziesięcioosobowa Rada Społeczna jako organ opinający i nadzorujący, pod kierunkiem przewodniczącej, Lucyny Sokołowskiej.

– Cieszy nas to, że oferta  z zakresu zdrowia, skierowana do mieszkańców naszego powiatu i całego regionu, znajduje uznanie, jest potrzebna i przydatna pacjentom. Tym bardziej cenne i ważne jest to, że w Górnie pojawił się kolejny pomysł poszerzający zakres medycznych usług. To, między innymi, takie starania Starostwa przekładają się na społeczne zaufanie – mówi Lucyna Sokołowska, członek zarządu Powiatu Rzeszowskiego.

Od 1999 r. organem założycielskim i nadzorującym „Sanatorium” jest Powiat Rzeszowski.

– Sukces tego ośrodka wynika z faktu, że wdrożono tutaj profesjonalne zasady działania. Nowoczesny sprzęt, szeroka oferta usług medycznych, dostosowana do potrzeb rynku, właściwy nadzór i zarządzanie… To dzięki temu nasza placówka świetnie sobie radzi i skutecznie służy pacjentom  – mówi Józef Jodłowski, Starosta Rzeszowski.

Samodzielny Publiczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej „Sanatorium” im. Jana Pawła II w Górnie, na przestrzeni ostatnich 20. lat, „przeszedł”  liczne inwestycje, które pozwoliły na rozszerzenie wachlarza świadczeń zdrowotnych udzielanych w ramach kontraktu z NFZ.

W strukturze, wiodącą rolę odgrywa Oddział Gruźlicy i Chorób Płuc. Ważnym segmentem działalności są też: zakład opiekuńczo – leczniczy dla 135 osób, opieka nad osobami cierpiącymi na chorobę Alzhaimera oraz stacjonarna i domowa opieka hospitacyjna. Przy zakładzie funkcjonują poradnie specjalistyczne: neurologiczna, ginekologiczna, logopedyczna, poradnia gruźlicy i chorób płuc, rehabilitacji wraz z gabinetem fizjoterapii.

materiał prasowy

PKP PLK zmodernizują trzy wiadukty

michael-podger-34138-unsplash
PKP Polskie Linie Kolejowe zakończą modernizację trzech wiaduktów. Dzięki temu mieszkańcy Krakowa zyskają lepszy system komunikacji drogowej.

Pomiędzy Krakowem Głównym a Mydlnikami pociągi korzystają już z odcinków nowych torów. Teraz ruszyła przebudowa drugiego toru i wiaduktów – informuje portal Rynek Kolejowy.
Modernizacja obejmie trzy wiadukty: nad ul. Zielony Most, Godlewskiego i Łupaszki. mają one zostać w znacznym stopniu powiększone.

będą znacznie powiększone. Zostaną dostosowane do potrzeb lokalnego ruchu. Będzie więcej miejsca dla kierowców i pieszych. Powstaną szerokie jezdnie i wygodne chodniki.

W dniu 4 czerwca br. rozpocznie się wyburzanie starej konstrukcji pierwszego z obiektów.

Samorząd Pomorski ogłosił przetarg

DeathtoStock_Wired6Województwo pomorskie planuje zakup pięciu zespołów trakcyjnych. Na chwilę obecną ogłoszony został już przetarg.

Przedmiotem przetargu jest wykonanie oraz dostarczenie pięciu pięcioczłonowych elektrycznych zespołów trakcyjnych. Samorząd nie wyklucza opcji dokupienia kolejnych pięciu sztuk zespołów. Na chwilę obecną nie jest jeszcze znana specyfikacja zamówienia. Oferty można składać do 10 maja, zaś realizacja zamówienia ma nastąpić do końca września 2020 roku. najważniejszym kryterium w przetargu będzie cena realizacji przedmiotu zamówienia (60 procent).

 

PKP rusza z konsultacjami w sprawie modernizacji dworców

gleise-1066111_640W listopadzie odbędą się pierwsze konsultacje społeczne dotyczące inwestycji dworcowych planowanych do realizacji w Bielsku Podlaskim i Nidzicy, w ramach Programu Operacyjnego Polska Wschodnia.

Spotkania przyjmą formę warsztatów kreatywnych, na które zaproszeni są przedstawiciele lokalnych społeczności, organizacji pozarządowych oraz władze samorządowe. PKP S.A. będzie reprezentowana m.in. przez osoby bezpośrednio odpowiedzialne za projektowanie i realizację inwestycji.

– Najistotniejszym założeniem organizowanych warsztatów jest to, że nie proponujemy żadnego gotowego rozwiązania. Określamy jedynie ramy funkcjonalno-użytkowe inwestycji, a warsztaty prowadzone są w taki sposób, aby uczestnicy mogli swobodnie przedstawić swoje oczekiwania i uwagi dotyczące planowanych modernizacji – wyjaśnia Marek Michalski, Członek Zarządu PKP S.A. odpowiedzialny za inwestycje. – Chcemy, aby tego typu konsultacje stały się regułą podczas przygotowań do realizacji inwestycji. Zależy nam na tym, aby modernizowane i budowane od podstaw dworce były optymalnie dostosowane do potrzeb wszystkich grup pasażerów oraz lokalnych społeczności.

Warsztaty dotyczące dworca w Nidzicy odbędą się 9 listopada 2016 r. o godzinie 18:00 w Urzędzie Miasta (ul. Plac Wolności 1, 13-100 Nidzica). Natomiast dworzec w Bielsku Podlaskim będzie omawiany 17 listopada 2016 r. o godzinie 17:00 również w Urzędzie Miasta (ul. M. Kopernika 1, 17-100 Bielsk Podlaski).

Spotkania mają charakter otwarty i będą prowadzone w formie warsztatów kreatywnych wzorowanych na warsztatach urbanistycznych i facylitacyjnych. Chęć udziału należy zgłaszać na adres warsztaty@pkp.pl, w temacie wpisując: warsztaty i nazwę dworca. Do wiadomości należy dołączyć uzupełniony formularz zgłoszeniowy (załącznik).

Z przyczyn organizacyjnych liczba miejsc jest ograniczona. O możliwości uczestnictwa w warsztatach decyduje kolejność zgłoszeń. Wszyscy, którzy prześlą poprawnie uzupełniony formularz, otrzymają potwierdzenie mailowe. Pozostałe osoby, które z przyczyn organizacyjnych nie będą mogły wziąć udziału w warsztatach, zostaną o tym fakcie poinformowane.

Most kompozytowy Mostostalu produktem roku

Com-bridge - budowa mostu w B³a¿owej

Com-bridge – budowa mostu w B³a¿owej

Most drogowy w Błażowej na Podkarpaciu, wykonany z kompozytów został nagrodzony tytułem Produktu Roku 2016. To jedna z trzech głównych specjalnych nagród konkursu Dobry Wzór. Wyniki  zostały ogłoszone podczas uroczystej gali, która miała miejsce 20 października br. w siedzibie Instytutu Wzornictwa Przemysłowego (IWP) w Warszawie. Na wydarzeniu obecni byli przedstawiciele Działu Badań i Rozwoju Mostostalu Warszawa: Juliusz Żach i Lech Własak.

Konkurs odbywał się pod patronatem honorowym Ministra Rozwoju, Polskiej Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Urzędu Patentowego RP. Jury przewodniczyła Katarzyna Rzehak (dyrektor kreatywna Instytutu Wzornictwa Przemysłowego). W kapitule konkursu zasiadali również (m.in.): Marcin Chludziński (prezes Agencji Rozwoju Przemysłu SA), dr Alicja Adamczak (prezes Urzędu Patentowego RP), Patrycja Klarecka (prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości), Małgorzata Szczepańska (dyrektor Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju).

Most z kompozytów FRP (eng. fibre-reinforced polymer) w Błażowej powstał dzięki współpracy przemysłu i nauki. W realizację prac oprócz Mostostalu Warszawa (lider konsorcjum) były zaangażowane: Politechnika Rzeszowska, Politechnika Warszawska oraz firma Promost Consulting z Rzeszowa. Projekt był także współfinansowany ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Tytuł „Produktu Roku” dla innowacyjnego mostu jest również wyróżnieniem dobrych praktyk Mostostalu Warszawa na rzecz współpracy ośrodków naukowych i przedsiębiorstw oraz dowodem na prekursorską rolę firmy w kreowaniu nowych trendów rynkowych.

– Agencja Rozwoju Przemysłu przyznała nagrodę Produkt Roku mostowi drogowemu z kompozytów, który jest efektem współpracy konsorcjum projektowego Com-bridge i wykonawcy  Mostostalu Warszawa. Właśnie takie inicjatywy, gdzie efekt ma materialną postać, gdzie oprócz prac badawczych mamy ich realizację, budują potencjał nauki i przemysłu w Polsce. Na takie projekty łączące badania i ich wykorzystanie w praktyce, jako część Grupy PFR, jesteśmy otwarci – powiedział prezes ARP Marcin Chludziński. To znakomity przykład tego, co może powstać, jeśli nauka i przemysł połączą swoje siły. Doskonale widać to przy okazji współpracy konsorcjum z Politechnikami: Warszawską i Rzeszowską. W jej efekcie powstał świetny, innowacyjny projekt, zrealizowany na początku tego roku w podkarpackiej miejscowości Błażowa – podkreślił.

Konkurs Dobry Wzór jest organizowany przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego od 1993 roku. Ma na celu wyróżnić produkty i usługi charakteryzujące się wysoką jakością wzornictwa oraz wspierać ich producentów i dystrybutorów. Produkty biorące udział w konkursie, po wstępnej kwalifikacji, poddawane są dwuetapowej ocenie wzorniczej: przez ekspertów IWP oraz międzynarodowe jury, w którego skład wchodzą przedstawiciele instytucji gospodarczych, instytucji i stowarzyszeń działających na rzecz innowacji (w tym poprzez wzornictwo) oraz uznani projektanci.

Od 21 października do 1 grudnia br. będzie także prezentowana wystawa pokonkursowa przy ul. Świętojerskiej 5/7 w Warszawie (bezpłatny dostęp od wtorku do niedzieli), na której można zobaczyć prototypową belką kompozytową mostu w Błażowej.

PKP wyróżnione za modernizację dworca w Bydgoszczy

krysztal-przetargalw-publicznych-2016

PKP S.A. otrzymała Kryształ Przetargów Publicznych 2016 w kategorii „Inwestycje z zakresu przebudowy lub budowy obiektów użyteczności publicznej lub rewitalizacji przestrzeni publicznej” za przeprowadzenie procesu przetargowego na budowę zintegrowanego centrum komunikacyjnego w Bydgoszczy.

Przyznając nagrody i wyróżnienia Kapituła dokonała szczegółowej analizy dostarczonego przez PKP S.A. materiału, przedstawiającego zarówno cały proces postępowania przetargowego, jak i realizację. Szczególną uwagę zwracano na przejrzystość procesu, działanie według zasad uczciwej konkurencji, profesjonalizm oraz dobre praktyki stosowane podczas przetargu.

Nagroda stanowi dla PKP S.A. ważne wyróżnienie, przyznane za bardzo dobrze przeprowadzony proces, którego efektem jest doskonale przyjęty przez podróżnych i mieszkańców dworzec Bydgoszcz Główna. Cieszy nas, że grono specjalistów, którzy tworzą Kapitułę doceniło nasze wysiłki. – powiedział Szymon Nowak, Dyrektor Biura Zamówień i Przetargów, który odbierał Nagrodę.

W skład Kapituły Nagrody wchodzą wybitni specjaliści z dziedziny zamówień publicznych – naukowcy, prawnicy, dziennikarze, osoby piastujące wysokie stanowiska w instytucjach zajmujących się tym zagadnieniem.

W ramach zakończonej w październiku 2015 roku inwestycji w Bydgoszczy, PKP S.A. wybudowała nowy dworzec i zmodernizowała budynek międzyperonowy. Spółka przy współpracy z PKP PLK S.A. gruntownie wyremontowała także perony wraz z podziemnymi przejściami. Całościowy koszt inwestycji wyniósł ok. 197 mln zł. Przedsięwzięcie było współfinansowane ze środków unijnych, w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Wartość unijnego dofinansowania to ok. 120 mln zł.

Kryształy Przetargów Publicznych to organizowany od 2009 roku konkurs, którego celem jest promocja i upowszechnianie stosowania najlepszych zasad i praktyk w dziedzinie zamówień publicznych.

Centrum Kreatywności Targowa w Warszawie otwarte

foto_mostostal_warszawa_1Na warszawskiej Pradze powstało Centrum Kreatywności Targowa, miejsce na rozwijanie innowacyjnych pomysłów przez firmy, które stawiają swoje pierwsze kroki w biznesie. Generalnym wykonawcą inwestycji był Mostostal Warszawa. 

Centrum znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie bazaru Różyckiego, tuż obok zlokalizowanego i niedawno ukończonego przez Mostostal Warszawa Muzeum Warszawskiej Pragi.

Na 3,2 tys. metrach kwadratowych znajdują się biura, sale konferencyjne, wystawiennicze oraz punkty doradcze. Dodatkowo, budynek został wyposażony w pomieszczenia techniczne, zaplecze magazynowe, portiernie oraz kawiarnie.

W założeniu Centrum ma pełnić rolę siedziska dla start-up’ów, ułatwiając nowo powstającym firmom rozpoczęcie działalności gospodarczej.

Prace przy ul. Targowej 56 trwały dwa lata i obejmowały rewitalizację istniejącego frontowego budynku i oficyny północnej oraz wybudowanie trzykondygnacyjnego południowego skrzydła. Budynek główny mieszczący się od strony ulicy Targowej wraz z oficyną północną wpisane są do rejestru zabytków.  Mostostal Warszawa odbudował kamienice, od piwnic po dach i przystosował te przestrzenie do potrzeb usługowo-biurowych. Z kolei w miejsce dwukondygnacyjnej oficyny południowej powstało nowe skrzydło, wyższe o jedno piętro. Wszystkie budynki są ze sobą połączone. Dodatkowo Centrum posiada wewnętrzny zadaszony dziedziniec z przeszkleniem.

Centrum Kreatywności Targowa powstało w formule „doprojektuj i buduj”. Oficjalne otwarcie miało miejsce kilka dni temu. Jest to jeden z pierwszych projektów, które władze miasta zleciły w ramach rewitalizacji dzielnicy. Do 2022 r. w budżecie miasta na ten cel przewidziano środki w wys. 1,4 mld zł.

 

STRABAG wybuduje obwodnicę Rzepina

country-road-1149161_640Spółka STRABAG Infrastruktura Południe podpisała umowę z Zarządem Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze na budowę obwodnicy miasta Rzepin. Realizacja inwestycji będzie kosztować niespełna 6 mln zł netto, trasa ma powstać najpóźniej do 31 października 2017 r.

Obwodnica zlokalizowana jest na terenie gminy Rzepin, w powiecie słubickim, w województwie lubuskim. Prawie w całości przebiega przez teren niezabudowany, z wyjątkiem jej końcowego odcinka o dł. 70 m. Zgodnie z planem będzie też przebiegała w pobliżu obszarów chronionych programem Natura 2000. Od nowej drogi w odległości 2,5 km znajdą się Rynny Jezior Rzepińskich, ok. 4 km zaś Doliny Ilanki, a ok. 6 km Torfowiska Sułowskie.

Inwestycja ułatwi podróżującym komunikację z autostradą A2, skróci czas dojazdu np. do stolicy i jest naturalną kontynuacją rozwijania sieci dróg powiązanych z autostradami. Jest to kolejna obwodnica wykonywana przez STRABAG. Tylko w ubiegłym roku oddaliśmy do użytku m.in. obwodnicę Raszyna, Nowego Sącza i Gorlic. Obecnie jesteśmy w trakcie realizacji takich dróg przelotowych, jak obwodnica Kościerzyny, Wielunia i Gdowa czy będąca ukończenia obwodnica Kartuz na Pomorzu – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu STRABAG Sp. z o. o.

 

Autostrada A4 gotowa do granicy z Ukrainą!

Strabag_A4

41-kilometrowy odcinek autostrady A4 Rzeszów-Jarosław został oddany do ruchu. Oznacza to,że cała 672 kilometrowa autostrada A4 w  Polsce jest już przejezdna – od granicy z Niemcami  w Jędrzychowicach, po przejście graniczne z Ukrainą w Korczowej.

Wykonawcą ostatniego odcinka było, konsorcjum BUDIMEX (lider) –STRABAG.

To przełomowy moment dla wszystkich zaangażowanych w rozbudowę dróg szybkiego ruchu w Polsce. A4 jest najważniejszą drogą, symbolicznie łączącą zachód Europy ze wschodem. Dzisiaj do Niemiec i Ukrainy jest nam bliżej niż kiedykolwiek dotąd. Dla nas, jako firmy budowlanej, to też powód do dumy. STRABAG w ciągu prawie 20 lat  był zaangażowany w budowę ponad 1/3 całej trasy A4. Wybudowanie ostatniego, tak bardzo oczekiwanego przez wszystkich odcinka, ma swój wymiar symboliczny. Teraz pozostaje nam dokończenie autostrady A1, która połączy północ z południem, co także odbędzie się ze znaczącym udziałem STRABAG – mówi  Wojciech Trojanowski, członek zarządu STRABAG Sp. z o.o.

Inwestycja w liczbach

  • Wartość kontraktu dla odcinka 41 km: 801 mln PLN netto
  • Czas realizacji: 16.09.2014-20.10.2016
  • Wykonawca: Konsorcjum BUDIMEX S.A.(lider)-STRABAG Sp. z o.o.;
  • Zamawiający: GDDKiA oddział Rzeszów
  • Klasa techniczna: A;
  • Prędkość projektowa Vp: 120 km/h;
  • Kategoria ruchu: KR6;
  • Dopuszczalne obciążenie nawierzchni: 115 kN/oś;
  • Skrajnia pionowa: 4,70 m;
  • Liczba jezdni: 2;
  • Liczba pasów ruchu: 4 (2×2 po 3,75 m);
  • Szerokość pasa awaryjnego: 3,00 m;
  • Szerokość pasa dzielącego: 12,50 m (w tym opaski 2×0,5 m);
  • Szerokość pobocza gruntowego: zmienna (min. 1,50 m);
  • Szerokość korony: zmienna (min. 36,50 m);
  • Skrajnia pionowa: min. 4,70 m;
  • Pochylenie poprzeczne jezdni na prostej i łukach
    dla R= 4000 m: 2,5%;
  • Maksymalne pochylenie poprzeczne jezdni na łukach
    dla R=1890 m: 3,5% skierowane do środka łuku

 

Autostrada A1 Stryków – Tuszyn ukończona

A1_int_2Konsorcjum firm STRABAG Sp. z o. o. oraz Budimex S.A. ukończyło budowę dwóch z trzech odcinków autostrady A1 Stryków-Tuszyn. Łącznie całe zadanie obejmowało budowę 40 km autostrady i zostało podzielone za 3 kontrakty.

Odcinki I i III realizowane przez konsorcjum STRABAG-Budimex obejmują po 15 km. Odcinek I tzw. wschodniej obwodnicy Łodzi należał do konsorcjum, w którym liderem był STRABAG Sp. z o.o., odcinkowi trzeciemu przewodził Budimex SA. Umowy podpisano w październiku 2014 r. i obejmowały kontynuację prac poprzedniego wykonawcy, konsorcjum Polimex-Mostostal.

Dziękuję za współpracę naszemu Konsorcjantowi, z którym już po raz kolejny połączyliśmy siły przy realizacji jednego z kluczowych projektów infrastrukturalnych. Autostrada A1 wraz z autostradą A2 stanowi dzisiaj bardzo duże udogodnienie dla użytkowników dróg szybkiego ruchu w kraju – mówi Alfred Watzl, członek zarządu STRABAG Sp. z o.o.

Budowa odcinka I od węzła Łódź-Północ (bez węzła) przebiega na terenie województwa łódzkiego, w powiatach zgierskim, łódzkim wschodnim, na terenach gmin: Stryków, Nowosolna, miasto Łódź, Andrespol, Brójce, Rzgów, Tuszyn.

Budowa tego odcinka autostrady o nawierzchni betonowej obejmowała: powstanie 12 obiektów mostowych – wiaduktów autostradowych, drogowych oraz przejść dla zwierząt:

Kontrakt zawierał także wymóg wybudowania miejsc obsługi podróżnych („Skoszewy Zachód” i „Skoszewy Wschód”),  przebudowę dróg publicznych w ciągu autostrady i w ciągu dróg krzyżujących się z autostradą (tj. drogi krajowej nr 72 Łódź – Rawa Mazowiecka) oraz  trzech dróg powiatowych i ośmiu gminnych.

Autostrada A1 stanowi jedną z ważniejszych części układu komunikacyjnego w Polsce. Przebiega przez Gdańsk – Toruń – Łódź – Częstochowę – Gliwice – do południowej granicy państwa z Czechami w Gorzyczkach. Wraz z autostradą A2 stanowić będzie podstawowy układ drogowy wpływający na możliwość rozwoju województw, przez które przebiega. Wpłynie pozytywnie na środowisko poprzez przejęcie znacznej części ruchu, który w obecnej chwili porusza się po drogach krajowych.

Mostostal Warszawa będzie budować mieszkania w Krakowie

_DSC2026 foto Wiesław Majka UMKFirma Mostostal Warszawa podpisała kontrakt na  budowę wielorodzinnych budynków mieszkalnych – komunalnych w Krakowie Oddział Południowy Mostostalu Warszawaw konsorcjum z Acciona Infraestructuras wykona zamówienie dla Urzędu Miasta Krakowa w formule zaprojektuj i wybuduj.

Za 44,5 mln zł brutto powstaną wielorodzinne budynki mieszkalne – komunalne przy ul. J. K. Przyzby i ul. Zalesie. W uroczystym podpisaniu umowy w Krakowie uczestniczył Dyrektor Oddziału Południowego, Janusz Stanaszek. Stronę inwestora reprezentował Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa – Tadeusz Trzmiel oraz Janina Pokrywa – Dyrektor Wydziału Inwestycji UMK.

Inwestycja ma przebiegać etapami. Pojedynczy etap nie może  trwać dłużej niż 24 miesiące i musi być zakończony oddaniem co najmniej jednego budynku, kompleksowo przygotowanego do użytku, wraz z pełnym zagospodarowaniem terenu oraz pozwoleniem na użytkowanie.

Zadanie pod pełną nazwą „Zaprojektowanie i wybudowanie zespołu budynków mieszkalnych wielorodzinnych przy ul. J. K. Przyzby i ul. Zalesie w Krakowie” zakłada również:

  • doprowadzenie mediów,
  • pełne przygotowanie lokali mieszkaniowych do użytkowania, w tym wyposażenie w niezbędne urządzenia, elementy i składniki,
  • wykonanie infrastruktury towarzyszącej, w szczególności: oświetlenie, drogi osiedlowe, ścieżka rowerowa, parkingi, ogrodzony plac zabaw dla dzieci, tereny zielone wraz z uporządkowaniem istniejącej zieleni i nasadzeniem drzew.

 

 

Narodowe Forum Muzyki – nowa ikona Wrocławia

fot. Inter-System, północna ściana NFM z wejściem na parking podziemnymWrocławskie Narodowe Forum Muzyki to unikatowy obiekt, którego odpowiednika próżno szukać w Polsce czy Europie Środkowo-Wschodniej. Budynek światowej klasy stworzył niezwykłą przestrzeń dla sztuki i piękna w samym centrum stolicy Dolnego Śląska, przyciągającą uwagę całego świata. Dziś, kilka miesięcy po otwarciu obiektu, gdy pochlebne opinie widzów i wirtuozów muzyki potwierdzają sukces inwestycji, której realizacja miała burzliwą historię, o kulisach doprowadzenia jej do szczęśliwego finału opowiadają Tomasz Mędrykiewicz dyrektor techniczny PB Inter-System SA, Kierownik Budowy NFM oraz Marek Nowara dyrektor zarządzający PB Inter-System SA, głównego wykonawcy Narodowego Forum Muzyki.

 

– Narodowe Forum Muzyki to bez wątpienia nie tylko wyjątkowy obiekt, ale i wyjątkowa budowa.

Marek Nowara (MN): Bezsprzecznie. NFM to obiekt światowej klasy, który stał się już jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków Wrocławia. Na jego wyjątkowość składa się wiele elementów – od zastosowanych technologii, przez właściwości akustyczne po wielofunkcyjność. Jego największym wyróżnikiem jest jednak to, że jest on niczym instrument, który można dowolnie stroić, tak by dostarczał nam niezwykłych muzycznych doznań.

– Droga do osiągnięcia takiego efektu była jednak długa i pełna wyboistości.

Tomasz Mędrykiewicz (TM): Rzeczywiście. Pierwsza łopata na placu budowy pojawiła się w kwietniu 2008 roku, jednak budynek został oddany do użytku dopiero 7 lat później. Nam jako generalnemu wykonawcy przypadło doprowadzenie tego długotrwałego procesu do końca. Gdy w lipcu 2013 roku wygraliśmy przetarg na dokończenie budowy Narodowego Forum Muzyki stanęliśmy przed ogromnym wyzwaniem w każdym aspekcie jaki może dotyczyć budowy. Wymagająca była konstrukcja, projekt architektoniczny. Do tego dochodziła presja czasu, gdyż na zakończenie prac mieliśmy tylko 18 miesięcy. Wszyscy z niecierpliwością czekali na ukończenie NFM. Byliśmy więc świadomi tego, iż by zachwycić musiał być on wykonany lepiej niż doskonale.

– Jak to się stało, że budowa ma tak długą historię? Co wcześniej działo się z budynkiem i jak wpłynęło to na Państwa prace?

MN: Opowiadając o historii budowy NFM warto cofnąć się trochę dalej niż do rozpoczęcia prac budowlanych. Idea stworzenia we Wrocławiu Narodowego Forum Muzyki, a właściwie nowej wrocławskiej sali koncertowej, która realizowałaby najnowocześniejsze założenia architektoniczne i akustyczne sięga 2004 roku, gdy pomysł na nią zrodził się w głowie pana Andrzeja Kosendiaka, dzisiejszego dyrektora NFM. W tamtym czasie w Polsce nie było tego typu obiektu. Przez te 11 lat, często burzliwej historii budowy NFM, zdążyły powstać sale koncertowe z prawdziwego zdarzenia np. NOSPR w Katowicach, Narodowa Sala Koncertowa Filharmonii im. Henryka Wieniawskiego w Lublinie czy też sala koncertowa w szczecińskiej filharmonii. Jednak to dyrektor Kosendiak był pionierem w tym zakresie. Zresztą, choć jego wizja musiała poczekać na realizację kilka dobrych lat, jej efekt jakim jest Sala Główna i całe Narodowe Forum Muzyki, przewyższa klasą, to co powstało w międzyczasie.
Za realizację swojej wizji dyrektor Kosendiak zabrał się nietypowo. Prac nad budową NFM nie rozpoczęto, jak to zwykle bywa, od ogłoszenia konkursu na projekt. Punktem wyjścia było zaproszenie do współpracy nowojorskiej firmy Artec Consultants Inc., która jest światowej klasy ekspertem w dziedzinie akustyki. Jej efektem było przygotowanie projektu głównej sali koncertowej NFM, dokładne rozpracowanie pomysłu na uzyskanie w niej idealnego brzmienia i zamknięcie go w pomieszczeniu o kształcie pudła rezonansowego skrzypiec. Tym samym, choć nie stworzono jeszcze projektu całego budynku, było dokładnie wiadomo jakie funkcjonalności, parametry, wygląd ma mieć jego „serce”.  W 2005 roku ogłoszono międzynarodowy konkurs na projekt budynku, który wygrała pracownia Stefana i Ewy Kuryłowiczów Kuryłowicz&Associates.

– Samo pozwolenie na budowę zostało wydane trzy lata później, w lutym 2008 roku.

MN: Zgadza się. Gdy rozpoczynaliśmy naszą pracę dyrektor Kosendiak wspominał jak w myśl podbudowania ducha zespołu, tuż po uzyskaniu pozwolenia na budowę, zabrał swoich pracowników
z łopatami na plac budowy, po to by rozpocząć projekt. Nie było jednak łatwo. NFM miało stanąć na Placu Wolności. To miejsce niezwykle ważne dla miasta pod względem historycznym. Leży nad fosą miejską, wzdłuż Promenady Staromiejskiej. W XVIII wieku znajdował się tam plac musztrowy wojsk królewskich, później plac defiladowy otoczony muzeami. Naturalnym było więc, że tuż po wbiciu pierwszej łopaty rozpoczęły się prace archeologiczne. Prace przygotowawcze i archeologiczne, które zresztą były owocne gdyż odnaleziono pozostałości obwarowań miejskich, zakończyły się w 2009 roku. Dopiero wtedy ogłoszono przetarg, w wyniku którego w grudniu inwestor, czyli gmina Wrocław podpisała umowę budowlaną z konsorcjum firm: Mostostal Warszawa, Acciona Infraestructuras, Wrobis i PHU IWA.

– Mieszkańcy Wrocławia pamiętają jak budynek NFM piął się w górę. Aż do jesieni 2012 roku.

TM: Tak, niestety budynek nie miał szczęścia. Po niemal 3 latach, w październiku 2012, główny wykonawca Mostostal Warszawa przerwał budowę. Opuścił budynek zostawiając go w stanie otwartym.

– Na jakim etapie zaawansowania były wtedy prace budowlane?

TM: Przez te trzy lata prace na budowie NFM polegały głównie na wykonaniu wykopów i konstrukcji żelbetowej. Trzeba dodać, że teren na którym stoi obiekt, tego nie ułatwiał. Nie dość, że leży koło fosy miejskiej, to jeszcze woda, która jest spiętrzana w pobliskiej elektrowni wodnej na Odrze, poprzez grunty kieruje się właśnie w stronę Forum. Wykonano fundamenty oparte na jednej dylatacji, mieszczącej się na połączeniu parkingu podziemnego z budynkiem, która rozdzielała dwie płyty fundamentowe o grubości 1,6 m z zatopioną kanalizacją podposadzkową. Gdy przerwano prace, budynek był kompletnie niezabezpieczony, stanowił jedynie otwartą betonową bryłę. Nadchodziła zima – nie grało to na jego korzyść. Obiekt zaczął niszczeć.

Spółka Wrocławskie Inwestycje działając w imieniu inwestora podjęła się prac mających na celu zabezpieczenie budynku – postanowiono go oszklić. Wstawianie okien zakończyło się w maju 2013 roku. Wtedy też ogłoszono nowy przetarg na dokończenie budowy, które wygrało konsorcjum PB Inter-System i Elektromontaż Rzeszów, gdzie to my byliśmy jego liderem. W tym momencie, dokładnie 15 lipca 2015 roku, takie daty pamięta się dobrze, zaczęła się nasza rola.

– I początek „happy endu” dla tego projektu. Czy droga do niego była prosta, czy raczej pełna wybojów?

MN: Mówiąc w dużym uproszczeniu, gdy wygraliśmy przetarg, tym co wiedzieliśmy na pewno było to, że budynek stoi. Znaliśmy ogólną sytuację, plany, problemy odnotowane w dokumentacji. Jednak, to co zastaliśmy na budowie było ogromnym wyzwaniem. Było trochę tak, jak przy remoncie domu. Gdy budujemy go od podstaw wiemy co, gdzie jak i dlaczego. A remontując dom „po kimś”, gdy ruszymy jedną rzecz okazuje się, że wymiany lub naprawy wymaga kolejna i kolejna… A my wpadamy w błędny krąg, sięgając coraz głębiej do naszej skarbonki. Tyle, że jednorodzinny domek ma jakieś 100m2 i 560 m3 , a NFM ma 48,5 tys. m2 powierzchni i 257 tys. m3 kubatury. Jak już wspominaliśmy, na dokończenie budynku mieliśmy 18 miesięcy. Biorąc pod uwagę zakres prac do wykonania, powierzchnie budynku i technologie jakie miały zostać wdrożone to naprawdę niewiele. Pamiętam, że gdy pierwszy raz do niego wszedłem, miałem wrażenie, że znalazłem się w ciemnym, zimnym i wilgotnym bunkrze. A był przecież lipiec! Nie było oświetlenia, podziemne kondygnacje były kompletnie zaciemnione. Najbardziej uderzająca była jednak wszechobecna woda. Zima zrobiła swoje. Nieszczelne żebletonowe ściany przyciągały wodę. Do tego, źle rozwiązana kwestia napływu wód gruntowych sprawiła, że dolne poziomy budynku były zalane.

– Czyli nie mogliście przystąpić od razu do właściwych prac, mających na celu wykończenie budynku. Jakie więc były pierwsze działania?

TM: Czekał na nas szereg prac naprawczych. Najpierw jednak musieliśmy uporządkować plac budowy. Nie było to jednak takie proste, jak mogłoby się wydawać. Firma, która przez zerwaniem umowy przez Mostostal była inżynierem kontraktu, odmówiła zinwentaryzowania obiektu w momencie zejścia pracowników z budowy z powodu braku oświetlenia. Zejście z budowy oznaczało odłączenie wszelkich tymczasowych infrastruktur, pozostało na niej jednak wiele materiałów. Z racji tego, że w toku była sprawa sądowa pomiędzy gminą a poprzednim generalnym wykonawcą musieliśmy dokonać kompletnej inwentaryzacji całej budowy. Każdy znaleziony materiał, sprzęt, najmniejsze kształtki musiały zostać policzone, skatalogowane i przewiezione do magazynu, gdzie spoczywały jako dowód w sprawie. Jednym co zostało były elementy instalacji wmontowane już na stałe np. niektóre centrale wentylacyjne czy przepompownia ścieków. Angażowało to ogromną ilość zasobów ludzkich i czasowych.

Kolejną problematyczną kwestią jaka stanęła przed nami na samym początku prac był wpływ wody na budynek i szkody jakie ona mu wyrządzała. W trakcie pomiarów geodezyjnych okazało się, że parcie hydrostatyczne wód gruntowych jest tak duże, iż niejako wypychało parking do góry. Mogło to spowodować pęknięcie zamków dylatacyjnych pomiędzy dwiema płytami fundamentów – jednej pod budynkiem, drugiej pod parkingiem. Gdyby tak się stało, obiektu nie dało by się uratować.

– Po wejściu na budowę była to z jednej strony inwentaryzacja, z drugiej akcja ratunkowa?

MN: Tak. Początek prac oznaczał osuszanie budynku. Poziom -3 był zalany. Mimo, że nie był to ani efekt, ani zakres naszych prac nie mogliśmy tego tak zostawić. Wprowadziliśmy więc program prewencyjny w ramach którego objęliśmy opiekę nad elementami budynku, pozostawionymi przez poprzedniego generalnego wykonawcę. Teoretycznie moglibyśmy po porostu zrealizować nasz zakres działań, jednak efektów tego nie moglibyśmy zbyt długo oglądać. Naszym celem było doprowadzić do stanu, gdy budynek będzie nie tylko ukończony ale też trwały. We współpracy z naukowcami
z Politechniki Wrocławskiej opracowaliśmy program, który miał ochronić fundamenty NFM.

– Na czym on polegał?

TM: Nie mogliśmy naruszyć ani rozkuć fundamentu, przez co nie wiedzieliśmy jakie elementy podłoża powodują uszkodzenia. By to ustalić przeprowadziliśmy szereg ekspertyz mających  wskazać dlaczego płyta fundamentowa pod parkingiem się podnosi, skąd mimo osuszenia budynku biorą się kolejne przecieki.  Okazało się, że fundament się zarysowuje, co prowadzi do powstawania na nim drobnych pęknięć i ciągły napływ wody. Wprowadziliśmy specjalny system żelowania fundamentu polegający na nawiercaniu płyt i wprowadzaniu w nią specjalnego żelu, który po zetknięciu z wodą twardniał zatykając pęknięcia. Wiedzieliśmy jednak, że potrzebujemy rozwiązania bardziej długofalowego. Duże ciśnienie hydrostatyczne pod budynkiem powodowane napływem wód gruntowych wymagało wprowadzenia bardziej zaawansowanego rozwiązania. Naszym celem było stworzenie systemu, który pozwoliłby  na kontrolowanie poziomu ciśnienia hydrostatycznego pod płytami fundamentu
i odpompowywanie nadmiaru wody w odpowiednim momencie. Na dwóch najniższych poziomach budynku zamontowaliśmy 5 pomp i 5 otworów obserwacyjnych. Pompy zostały rozmieszczone
w różnych miejscach, tak by uniknąć wytworzenia się lejów depresyjnych (gdyby woda była odpompowywana tylko w jednym miejscu, w innych jej poziom nadal byłby wysoki). Są one zintegrowane z BMS, czyli systemem zarządzania budynkiem. Gdy ciśnienie hydrostatyczne zbytnio wzrasta, a co za tym idzie lustro wody za bardzo się podnosi, pompy sekwencyjnie włączają się i ją odpompowują. Następnie trafia ona do żelbetowych zbiorników, które wylaliśmy na najniższym poziomie parkingu. W ten sposób jesteśmy w stanie utrzymać ciśnienie hydrostatyczne pod budynkiem na stałym poziomie. Trzeba jednak dodać, że system ten choć skuteczny, wymaga stałej kontroli pod kątem obecności części stałych  w odpompowywanej wodzie. Jego obecność, oznaczałaby że pompy nie tylko odpompowują wodę, ale też podbierają grunt spod budynku. Gdyby tak się stało, w przeciągu 2-3 lat budynek „wisiałby w powietrzu”. Dlatego pilnujemy tego jak oka w głowie.

– Napotkaliście więc na wiele wyzwań. Rozumiem, że po uporaniu się z nimi przeszliście do faktycznego wykańczania budynku.

TM: Tak, choć oczywiście niektóre z prac toczyły się równocześnie z działaniami, które opisaliśmy. Na pierwszy ogień poszło tynkowanie i montaż kabli. My odpowiadaliśmy za tynkowanie, a nasz konsorcjant Elektromontaż Rzeszów zajął się montażem przewodów, których w budynku są setki kilometrów. Tak ogromna ich ilość wynika to z tego, że prócz standardowych przewodów, okablowania wymaga technologia sceny, systemy dźwiękowe, komputery, dodatkowe oświetlenie. W przejściach podziemnych mieszczą się koryta na przewody o szerokości nawet 2 m. Tynkowania, różnej klasy materiałami, wymagało wykonania około 20 tys. m2 powierzchni. Kolejne kwestie, którymi się zajęliśmy to instalacja sanitarna i wentylacyjna.

– Przeprowadzenie tych prac , szczególnie w połączeniu z presją czasu, musiało wymagać dużej liczby pracowników?

MN: W pracach toczących na NFM w niektórych momentach brało udział nawet 1000 osób. Co prawda, gdy ktoś odwiedzał budowę nie chciał w to uwierzyć. Gdy pracownicy rozeszli się po 9 kondygnacjach, na niemal 50 tys. m2, rzeczywiście można było nie zauważyć mrówczego ruchu na budowie. Muszę przyznać, że dużym wyzwaniem logistycznym było skoordynowanie prac tego ogromu firm podwykonawczych, którzy musieli swoje zadania zrealizować szybko i w odpowiedniej kolejności, nie wychodzić sobie wzajemnie w drogę.

– Prace prowadzone były na żelbetowej bryle, która wykończona miała stanowić realizację wizji wybitnego polskiego architekta Stefana Kuryłowicza.

MN: Tak. Niestety pan Stefan Kuryłowicz nie doczekał zakończenia projektu. W 2011 roku zginął
w wypadku lotniczym, a jego rolę przejęła Ewa Kuryłowicz. We współpracy z ich pracownią udało nam się spełnić wszystkie założenia projektu. Sam budynek jest zaprojektowany dwuczłonowo, składa się z 9 kondygnacyjnej części właściwej (3 piętra są podziemne, 6 nadziemnych – z czego 4 mają przeznaczenie użytkowe), parkingu z 3 podziemnymi kondygnacjami mieszczącymi niemal 700 pojazdów, nad którym znajduje się plac widowiskowy o powierzchni ponad 11 tys. m2.

– Czytając różnego typu materiały dotyczące NFM często napotykamy się na informację o tym, iż budynek wybudowany jest w systemie box in box. Co to oznacza?

TM: Pod względem technicznym budynek NFM można opisać jako monolityczną konstrukcję żelbetową z zastosowanym systemem box in box. Znajdują się w nim 4 sale koncertowe – jedna sala główna oraz trzy sale kameralne. To ewenement, gdyż w tego typu obiektach zazwyczaj są sala główna i jedna, maksymalnie dwie mniejsze sale koncertowe. Paradoksalnie główną rolę w budynku pełni nie muzyka, ale cisza, która pozwala tej pierwszej wybrzmieć. I właśnie po to, by w NFM panowała idealna cisza, został zastosowany wspomniany system. Oznacza to, że na etapie wylewania konstrukcji żelbetonowej powstała nie tylko ogólna bryła budynku, ale też bryły wewnętrzne odrębne dla każdej z sal koncertowych. Dzięki temu każdej z nich zapewniliśmy autonomię i ciszę. Dźwięki nie przemieszczają się między pomieszczeniami, nie dochodzą do nich również odgłosy z otoczenia zewnętrznego. Dzięki temu w NFM mogą odbywać się cztery koncerty jednocześnie. Bez żadnych zakłóceń. Oczywiście to tylko podstawa wyciszenia budynku.

– Jakie jeszcze środki zostały zastosowane by osiągnąć tę upragnioną przez akustyków ciszę absolutną?

TM: Efekt kompletnego wyciszenia, kompletnego odizolowania akustycznego każdej z sal, uzyskaliśmy dzięki kauczukowo-gumowym wibroizolatorom. W przypadku głównej sali koncertowej oraz dwóch salach kameralnych (Sali Czarnej i Sali Czerwonej) położonych na najniższym poziomie budynku, na fundamentach ułożone zostały wibroizolatory, na których następnie wylano podłoża pomieszczeń. W przypadku Sali Kameralnej, ulokowanej na 2 piętrze, zastosowaliśmy inne sprowadzane z USA na nasze specjalne zamówienie wibroizolatory z naturalnego kauczuku, kształtem przypominające grzybki. Zostały one integralną częścią stropu. Ponadto, wokół każdej z sal utworzone zostały dylatacje o różnej szerokości – w przypadku Sali Głównej mają one szerokość ponad metra. Dzięki tym rozwiązaniom budynek został kompletnie odcięty od hałasów i drgań płynących z zewnątrz, szczególnie od tych wynikających z ruchu ulicznego. Musieliśmy się uporać z jeszcze jednym rodzajem hałasu – szumami instalacji wodno-sanitarnej czy klimatyzacyjno-wentylacyjnej. By je zlikwidować, zostały one podwieszone na wibroizolatorach. Kanały kablowe i rurowe, zostały zamontowane na przegubach sprężynowych pochłaniających dźwięki.

–  Dla muzyki osiągnęliście idealną ciszę. To ona stanowi serce tego budynku, jest więc on pełen muzycznych alegorii. Jedną z nich jest elewacja.

TM: To prawda. Złota metalowa kopuła symbolizuje materiał z jakiego wykonane są instrumenty dęte, a brąz okalający budynek instrumenty smyczkowe. Miało to bezpośredni wpływ na wybór materiałów. Użyliśmy płyt HPL pokrytych naturalnym fornirem drewnianym, który jest wykorzystywany jako budulec instrumentów. Dodało to elewacji nie tylko charakteru, ale też niepowtarzanego wyglądu. W końcu drewno jako materiał naturalny jest nieregularny, zatem żadna z płyt nie jest identyczna.

Złota kopuła okala główną salę koncertową. Stworzona jest z płyt Larsona. Początkowo rozważana była miedziana powierzchnia, szukaliśmy jednak materiału bardziej wytrzymałego szczególnie pod względem estetyki. Z upływem latach miedź zmieniła by swój odcień. Płyty które sprowadziliśmy
z Holandii mają właściwości, rozwiązujące ten problem. Nie odbarwiają się, są odporne na warunki atmosferyczne. Złota powłoka położona jest na aluminiowym dachu odpornym na korozję. Zmiana materiału z miedzi na aluminium i Larson wymagała od nas jednak przeprojektowania dachu. Pierwotnie na żelbetowej kopule miała być położona izolacja pianowa, a na niej zamontowane specjalne wysięgniki, na których przyczepiono by miedziane panele. Żelbet jednak ma to do siebie, że układa się jak chce. Ogólnie przyjęta jest tolerancja 1-2 cm w sposobie układania się tego materiału. Płyty Larsona przyjechały do nas już ukształtowane, miały swoje idealne wymiary. Opracowaliśmy więc autorskie rozwiązanie tego problemu. Kopułę ociepliliśmy wełną, a na regulowanych wysięgnikach ułożyliśmy zakładaną w rąbek blachę aluminiową zapewniając szczelność konstrukcji. Złote płyty idealnie wpasowały się w budynek poprzez wyregulowanie ich ułożenia wysięgnikami. Muzycznych alegorii w budynku jest zresztą więcej.

 

– To znaczy?

MN: W głównym foyer królują biel i czerń. Wysoka na 24 m czarna ściana kontrastuje z białymi schodami, tworząc odniesienie do fortepianu. Początkowo zamontowany na ścianie czarny Corian był półmatowy. Gdy jednak projektanci zobaczyli kontrastujący z nim prawdziwy błyszczący fortepian Steinway, który w trakcie prac został przywieziony do NFM, zdecydowali, że by ta przenośnia była jeszcze bliższa rzeczywistości, ściany muszą mieć wysoki połysk. Rozpoczęliśmy więc szlifowanie Corianu. Był to skomplikowany proces, gdyż płyty miały kształt półkola. Kontrastujące z nimi białe klatki schodowe pokryliśmy akustycznym tynkiem wapienno-cementowym. Na suficie foyer do tynku dodawaliśmy jeszcze specjalistyczną piankę, która zawierała błyszczące drobinki. Dopracowanie tych wszystkich elementów było czasochłonnym rękodziełem. Gra świateł, które wpadały do wnętrza przez szklaną fasadę o masie 40 tysięcy kilogramów znajdującą się przy głównym wejściu do budynku, mogła ukazać każdą niedoskonałość. A my dążyliśmy do doskonałości. I udało się nam ją osiągnąć.

– Corian, fornir, złoty Larson. Jakich jeszcze naturalnych czy też nietypowych materiałów nadających charakter budynku użyto w trakcie budowy?

MN: Posadzki w NFM wykonane są z granitowych płyt. Ten naturalny surowiec, choć piękny jest bardzo specyficzny. Kamień z jednej kopalni ma tylko jeden odcień. Początkowo proponowaliśmy granit ze strzelińskich kopalni, nie odpowiadał on jednak wymogom architektów. Właściwe odcienie kamienia znaleźliśmy dopiero w Chinach. Tam też zamówiliśmy płyty o wymiarach 1 na 1,5 m, które miały pokryć ponad 40 tys. m2 posadzek. Transportowane były do Polski statkami, a shipping trwał około 3 tygodni. Oczywiście w różnych częściach obiektu posadzki są z innego rodzaju tego kamienia – inne we foyer głównym, inne na klatach schodowych, inne na parkingu.

– O wyjątkowości NFM świadczy jednak przede wszystkim Sala Główna. Wiemy, że pomysł na nią narodził się w głowach wirtuozów muzyki. Co jeszcze można o niej powiedzieć?

MN: Pierwszym elementem jaki zadziwia widzów, którzy wchodzą dziś na koncerty do Sali Głównej, jest to, że prowadzą ich do niej długie schody. Powodem tego jest osadzenie sali 7 metrów pod ziemią. Gdy dyrektor Kosendiak pracował z akustykami nad jej ideą, ustalili, żeby uzyskać idealne brzmienie musi być ona wysoka na 24 m. Gdyby sala zaczynała się od poziomu gruntu budynek przekraczał by normy dotyczące wysokości wyznaczone dla tej części miasta i nie uzyskano by zgody na jego budowę. Dlatego też została wtopiona w głąb ziemi. Całe wyzwanie w budowie i aranżacji tej sali polegało na tym, by osiągnąć efekt idealnej akustyki, tak by widzowie, a może być ich aż 1823 gdyż właśnie tyle jest w niej miejsc, mogli cieszyć się idealnymi, niczym nie zakłóconymi wrażeniami muzycznymi. Co ciekawe, sala ta jest jedną z nielicznych, w której widownia może zasiąść zarówno na parterze, amfiteatrze, 3 balonach jak i na chórze mieszczącym się za orkiestrą. Jest to nie lada gratka dla melomanów, którzy chcą widzieć emocje na twarzy dyrygenta czy nuty muzyków.

– Jak wyglądały prace nad wykończeniem tak unikatowego, i chyba trudnego, niejako obiektu w obiekcie?

TM: Prace nad salą były o tyle skomplikowane, że musiały uwzględnić fakt, że każdy jej element ma wpływ na dźwięk. A to trudna do opanowania materia. Zacznijmy od ścian. Po pierwsze, sala została wyłożona żłobionymi na indywidualne zamówienie bloczkami betonowymi, które mają za zadanie zwiększać długość wybrzmienia dźwięku. W ścianach znajdują się 34 pary drzwi żelbetowych otwierające komory pogłosowe do których dźwięk wpada po to, by odbić się od ich powierzchni
i wybrzmiewać jeszcze lepiej, jeszcze mocniej. Ponadto w komorach zainstalowane są specjalne banery pozwalające jeszcze precyzyjniej sterować długością dźwięku. Jedna para drzwi waży ponad 2 tony, ale sterowanie nimi możliwe jest za pomocą panelu znajdującego się w reżyserce. Oczywiście konieczne było wprowadzenie systemu zabezpieczeń. Przy każdych wrotach do komory zamontowane są fotokomórki – czytniki, które w przypadku np. włożenia przez widza z ciekawości ręki w komorę uruchomiają antygilotynowe wyłączniki. Bezpieczeństwo było dla nas niezwykle ważne.

Balkony pokryte zostały betonem akustycznym. Dźwięk odbija się nie tylko od ścian ale też od sufitu
i podłogi. W sali zamontowany jest ruchomy sufit pozwalający moderować długość jego wybrzmienia. To ewenement w skali Polski. Składają się na niego 24 Canopy – panele, które dzięki wyciągarkom można dowolnie ustawiać, tym samym wydłużając lub skracając drogę jaką dźwięk ma pokonać zanim dojdzie do uszu widza. Canopy mogą zostać spuszczone aż na sam dół pomieszczenia, co znacznie ułatwia ich konserwację np. tak z pozoru prozaiczne kwestię jak wymiana żarówki.

– A co z podłogami?

TM: To niezwykle ważny elementem wszystkich sal koncertowych. By zapewnić odpowiedni standard położyliśmy parkiet dębowy o grubości 38 mm, tak by odbijał się od niego dźwięk. Cała podłoga musi grać, dawać efekt pudła rezonansowego. Osiągnęliśmy go montując pod parkietami drewniane legary. W Sali Głównej mają one 10 cm, w salach kameralnych są niższe. W głównej sali koncertowej przy podłogach zamontowaliśmy też specjalny system klimatyzacji nawiewowej, redukujący całkowicie szum powietrza wydobywającego się z otworów tej instalacji.

– Na czym to polega?

MN: Dla muzyków nawet najmniejszy szum powietrza jest mocno wyczuwalny. Wentylację dostosowaliśmy więc do reżimu akustycznego. Powietrze tłoczone jest przez centrale wentylacyjne do komór rozprężnych. Po wyjściu z nich powolnie i bezszelestnie rozprzestrzenia się na całą salę za pomocą nawiewów zamontowanych pod każdym z foteli. Właśnie dzięki takim najwyższym standardom podczas koncertu w NFM nie usłyszymy nic poza muzyką. Godny uwagi jest też system oświetlenia.

Pozwala on na sterować atmosferą jaka w panuje w trakcie koncertu?.

TM: Dokładnie. Oświetlenie mieści się w canopach oraz na sztankietach wiszących ponad głowami widzów ponadto ledowe listwy oświetleniowe zamontowane są też wzdłuż balkonów a na sufitach balkonów umieszczono tzw. Oświetlenie sceniczne .. Oczywiście dochodzą do tego lampy typu ruchoma głowa tzw. oświetlenie inteligentne. Dzięki którym strumienie światła mogą przemieszczać się po sali i skupiać się w jednym miejscu. Tak jak na oskarowej gali. Co prawda nie można używać ich w trakcie koncertów symfonicznych, gdyż nastrajając się wydają dźwięki nie tolerowane przez muzyków ale idealnie nadają się jednak na innego rodzaju wydarzenia np. rozdanie nagród filmowych. W ramach oświetlenia scenicznego przy wyposażaniu budynku zamontowało łącznie ok. 520 reflektorów i naświetlaczy oraz 116 lamp typu ruchoma głowa takich marek jak Vari-Lite, Martin, DTS, Spotlight, ETC

Centralnym punktem Sali Głównej jest scena.

TM: Jest to wyjątkowa konstrukcja o powierzchni 399m2. Istnieje ogromny wachlarz możliwości jej ustawiania. Elementem sceny są 3 ruchome zapadnie, zamontowane na spiraliftach. To genialny, bezpieczny system opatentowany w Kanadzie, dzięki któremu estrada porusza się bez wydawania przy tym dźwięków. Zapadnia umieszczona z tyłu sceny pozwala ją rozszerzyć o dodatkowe dwa rzędy dla chórzystów lub widowni, a dwie zapadnie z przodu tego unikatowego podium pozwalają zyskać dodatkową przestrzeń dla widzów za pomocą dodania 5 rzędów foteli, czy też stworzyć fosę oddzielającą widownie od orkiestry. Nośność sceny to aż 20 ton, może ona zmieść ponad 100 osób. Obłożona jest wykonanymi na specjalne zamówienie obłogami dębowymi. Konstrukcja estrady wymagała pracochłonnego poziomowania podłogi. Nie zależnie od poziomu na jakim w danym momencie znajduje się scena musi ona idealnie łączyć się z parkietem. Warto też dodać, ze cała mechanika zapadni miała być zgodna nie tylko z projektem, ale też wymaganiami akustyków i Urzędu Dozoru Technicznego.

– Strojeniem akustycznym Sali Głównej oraz instalacją systemu nagłośnienia zajmowali się najwyższej klasy światowi eksperci. Jak ich praca, ale też współpraca z nimi wyglądała z perspektywy głównego wykonawcy?

MN: Sala Główna to akustyczny majstersztyk, prawdziwe arcydzieło. Jedyne na co pozwolono architektom to dobór kolorów. Cała reszta podlegała przede wszystkim rygorowi akustyków -od użytych materiałów po kąt rozstawienia foteli. Dźwięk to wymagająca materia. Akustycy mieli umownie zagwarantowane pół roku na strojenie Sali Głównej. Oznacza to, że gdy my wykańczaliśmy jeszcze budynek, akustycy już prowadzili swoje działania. Dla nas oznaczało to, że każdą z sal koncertowych musieliśmy fizycznie udostępnić wcześniej niż w po upływie 18 miesięcy. Presja czasu ciągle więc narastała. Tygodnie prób wszelkich zamontowanych przez nas ustawień, zajmujące długie godziny pomiary, koncerty testowe pozwalały doszlifować każde aspekty funkcjonowania sali koncertowej. Przygotowano wiele scenariuszy jej nastrojenia. W zależności od rodzaju koncertu, za pomocą kliku kliknięć można zmienić ustawienia wszelkich elementów wpływających na akustykę pomieszczenia. Oczywiście, sala może być, i już bywała, indywidualnie strojona pod muzyka, który gra w niej koncert. Konfiguracją nagłośnienia zajęli się eksperci z firmy Meyer Sound na czele z jej właścicielem Johnem Meyerem. W samej Sali Głównej spędzili dwa tygodnie, doskonaląc jej ustawienia, programując różne tryby pracy nagłośnienia.

– A co charakteryzuje trzy sale kameralne?

TM: Trzy sale kameralne różnią się od siebie wystrojem oraz wielkością. Sala Czerwona ma powierzchnię 400 m2 i może pomieścić od 300 do 400 osób. W Sali Czerwonej ściany pokryte są gipsowymi formami o grubości od 2 do 20 cm, które są wyprofilowane tak, by dźwięk nie odbijał się od kątów prostych, których nie lubi, tylko wchodził w zakrzywienia ścian i dłużej wybrzmiewał. Uzyskaliśmy tym samym efekt podobny do akustyki kościelnej. Mieliśmy zresztą już na NFM gości ze USA, którzy poszukiwali idealnej przestrzeni kościelnej do nagrań i znaleźli ją w naszym obiekcie. Sala Czarna jest mniejsza. Ma powierzchnię 230m2, jest w stanie pomieścić od 100 do 200 osób. Jej ściany są pokryte betonem zbrojonym włóknem szklanym, czyli wibrobetonem. Charakterystycznym jej elementem są niebieskie krzesła. Tak jak w każdej sali kameralnej, dzięki systemom zatrzasków, mogą one być ustawiane w różnych konfiguracjach, dostosowując przestrzeń pomieszczenia do rodzaju wydarzenia. Najmniejsza Sala Kameralna jako jedyna ulokowana jest na 2 piętrze budynku.
Z powierzchnią 220 m2 jest w stanie pomieścić od. 100-200 widzów. Wyróżniają ją oświetlenie w formie ledowych słupków oraz mahoniowe powierzchnie.

– NFM to jednak nie tylko sale koncertowe, ale też miejsce pracy niemal 300 osób wchodzących w skład Filharmonii Wrocławskiej im. Lutosławskiego i festiwalu Vratislavia Cantas, które połączyły się w instytucję Narodowe Forum Muzyki.

MN: Oprócz sal koncertowych w budynku znajdują się dwa foyer, kawiarnie i restauracje, garderoby, zaplecza oraz pomieszczenia konferencyjne i biurowe. Jest tam również sklep muzyczny i przestrzeń wystawiennicza. Znajdziemy też pokój VIP w pobliżu sali głównej. Budynek jako światowej klasy instytucja spełnia wyśrubowane normy dotyczące bezpieczeństwa. Sala VIP jest gotowa na przyjęcie głów państw, dyplomatów. Konsultowaliśmy się w tym zakresie z oficerami Biura Ochrony Rządu. Dostosowaliśmy nawet najdrobniejsze elementy takie jak rozkład gniazdek przy wejściach do budynku.

– Budynek ma więc wiele zastosowań.

MN: Tak, wielofunkcyjność w moim odczuciu to, poza oczywiście walorami związanymi z akustyką, najważniejsza i najlepsza cecha budynku. W jednym momencie w czterech salach koncertowych może znaleźć się aż 2800 osób, biorących udział w czterech różnych wydarzeniach. Mogą być to koncerty symfoniczne, koncerty muzyki elektronicznej, występy chórów czy nawet konkursy tańca. Do ich przeprowadzenia przygotowana jest podłoga w Sali Czerwonej. Legary znajdujące się pod jej parkietem stoją na kauczukowo gumowych podkładkach, dzięki czemu podłoga lekko się ugina a co za tym idzie jest przystosowana do potrzeb profesjonalnych tancerzy.

Sale, szczególnie główna sala koncertowa, niemalże same stroją się do różnych rodzajów muzyki. Przy każdej z nich znajduje się studio nagrań i reżyserka. Z ostatniej można np. sterować przesuwnymi kurtynami pochłaniającymi dźwięk. Zamontowane są one w każdej z sal w specjalnych parkingach kurtyn, umieszczonych wokół ścian w kameralnych, wokół balkonów w głównej. W przypadku chóralnego występu nie będą one potrzebne, gdyż dźwięk będzie rozchodził się sam dzięki akustyce pomieszczenia. Grając jednak np. muzykę elektroniczną odbijanie dźwięku byłoby zabójcze dla słuchaczy. Kurtyny zatrzymują dźwięk. Stosując je można używać gron głośnikowych, również zamontowanych w każdej z sal. By jeszcze bardziej zwiększyć funkcjonalność budynku zaproponowaliśmy zamontowanie w Sali Głównej kinotechniki, pod balkonami umieściliśmy dodatkowe głośniki oraz ekran na wciągnikach. Oglądanie tam filmów z dźwiękiem w jakości 4K na pewno zapewni widzom niesamowite wrażenia.

– Co w trakcie tego intensywnego i wielowątkowego projektu dla Inter-Systemu było najtrudniejsze, stanowiło największe wyzwanie?

TM: Z mojej perspektywy było to opanowanie trzech żywiołów, których cele nie raz stały do siebie
w opozycji, wypracowanie kompromisu między nimi. Z jednej strony byli to projektanci: architekci
z pracowni Kuryłowicz&Associates, projektanci wnętrz NFM z Towarzystwa Projektowego oraz zatrudnieni przez nas specjaliści opracowujący projekty warsztatowe uszczegóławiające sposób wykonania generalnych założeń projektu. Z drugiej akustycy, pod których wymogi musieliśmy się bezwzględnie dostosowywać i udostępniać im przestrzeń w budynku stanowiącą jeszcze plac budowy. W końcu trzecim żywiołem byli różnego typu kontrolerzy i przepisy prawne. Pozwolenie budowlane zostało wydane w lutym 2008 roku. Do 2015 roku obowiązujące przepisy się zmieniły i nie mogliśmy usprawiedliwić się tym „że wcześniej było inaczej”. Powodowało to konieczność dokonywania zmian np. w instalacji wentylacyjnej, którą musieliśmy wzmocnić (a tym samym zdemontować, zinwentaryzować i zmagazynować elementy, które zdążył zamontować poprzedni wykonawca), czy
w instalacjach elektrycznych. Zresztą nie tylko przepisy się zmieniły. Przez 5 lat na przód, i to znacznie, poszła również technologia dotycząca np. systemów gaśniczych. Projekt zakładał gaszenie gazem, musieliśmy go zmienić tak by system przeciwpożarowy opierał się o bezpieczniejszą technologię gaszenia aerozolem. My jako generalny wykonawca musieliśmy stworzyć kompromis między tymi elementami. Nie było to łatwe. Jak na obiekt przystało musieliśmy niejako wcielić się w rolę dyrygenta, tak by między tymi głosami i w terminarzu naszych prac panowała harmonia. By wszystko idealnie zgrało się na czas.

– Kiedy zakończyli Państwo prace?

TM: Budynek oddaliśmy do użytku 26 czerwca, a jego otwarcie nastąpiło 4 września 2015 roku. Przez dwa miesiące przeprowadzano koncerty testowe, na które zapraszano mieszkańców miasta. Chodziło o to by sprawdzić jak sala brzmi wtedy, gdy są w niej widzowie. Nie był to jednak koniec naszych prac. Rozruch budynku pokazywał nam co jeszcze trzeba udoskonalić, czym należy zająć się w ramach ochrony prewencyjnej, którą objęliśmy nad elementami wykonanymi przed naszym wejściem na budowę. Musieliśmy przykładowo dokonać zmian w instalacji wodno-kanalizacyjnej, która już po uruchomieniu budynku, w trakcie jego intensywnej eksploatacji okazała się częściowo niedrożna. Problem wystąpił w instalacji podposadzkowej, zalanej w płycie fundamentowej. Instalacja ta, która jest zalewana betonem, w momencie niedokładnej stabilizacji może ulec odkształceniu  pod ciężarem surowca i staje się nie drożna. Musieliśmy wiec zamontować dodatkowe zbiorniki wodne, które zintegrowane z systemem zarządzania budynkiem, automatycznie przepuszczają wodę przez zwężenie rury tak by nie zbierały się w niej zanieczyszczenia, mogące powodować zastanie, a przez to niedrożność całej instalacji. Co ciekawe, nie łatwo było odkryć przyczynę tej awarii. Nie mogliśmy kuć fundamentu, konieczne więc było zastosowanie badań za pomocą kamer i udrażnianie elektordźwiękami.

Czy te prace nadal trwają?

TM: Tak. Obecnie ciągle zajmujemy się kontrolą wypompowywania wody spod fundamentów, o której opowiadaliśmy. Stale współpracujemy z naukowcami z Politechniki Wrocławskiej i załogą NFM, dając tym samym gwarancję bezpieczeństwa i trwałości budynku.

­- Otwarcie NFM dało Wrocławiowi niezwykłą przestrzeń, ale też ożywiło okolicę wokół budynku przez nowe oblicze Placu Wolności.

MN: Sam Plac Wolności zyskał nowy wygląd, gdyż miał stanowić piękną przestrzeń dla sztuki. Czarne pasy i oświetlenie mają niejako prowadzić do sztuki, wiodąc aż do głównego wejścia NFM. Przestrzeń na placu w założeniu miała być niezakłócona poprzez zadaszone, masywne wejścia do klatek schodowych i wind. Tak też, zgodnie z projektem zostały one wykonane, jednak nie do końca  spełniały one swoją funkcję. Woda w trakcie ulew wdzierała się na parking, który jest bezpośrednio połączony
z zapleczami kameralnych sal koncertowych. Udało nam się wypracować kompromis z projektantami. Klatki schodowe zostaną osłonięte wiatami z samego szkła, bez konstrukcji stalowej. Każda w nich sama w sobie będzie małym dziełem sztuki. Niezwykle cieszy, że budowa NFM pociągnęła za sobą remonty okolicznych obiektów, otwarcie nowych lokali, hotelu. Okolica żyje, a jej sercem jest nasz budynek.

– Zarówno w trakcie budowy, jak i już po otwarciu na NFM skierowane było wiele oczu.
TM: Rzeczywiście, zainteresowanie budową było ogromne. Budynek jeszcze na wczesnym etapie naszych działań chciało zobaczyć wiele osób. Gościliśmy mnóstwo wycieczek, w których brali udział studenci, eksperci, przedstawiciele mediów. Mieliśmy nawet opracowane stałe trasy wycieczkowe – wersje krótszą i dłuższą, gdzie ta krótsza to 1,5 godziny. To chyba i tak mało przy tak wielkim obiekcie.

­– Co cieszy bardziej nominacje do nagród za projekt budowlany, czy pochlebne opinie które spływają z różnych stron kraju i świata?

MN: To co cieszy nas najbardziej, to opinie jakie zbiera budynek. W przypadku tego typu obiektów uzyskane certyfikaty to jedno. Formą największej gratyfikacji jest uznanie od autorytetów muzycznych. W muzycznym świecie to opinie takich maestrów jak Zubin Metha, Jacek Kasprzyk czy Krzysztof Penderecki są najlepszymi i najbardziej oddziaływującymi opiniami. A NFM zebrał od nich pochwały. To czyni go obiektem klasy światowej. Gdybyśmy mieli porównać tą sale do innego tego typu obiektu jest to unikat w skali Polski i Europy Środkowo-Wschodniej.

– Dziś budynek tętni życiem. Różnorodność repertuaru jest ogromna – od muzyki klasycznej, przez elektroniczną, jazz, po występy kabaretów. Przystępne ceny biletów sprawiają, że ciężko po prostu pójść do kasy i nabyć bilet na koncert. Wyprzedają się z nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

MN: Tak, NFM  okazał się inwestycją trafioną w dziesiątkę. Skoro zainteresowanie jest tak wielkie, można chyba stwierdzić, ze nasze miasto potrzebowało takiego obiektu. Forum w ciągu roku może ugościć 300 000 osób. Oznacza to, ze każdego dnia może tam być ponad 800 osób. Na brak pomysłów na koncerty, zainteresowania wystąpieniem w NFM przez różnego typu zespoły, czy wynajmem sal na innego typu wydarzenia dyrekcja NFM nie może narzekać. Inwestycja już na siebie zarabia. A my cieszymy się, że przyczyniliśmy się do tego sukcesu, że zyskaliśmy tą perełkę architektoniczną, akustyczną, technologiczną, muzyczną. To nowa ikona Wrocławia.

mat. pras. Insight PR